banner ad

Julian Barnes krytycznie o włączeniu pisarzy amerykańskich w rywalizację o Nagrodę Bookera

28 listopada 2016

barnes-krytykuje-bookera
Brytyjski pisarz Julian Barnes nie jest zadowolony z faktu, że od trzech lat amerykańscy pisarze mogą ubiegać się o Nagrodę Bookera. „To zwyczajnie głupie” ? komentuje. Autor „Poczucia kresu” nie jest jedynym twórcą, który wypowiedział się krytycznie o tym pomyśle.

Nagroda Bookera została ustanowiona w 1969 roku i uznawana jest za najbardziej prestiżowe wyróżnienie w dziedzinie literatury, jakie można otrzymać w Wielkiej Brytanii. Do 2013 roku laureaci wybierani byli spośród piszących po angielsku autorów zamieszkujących region Brytyjskiej Wspólnoty Narodów, Irlandii i Zimbabwe. W 2014 roku Fundacja Nagrody Bookera postanowiła porzucić jakiekolwiek ograniczenia geograficzne i narodowe, rozszerzając możliwość ubiegania się o prestiżowy laur na pisarzy z całego świata posługujących się językiem angielskim. Skorzystali na tym szczególnie autorzy ze Stanów Zjednoczonych jako największego obszaru do tej pory nieuwzględnianego w nominacjach.

„Nie zgadzam się z otwarciem nagrody na Amerykanów. Uważam, że jest to zwyczajnie głupie. Amerykanie mają wystarczająco dużo swoich własnych nagród” ? powiedział w „Radio Times” pisarz Julian Barnes, który sam jest laureatem Nagrody Bookera z 2011 roku za powieść „Poczucie kresu”. „Idea, by uczynić Bookera nagrodą brytyjską, irlandzką oraz dla anglojęzycznych krajów starej i nowej Brytyjskiej Wspólnoty Narodów z całego świata, dawała jej szczególny charakter i oznaczała, że wyróżnienie to może trafić do każdego pisarza”. Według Barnesa Amerykanie ze swoimi „wielkimi hitami” sprawiają, że na przykład mniej znany pisarz z Kanady jest w zasadzie bez szans. „Która amerykańska nagroda jest otwarta dla Brytyjczyków?” ? pyta Barnes. „Teoretycznie tylko National Book Award. Nie sądzę jednak, żeby jakikolwiek Brytyjczyk wygrał najważniejszą amerykańską nagrodę literacką”.

Barnes nie jest pierwszym pisarzem, który krytykuje pomysł rozszerzenia Nagrody Bookera. Melvyn Bragg już w momencie ogłoszenia kontrowersyjnej decyzji pisał, że to wygląda tak, „jakby brytyjska firma została przejęta przez jakiś światowy konglomerat”. Pisarz Philip Hensher zauważył z kolei w opublikowanym kilka dni później felietonie: „Nie sądzę, żebym kiedykolwiek słyszał tak wielu [brytyjskich] pisarzy, jak w ciągu ostatnich dwóch lub trzech dni, mówiących: ‚Cóż, w takiej sytuacji równie dobrze możemy po prostu się poddać'”. Niektórzy uważali, że decyzja organizatorów podyktowana była chęcią rywalizacji z nowo ustanowioną Nagrodą Folio, która uwzględniała również twórców ze Stanów Zjednoczonych. Trudno jednak ocenić, czy takie intencje byłyby dobrym posunięciem. Po pierwszych dwóch edycjach nagrody, kiedy to laury otrzymali kolejno amerykański pisarz George Saunders i amerykańska Indianka Akhil Sharma, Folio Prize utraciła sponsora (ponoć udało się znaleźć nowego, dzięki czemu nagroda powróci w nieco zmienionej formule w 2017 roku).

Krytyka Bookera ożyła w tym roku na nowo, kiedy to statuetka po raz pierwszy trafiła do rąk amerykańskiego pisarza. Otrzymał ją Paul Beatty za powieść „The Sellout” będącą satyrą na stosunki rasowe panujące w Ameryce.

[aw]
źródło: The Guardian

Tagi: , , ,

Kategoria: newsy