„Ruchome święto” – nowe wydanie paryskich wspomnień Ernesta Hemingwaya

5 listopada 2022

Paryż był przez lata opiewany w licznych książkach. Jeden z najznamienitszych literackich pomników wystawił miastu światła Ernest Hemingway. Jego „Ruchome święto” w nowej wersji i nowym tłumaczeniu Miłosza Biedrzyckiego ukazało się właśnie w Polsce nakładem Wydawnictwa Marginesy.

Po I wojnie światowej stolica Francji stała się ulubionym miejscem artystów, intelektualistów i pisarzy z całego świata, którzy gromadzili się w słynnych księgarniach, kawiarniach i restauracjach. Wśród nich znalazł się Ernest Hemingway. Był wtedy na początku swej literackiej drogi, zanim jeszcze zdobył międzynarodowe uznanie. Do spisania wspomnień z tego wyjątkowego okresu zabrał się jednak dopiero u kresu życia, a wpływ na to miało pewne zaskakujące znalezisko.

Jesienią 1956 roku Ernest Hemingway i jego czwarta żona Mary byli w drodze do Afryki Wschodniej, gdzie pisarz zamierzał wziąć udział w safari, a przy okazji zebrać materiały potrzebne do ukończenia afrykańskiej powieści, nad którą pracował. Sytuacja geopolityczna związana z decyzją Egiptu o nacjonalizacji Kanału Sueskiego, a także pogarszające się problemy ze zdrowiem małżeństwa spowodowały, że plany te trzeba było odwołać. Hemingwayowie zmienili więc kurs i udali się do Paryża, gdzie zatrzymali się w hotelu Ritz.

Jak pisze Mira Michałowska w książce „Do zobaczenia, stary wilku”, w Paryżu „widywali przyjaciół i znajomych, chodzili na krótkie spacery”, ale „oboje byli w fatalnej formie fizycznej i psychicznej”. Hemingway popadł w depresję. W całej tej sytuacji ożywiła go jednak pewna niezwykła niespodzianka, którą przekazała mu dyrekcja hotelu.

Jak informuje przyjaciel i biograf Hemingwaya, A. E. Hotchner, który przebywał wówczas z pisarzem w Paryżu, podczas wspólnego lunchu prezes hotelu Charles Ritz zapytał, czy Ernest wie, że w przechowalni czekają na niego rzeczy, które zostawił pod koniec lat 20. Okazało się, że noblista niejednokrotnie zastanawiał się, co się stało z jego dobytkiem. Kazano przynieś kufry do biura prezesa hotelu, żeby Hemingway mógł po posiłku do nich zajrzeć. Jak napisał zaraz potem swojemu dobremu znajomemu Lee Samuelsowi, było „całkiem emocjonujące zobaczyć” zawartość tych skrzyń.

W środku obok starych ubrań, akcesoriów myśliwskich i wędkarskich, kart dań, rachunków, wycinków prasowych i korespondencji znajdowały się maszynopisy tekstów literackich, notatki do „Zaś słońce wschodzi” oraz niebieskie zeszyty w linie, których Hemingway używał podczas pobytu przed laty w Paryżu. „Ernest wypełnił je swoim starannym charakterem pisma, siedząc w ulubionej kawiarni i popijając cafe creme. Zeszyty opisywały miejsca, ludzi, wydarzenia z czasów, gdy żył bez grosza” – zauważył Hotchner.

Hemingway już od dawna nosił się z zamiarem napisania o Paryżu. Kiedy Gertrude Stein opublikowała w 1933 roku „Autobiografię Alice B. Toklas”, w której znalazły się niepochlebne wzmianki na jego temat, wyznał swojemu redaktorowi Maxwellowi Perkinsowi, że kiedy już nie będzie miał nic innego do pisania, to zamierza napisać własne „cholernie dobre wspomnienia”, zabawne i wierne prawdzie. Odkrycie po latach tej swoistej kapsuły czasu pobudziło ten zamiar i zmotywowało go do działania.

Po odzyskaniu kufrów Hemingway przepisał zeszyty, a następnie zabrał się do pracy. „Ernest zaczął pisać książkę na Kubie jesienią 1957 roku, pracował nad nią w Ketchum w stanie Idaho zimą 1958-59 roku, potem zabrał ją ze sobą do Hiszpanii w kwietniu 1959 roku, następnie przywiózł z powrotem na Kubę, a późną jesienią do Ketchum. Książkę ukończył wiosną 1960 roku na Kubie. Dokonał jeszcze pewnych poprawek jesienią 1960 w Ketchum” – relacjonowała w nocie wydawniczej do pierwszego wydania żona Hemingwaya, Mary.

W rzeczywistości jednak pisarz nigdy nie uznał książki za skończoną. „Pomimo że Hemingway przed śmiercią dokonał kilku redakcji zasadniczej części tekstu, nie nadał ostatecznego kształtu ani wstępowi, ani ostatniemu rozdziałowi, nie podjął też decyzji co do tytułu całości. Co najmniej do kwietnia 1961 roku wciąż pracował nad książką” – wyjaśnia wnuk autora, Seán Hemingway, na dowód przytaczając szkic niewysłanego listu pisarza do wydawcy.

Samobójstwo Hemingwaya na początku lipca 1961 roku opóźniło publikację książki. Przez niemal trzy lata po śmierci noblisty wdowa po nim wspólnie z redaktorem z wydawnictwa Scribner’s pracowała nad finalną wersją tekstu. Książka ukazała się w 1964 roku pod tytułem „Ruchome święto”. Zasugerował go wdowie po pisarzu A.E. Hotchner, który pamiętał, jak podczas jednej z rozmów w barze hotelu Ritz, Ernest powiedział: „Jeżeli miałeś szczęście mieszkać w Paryżu jako młody człowiek, to dokądkolwiek się udasz przez resztę życia, idzie on za tobą, bo Paryż jest świętem ruchomym”.

Ernest Hemingway w Paryżu, ok. 1924 roku.

W pełnych anegdot wspomnieniach Hemingway opisał lata spędzone w Paryżu, kiedy był korespondentem gazety „Toronto Star” i początkującym pisarzem. Relacjonował swoje wędrówki po mieście z pustym żołądkiem i głową pełną pomysłów. Na kartach książki przewijały się bary, kawiarnie i hotele, gdzie spotykał się z wieloma znanymi postaciami tamtych czasów. Pojawili się m.in. Sylvia Beach z legendarnej księgarni i wypożyczalni Shakespeare and Company, „cudownie ciepłego i przyjaznego miejsca przy zimnej, wietrznej ulicy”, Ezra Pound, będący „najbardziej szczodrym i najmniej samolubnym” ze znanych mu pisarzy, a także James Joyce, z którym wybrał się na wytrawne sherry, „choć w biografiach piszą, że pił wyłącznie szwajcarskie białe wino”.

Nie ze wszystkimi Hemingway obszedł się łagodnie, co niektórzy stawiali jako zarzut. Pisarz Ford Madox Ford został przedstawiony jako „sapiący przez gęste, poplamione wąsy, trzymający się prosto jak samobieżna, dobrze ubrana beczka na wino”, a jego oddech zionął „smrodem gorszym niż wszystkie fontanny z nozdrzy wieloryba”. Hemingway ukazuje też problemy z alkoholem swojego przyjaciela, F. Scotta Fitzgeralda, i jego skomplikowane relacje z Zeldą. Nie zabrakło również cierpkich słów pod adresem Gertrude Stein, która „miała do powiedzenia dużo bardzo mądrych rzeczy” i nauczyła go znaczenia rytmu i powtórzeń w pisaniu, ale praktycznie nigdy nie usłyszał z jej ust „dobrego słowa o jakimkolwiek pisarzu, który nie zrecenzował przychylnie jej twórczości albo w jakiś sposób nie pomógł jej w karierze”. Autor relacjonuje też w poruszający sposób rozpad swojego pierwszego małżeństwa z Hadley Richardson, którą zdradził z jej przyjaciółką Pauline Pfeiffer.

Wydanie z 1964 roku stało się podstawą polskiego przekładu „Ruchomego święta”, którego dokonał Bronisław Zieliński. Przez wiele lat była to jedyna wersja książki dostępna czytelnikom. Wątpliwości co do zbyt daleko idących zabiegów redakcyjnych dokonanych w treści manuskryptu przez Mary Hemingway pojawiły się już na przełomie lat 70. i 80. Literaturoznawca Gerry Brenner wraz z innymi badaczami przeanalizował notatki pisarza i szkice, które pozostawił, i doszedł do wniosku, że niektóre z wprowadzonych przez wdowę zmian były błędne, a inne wynikały z budzących wątpliwości motywów. Mary nie tylko zaingerowała w kolejność rozdziałów i stworzyła z różnych ścinków przedmowę autora, ale przede wszystkim zamieściła na końcu rozdział „Paryż nigdy nie ma końca” o rozstaniu Ernesta z Hadley, z którego usunęła fragmenty dotyczące wyrzutów sumienia Hemingwaya po rozpadzie pierwszego małżeństwa i jego wątpliwości na temat zakończenia tego związku. Tym samym przedstawiła jego drugą żonę jako podstępną drapieżniczkę, w której Ernest miał nieszczęście się zakochać. Tymczasem ustępy te pojawiały się w różnych formach w każdym szkicu książki. Brenner sugerował, że wdowa wykreśliła je, ponieważ podważały jej własną rolę jako żony.

Patrick Hemingway, wujek Seána i syn Pauline, twierdził, że nie obwinia Mary za dokonane ingerencje. „Myślę, że wykonała świetną robotę, biorąc pod uwagę ówczesne okoliczności” – powiedział w jednym z wywiadów. Spekulował, że przyczyna usunięcia fragmentów mogła być również taka, że Mary pokłóciła się z Pauline, a za to chciała pozyskać łaskę zdradzonej Hadley, ponieważ ta posiadała prawa do obrazu Joan Miró, na którym jej zależało.

Dziś ustalenie ze 100-procentową pewnością faktycznych powodów jest już niemożliwe. W 2009 roku wnuk autora, Seán Hemingway, zdecydował się zrobić „porządek” w tekście i opublikować nowe wydanie książki. Jak sam podkreśla – pierwsze tak bliskie wersji, jaką noblista zostawił w chwili śmierci. Oparte zostało na ostatnim maszynopisie Hemingwaya, nad którym pracował, z jego odręcznymi notatkami. Edycja ta zawierała również w dodatkach fragmenty rozdziałów, które nie zostały ukończone i wcześniej nie były dostępne dla czytelników. To właśnie ta wersja jest podstawą nowego przekładu Miłosza Biedrzyckiego, który ukazał się nakładem Wydawnictwa Marginesy.

Jak można się domyślać, nowa wersja „Ruchomego święta” wzbudziła dyskusje. Jedni, na czele z żyjącym wtedy jeszcze A. E. Hotchnerem, bronili pierwszego wydania. Inni, jak chociażby profesor Sandra Spanier, redaktorka naczelna wielotomowej, naukowej edycji korespondencji Hemingwaya, twierdzili, że nowe wydanie może dać prawdziwszy obraz pisarza, który słynął z tego, że „był niezwykle uczciwy wobec siebie”. Nierozstrzygnięta pozostaje kwestia, czy jakiekolwiek wydanie można uznać za finalne. „Nie może być ostatecznego tekstu, ponieważ go nie ma” – podsumowuje profesor Ann Douglas, przypominając, że autor nie ukończył „Ruchomego święta”. Nowa wersja daje jednak szerszy wgląd w najbardziej kompletne z pośmiertnie wydanych dzieł Ernesta Hemingwaya, które wciąż inspiruje filmowców („O północy w Paryżu” Woody’ego Allena), pisarzy („Paryż nigdy nie ma końca” Enrique’a Vila-Matasa) i czytelników chodzących śladami autora po Paryżu.

[am]
fot. John F. Kennedy Presidential Library and Museum
Przywołane przez A.E. Hotchnera słowa Hemingwaya o Paryżu pochodzą z „Ruchomego święta” w przekładzie Bronisława Zielińskiego, pozostałe cytaty z książki – z nowego wydania w tłumaczeniu Miłosza Biedrzyckiego.


Tematy: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Kategoria: premiery i zapowiedzi