Stephen King nie chce, aby po śmierci inni autorzy kontynuowali jego powieści

5 lutego 2013


Jeden z najpopularniejszych amerykańskich pisarzy, Stephen King, odrzuca pomysł, aby po śmierci kontynuacją jego dzieł zajęli się inni autorzy.

„Moje dzieci spełnią moje życzenie i nie pozwolą, aby ktokolwiek przyszedł i zrobił z moimi powieściami to samo, co niektórzy robią z serią o Jamesie Bondzie lub książkami o Tożsamości Bourne?a” ? powiedział w wywiadzie dla „Entertainment Weekly”. „Nie chcę wyobrażać sobie, że to stanie się z jakąkolwiek z moich powieści. W końcu prawa autorskie wygasną i trafię do domeny publicznej, ale wtedy dawno już nie będę żył. Ludzie prawdopodobnie nawet nie będą o tym pamiętać.”

Dla Kinga kontynuowanie dzieł innych pisarzy przypomina jedzenie czyjegoś obiadu. Jak wyznał, czasem nachodzą go myśli, aby powiedzieć tym, co tak robią: „Znajdź sobie swój własny obiad”. Jednocześnie przyznaje, że sam kiedyś pokusił się o dokończenie serii, którą stworzył ktoś inny. „John D. MacDonald napisał tę serię powieści o facecie imieniem Travis McGee i wszystkie miały w tytułach kolory” ? wyznał King. „Ostatnia nazywała się ?The Lonely Silver Rain? (z ang. Samotny srebrny deszcz). I John zmarł [w 1986 ? przyp. red.] podczas operacji pomostowania tętnic wieńcowych. Jego żona odeszła i miał tylko jednego potomka o imieniu Maynard, który mieszkał w Australii. Pomyślałem: ?Jaka szkoda, ponieważ są te wszystkie wspaniałe książki o Travisie McGee, a jednak historia się nie kończy i pozostaje w zawieszeniu?. Miałem pomysł, więc napisałem list do Maynarda: ?Chciałbym napisać ostatnią powieść o Travisie McGee. Mam już pomysł, nazywać się będzie Chrome i pozwoli zwieńczyć serię. Nie chcę za to żadnych pieniędzy. Napiszę książkę i przeznaczmy tantiemy na cele charytatywne.? Maynard MacDonald napisał do mnie list, w którym wyjaśnił: ?Jestem bardzo poruszony twoją ofertą, ale myślę, że powinniśmy zostawić rzeczy takimi, jakie są, ponieważ był tylko jeden John D. MacDonald, a on odszedł?. W tamtym czasie byłem trochę wkurzony, ale im więcej o tym myślę, dochodzę do wniosku, że miał rację.”

Po wielu latach próśb i nagabywań ze strony niektórych fanów i pisarzy Maynard MacDonald wystosował w zeszłym roku oficjalne oświadczenie, w którym wytłumaczył, dlaczego ma takie, a nie inne stanowisko: „Nigdy nie widziałem naprawdę dobrej imitacji, czy to sztuki, literatury lub muzyki, które niosłoby sobą to przejmujące odbicie artysty jako człowieka. Nawet jeśli dzieło samo w sobie jest doskonałe, nieunikniona jest pewna płytkość na tym najbardziej intymnym poziomie, na poziomie, na którym objawia się sam artysta”. Pod słowami tymi podpisać się może zapewne nie tylko Stephen King, ale również większość tych, którzy mieli możliwość przeczytać sequele klasycznych powieści Mario Puzo, Roberta Ludluma, Iana Fleminga czy Arthura Conana Doyle?a.

Tagi: , , , , , , , , , ,

Kategoria: newsy