banner ad

Wiemy, kim w rzeczywistości jest Hendrik Groen? Holenderscy dziennikarze twierdzą: to 61-latek z Amsterdamu

28 stycznia 2017


Kim jest Hendrik Groen? Holenderscy dziennikarze twierdzą, że znaleźli odpowiedź na to pytanie. Autor popularnych „sekretnych dzienników” pisanych z punktu widzenia wiekowego pensjonariusza domu opieki ma być w rzeczywistości 61-letnim mieszkańcem Północnego Amsterdamu.

Tożsamość Hendrika Groena stała się przedmiotem zainteresowania wielu osób, kiedy listy sprzedaży księgarni w wielu krajach na świecie podbił dziennik „Małe eksperymenty ze szczęściem” pisany z perspektywy 83-letniego mieszkańca domu spokojnej starości w Amsterdamie. Niepostrzeżenie nieznany nikomu autor stał się najlepiej sprzedającym się holenderskim pisarzem. Prawa do publikacji książki kupili wydawcy z ponad 30 krajów, a w Holandii mówi się już o planach nakręcenia serialu na jej podstawie. Na fali popularności ukazał się również drugi dziennik, „Dopóki życie trwa”, który polscy czytelnicy dostali do swoich rąk pod koniec ubiegłego roku.

Jedno od początku było pewne: Hendrik Groen to pseudonim. Na okładce widniał jedynie rysunek przedstawiający bohatera dzienników, a w sieci nie można było znaleźć żadnego zdjęcia autora. Tropem nakierowującym na to, że dzienniki są jedynie fikcją literacką, mogły być już noty wydawnicze zamieszczone na okładce, gdzie Hendrika Groena porównywano do Adriana Mole?a i Bridget Jones, jakby nie było ? fikcyjnych diarystów. Niektórzy zaczęli podejrzewać, że za publikacją książek mógł stać jakiś holenderski pisarz. Część osób uważała jednak, że skoro książki są tak wiarygodnie napisane, ich autorem musi być prawdziwy pensjonariusz domu opieki albo przynajmniej ktoś, kto w takim miejscu pracował. Jak się okazuje, nic bardziej mylnego. Wszystko wskazuje na to, że autorem jest 61-letni mieszkaniec Północnego Amsterdamu, Peter de Smet.

Informację tę ujawnił niedoszły wydawca „Małych eksperymentów ze szczęściem”. Henk Verweerd pracuje w niewielkiej oficynie Liverse, która jakiś czas temu specjalizowała się w publikowaniu poezji. Z racji tego, że wydawnictwo szukało możliwości poszerzenia oferty, był bardzo czujny, przeglądając portale literackie. Na jednym z nich, o nazwie Torpedo Magazine, natknął się w 2013 roku na dzienniki pisane przez niejakiego Hendrika Groena. Verweerd skontaktował się z właścicielem portalu, pisarzem i dziennikarzem Carelem Helderem, z prośbą o namiary na autora. W ten oto sposób trafił do Petera de Smeta. Panowie korespondowali e-mailowo i przeprowadzili kilka rozmów telefonicznych, podczas których uzgodnili, że dzienniki zostaną opublikowane przez Liverse w formie książki w styczniu 2014 roku. Później jednak Peter de Smet przysłał e-maila z informacją, że rezygnuje z publikacji. Nie podał przyczyny, dla której zdecydował się wybrać innego wydawcę, ale Verweerd sądzi, że najprawdopodobniej otrzymał lepszą propozycję finansową. Po tym kontakty się urwały.

Co ciekawe, niedoszły wydawca długo nie uchował w tajemnicy, jak w rzeczywistości nazywa się Hendrik Groen. Już we wrześniu 2014 roku na jednym z blogów literackich rozważano, kim może być autor „Małych eksperymentów ze szczęściem”. Verweerd otwarcie napisał w komentarzu: „Hendrik Groen to pseudonim Petera de Smeta. Początkowo chcieliśmy opublikować tę książkę, ale on nagle postanowił inaczej”. Tymczasem praktycznie nikt nie zwrócił na ten wpis uwagi, a kolejni internauci prześcigali się w publikowaniu swoich teorii (tylko jedna osoba zauważyła dość enigmatycznie, że prawdziwe nazwisko autora padło już w jednym z komentarzy). Za to prowadzący bloga zapamiętali słowa Verweerda i przywołali je w styczniu 2016 roku w jednym z kolejnych postów na temat Hendrika Groena. Nadal jednak żaden z dziennikarzy nie pokusił się o przeprowadzenie bardziej dogłębnego śledztwa.

Dopiero kilka miesięcy później gazety „NRC Handelsblad” i „de Volkskrant” opublikowały wyniki swoich poszukiwań. Nie łatwo było znaleźć w internecie Petera de Smeta. Najczęściej pojawiał się zmarły rysownik o tym samym nazwisku, farmaceuta, śpiewak operowy i wiele innych osób. Autorem dzienników Hendrika Groena musiał być jednak ktoś z dobrą znajomością Północnego Amsterdamu. Kilka pojedynczych wyników w wyszukiwarkach pozwoliło ustalić, że istnieje Peter de Smet, który mieszka w tej okolicy i pracował do niedawna w miejscowej szkole muzycznej. Udało się nawet namierzyć jego zdjęcie z 2009 roku, które możecie zobaczyć poniżej.

Jak wynika z danych Rejestru Handlowego, Peter de Smet założył w kwietniu 2015 roku jednoosobową działalność zajmującą się „pisaniem i innymi sztukami twórczymi”. Tymczasem pierwsza książka Hendrika Groena ukazała się w czerwcu 2014 roku, zaś pierwsze zyski z tantiem autor, zgodnie ze standardową procedurą, powinien otrzymać w maju 2015 roku, czyli akurat tuż po otwarciu działalności przez de Smeta.

Dziennikarze postanowili skonfrontować pozyskane informacje bezpośrednio z samym zainteresowanym. Wzięli nawet ze sobą egzemplarz „Małych eksperymentów ze szczęściem”, żeby zdobyć autograf prawdziwego Hendrika Groena. Otworzył im drzwi mężczyzna ze zdjęcia. Ubrany był w roboczy kombinezon, ponieważ remontował właśnie dom. Z uśmiechem na ustach zaprzeczył, że ma cokolwiek wspólnego z popularnymi dziennikami, zaś pisze jedynie dla siebie.

Dziennikarze więcej nie naciskali. Peter de Smet, podobnie jak Thomas Pynchon i Elena Ferrante, chce żyć z dala od medialnego zgiełku. Gdy w 2013 roku, jeszcze przed publikacją dzienników w formie książki, Paul Arnoldussen z gazety „Het Parool” skontaktował się e-mailowo z Groenem z prośbą o wywiad, otrzymał odpowiedź, że autorowi pochlebia zainteresowanie, ale publikacja rozmowy w prasie wywołałaby spore zamieszanie, odezwaliby się kolejni dziennikarze i nie miałby już nawet godziny spokoju.

Artur Maszota

Tagi: , , , , , ,

Kategoria: newsy