banner ad

„Śmieci” po pisarzach w cenie

14 stycznia 2013


Rachunki, listy zakupów, rozliczenia podatkowe, rysunki z makaronu wykonane w dzieciństwie, pudła zabawek nieotwierane od dziesięcioleci. Te zdawałoby się „śmieci” po latach nabierają wymiernej wartości. Pod warunkiem, że należały do uznanego pisarza.

Biblioteka Greena Uniwersytetu Stanforda przechowuje ścinki z wąsów Willliama Saroyana. Nowojorska Biblioteka Publiczna ma w swoich archiwach rękawicę Nintendo Power Glove należącą do Timothy Leary?ego. Centrum Harry’ego Ransoma Uniwersytetu Teksańskiego w Austin jest dumnym posiadaczem m.in. przemówienia Normana Mailera, które wygłosił na swojej bar micwie.

Jak donosi „Wall Street Journal”, nietypowe pamiątki po pisarzach i autorach, które w przypadku zwykłego śmiertelnika miałby jedynie wartość sentymentalną i po jego śmierci zostały wyrzucone jako zwykłe śmieci, nabierają wymiernej wartości i mogą być źródłem przyzwoitych dochodów.

Większość „pamiątek” nabiera wartości po śmierci ich właściciela, ale nie jest to regułą. Norman Mailer sprzedał w 2005 roku ponad tysiąc swoich pudeł ze „śmieciami” za 2,5 miliona dolarów. Zmarł dwa lata później. Dziennikarze, którzy ujawnili aferę Watergate, w 2003 roku sprzedali 83 pudła dokumentów zgromadzonych podczas śledztwa za sumę 5 milionów dolarów.

„Wielu pisarzy nie zdaje sobie sprawy z istnienia takiego rynku” ? powiedział w rozmowie z ?Wall Street Journal? Ken Lopez, jeden z tuzina specjalistów, którzy zajmują się nie tylko handlem, ale i poszukiwaniami takich przedmiotów. Swoje znaleziska Lopez sprzedaje majętnym bibliotekom, które wzbogacają o nie swoje archiwa, a tym samym umożliwiają badaczom literatury dostęp do prawdziwego bogactwa materiałów źródłowych.

Lopez przyznał, że papier ma szczególne znaczenie w dobie cyfryzacji. Maile łatwiej wyszukać, ale zdradzają o wiele mniej niż „historia zapisana na papierze”. Papier pozwala np. prześledzić proces twórczy. Dziś, gdy maszyny do pisania zostały zastąpione przez komputery, ten proces przestaje być widoczny. „To jak archeologia. Można ujrzeć ścieżki, które nie zostały podjęte. Dziś to wszystko zostało utracone.”

Porównanie do archeologii zdaje się być trafione. Przekopywanie się przez nieuporządkowane zbiory przypomina archeologiczne wykopaliska i od czasu do czasu trafiają się prawdziwe ?skarby?. Archiwista Biblioteki Beinecke?a Uniwersytetu Yale znalazł w ?śmieciach? dramatopisarza Johna Guare’a trzy zegarki i dwa portfele, z których jeden zawierał niezrealizowany czek na 200 greckich drahm.

Lopez za stertę interesujących dokumentów żąda od 30 do 300 tysięcy dolarów. Nie wszystkie jednak instytucje stać na takie wydatki. Wyróżnia się na tym tle na pewno Uniwersytet Emory z Atlanty, który w 2006 roku kupił za nieujawnioną sumę 200 kartonowych pudeł należących do Salmana Rushdiego. Co ciekawe, kiedy archiwiści uporządkowali zawartość starych i rozpadających się kartonów, pisarz wykorzystał je jako materiały źródłowe do wydanej w 2012 roku autobiografii.

Nie wszyscy chętnie przekazują światu zawartość swoich piwnic i strychów. Philip Roth wyraził na przykład życzenie, żeby pozostałe po nim ?pamiątki? spalić. Inni pisarze wyrzucają swoje śmieci, tak samo jak zwykli ludzie, choć wśród fanów i kolekcjonerów nie brakuje chętnych do nurkowania w śmietnikach w poszukiwaniu jakichkolwiek skarbów zapisanych ręką idola. Tak było w przypadku J.D. Sallingera, którego śmietniki regularnie przeczesywali miłośnicy jego twórczości. Wszystko w imię zachowania dziedzictwa kulturowego albo chęci dobrego zysku. Nie od dziś wiadomo, że śmietniki są prawdziwą kopalnią skarbów ? zarówno z archeologicznego, jak i finansowego punktu widzenia.

Na zdjęciu załączonym do newsa część spośród ponad 1060 kartonowych pudeł Normana Mailera, zakupionych, skatalogowanych i zarchiwizowanych przez Harry Ransom Center na Uniwersytecie Teksańskim w Austin (USA).

Tagi: , , , , , , ,

Kategoria: newsy