banner ad

Ku zaskoczeniu Huntera S. Thompsona jego syn wyrósł na spokojnego i zupełnie normalnego informatyka

20 stycznia 2016

syn-thompsona-normalny-1
Kiedy twój ojciec zaczyna dzień w okolicach trzeciej po południu od kokainowej kreski i szklaneczki Chivas Regal, a dom jest pełen broni i amunicji, przeciętnemu człowiekowi przychodzi do głowy jedna myśl: twój ojciec jest gangsterem, a ty, żyjąc w takich warunkach, nie masz szans na bycie normalnym. Jak się jednak okazuje, nie w każdym przypadku jabłko pada niedaleko od jabłoni, czego dowodem jest syn Huntera S. Thompsona.

Juan F. Thompson ma 50 lat. Jest cichym i spokojnym menadżerem projektów w branży IT z piętnastoletnim doświadczeniem w zarządzaniu i wprowadzaniu aplikacji oraz systemów EHR/EMR/ERP. Jego życie wydaje się być całkowicie normalne, wręcz banalne i nudne. Ale nie zawsze tak było. W końcu Juan jest synem Huntera S. Thompsona, który dał światu nie tylko dziennikarstwo spod znaku gonzo, ale i mit szalonego „dobrego doktora” z nieskrywaną miłością do kokainy, meskaliny, whisky i broni palnej.

Oczywiście Thompson nie był wyłącznie symbolem gonzo czy karykaturą epoki lat 60., ale przede wszystkim człowiekiem. Człowiekiem pełnym wad, znanym z wybuchów ekstremalnej złości, niczym nie sprowokowanych ataków słownych i stylu życia bliższego gwiazdom rocka niż dziennikarzom. To, na jakiego człowieka wyrósł Juan, było zaskoczeniem dla jego ojca. „Hunter był zdziwiony, ale zadowolony, że najwyraźniej wyrosłem na normalną osobę” ? mówi Juan w wywiadzie udzielonym portalowi internetowemu „Salon”.

syn-thompsona-normalny-2Kiedy twój ociec zaczyna dzień o trzeciej po południu od kokainowej kreski i szklaneczki whisky, a dom, w którym żyjesz, pełen jest broni i amunicji, zalegającej nawet w kuchennych szafkach, to twoje szanse, żeby wyrosnąć na normalną osobę wydają się być raczej małe. A przynajmniej tak mogłoby się zdawać na pierwszy rzut oka, bo może sytuacja jest wręcz odwrotna. Może bycie normalnym jest twoją formą buntu przeciwko „nienormalnym” rodzicom? „Myślę, że tak” – przyznaje Juan. „W tamtym okresie z pewnością nie było to świadome czy celowe. Myślę, że była to reakcja na niepewność szaleństwa. Po pierwsze, Hunter był wolnym strzelcem, pisarzem bez etatu, więc nie było gwarancji stałego dochodu. Do czasu rozwodu pełnoetatową pracą mojej mamy było opiekowanie się Hunterem i mną. Ale po drugie, jako dziecko i nastolatek wiedziałem, że nic chcę żyć tak jak mój ojciec. Przede wszystkim odrzuciłem narkotyki i picie. I wydaje mi się, że to może być w mojej naturze, że nie jestem taki jak on. On się po prostu taki urodził. Urodził, żeby być Hunterem. Nie wydaje mi się, żeby cokolwiek było wynikiem jego wychowania, że gdyby sprawy potoczyły się inaczej, skończyłby jako agent ubezpieczeniowy, podobnie jak jego ojciec. To nigdy by się nie wydarzyło”.

Dziś Juana z Hunterem, poza krwią, łączy jednak coś jeszcze – pisarstwo. Za oceanem, ponad dekadę po samobójczej śmierci Huntera w 2005 roku, ukazały się właśnie wspomnienia Juana o życiu z ojcem. W książce „Stories I Tell Myself: Growing Up with Hunter S. Thompson” opowiada m.in. o czasie spędzonym na Owl Farm w Woody Creek, w stanie Kolorado, przejażdżkach na tylnym siedzeniu pędzącego z niebezpieczną prędkością motocykla, na które zabierał go ojciec, finansowej niepewności, samotności i odosobnieniu w szkole na Wschodnim Wybrzeżu.

„Myślę, że po części było to pojednanie z nim jako pisarzem, karykaturą i zarazem facetem, z którym dorastałem, z moim ojcem. Każdy z nich jest prawdziwy” – wyjaśnia Juan zapytany o powody, które stały za napisaniem wspomnień. Nie krył przy tym, że zadanie nie należało do łatwych. „Było mi naprawdę trudno pisać o ojcu i mojej przeszłości. Znacznie trudniej, niż przypuszczałem. Myślałem, że wspominanie będzie proste i łatwe, ale proces okazał się męczący i pełen emocji”.

Wspomnienia Juana, choć nie burzą mitu otaczającego Huntera, to jednocześnie nie mają zamiaru go wzmacniać, ani tym bardziej rozbudowywać. „Bliscy mu ludzie zawsze posiadali bardzo silne poczucie lojalności wobec Huntera. Musisz go chronić. Musisz być wobec niego lojalny. To był imperatyw i to był mój pierwszy instynkt podczas pisania książki. Oczywiście, że będę go chronił. I zajęło mi chwilę, zanim uświadomiłem sobie, że – teraz, gdy nie żyje – nie muszę wypełniać tego zobowiązania. To ode mnie zależy, co uznam za ważne i co należy powiedzieć, a nie to, co on chciałby, żebym opowiedział, gdyby żył”.

Juan nie ukrywał, że ojcu mogłoby się nie spodobać, jak wiele z osobistego życia odsłonił w swojej książce. „Byłby – przynajmniej tak mi się wydaje, bo trudno powiedzieć, co Hunter w rzeczywistości myślał – przerażony, rozgniewany i zakłopotany. Bo musiałby zmierzyć się z konsekwencjami tej wiedzy. Ale jestem pewny, że zawsze oczekiwał ode mnie szczerości”.

Książka Juana F. Thompsona ukazała się w Stanach w styczniu nakładem wydawnictwa Knopf Doubleday.

[ks]
fot. Jennifer Winkel Thompson
źródło: Salon.com

Tagi: , , , , , ,

Kategoria: newsy