banner ad

Apostoł Brown od burdeli

22 listopada 2013

Na własny kosztChester Brown „Na własny koszt”, wyd. Centrala
Ocena: 9 / 10

Charles Bukowski, George Carlin i Woody Allen. Te trzy nazwiska mówią w zasadzie wszystko o tym komiksie. Chester Brown ma bowiem w sobie coś z każdego spośród wymienionych tu panów. To nieśmiały intelektualista pokroju Woody?ego Allena, który posługuje się diabelsko przekonującą logiką George?a Carlina, a jest przy tym równie szczery i bezpośredni niczym sam Charles Bukowski.

Szczerość i bezpośredniość to rzadkie cechy, kiedy rozmowa schodzi na temat pieniędzy lub seksu. Brown zaś poruszył kwestię, która jest wybuchową mieszanką obydwu tych elementów, mianowicie płatny seks. W czerwcu 1996 roku dziewczyna autora powiedziała mu, że wciąż go kocha, ale najwyraźniej już trochę inaczej niż dotychczas, bo miłością romantyczną obdarzyła kogoś innego, niejakiego Justina perkusistę. Chester, jak przystało na rasowego dżentelmena, chociaż koledzy skłonni są w nim widzieć raczej robota bez serca, godnie przyjął wiadomość, decydując się przy okazji na czyn zgoła heroiczny. Otóż dla zaoszczędzenia gotówki postanowił wraz z byłą partnerką nadal mieszkać pod jednym dachem. Następne trzy lata wyglądały więc następująco: w jednym pokoju tętniło tzw. normalne życie, skrzypiało łóżko, dochodziło do kłótni, skrzypiało łóżko i znowuż dochodziło do kłótni, w drugim zaś kisił się Chester i z każdym miesiącem, wysłuchując tego, co się odbywa za ścianą, uświadamiał sobie, że ze związku z byłą dziewczyną brakuje mu w zasadzie tylko tego skrzypienia. Powziął więc myśl wcale nie odkrywczą, gdyż powzięło ją przed nim wielu mężczyzn i, co trzeba również podkreślić, także pewna grupa kobiet, aby skorzystać z komercyjnego sposobu wprawiania łóżka i zmysłów w drżenie. Pionierskość Chestera polegała jedynie na tym, że zebrane doświadczenia uczynił przedmiotem swego kolejnego dzieła. „Na własny koszt” jest bowiem skrupulatnie prowadzonym pamiętnikiem, w którym autor odnotowuje każde spotkanie z panią lekkich obyczajów, na jakie udało mu się wyłuskać pieniądze w długiej, bo czteroletniej karierze typowego Johna, jak zwykło się w Ameryce nazywać klientów burdeli.

Na własny koszt - rysunek 1

Schadzki z dziewczynami stają się dla Chestera-autora okazją, aby obdarować nas szczodrze dość drobiazgową wiwisekcją Chestera-bohatera, włącznie z przemyśleniami, jakie dopadają go przed, w trakcie i po akcie. Jednak o intrygującym charakterze „Na własny koszt” decyduje coś innego ? mianowicie Brown na kartach komiksu przechodzi seksualne nawrócenie, obwołuje się najpierwszym apostołem płatnej miłości i rusza w świat nieść nieuświadomionym ewangelię. Zaczyna od swoich bliskich i znajomych, bez najmniejszych ogródek opowiadając im o nowo obranej drodze życia (są jednak pewne wyjątki – jak zastrzega z zakłopotaniem w wywiadach, jego wiekowa macocha do dzisiaj żyje w błogiej nieświadomości). Najcięższy oręż wytacza jednak pod adresem czytelników, którzy poza częścią zasadniczą dzieła muszą zmierzyć się z dość udatnie przygotowanym materiałem dodatkowym ? Chester ubiega w nim wszelkie nasuwające się w trakcie lektury pytania, dając adwersarzom odpór oparty na przebogatej bibliografii i całkiem logicznej argumentacji.

Brown opowiada się za całkowitą depenalizacją prostytucji, bo tylko dzięki temu jego zdaniem będzie ona traktowana przez większość ludzi jako obyczajne zjawisko. Jednocześnie protestuje przeciwko idei legalizacji, nie potrafiąc zrozumieć, dlaczego dobrowolny seks między dwoma dorosłymi osobami miałby wymagać jakichkolwiek licencji, nie wspominając o informacjach, jakie w tej sytuacji trafiłyby niepotrzebnie w ręce władzy, która u nikogo rozsądnego nie wzbudza przecież większego zaufania. Apostoł Brown konstruuje argumenty nobilitujące płatną miłość pośród szerokiego wachlarza grup i interesów ? tradycjonalistom przypomina, że płatny seks ma o wiele dłuższe tradycje niż małżeństwa zawierane z miłości, które upowszechniły się stosunkowo niedawno, bo dopiero w XVIII wieku, feministki z kolei przekonuje, że skoro kobieta winna sama decydować o swoim ciele w przypadku aborcji, czemuż nie miałaby w równej mierze posiadać prawa do samodecydowania w przypadku prostytucji.

Na własny koszt - rysunek 2

Niezaprzeczalnie trzeba oddać autorowi, że „Na własny koszt” jest pewnym antidotum na pokutującą w mediach tendencję do przedstawiania prostytutek jako ofiar. Otóż w większości przypadków jest to nieprawdą i w oficjalnie istniejących, przynajmniej na terenie Polski, agencjach trudnią się swoim fachem z własnej, nieprzymuszonej woli, zdarza się, że i dowożone do pracy przez ukochanych mężów, tudzież chłopaków. Jednakże empiryzm Chestera jest, co by nie mówić, dość ograniczony. Przede wszystkim należy zauważyć, że autor „Na własny koszt” jest Kanadyjczykiem, co w skrócie rzecz ujmując oznacza amerykański odpowiednik Skandynawa. Ich grzeczność jest wręcz przysłowiowa i każdy mieszkaniec USA wie, że Kanadyjczycy o wszystko, włącznie z seksem, proszą z zastosowaniem podstawowych zasad savoir vivre. Stąd też wizja przyszłości roztaczana przez autora, w której o płatnym seksie mówi się z równą swobodą i kulturą co o wspólnym skonsumowaniu drożdżówki, wydaje się wysoce utopijna.

Co byście szanowni państwo nie sądzili o poglądach Chestera Browna, „Na własny koszt” to pozycja, która jak żadna inna w tym roku spełnia jedno z zasadniczych założeń literatury: prowokuje do dyskusji. Z komiksem Browna w ręku wasze spotkanie w klubie książki albo dyskusja w gronie znajomych będzie zażarta jak nigdy przedtem. Podczas gdy tradycyjnie pojmowana literatura coraz częściej lubi sadowić się w ciepłych kapciach, komiks jako gatunek usytuowany na obrzeżach medialnych jupiterów znajduje w sobie jeszcze dość pary, aby potrząsnąć naszymi bebechami. Jeśli więc szukacie następców wielkich literackich skandalistów, absolwentów tzw. uniwersytetów życia, zajrzyjcie w księgarni do działu z komiksem. A pierwszym autorem, po którego sięgnięcie warto się odważyć, jest właśnie Chester Brown.

Artur Maszota

Tagi: , , , , , ,

Kategoria: recenzje