„Muza” – premiera nowej powieści autorki „Miniaturzystki” zapowiedziana na 23 listopada

11 listopada 2016

muza-burton-premiera
Po spektakularnym sukcesie „Miniaturzystki”, osadzonej w realiach XVII wieku powieści o młodej dziewczynie, która wychodzi za mąż za bogatego holenderskiego kupca i przypadkiem odkrywa jego głęboko skrywany sekret, Jessie Burton raz jeszcze zabiera nas w czarowny świat sztuki i artystów. „Muza”, jej nowa powieść, to poruszająca i mądra książka o kobiecości, miłości i wolności pisarek.

Sprzedaje się lepiej niż książki J.K. Rowling publikowane pod pseudonimem Robert Galbraith, a jej debiut to najszybciej schodząca z księgarskich półek powieść od czasu „Pięćdziesięciu twarzy Greya” ? tak w niecały miesiąc po premierze „Miniaturzystki” pisano na łamach „Daily Mail” o autorce, która stała się największą sensacją Targów Książki w Londynie (prawa sprzedano na pniu do 29 krajów, potem liczba jeszcze wzrosła). To był literacki knock-out. Numer 1 największej brytyjskiej sieci księgarń Waterstones, powieść tygodniami okupowała najwyższe lokaty na listach najlepiej sprzedających się książek w „The Sunday Times” i „The New York Times”, została Książką Roku tygodnika „The Observer” i zgarnęła aż dwie nagrody National Book Award. Czytelnicy na całym świecie pokochali pełną magii opowieść o osiemnastoletniej Nelli Oortman poślubionej bogatemu amsterdamskiemu kupcowi w 1686 roku. Tłumy turystów ciągnęły do Rijsmuseum, by obejrzeć misternej roboty zabytek ? siedemnastowieczny domek dla lalek, w czasie swego powstania wart tyle co kamienica nad kanałem, który dostarczył autorce bezpośredniej inspiracji. Do końca 2015 roku „Miniaturzystka” sprzedała się w nakładzie miliona egzemplarzy. Pod urokiem powieści były też wielkie sławy, jak na przykład Martin Scorsese. W sierpniu tego roku telewizja BBC ogłosiła, że rozpoczyna prace nad serialową wersją książki. Autorem scenariusza jest John Brownlow, scenarzysta filmu „Sylwia”. A tymczasem…

Tymczasem w cieniu tych wszystkich wydarzeń, które są marzeniem każdego debiutującego pisarza, Jessie Burton ukończyła i wydała nową powieść. Równie pasjonującą jak poprzednia. Historia rozgrywa się na dwóch planach czasowych, jak się okaże, ściśle z sobą powiązanych. Pierwszy to rok 1936. Jesteśmy w Andaluzji, w małym miasteczku Arazuelo niedaleko Malagi, w samym przededniu wybuchu hiszpańskiej wojny domowej. Harold Schloss, wiedeński marszand żydowskiego pochodzenia wzorem wielu cudzoziemców wynajął tu finkę, w której mieszka z żoną, zjawiskowej urody Sarą i dziewiętnastoletnią córką, Oliwią. Oliwia właśnie dostała się na Akademię Sztuk Pięknych w Londynie, ale trzyma tę wiadomość w sekrecie przed ojcem. Marszand Kokoschki, Paula Klee i Klimta jest przekonany, że „oczywiście, kobiety mają prawo chwycić za pędzel i malować, ale tak naprawdę nie są artystkami w pełnym tego słowa znaczeniu”. W miasteczku narasta niepokój. W odwecie za morderstwo małego chłopca, motywowane ideologicznie, nieznany sprawca dopuszcza się aktu profanacji drogocennej figury Matki Boskiej w miejscowym kościele. Atmosfera gęstnieje, polityczne nastroje polaryzują się. Odkryty właśnie przez Schlossa malarz, Izaak Robles, którego obrazy ekscytują samą Peggy Guggenheim, okazuje się być politycznym agitatorem, zaangażowanym po stronie republikanów. Zakochana w nim do szaleństwa Oliwia zrobi wszystko, by mu w tej walce dopomóc. Koniec będzie tragiczny.

Na drugiej szali mamy rok 1967. Londyn. Wtedy było to miasto inne niż teraz, mniej otwarte na obcych. Miasto mężczyzn ? tabliczka z kobiecym nazwiskiem na drzwiach własnego biura to rzadkość; kobiety wykonują podrzędne prace niewymagające kwalifikacji, są pielęgniarkami, pracują w fabrykach albo w sklepach lub zatrudniają się jako maszynistki. Tak jak Odelle Bastien, prowadząca powieściową narrację. Odelle ma 26 lat, pochodzi z Trynidadu i od kilku lat z trudem usiłuje znaleźć swoje miejsce w Londynie. Pochodzenie i ciemny kolor skóry nie ułatwiają tych poszukiwań, choć dziewczyna ma wielki atut: talent literacki. Pewnego dnia jednak los uśmiecha się do niej i wyrywa ją z szarzyzny pracy w sklepie z butami. Odelle zostaje przyjęta do pracy w Instytucie Skeltona, renomowanej galerii sztuki. Z tą chwilą jej życie zmieni się o 180 stopni. A wszystko za sprawą obrazu, który pewnego dnia trafia do galerii. „Nie był duży i nie miał ramy. Przedstawiona na nim scena była prosta, ale jednocześnie niosła pewne trudne do odczytania treści: po jednej stronie umieszczono postać dziewczyny, trzymającej w rękach oderwaną głowę innej młodej kobiety, a po przeciwnej stronie namalowany był lew, który przysiadł na tylnych łapach, ale nie szykował się do skoku. Obraz roztaczał wokół siebie aurę baśniowości. Pomimo tego że światło pomarańczowej latarni nieznacznie zmieniało kolorystykę obrazu, barwy użyte do namalowania dolnej części tła nasuwały mi skojarzenia z renesansowym, włoskim portretem dworu: spiętrzona mozaika pól we wszystkich możliwych odcieniach żółci i zieleni oraz coś, co przypominało mały, biały zamek. (…) Ale poza piękną paletą kolorystyczną obraz emanował jakąś trudną do określenia słodyczą i delikatnością ? czymś nieuchwytnym, co nadawało mu niezwykły powab” – zauważała narratorka. Malowidło wywołuje wielkie poruszenie, a podejrzenia właściciela galerii, że jest ono zaginionym dziełem Izaaka Roblesa, malarza, który mógł być nowym Miró gdyby nie wojna domowa w Hiszpanii, zdają się potwierdzać dzięki listom z muzeum Prado i fundacji Guggenheima. Tylko czy tak jest naprawdę? Do Odelle należeć będzie odkrycie zawiłej i zaskakującą prawdy o obrazie, jego twórcy i jego muzie.

W „Muzie” dużo miejsca poświęcono roli kobiet w sztuce. „W historii wiele dzieł kobiet zostało przypisanych mężczyznom. Przydarzyło się to Judith Leyster w XVII-wiecznej Holandii, podobnie było z Margaret Keane w latach 50. i 60. w Ameryce. Na rynkach sztuki dzieła kobiet zawsze sprzedawały się za mniejsze kwoty, z rzadkimi wyjątkami. Kobiety są mniej znaczące w historii malarstwa i mniej liczne. Często też dzieła kobiet były niszczone przez ich mężczyzn (pierwsza na myśl przychodzi mi Alice Neel, której kochanek, Kenneth Doolittle, spalił ponad 350 akwarel, obrazów i rysunków). Kobiety były lekceważone w jakiejkolwiek innej roli niż muzy – uważano, że nie są w stanie stworzyć czegoś, co można by nazwać wytworem geniusza” – mówi Jessie Burton, dodając, że postanowiła wykorzystać ten fakt, pisząc swoją powieść.

„Muza” w przekładzie Agnieszki Kuc ukaże się 23 listopada nakładem Wydawnictwa Literackiego.

Tematy: , , , , ,

Kategoria: premiery i zapowiedzi