banner ad

Kaui Hart Hemmings, Lionel Shriver i Robert Harris o adaptacjach swoich powieści

3 marca 2012

Tegoroczne Oscary udowodniły, że literackie adaptacje mają się całkiem dobrze na tle całej kinematografii. Sześć spośród dziewięciu obrazów nominowanych w kategorii ?najlepszy film? powstało na podstawie książek. Z racji tego amerykański ?The Independent? postanowił zapytać Kaui Hart Hemmings, Lionel Shriver i Roberta Harrisa, co sądzą na temat ekranizacji swych głośnych powieści.

Kaui Hart Hemmings, autorka „Spadkobierców”, wyznała, że oferta pojawiła się w szczególnym dla niej momencie: „To była druga powieść, którą próbowałam napisać. Pierwsza nigdy nie powstała, byłam zdesperowana, musiałam wiedzieć, czy potrafię to zrobić.” Agent pisarki wysłał rękopis do różnych filmowców, którzy mogliby zakupić opcję na film. Taka opcja trwa zazwyczaj dwa lata i w tym czasie trzeba się zdecydować co do ewentualnej realizacji obrazu, zrezygnować albo zapłacić za kolejne dwa lata. Zanim powieść trafiła do sklepów odezwał się Alexander Payne, producent, reżyser i scenarzysta, z informacją, że chce, aby „Spadkobiercy” byli jego następnym projektem. „Byłam na planie cały czas, a nawet sama pojawiłam się w filmie. Prawie każda linijka dialogu była wzięta z książki, każda sekwencja, muzyka, o której wspominałam w powieści, ubrania, które nosili bohaterowie, miejsca, które odwiedzali” ? powiedziała Hemmings. „Nie byłam zaborcza co do samej historii, bo ufałam Payne?owi, ale wiedziałam, że w niewłaściwych rękach opowieść mogłaby się stać przeraźliwie melodramatyczna.” Obecnie autorka z o wiele większym spokojem pracuje nad swoją kolejną powieścią. „Teraz moja książka jest czytana” ? wyjaśniła. „Ludzie przysyłają do mnie e-maile, pisząc: ?Uwielbiam twoją książkę, nigdy o niej nie słyszałem, do czasu aż nie pojawił się film.?”

Lionel Shriver, autorka „Musimy porozmawiać o Kevinie”, porównała sprzedaż praw filmowcom do hazardu. „Podejmujesz ryzyko, że ktoś weźmie twoją pracę i przekształci w coś, czego się będziesz wstydzić” ? wyznała. „Ale fakt, że coś się dzieje jest na ogół bardziej interesujący, niż gdy nie dzieje się nic. Jest to więc ryzyko warte podjęcia.” Pisarka miała już wcześniej w swojej karierze sprzedane opcje na ekranizacje, nigdy jednak nie doszło do realizacji filmu, dlatego nie robiła sobie większej nadziei, że w przypadku „Musimy porozmawiać o Kevinie” skończy się inaczej. Zresztą, niewiele brakowało, aby film nie powstał (z powodu kłopotów finansowych budżet produkcji zmniejszył się o połowę). „Nie miałam nic przeciwko temu, że nie będę uczestniczyć w procesie powstawania scenariusza. Na szczęście było to robione z pasją, uczciwością i lojalnością wobec powieści” ? powiedziała Shriver. „Miło jest być zaskoczonym, gdy ktoś wniesie coś nowego do twojego materiału, a nie bezmyślnie przeniesie książkę na ekran. Zaletą też jest, że mogę wyprzeć myśli, jakoby to był mój błąd, gdy film okaże się do dupy.” Zdaniem Shriver film jest naprawdę dobry, ale traktuje go jako „odrębny podmiot, nie oddający idealnie powieści”. „Filmowiec ma tylko dwie godziny, są więc złożoności, których nie da rady przekazać; film musi być skrótowy.”

Robert Harris, twórca „Ghostwritera” ma na swoim koncie kilka adaptacji filmowych. Niektóre z nich ocenia jako dobre, inne nie. „Moja pierwsza powieść, 'Vaterland', została przerobiona na bardzo zły film, w którym wystąpił Anthony Hopkins” ? powiedział pisarz. Powieść pierwotnie zakupił Mike Nicholls (reżyser „Absolwenta”) z zamiarem zrobienia filmu kinowego. Nie mógł jednak znaleźć odpowiedniego studia, dlatego obraz z innym reżyserem zrealizowała w wersji telewizyjnej stacja HBO. „W czasie kręcenia pojawiło się wiele artystycznych kompromisów ? w szczególności dwie fundamentalne zmiany w opowiadanej historii ? i film przestał mieć klimat powieści. Niektórzy ludzie tak lubią, ale ja nie.” Przy kolejnej ekranizacji (na podstawie książki „Enigma”) autor uznał, że scenariusz go nie interesuje, swoją pracę, czyli napisanie powieści, wykonał i na tym koniec. Jednak później zmienił zdanie: „Teraz czuję, że znam historię lepiej niż ktokolwiek inny i wiem, że staram się zrobić to lepiej niż ktokolwiek inny.” Do „Autora Widmo” postanowił napisać scenariusz razem z Polańskim. „Jeździłem do Paryża i Szwajcarii, żeby z nim pisać. Polański mówił mi, że pisać scenariusz to jakby pisać komiks na podstawie własnej powieści. To pomocna metoda w patrzeniu na proces tworzenia, ponieważ zmianą dla pisarza jest, że musi zwrócić się bardziej ku wizualnemu aspektowi.” Polański i Harris pracowali nad projektem trzy lata. Z efektu końcowego pisarz jest bardzo zadowolony, zastrzega jednak: „Nawet jeśli adaptujesz swoją własną historię, film może tylko pozostać wierny duchowi powieści, musisz w nim zmienić pewne rzeczy, bo to inne medium. Na ekranie trzeba bardziej pokazać niż opowiedzieć historię, masz też do czynienia z ograniczeniami czasowymi. Nie ma sensu narzekać, że wersja filmu nie jest identyczna z książką, ponieważ nie może być. Staram się jednak uzyskać esencję oryginalnego dzieła przenosząc je na ekran. W końcu jest to loteria.”

Tematy: , , , , , , ,

Kategoria: film, newsy