banner ad

Nie żyje Eve Babitz, kronikarka hedonistycznego Hollywood

20 grudnia 2021

W wieku 78 lat zmarła Eve Babitz, pisarka, dziennikarka, artystka, imprezowiczka, muza, która zasłynęła autobiograficznymi powieściami opisującymi życie hollywoodzkiej bohemy. Jedna z nich, „Eve w Hollywood”, ukazała się niedawno w Polsce.

Jak poinformowała jej siostra, Mirandi Babitz, przyczyną śmierci były powikłania po chorobie Huntingtona (dawniej nazywanej pląsawicą). Po wielu latach życia w zachodnim Hollywood ostatnio Eve mieszkała w placówce opiekuńczej w Westwood. Zmarła w piątek 17 grudnia po południu w szpitalu w Los Angeles.

Eve Babitz przyszła na świat w 1943 roku w Los Angeles. Jej rodzice należeli do miejscowej bohemy – ojciec był skrzypkiem w orkiestrach, a matka artystką. To sprawiło, że w ich domu nieustannie pojawiali się znani twórcy. Ojcem chrzestnym Eve został kompozytor Igor Strawiński, a poeci Kenneth Patchen i Kenneth Rexroth czytali swoje wiersze w salonie. Bywali też Charlie Chaplin, Greta Garbo i Pablo Picasso.

Już jako nastolatka Eve Babitz oświadczyła matce, że zostanie poszukiwaczką przygód. I tak też się stało. Przygód nie szukała jednak daleko w świecie, lecz w swoim mieście – w Los Angeles. Była bywalczynią nocnych klubów i przyjęć organizowanych w Hollywood. Mając 20 lat, pozowała nago przy szachownicy naprzeciwko 75-letniego artysty konceptualnego Marcela Duchampa.

W ciągu następnej dekady projektowała okładki dla The Byrds, Buffalo Springfield czy Lindy Ronstadt. Miała romanse ze sławnymi mężczyznami, gdy byli jeszcze nieznani, w tym z aktorem Harrisonem Fordem, artystą Edem Ruschą i komikiem Stevem Martinem. Statystowała w filmie „Ojciec chrzestny II”, przedstawiła Salvadora Dalego Frankowi Zappie i na tyle zafascynowała Jima Morrisona, że – jak wieść niesie – to o niej napisał utwór „L.A. Woman”.

Babitz była jednak kimś więcej niż tylko imprezowiczką z Hollywood. W historii popkultury zapisała się jako jedna z najbardziej wnikliwych kronikarek hedonistycznego Los Angeles. Czerpiąc ze swoich doświadczeń, stworzyła kilka autobiograficznych powieści i zbiorów esejów, które zostały uznane za współczesną klasykę. Czasami była porównywana do koleżanki z Kalifornii, Joan Didion, albo do francuskiej pisarki Colette.

„Wszystko, na czym mi zależało, to zabawa, mężczyźni i kłopoty” – napisała w jednej ze swoich powieści. Ale życie Babitz nie składało się jedynie z upojnych romansów i zabaw do białego rana. Na początku lat 80. tak uzależniła się od kokainy, że widok jej mieszkania przyprawił koleżankę o niemały szok – podłoga była cała pokryta krwią i chusteczkami. Niedługo potem Babitz wstąpiła do Anonimowych Alkoholików, by zawalczyć z uzależnieniem od alkoholu i narkotyków, i zaczęła wycofywać się z rozrywkowego trybu życia. Na tym jednak nie skończyły się jej problemy.

W 1997 roku, jadąc do domu samochodem, Babitz próbowała zapalić cygaro i jej spódnica zapłonęła, co zakończyło się poparzeniami trzeciego stopnia na połowie ciała. Lekarze dawali jej 50% szans na przeżycie, była hospitalizowana przez 14 tygodni, w tym 6 tygodni na oddziale intensywnej terapii. Musiała przejść przeszczepy skóry i inne zabiegi. „Nie spodziewasz się, że twoja spódnica cię zabije. Ale nie myślałam, że umrę. To nie mój styl” – mówiła później w wywiadzie.

Kiedy jej książki po raz pierwszy ukazały się w latach 70. i 80., sprzedawały się skromnie, a później przez długi czas nie były wznawiane. Zainteresowanie jej osobą i twórczością ożywiło się w ostatniej dekadzie – częściowo za sprawą Lili Anolik, która najpierw napisała o niej artykuł, a później całą biografię. Przy okazji wznowiono też dzieła Babitz. Jedno z nich – debiutancka powieść „Eve w Hollywood” – ukazało się niedawno w Polsce nakładem Wydawnictwa W.A.B.

Babitz powiedziała kiedyś, że „każdy, kto żył dłużej niż 30 lat, po prostu nie starał się wystarczająco dobrze się bawić”. Sama zmarła w wieku 78 lat.

[edm]
fot. Mirandi Babitz, Lloyd Ziff

Tematy: , , , , , , , ,

Kategoria: newsy