banner ad

Młoda pisarka udowadnia, że łatwiej znaleźć wydawcę pod męskim nazwiskiem

10 sierpnia 2015

pisanie-jako-mezczyzna
Pomimo że żyjemy w XXI wieku, płeć autora wciąż odgrywa istotną rolę, jeśli próbujemy zaistnieć na rynku literackim. Przekonała się o tym młoda pisarka Catherine Nichols. Jak się okazuje, propozycja wydawnicza wysyłana pod męskim pseudonimem cieszyła się o wiele większym zainteresowaniem niż wtedy, gdy podpisywała ją swoim prawdziwym, żeńskim nazwiskiem.

W eseju zatytułowanym „Literat: czego nauczyłam się, wysyłając swą powieść pod męskim nazwiskiem” opublikowanym na łamach „Jezebel” Catherine Nichols opisała swoje perypetie w kontaktach z agentami literackimi. Na anglojęzycznym rynku literackim pozycja agentów jest dużo istotniejsza niż w Polsce. To w zasadzie oni zajmują się pierwszą selekcją propozycji wydawniczych, wybierając spośród nadesłanych tytułów te, które mają szansę zainteresować wydawców.

Jak przystało na młodą pisarkę, postanowiła rozesłać do agentów literackich list motywacyjny, w którym opisała pokrótce powieść, oraz załączyć pierwsze strony książki. Na pięćdziesiąt wysłanych propozycji otrzymała jedynie dwie odpowiedzi. Uznała więc, że założy adres mailowy pod męskim imieniem i nazwiskiem i spróbuje jeszcze raz. Choć treść maila i załącznik pozostały te same, tym razem odpowiedziało aż siedemnastu na pięćdziesięciu agentów.

„On jest osiem i pół razy lepszy ode mnie w stworzeniu tej samej książki” ? pisze Nichols o swoim męskim alter ego. „Co trzeci agent, który zobaczył jego propozycję, chciał przeczytać więcej, podczas gdy mi nie udało się zainteresować więcej niż jednego na dwudziestu pięciu”. Wniosek z przeprowadzonego eksperymentu nie pozostawił złudzeń: „Ocena mego dzieła, które wydawało się być solidne jak ściany mego domu, okazała się bez sensu. To nie moja powieść była problemem, lecz ja ? Catherine”. Jako kobieta otrzymała w odpowiedzi takie komentarze, jak: „piękne pisarstwo, ale twoja główna bohaterka nie jest za bardzo dzielna, no nie?”. Z kolei pisarstwo jej męskiego alter ego oceniano jako „mądre”, „dobrze skonstruowane” i „ekscytujące”. Co ciekawe, agentami byli zarówno mężczyźni, jak i kobiety, co zdaniem Nichols dowodzi, że takie nastawienie jest powszechne.

Autorka stwierdziła, że, gdyby nie eksperyment, już dawno ? zniechęcona ? zarzuciłaby prace nad książką, ponieważ jako Catherine żadnej pomocy nie otrzymała. Tymczasem wykorzystując porady przesyłane przez agentów na „męski” adres mailowy, przerobiła książkę i… udało jej się znaleźć własnego agenta.

Sprawa płci na rynku książki jest w ostatnim czasie szeroko dyskutowana. Problem jednak nie jest nowy, o czym przekonują biografie takich autorek jak Andre Norton czy J. K. Rowling. W 1998 roku Francise Prose w eseju „Scent of a Woman’s Ink”, który ukazał się w magazynie „Harper?s”, napisała: „Czy to jest zasadniczy problem, że wszyscy czytelnicy (powinno się zwrócić uwagę na to, że wielu wydawców, krytyków, członków komisji przyznających nagrody to kobiety) podchodzą do dzieła mężczyzny i kobiety z różnymi oczekiwaniami? To nie jest wcale oczywiste, co znaczy pisać ?jak mężczyzna? czy ?jak kobieta?, ale być może uważa się, często nieświadomie, (…) że mężczyzna pisze jak mężczyzna, a kobieta jak kobieta, a przynajmniej, że tak powinni. I być może zakłada się, że kobiety pisarki nie napiszą niczego ważnego, naprawdę poważnego, potrzebnego, odkrywczego ani mądrego”. Problem równości płci w literaturze wypłynął ponownie w 2011 roku, gdy V.S. Naipaul stwierdził, że żadna pisarka, łącznie z Jane Austen, mu nie dorównuje. Jak skomentowała wówczas Francise Prose, wypowiedź noblisty można by uznać za zabawną, gdyby nie fakt, że tego typu słowa mogą mieć negatywny wpływ na to, co niektórzy zrobią w przyszłości ze swoim życiem.

[aw]
fot. Caterina.Appia / Positive Writer

Tagi: , , , ,

Kategoria: newsy