banner ad

Ta powieść czekała na publikację ponad 400 lat! Niektórzy wierzyli, że jest przeklęta

8 lutego 2018


Powstała ponad 400 lat temu, potem zaginęła i po wiekach się odnalazła. Ponoć ludzie, którzy chcieli ją wydać, umierali z powodu rzuconej na nią klątwy. „Historia del Huérfano” („Historia sieroty”), jedna z najbardziej tajemniczych powieści Hiszpańskiego Złotego Wieku, doczekała się wreszcie publikacji.

„Historia del Huérfano” została napisana pomiędzy 1608 a 1615 rokiem przez Martína de Leóna y Cárdenasa, hiszpańskiego augustianina urodzonego w Maladze, który przeniósł się do Limy. Traktuje o 14-letnim chłopcu, który opuszcza Grenadę i udaje się do Ameryki w poszukiwaniu szczęścia,. Tam poznaje blaski i cienie hiszpańskiego kolonializmu, od fiest wyższych sfer w Limie przez śmierdzące kopalnie w Potosí aż po atak sir Francisa Drake’a na Portoryko i splądrowanie Kadyksu. Bohater przeżywa romantyczne uniesienia, ucieka z piratami, jest żołnierzem-misjonarzem, a na końcu zostaje mnichem.

Powieść miała ukazać się w 1621 roku pod pseudonimem Andrés de León, ale ostatecznie nie trafiła nawet do druku, ponieważ autor obawiał się, że może mu ona zaprzepaścić jego dopiero co rozpoczętą karierę kościelną. Kilka lat później Martín de León został konsekrowany na biskupa, w 1631 roku papież Urban VIII mianował go biskupem Pozzuoli, a ostatnie pięć lat życia aż do swojej śmierci w listopadzie 1655 roku, spędził jako arcybiskup Palermo.

Manuskrypt powieści odkryto ponownie dopiero w 1965 roku. Hiszpański naukowiec natrafił na dokument w archiwum Hispanic Society of America. Pierwsze próby opublikowania dzieła nie przyniosły skutku, tworząc wokół powieści aurę przeklętej. Belinda Palacios, peruwiańska uczona, która postanowiła przywrócić książkę do życia, komentuje: „Kiedy zaczęłam nad tym pracować, wiele osób mówiło mi, że powieść jest przeklęta i że ludzie, którzy zaczynają prace nad nią, umierają. Zaśmiałam się, ale równocześnie zaniepokoiłam i trwało to trochę, ponieważ ludzie, którzy nad nią pracowali, faktycznie zginęli ? jeden z powodu dziwnej choroby, inny w wypadku samochodowym, jeszcze inny jakoś inaczej”.

Po dwóch latach prac książka została w końcu wydana przez Fundację José Antonio de Castro. Belindzie Palacios nic się nie stało, najwyraźniej więc stare klątwy nie działają w dzisiejszych czasach, dzięki czemu można spokojnie skupić się na treści dzieła liczącego 328 stron. „Historia sieroty” zawiera zarówno wątki fikcyjne, jak i autobiograficzne, a nawet dokumenty historyczne. Autor wykorzystał treść listu od jednego z generałów, którzy walczyli z Drake’em w Portoryko. „Jest tu bardzo dużo o podróżowaniu, ale dzięki temu możemy uchwycić, czym było Wicekrólestwo Peru od wewnątrz, dowiadujemy się też o wymianie ludzi i towarów pomiędzy Europą i Ameryką” ? mówi Palacios. W powieści znajdziemy opisy peruwiańskich poetów, korupcji, walk byków, a także niewolnictwa napędzającego życie stolicy wicekrólestwa. Kiedy bohater widzi 800 robotników pracujących w pocie czoła w kopalniach rtęci w Huancavelica, określa to jako „scenę z piekła rodem”.

Martín de León odnotowuje przerażającą rzeczywistość kolonializmu, korupcję i wyzysk, ale jest człowiekiem swoich czasów i nie można stawiać go w jednym rzędzie z poprzednikiem i pionierem praw obywatelskich dominikaninem Bartoloméą de las Casasem. „Autor widzi, że rdzenni mieszkańcy są źle traktowani i wyzyskiwani, a ich życie jest ciężkie. Ale tym, co krytykuje, nie jest fakt, że rdzenna ludność jest wykorzystywana, przez co biali nie muszą wykonywać pracy(…). On krytykuje fakt, że rdzenna ludność jest wykorzystywana do poziomu unicestwienia” ? zauważa Palacios.

Powieść Martína de Leóna jest dla Belindy Palacios przede wszystkim oknem w przeszłość i ani przez chwilę podczas dwuletniego okresu, poświęconego na przepisywanie rękopisu i redagowanie tekstu, nie uznała książki za nużącą. „To dzieło daje nam zniuansowany obraz historii podboju. Ludzie zawsze opowiadają o wielkich, złych hiszpańskich najeźdźcach i o tym, co zrobiono rdzennym mieszkańcom, ale gdy to czytasz, czujesz ducha przygody, który napędzał tych ludzi. To nie było ‚chodźmy tam, zniszczmy Indian i obrabujmy ich’. To było bardziej jak duży biznes, w którym rolę odgrywa przygoda i odkrywanie” ? komentuje Palacios.

[aw]
źródło: The Guardian

Tagi: ,

Kategoria: newsy