banner ad

Charles Bukowski „O kotach” – czułe oblicze starego drania

30 września 2017


Oficyna Literacka Noir sur Blanc wydała kolejny tematyczny zbiór niepublikowanych tekstów Charlesa Bukowskiego. „O kotach” to – zgodnie z tytułem – tomik poświęcony jego ukochanym czworonogom.

Choć Charles Bukowski uchodził za kobieciarza, stałego bywalca tanich barów i tłumnie obleganych torów wyścigów konnych, to nigdy nie przepadał za towarzystwem drugich ludzi. „Choć piszę o ludzkiej rasie, im dalej od niej jestem, tym lepiej się czuję” ? powiedział w jednym z wywiadów. „Ludzie karmią mnie, ponieważ ja karmię ich. Ale nie lubię przebywać blisko nich. Kiedy ktoś w tłumie choćby trąci mnie łokciem, reaguję. Nie lubię ludzkiej rasy. Nie lubię ich głów. Nie lubię ich twarzy. Nie lubię ich stóp. Nie lubię ich rozmów”.

Bukowski jednak nie był samotnikiem. Zawsze miał przy sobie wiernych kompanów. Ich liczba wzrosła szczególnie na starość, kiedy zrobił się sentymentalny, sprzedał miliony książek i zamieszkał na przedmieściach. Zwięźle podsumowała to kiedyś żona pisarza, Linda Lee: „Kim byli przyjaciele Bukowskiego? To jego koty”.

W towarzystwie czworonogów ten niezgrabny drań o ogorzałej twarzy, tłustych włosach i piwnym brzuszysku, bywało że szorstki w obyciu wobec kobiet, przemieniał się w chodzącą łagodność i delikatność. „Kiedy targają mną moce, wystarczy, że przyjrzę się jednemu z moich kotów albo kilku naraz. Jest ich 9. Jeden rzut oka na któregoś z nich, pogrążonego we śnie czy choćby w półśnie, i zaraz się odprężam” ? zanotował kiedyś w swoim dzienniku.

W kotach Bukowski najwyraźniej dostrzegał pewną pokrewność dusz. „Arabowie podziwiają kota, a kobietami i psami gardzą, bo one okazują uczucia, co zdaniem niektórych jest dowodem słabości. Może i tak. Ja tam niewiele po sobie pokazuję” ? pisał w liście do Sheri Martinelli, wieloletniej przyjaciółki i jednej z pierwszych redaktorek, która opublikowała jego wiersze w swoim magazynie. Fascynacja kocią naturą przekładała się zresztą na jego własną postawę – zarówno wobec życia, jak i literatury. „Kot jest wyłącznie SOBĄ” ? pisał, co jako żywo przypomina jego literackie credo z wiersza „Znaczy chcesz być pisarzem”, gdzie przestrzega przed „usiłowaniem pisania jak ktoś inny”.

Ci, którzy znali Bukowskiego wyłącznie z tej mocno obiegowej, można powiedzieć: pijacko-dziwkarskiej strony, musieli z niemałym zaskoczeniem obserwować, jak biega po supermarketach, kupując na kilogramy tuńczyka dla swojej kociej ferajny, albo jeździ od weterynarza do weterynarza, gdy któremuś ze zwierzaków przydarzyło się coś poważniejszego (a że były to koty z charakterem, na dodatek brykające swobodnie po okolicy, to obrażenia występowały często).

Nie wiadomo, czy te wizyty u weterynarza nie uratowały mu nawet życia. W pewnym okresie Bukowski zaczął się czuć źle, miał kaszel i temperaturę. Zaprzyjaźniony aktor, Elliott Gould, wziął go do drogiego specjalisty w Beverly Hills. Lekarz osłuchał pisarza i powiedział, że ten jest po prostu wyczerpany, ma zażyć witaminy i trochę odpocząć. Niestety kaszel i temperatura nie ustępowały. Wtedy Sean Penn zabrał Buka do kolejnego specjalisty z Beverly Hills. Diagnoza była podobna. Trudno ocenić, jakby się to skończyło, gdyby pewnego dnia jeden z kotów nie ucierpiał w walce, więc Bukowski, nie bacząc na to, że sam czuł się podle, udał się do pobliskiego weterynarza. Kiedy zwierzę było opatrywane, pisarz zaczął opowiadać weterynarzowi o swoich dolegliwościach. „Facet spojrzał na niego i powiedział: ‚Masz gruźlicę’. Lekarze z Beverly Hills nigdy nie widzieli przypadków gruźlicy! To choroba biednych ludzi. Dopiero ten weterynarz ? nie mierząc mu nawet temperatury ? popatrzył na niego, posłuchał kaszlu i wydał diagnozę” ? wspomina John Martin, wieloletni wydawca Bukowskiego, który przypomniał tę historię w niedawnym wywiadzie dla amerykańskiego magazynu „Vice”.

Bukowski był nad wyraz płodnym pisarzem. Kiedy zmarł, pozostawił po sobie ogromną ilość niepublikowanych tekstów ? trochę opowiadań, mnóstwo wierszy i tysiące listów. Były też takie materiały, które ujrzały światło dzienne jedynie w undergroundowych magazynach w nakładach po 100 lub 200 sztuk. Rzeczy te zaczęto sukcesywnie publikować w edycjach zbiorczych. W ten sposób otrzymaliśmy m.in. „Fragmenty winem poplamionego notatnika”. Odbiorcy w Stanach mogli też przeczytać kilka obszernych zbiorów listów. Archiwa Bukowskiego wydają się jednak ciemną norą bez dna, dlatego w 2015 roku zdecydowano się wydać trzy kolejne książki ? redaktorowi przyświecała myśl, żeby skompilować publikacje tematyczne, w których znalazłyby się rozważania Bukowskiego o pisarstwie, miłości i kotach właśnie. Tomik „O pisaniu” polscy czytelnicy otrzymali w zeszłym roku. Teraz wreszcie dociera do nas zbiorek o jego ukochanych zwierzakach.

Pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy: w „O pisaniu” Bukowski swoje poglądy na literaturę wyrażał głównie w formie epistolarnej, tymczasem gdy zaczyna rozprawiać o kotach, słowa najczęściej układają mu się w poezję. To nie tylko oczywisty dowód atencji, jaką żywił wobec czworonożnych włóczęgów, ale również inspiracji, jaką czerpał z ich obecności. „Zwierzęta budzą natchnienie. Nie potrafią kłamać. Są jak siły przyrody. Od telewizji w pięć minut jestem chory, a na zwierzę mogę patrzeć godzinami, widząc w nim tylko grację i chwałę ? życie, jakie powinno być” ? pisał Bukowski.

Na kartach książki „O kotach” wielokrotnie powraca jego ulubieniec Manx (na filmie poniżej). „Twardy skurwiel”, jak sam go określa, biały zezowaty kocur, który pojawił się jednej nocy pod drzwiami „śmiertelnie wygłodniały”. Manx dwa razy lądował pod kołami samochodów, miał ucięty ogon i śrut w ciele, bo ktoś wcześniej do niego strzelał. „Ten kot to ja” ? mówił Bukowski.

Sporo wersów poświęcił również poczynaniom Gościa, starego wrednego kociska o długim włosie, odziedziczonego po sąsiedzie. Relacje z tym parszywcem dowodzą zresztą niemałej słabości Bukowskiego wobec kotów. Gościu notorycznie drapie Bukowskiego do krwi, a ten reaguje, nazywając go pieszczotliwie „złym miśkiem”. Gościu w bójce z innym kotem traci ucho, a Bukowski musi przełknąć gorzką pigułkę, że niezbędny zabieg będzie kosztował ponad 80 dolarów, a już po operacji czule spogląda na kota i nazywa go Gościu van Gogh Artaud Bukowski. Co więcej, Gościu robi na twardo na oryginały wierszy przeznaczone do uniwersyteckich archiwów, a pisarz podsumowuje z rozbawieniem: „ten jednouchy tłusty czarny krytyk skreślił mnie”. Tych dowodów słabości wobec kociej ferajny jest zresztą więcej.

Trochę może dziwić zasadność umieszczania w zbiorku „O kotach” fragmentów znanych dobrze dzieł, gdzie Bukowski wzmiankował o kotach, na przykład z powieści „Kobiety” czy „Z szynką raz!”. Jest to jednak niewielki procent książki, która opiera się głównie na niepublikowanych materiałach albo oryginalnych wersjach, a nie redagowanych przez Johna Martina. To o tyle istotne, że po śmierci Bukowskiego jego wydawca stosował budzącą duże zastrzeżenia praktykę ? znacznie wygładzał teksty, często pozbawiając je pazura bądź też naturalnego, surowego piękna.

Na trzy lata przed śmiercią Bukowski napisał w dzienniku: „W przyszłym życiu chcę być kotem. Sypiać 20 godzin na dobę i czekać, aż mnie nakarmią. Siedzieć, liżąc sobie tyłek”. Miejmy nadzieję, że siedzi gdzieś teraz na obdrapanym murku w San Pedro, oddając się temu szlachetnemu zajęciu.

Artur Maszota
fot. ze zbiorów Lindy Lee Bukowski
Cytaty poświęcone kotom pochodzą z książki „O kotach” Charlesa Bukowskiego w przekładzie Michała Kłobukowskiego.

Tagi: , , , , , , ,

Kategoria: premiery i zapowiedzi