banner ad

Zaskoczenie w Hiszpanii. Pod kobiecym pseudonimem ukrywało się trzech pisarzy. Przyznali się do tego, odbierając jedną z najważniejszych nagród w kraju

19 października 2021

Znana hiszpańska pisarka Carmen Mola, której tożsamość do tej pory owiana była tajemnicą, okazała się trójką mężczyzn piszących wspólnie pod pseudonimem. Sprawa wyszła na jaw, gdy „autorce” przyznano prestiżową nagrodę literacką w wysokości miliona euro, wręczaną na gali z udziałem króla Hiszpanii.

Do tej pory Hiszpanie byli przekonani, że Carmen Mola to 45-letnia mieszkanka Madrytu, profesor uniwersytetu i matka trójki dzieci, która w wolnym czasie pisze i publikuje pod pseudonimem brutalne thrillery. Nikt jednak nie wątpił w jej płeć. Na oficjalnej stronie internetowej znaleźć można nawet zdjęcia kobiety – na każdym jest odwrócona plecami do aparatu bądź jej twarz znajduje się w cieniu, ponieważ rzekomo chciała pozostać anonimowa. Z tego powodu nazywano ją – może nawet z inspiracji wydawcy – „hiszpańską Eleną Ferrante”.

Carmen Mola napisała do tej pory trzy thrillery, których bohaterką jest detektyw Elena Blanco, „osobliwa i samotna kobieta” – jak głosi opis – oraz miłośniczka „grappy, karaoke, kolekcjonerskich samochodów i seksu w SUV-ach”. W swej kreacji i książkach „pisarka” wypadła na tyle przekonująco, że w 2020 roku regionalny oddział Instytutu Kobiet zarekomendował jedną z jej powieści na listę lektur (obok m.in. Margaret Atwood), które mogą „pomóc nam zrozumieć rzeczywistość i doświadczenia kobiet w różnych okresach historii i przyczynić się do podniesienia świadomości na temat praw i wolności”.

Okładki książek Carmen Moli.

Tożsamość Moli być może dalej byłaby trzymana w sekrecie, ale autorzy piszący pod tym pseudonimem postanowili zgłosić najnowszą książkę do Premio Planeta, drugiej co do znaczenia (po Nagrodzie Cervantesa) nagrody literackiej w hiszpańskojęzycznym kręgu kulturowym. Nagroda ma formę lukratywnego konkursu literackiego. Zgłasza się do niej niepublikowane prace. Najlepsza książka wskazana przez jurorów otrzymuje milion euro i zostaje opublikowana przez Wydawnictwo Planeta. Zdobywca drugiego miejsca również dostaje wyróżnienie pieniężne – wynosi ono 125 tysięcy euro.

W tym roku kapituła uznała, że główna nagroda należy się Carmen Moli za niepowiązany z wcześniejszą serią thriller historyczny „La Bestia” (z hiszp. „Bestia”), którego akcja rozgrywa się w 1834 roku podczas epidemii cholery. Głównymi bohaterami książki są dziennikarz, policjant i młoda kobieta. Muszą oni połączyć siły, by schwytać seryjnego mordercę ćwiartującego dziewczyny.

Milion euro nagrody oraz uroczysta gala z udziałem króla Hiszpanii Filipa VI i królowej Letycji to dla Carmen Moli była wystarczająca pokusa, by ujawnić swoją tożsamość. Zdziwienie wszystkich było niemałe, gdy na scenę zamiast kobiety weszło trzech mężczyzn – Agustín Martínez, Jorge Díaz i Antonio Mercero. Wszyscy trzej znani są hiszpańskiej publiczności: wydają powieści i pracują jako scenarzyści pod swoimi prawdziwymi nazwiskami. Książki dwóch z nich mieli nawet okazję poznać polscy czytelnicy. Rebis opublikował „Wszystkie marzenia świata” i „Listy do pałacu” Jorge Díaza, zaś Wydawnictwo Literackie pod koniec lipca wypuściło thriller „Monteperdido” Agustína Martíneza.

Król i królowa Hiszpanii pozują do zdjęć z laureatami Premio Planeta.

Hiszpańskie media odnotowują, że pomysł, jakoby to profesor i matka trójki dzieci pisała po godzinach pracy bardzo brutalne thrillery, był świetnym zabiegiem marketingowym. Panowie odpierają jednak zarzuty, że wybrali kobiecy pseudonim, aby pomóc w sprzedaży książek. „Nie chowaliśmy się za kobietą, chowaliśmy się za nazwiskiem” – powiedział Antonio Mercero w rozmowie z gazetą „El País”. „Nie wiem, czy pod żeńskim pseudonimem sprzedałoby się więcej książek niż pod męskim, nie mam zielonego pojęcia, ale wątpię” – dodał.

Odkrycie prawdziwej tożsamości Carmen Moli wielu zaskoczyło, ale nie wszyscy są zachwyceni mistyfikacją trzech autorów. Zachodnie media cytują pisarkę i feministkę Beatriz Gimeno, która kiedyś była dyrektorem wspomnianego już Instytutu Kobiet. „Poza używaniem żeńskiego pseudonimu ci faceci spędzili lata, udzielając wywiadów. To nie tylko nazwisko, to cały fałszywy profil, którego używali, by nabierać czytelników i dziennikarzy. Oszuści” – napisała na Twitterze.

Używanie pseudonimów w świecie literackim nie jest niczym nowym, czego przykładem może być chociażby wymieniana już Elena Ferrante. Pojawiły się nawet podejrzenia, że włoska pisarka to tak naprawdę mężczyzna – Domenico Starnone (chociaż prawdopodobnie chodzi o jego żonę). Niekiedy też pod pseudonimem kryje się więcej niż jedna osoba. Tak jest chociażby w przypadku Larsa Keplera, którym w rzeczywistości jest małżeństwo szwedzkich pisarzy (Alexandra Coelho Ahndoril i Alexander Ahndoril). Czasami autorzy wymyślają dla swojego nowego literackiego nazwiska całą biografię – jak było u Stephena Kinga i jego Richarda Bachmana czy J.K. Rowling i jej męskiego pseudonimu Robert Galbraith.

[am]

Tematy: , , , , , , , ,

Kategoria: newsy