banner ad

Bajki-wynalazki

5 września 2012

Etgar Keret „Nagle pukanie do drzwi”, Wyd. W.A.B.
Ocena: 7 / 10

Doskonale rozumiem Philip K. Dicka, który podejrzewał, że Stanisław Lem nie może być człowiekiem, bo nikt nie jest w stanie mieć takiego rozgardiaszu w głowie i nad nim panować. Kiedy myślę o Kerecie, do głowy przychodzi mi wyspecjalizowany oddział Mosadu, który pod przykrywką młodego, zdolnego pisarza chce opanować umysły społeczeństw.

Keret jest wynalazcą. Wyobrażam sobie, jak pakując zakupy do bagażnika na parkingu przed marketem rejestruje wszystko, co się wokół dzieje, a przed oczami przebiegają mu te cyferki z Matrixa albo zagaduje ludzi, którzy proszą go o ogień w knajpie. Potem składa to, wywija do góry nogami, wszczepia serce i robi swoje małe wynalazki. Jedno-, dwustronicowe. Z samego chrapania potrafiłby zrobić opowiadanie. Odlatuje, jak gdyby nigdy nic, w rejony niedostępne dla większości ludzi. Tworzy abstrakcyjne bajki z innej planety. Gdy opowiadałem znajomemu jedną z historii ? tę, w której facetowi przyśniła się mama, prosząc o gumę do żucia – krzyknął, że to przecież fantasy („Lieland”). Nie chcę wiedzieć, co Etgar ma w głowie, ale na pewno nie jest to Kaczor Donald.

Keret uwielbia ludzi – pochyla się, zagląda głęboko w oczy, zagląda w okna, zagląda w kieszenie (jak w „Co mamy w kieszeniach?”). Lubi drobne, te z małymi nominałami. Nie bywa na hucznych imprezach z okazji otwarcia celebryckiego klubu ani nie jeździ białą limuzyną. Jest tam, gdzie są hemoroidy, gdzie mąż nie wraca po pracy do domu albo dzieciak bywa nie do zniesienia. Etgar to nie Cormac McCarthy, nie jest stylistą, mistrzem cechu. Woli beczącego Dylana z całą nieporadną żarliwością niż pięknisia z Idola. Woli soczystą, poruszającą historię od fachowej literatury o niczym.

Keret uwielbia ludzi – tych naiwnych, grzesznych, nieszczęśliwych, zagubionych. Nie grozi palcem, nie odwraca się plecami. W tej przenikliwej tęsknocie tkwi raczej współczucie. Bohaterowie mają problemy, zawieszeni pomiędzy dobrem a złem, nie umieją płakać po stracie bliskich, są pełni wątpliwości. Wiecznie szukają, sami nie wiedząc dobrze czego, błądzą po omacku wśród tego wszystkiego, co może im się przydarzyć. Świetlickiego na kacu byle reklama zmuszała do płaczu. „Nagle pukanie do drzwi” jest o wiele niebezpieczniejszą, melancholijną bombą.

Siedzę i zastanawiam się, jak te bajki (np. opowiastka o niepełnosprawnym Bogu na wózku inwalidzkim w „Wybierz kolor”) mają się do małych mieszkań na przedmieściach Tel Awiwu? A dziękuję, dobrze. Wybuchasz śmiechem, wchodzisz w tę bajkę, ale tak naprawdę cały czas jesteś wśród swoich, wśród Ziemian. Keret jest takim literackim Woody Allenem, który potrafi nawet najbardziej absurdalne sytuacje przekuć w zupełnie przyziemną myśl.

„Nagle pukanie do drzwi” ma jedną poważną wadę. Jest najszybciej czytaną książką od dawna. Nie zabieraj jej na tygodniowy wyjazd nad morze, raczej do autobusu w drodze do miasta. Nie potrzebujesz iPoda, czy iPhone?a, weź Kereta.

Kasper Linge

Gdzie kupić:
Kup książkę w księgarni Selkar
Kup książkę w księgarni Lideria

Tematy: , , , , , ,

Kategoria: recenzje