banner ad

„Kolej podziemna” Colsona Whiteheada – ucieczka z plantacji niewolników godna Nagrody Pulitzera i National Book Award

30 czerwca 2017


„Kolej podziemna. Czarna krew Ameryki” – fantasmagoryczna baśń o wolności i sile ducha, w której granica między dokumentalną prawdą a fantastyczną fikcją jest płynna – wreszcie dostępna jest w polskim przekładzie. Powieść, która zdobyła jednocześnie Nagrodę Pulitzera i National Book Award, opublikowało wydawnictwo Albatros.

Główną bohaterką „Kolei podziemnej” jest Cora, nastoletnia niewolnica z Georgii pracująca na plantacji bawełny należącej do dwóch braci Randallów. Los niewolników na południu Stanów Zjednoczonych był wyjątkowo ciężki – okropne jedzenie, katorżnicza praca, bicie, znęcanie się i inne niegodziwe praktyki stosowane przez nadzorców na porządku dziennym. Dziewczyna miała to niewielkie „szczęście”, że jej panem był James, łagodniejszy z braci. On również uchodził za podłego człowieka, chociaż w odróżnieniu od swojego brata, Terrance’a, pozwalał urządzać niewolnikom zabawy (na przykład z okazji urodzin), wymierzał też mniej surowe kary. Dlatego kiedy nowo zakupiony niewolnik, Caesar, zaproponował Corze wspólną ucieczkę, ta ani myślała o opuszczaniu plantacji. James jednak umarł, a władzę nad całą plantacją przejął Terrance. Nowy właściciel natychmiast zwołał wszystkich niewolników i zapowiedział radykalne zmiany: po pierwsze koniec z zabawami (oprócz świąt Bożego Narodzenia i Wielkanocy), po drugie podwyższona została dzienna norma pracy. Dostrzegając młodą Corę stojącą w rzędzie, włożył jej rękę pod sukienkę i położył na piersi, dając tym samym do zrozumienia młodej dziewczynie, czego może spodziewać się w najbliższej przyszłości. Bohaterka godzi się więc uciec z Caesarem. Z pomocą zaprzyjaźnionego kupca udaje im się skorzystać z tytułowej Kolei Podziemnej, która zabiera ich na północ.

W historii Stanów Zjednoczonych określenia Kolej Podziemna używano w odniesieniu do stworzonej przez abolicjonistów sieci przerzutowej zbiegłych czarnych niewolników głównie na północ do Kanady, a także do Meksyku. Na ten skomplikowany system ucieczkowy składały się drogi, tunele, szlaki, bezpieczne kryjówki, ale też ludzie – przewodnicy, sponsorzy, zarówno organizacje, jak i społeczności. Nazewnictwo kolejowe tworzyło tajny kod, jakim posługiwali się uciekinierzy i abolicjoniści. Do sekretnego języka dochodził też system tajnych znaków graficznych. W powieści Whiteheada tytułowa kolej rozumiana jest dosłownie. Cora i Caesar uciekają rozpadającym się pociągiem, kursującym nielegalnie podziemnymi tunelami. Ucieczka na północ odbywa się etapami, przez co bohaterka, niczym mityczny Odyseusz lub swiftowski Guliwer, odwiedza w swojej podróży kolejne stany niczym nowe krainy, a każdy oferuje inne możliwości, ale też stawia przez uciekającymi nowe zagrożenia. Tymczasem tropem Cory i Caesara podąża łowca niewolników, którym kierują osobiste pobudki. Przed laty odniósł porażkę, nie potrafiąc odnaleźć matki Cory, która też uciekła z plantacji. Teraz więc ma dodatkową motywację, aby podołać zadaniu.

Pomysł na powieść zrodził się już wiosną 2000 roku, kiedy Colson Whitehead natrafił na wzmiankę na temat Kolei Podziemnej. Przypomniało mu się, jak w czwartej klasie po raz pierwszy miał do czynienia z tym określeniem. „Kiedy jesteś dzieciakiem i słyszysz o Kolei Podziemnej w szkole lub gdziekolwiek, dosłownie wyobrażasz sobie metro kursujące pod ziemią. I wtedy dowiadujesz się, że to nie było prawdziwe metro, i jesteś trochę wkurzony. Ta książka zrodziła się z takiego właśnie dziecięcego myślenia” – mówi. Whitehead uznał, że koncepcja prawdziwej Kolei Podziemnej to świetny materiał na powieść. Wtedy ocenił jednak, że nie dojrzał jeszcze do udźwignięcia takiego tematu.

„Myślałem: ‚To jest naprawdę dobre; jeśli byłbym lepszym pisarzem, mógłbym się tym zająć’. A potem starałem się zostać lepszym pisarzem. Kiedy kończyłem jakąś książkę, wracałem do tego pomysłu i mojej notatki i zastanawiałem się, czy jestem już gotowy. A odpowiedź zawsze brzmiała ‚nie’, więc pisałem inną książkę i trwało to przez jakiś czas. Dwa i pół roku temu sprzedałem kolejną książkę redaktorowi, miałem już wymyśloną całą fabułę. Pomysł wydawał się naprawdę niezły, ale ‚Kolej podziemna’ wciąż mnie nękała. Postanowiłem więc powiedzieć o tym mojej żonie. W małżeństwie czasami trzeba rozmawiać, zabijać milczenie. I tak moja żona powiedziała: ‚nie twierdzę, że pomysł na powieść o pisarzu z Brooklynu, który przeżywa kryzys wieku średniego, jest głupi, ale ten na książkę o Kolei Podziemnej brzmi świetnie’. To był jeden głos. A potem moja agentka, która usłyszała o ‚Kolei’, a zawsze mnie wspierała, odrzekła: ‚oba wydają się świetne’. Ale dwa dni później napisała do mnie maila: ‚Nie mogę przestać o tym myśleć’. To była niedziela. W środę miałem spotkanie z psychoanalityczką, więc opowiedziałem jej o tym, na co zareagowała: ‚Jesteś szalony? To znaczy wiemy, że jesteś szalony, ale to wydaje się idealny temat dla ciebie’. Poszedłem więc do redaktora, z którym pracuję od 18 lat, i wyjawiłem pomysł. ‚Wio, skurwielu!’ – odpowiedział, co w światku wydawniczym znaczy: ‚Myślę, że to jest bardzo dobry pomysł i powinniśmy kontynuować'” – opowiada Whitehead.

W „Kolei podziemnej” nie uświadczymy humoru tak obficie obecnego w poprzedniej książce pisarza. Również poprowadzenie narracji z kobiecego puntu widzenia nie jest czymś typowym dla jego twórczości. Jak sam Whitehead tłumaczy, lubi wprowadzać do swojego pisarstwa coś odświeżającego. „Przed tą książką miałem trzech męskich narratorów pod rząd. Jedną z pierwszych opowieści niewolniczych, które czytałem na uniwersytecie, była historia autorstwa Harriet Jacobs. Harriet Jacobs to kobieta, która uciekła od swego pana i ponoć przez siedem lat ukrywała się na poddaszu, zanim zdoła uciec na północ. Pisała w swej książce, że kiedy zaczyna się dojrzewać, to jest to początek najgorszego okresu dla dziewczyny będącej w niewoli, bo staje się ona seksualnym łupem dla swego pana, nadzorców, innych niewolników i ma rodzić dzieci – ma produkować ludzi, którzy będą maszynkami do zarabiania pieniędzy dla swego pana. Odrębny rodzaj grozy, jaki przeżywała dziewczyna-niewolnica, wydawał się terytorium wartym opisania w prozie” – tłumaczy Whitehead.

„Kolej podziemna. Czarna krew Ameryki” to niezwykła baśń o wolności i sile ducha, w której pobrzmiewają echa twórczości Toni Morrison, Victora Hugo, Ralpha Ellisona, Jorge Luisa Borgesa, Franza Kafki i Jonathana Swifta. To także emocjonująca powieść przygodowa, pełna niezapomnianych postaci i trzymająca w napięciu aż do ostatniej strony. Dzieło przyniosło autorowi deszcz nagród, z tymi dwoma najważniejszymi – Pulitzerem i National Book Award – na czele. To również dzięki tym wyróżnieniom w kwietniu tego roku Colson Whitehead, wraz z kanadyjską pisarką Margaret Atwood, trafił na prestiżową listę stu najbardziej wpływowych ludzi na świecie tygodnika „Time”. Także w kwietniu oficjalnie potwierdzono informację o rozpoczęciu prac nad ekranizacją książki. Realizacją serialu na podstawie powieści Colsona Whiteheada zajmie się Barry Jenkins, twórca oscarowego „Moonlight”, nagrodzonego statuetką dla najlepszego filmu 2016 roku. Zanim jednak przyjdzie nam obejrzeć serial powstający na zlecenie Amazona, mamy możliwość sięgnąć po książkę. Powieść „Kolej podziemna. Czarna krew Ameryki” w przekładzie Rafała Lisowkiego ukazała się nakładem wydawnictwa Albatros.

[am,edm]
Wypowiedzi pisarza pochodzą z wywiadów dla NPR i Literary Hub.

Tagi: , , , , , , ,

Kategoria: premiery i zapowiedzi