banner ad

Nie żyje Valerie Jane Cornwell, żona, muza i redaktorka Johna le Carrégo. Syn wspomina jej istotną rolę w powstawaniu książek

16 marca 2021

27 lutego, niespełna 2,5 miesiąca po śmierci męża, w wieku 82 lat zmarła Valerie Jane Eustace, żona Johna le Carrégo. Rodzina potwierdziła, że odeszła spokojnie w swoim domu w Kornwalii. Valerie Jane i John byli parą przez niemal pół wieku i zgranym zespołem – tak prywatnie, jak i zawodowo. Jak wspomina ich syn, Nick Cornwell, obecność żony była bardzo ważna dla twórczości pisarza, bez niej prawdopodobnie nie byłby w stanie osiągnąć takiego sukcesu.

„Jane była wspaniałą kobietą. A także tajnym redaktorem, pierwszym czytelnikiem i mądrym doradcą. David (David Cornwell to prawdziwe nazwisko le Carrégo – przyp.red.) pisał codziennie, a ona sprawdzała i komentowała każdą stronę. Będę za nią tęsknić. Myślami jestem z rodziną” – taki wpis zamieścił na Twitterze Jonny Geller z agencji literackiej The Curtis Brown Group.

W jego słowach nie ma grama przesady, o czym świadczy zamieszczony na łamach „The Guardian” tekst wspomnieniowy Nicka Cornwella, syna i jednej z nielicznych osób, która miała okazję obserwować, jak z bliska wyglądała współpraca jego rodziców i jak wiele ich łączy.

Valerie Jane i John le Carré zaczęli spotykać się, gdy pisarz był jeszcze żonaty z Ann Sharp, jednak małżeństwo właśnie się rozpadało. W liście do swojego psychiatry napisał wówczas o Jane: „Jest partnerką zdolną do obdarzenia mnie radością i którą w zamian mogę uszczęśliwić swoim sukcesem, jeśli powróci, i swoim talentem, jeśli mnie jeszcze nie opuścił. Ona ma rzadki dar nienaciskania mnie i nie mamy jakichś szczególnych planów”. Jak jednak dodał: „W czasie, który spędziliśmy razem, chociaż nie trwało to długo, czułem się zadowolony i sporo pisałem”.

Le Carré nie uważał wierności za szczególną cnotę i jako mąż Jane nie stronił od romansów. Uważał, że wpływają pozytywnie na jego kreatywność. „Nikt nie jest w stanie posiąść Davida w całości” – zwierzyła się przy jednej okazji Jane. On sam zaś uważał, że są z żoną „bardziej monogamiczni niż większość par”.

Syn pary, Nick Cornwell, uważa, że to wspólnie wykonywana praca określała jego rodziców, budowała ich tożsamość, a życie zawodowe splatało się z prywatnym tak mocno, że nie dało się ich oddzielić.

„Na krótko przed jej śmiercią – kiedy nie było wiadomo, ile zostało jej czasu, dni czy miesięcy – zebrałem się na odwagę i zasugerowałem mojej matce, że biorąc pod uwagę, że ma 82 lata i cierpi na zaawansowany nowotwór, może powinna zastanowić się nad emeryturą, a przynajmniej tygodniem przerwy. Leżąc w łóżku, chora, wciąż zajmowała się porządkowaniem notatek z minionego roku, sprawdzając, czy jakieś teksty mojego ojca Davida, który pisał jako John le Carré, nie zostały przeoczone. To był niepotrzebny wysiłek, mieliśmy przecież wszystko. Nie chciałem jej odbierać tego, co stanowiło oś jej życia, martwiłem się tylko, że poszukiwanie nieistniejącego materiału stanie się dla niej źródłem smutku. Spojrzała na mnie tak, jakbym zasugerował jej wyhodowanie skrzydeł i zapytała: 'ale co miałabym robić’? Podpowiedziałem listę możliwych aktywności: rozmowę, jedzenie, obejrzenie rozgrywki krykieta czy bilarda (oboje uwielbiali sport), może jakiś film z niekończącej się listy tych odkładanych na później. Zastanowiła się nad tym przez chwilę i powiedziała: 'nie'” – wspomina Nick.

Syn Johna Le Carrégo i Valerii Jane Eustace sam jest pisarzem (wydaje pod pseudonimem Nick Harkaway) i przyznaje, że pamięta jeszcze z wczesnego dzieciństwa wspólną pracę rodziców. „Jedno z moich najwcześniejszych wspomnień to ojciec czytający rękopisy albo maszynopisy upstrzone odręcznymi notatkami (…) i matka zasłuchana, wchłaniająca tekst, odzywająca się rzadko, ale zawsze z natychmiastowym skutkiem” – pisze.

Ludzie nie do końca zdawali sobie sprawę, jak wielki udział w twórczości Le Carrégo miała Jane. Wielu widziało w niej tylko maszynistkę – rzeczywiście przepisywała teksty, bo pisarz nigdy nie opanował do końca obsługi klawiatury. Swoje poprawki zgłaszała w zaciszu domowym, zanim ktokolwiek inny miał okazję przeczytać rękopis. Redagowała, skracała, nadawała tekstowi kształt. Jednocześnie upierała się, że jej wkład w powieść jest nieporównywalny z wysiłkiem męża, odmawiała udzielania wywiadów i pozowania do zdjęć. Nawet tych rodzinnych nie zachowało się wiele. Z własnej woli stała się niemal niewidzialna.

„Bardzo niewielu niezwykle mądrych ludzi było w stanie przejrzeć ten układ. Jednym z nich był Richard Ovenden, który przeanalizował teksty przekazane przez ojca bibliotece w Oksfordzie i stwierdził, że są owocem 'głębokiej współpracy’. Jego analiza w pełni się zgadza z tym, co sam pamiętam” – przyznaje Nick.

„Każdy następny rozdział przynosił nowe wyzwania, wymagał kolejnych pomysłów i świeżego spojrzenia. I Jane była w tym procesie obecna przez cały czas, rozważając, czy dane zdanie na pewno w pełni oddaje intencję, która się za nim kryje. Nigdy nie dramatyzowała, ale pozostawała wszechobecna i wytrwała do samego końca” – wspomina.

Z czasem, gdy oboje posunęli się w latach i zapadli na zdrowiu, ich wzajemna zależność i wzajemne wsparcie stały się jeszcze bardziej oczywiste. „Jak każda osoba po osiemdziesiątce czasami mieli problem z przywołaniem jakiegoś słowa w rozmowie, ale kiedy pracowali, mogli polegać na tym, że ta druga osoba znajdzie kierunek, podejmie wątek tam, gdzie błyskotliwy, ale starzejący się umysł mógł nagle zawieść. Jako zespół byli odporni na jakiekolwiek przestoje” – pisze syn.

Po śmierci Johna Le Carrégo w grudniu 2020 roku Jane poczuła się zatem tak, jakby dosłownie odebrano jej drugą połowę, która tak doskonale ją rozumiała i odzwierciedlała jej sposób myślenia przez niemal pięć dekad. „Rozglądała się wokół, poszukując tej części siebie, którą mu powierzyła, wypatrując kontynuacji procesu, który wciąż w niej trwał. Stąd próba odnalezienia brakującego materiału, determinacja, by iść dalej. Zaprzestanie pracy oznaczałoby ponowną śmierć” – podsumowuje Nick Cornwell.

[kch]
fot. z archiwum rodzinnego Nicka Cornwella

Tematy: , ,

Kategoria: newsy