banner ad

Michael Cunningham opowiedział, jak wybierano finalistów Pulitzera

14 lipca 2012


Prawie trzy miesiące po rozdaniu Nagród Pulitzera i nieprzyznaniu wyróżnienia dla fikcji literackiej, Michael Cunningham, pisarz, który zasiadał w tegorocznym jury, postanowił wypowiedzieć się obszernie o procesie wybierania nominowanych oraz decyzji zarządu.

W tekście opublikowanym na łamach „The New Yorkera” Cunningham wyjaśnił, że trzyosobowe jury, w którego składzie się znalazł, „przedstawia trzy książki, które mają być poddane głosowaniu przez osiemnastu członków zarządu Pulitzera”. „Jury nie wskazuje zwycięzcy, ani nawet nie sygnalizuje faworyta. Jury dostarcza zarządowi trzy równe jakościowo opcje. Jeśli członkowie zarządu nie są zadowoleni z trzech nominowanych pozycji, pytają jury o czwartą możliwość. Takie zapytanie nie zostało wykonane.”

Jak opowiada Cunningham, cała trójka jury była „wstrząśnięta” decyzją zarządu, tym bardziej, że kilka innych książek dosłownie o „milimetry” odpadło w ostatecznym wyborze, nie byłoby więc problemu z wytypowaniem czwartej propozycji. „Pod koniec lektury i dyskusji byliśmy zgodni, że współczesna amerykańska fikcja jest zróżnicowana, pomysłowa, ambitna, i (być może najważniejsze) nadal tętniąca życiem.”

Cunninghamowi trudno ocenić, co kryło się za decyzją zarządu Pulitzera, gdyż obrady odbywają się za zamkniętymi drzwiami. Postanowił jednak przybliżyć, w jaki sposób wybierana jest finałowa trójka, gdyż sam „często witał ogłoszenie niektórych laureatów ze zdumieniem”.

Wytyczne, jakie otrzymują jurorzy od zarządu Pulitzera mówią jedynie o tym, że zwycięska książka, czy to powieść lub zbiór opowiadań, musi być napisana przez amerykańskiego autora i traktować o życiu w Ameryce. Kiedy więc po raz pierwszy Cunningham spotkał się z Maureen Corrigan i Susan Larson (pozostała dwójka zasiadających w jury), postanowili ustalić kilka podstawowych zasad, mających decydować o wyborze. Cała trójka doszła m.in. do wniosku, że woli „wizjonerskich odkrywców od skromnych ogrodników”. „Uznaliśmy, że jesteśmy skłonni do wybaczenia pewnych mankamentów albo przeforsowania u pisarza, który najwyraźniej próbował osiągnąć więcej, niż jest technicznie wykonalne przy użyciu atramentu i papieru.”

W ramach zgłoszeń napłynęło ponad trzysta różnych tytułów. „Czytaliśmy po trzydzieści tych samych książek, w tym samym czasie, ale niekoniecznie musieliśmy czytać tę samą pozycję jednocześnie.” Zdaniem pisarza, nie było problemu z odrzuceniem większości z nich, gdyż były albo „banalne, albo źle napisane, albo upiorne, albo przesadzone, albo ckliwe – lista była długa”.

Jurorzy sporządzili swoje listy, na których zapisywali tytuły nadające się ich zdaniem do kandydatury. Później porównano notatki, aby wyeliminować pozycje niemające żadnych szans. W ostateczności zostało ponad 30 książek, które były w jakiś sposób zasłużone. Rozpoczęły się dyskusje i narady. Różnice zdań pojawiły się, gdy ilość tytułów zredukowana została do sześciu lub siedmiu. „Każdy z nich był niezwykły na swój określony sposób. Każdy z nich budził wątpliwości u jednego lub kilku z nas.”

Wtedy zaczęto większą uwagę zwracać na szczegóły. Pewną „zachwycająco piękną, oryginalną powieść” odrzucono, gdyż ktoś zauważył, że Toni Morrison opowiedziała taką samą historię z podobnym efektem. Cunningham lobbował, aby wyeliminować inną, ponieważ jej język był czasem dobry a czasem marny. Trzecią z kolei ? świetnie napisaną i bajecznie pomysłową – skreślono, ponieważ główna historia miłosna, kiedy się rozwinęła, okazała się niewystarczająco skomplikowana i nieco sentymentalna. W ten oto sposób powstała lista trzech finalistów – ?Dreams Train? Denisa Johnsona, czyli opowieść o robotniku żyjącym na starym amerykańskim Zachodzie; ?Swamplandia? Karen Russell, czyli opowiedziana przez nad wyraz rozgarniętą nastolatkę historia ekscentrycznej rodziny, prowadzącej podupadający park rozrywki typu aligator-wrestling; ?The Pale King? Davida Fostera Wallace?a, czyli wydana pośmiertnie powieść, eksplorująca zagadnienia nudy i biurokracji w amerykańskich miejscach pracy.

„Kiedy zgodziliśmy się co do naszych trzech wyborów, Susan, Maureen i ja wznieśliśmy dwa toasty przez telefon – pierwszy za finalistów, a następny za odważnych, utalentowanych prawie-finalistów. Było nam naprawdę przykro, że niektóre książki zostały odrzucone, ale byliśmy ogromnie zadowoleni z pomysłowości, odwagi i nieszablonowego piękna książek, które postanowiliśmy nominować. I tak, złożyliśmy nasz wybór na ręce członków zarządu i z radością wyczekiwaliśmy na ogłoszenie wyników 16 kwietnia.”

Decyzję o nieprzyznaniu przez komitet nagrody w kategorii fikcji Cunningham uważa za wysoce niefortunną. „Czytelnicy zostali pozbawieni tego, co mogło być wielkim literackim odkryciem lub mogło zaoferować im słodko-gorzką, ale prawdziwą satysfakcję powiedzenia: 'Naprawdę? Ta książka? O czym ci ludzie myśleli?'”

Tematy: , ,

Kategoria: newsy