banner ad

Film dokumentalny i książka odsłonią tajemnice J. D. Salingera?

31 stycznia 2013


To będzie rok J. D. Salingera! Zmarły niemal równo przed trzema laty słynny literacki odludek doczeka się filmu dokumentalnego oraz towarzyszącej mu 800-stronicowej biografii. Twórcy filmu i książki zapowiadają, że obalą mity narosłe wokół postaci pisarza i zastąpią je wiernym obrazem „niezwykle złożonej oraz pełnej sprzeczności istoty ludzkiej”.

Pierwsze informacje o filmie pojawiły się już 3 lata temu. Dwa dni po śmierci Salingera Mike Fleming Jr z portalu Deadline poinformował, że widział nieukończony jeszcze dokument, który reżyser Shane Salerno kręcił w całkowitej tajemnicy. Film trwał 2 godziny i zrobił na Flemingu piorunujące wrażenie.

„Choć pozbawiony narracji, opiera się na wyczerpujących badaniach i jest niesamowicie mocny” – pisał wówczas Fleming. „Ale najważniejsze, że odpowiada na wiele pytań o autorze, które ja i każdy inny sobie zadawał.”

Salerno przepytał 150 osób związanych z Salingerem – pracujących z nim oraz tych, na których jego twórczość wywarła ogromny wpływ. Nie zabrakło tu sławnych nazwisk (m.in. Philip Seymour Hoffman, Edward Norton, John Cusack, Danny DeVito, Martin Sheen, Tom Wolfe, E. L. Doctorow, Gore Vidal).

Fleming zdradził także kilka szczegółów, które znalazły się w dokumencie: okres służby w armii podczas II wojny światowej (Salinger brał udział w walkach w Normandii, przesłuchiwał nazistowskich więźniów); romans z córką Eugene?a O’Neilla (dramatopisarza, laureata nagrody Nobla), która związała się później z Charliem Chaplinem, gdy przyszły pisarz służył w armii; zwyczaj zamykania się tygodniami w bunkrze na czas pisania czy tendencja, by wygładzać jedno zdanie przez cały tydzień; daremne starania przyjaciół pisarza, by skłonić go do powrotu do świata; odmowy sprzedaży praw do swej twórczości pomimo ośmiocyfrowych(!) kwot oferowanych przez Hollywood (nie przekonały go nawet takie nazwiska jak Billy Wilder czy Steven Spielberg), determinacja by zachować całkowitą kontrolę nad swoją prozą (kiedy jeden z redaktorów „New Yorkera” postawił przecinek tam, gdzie go nie było, Salinger już nigdy więcej się do niego nie odezwał).

Ale najciekawsze zdają się być rozważania nad zawartością literackiego skarbca Salingera, który przez ostatnie 45 lat swojego życia nie opublikował choćby jednego słowa. I tajemnicze 5 minut materiału, którego Flemingowi nie udało się zobaczyć, co skłoniło go do spekulacji, że zawiera nagrania samego pisarza.

Zapowiadano, że filmowi będzie towarzyszyć książka, w której na 700 stronach miały znaleźć się pełne wywiady ze „źródłami” wykorzystanymi w dokumencie.

To było w 2010 roku. Przez następne trzy lata wszelkie informacje o filmie ucichły i większość założyła, że dokument zapewne nigdy nie zostanie ukończony. Nie byłoby w tym nic dziwnego. Salinger skutecznie walczył o ochronę swej prywatności. Jego spadkobiercy czynią podobnie. Dlatego kiedy dwa dni temu literacki świat obiegła wieść, że film będzie można jeszcze w tym roku zobaczyć w kinach, a w styczniu przyszłego roku pokaże go amerykańska stacja telewizyjna, w światku literackim wybuchła prawdziwa sensacja. Atmosferę podgrzewał news o towarzyszącej filmowi biografii pisarza, która zdążyła rozrosnąć się do 800 stron.

Dlaczego trzeba było czekać trzy lata na ukończenie filmu? We wczorajszym tekście Fleming wyjaśnił ową tajemnicę. Okazało się, że po jego wcześniejszym artykule do reżysera zgłosiły się nowe „źródła” informacji, wśród nich wielu znajomych i przyjaciół pisarza, którzy wcześniej odrzucili propozycję, by udzielić wywiadu do powstającego dokumentu. Ale to nie wszystko.

„Jakieś trzy dni po jego [Salingera] śmierci, zdzwonił telefon i był to ktoś, kto miał głęboki i bliski związek z Salingerem. Publika nigdy o nim nie słyszała, ale ja ścigałem go przez lata. Ta osoba spytała: ?Kiedy możesz przyjechać??” – zdradził Salerno.

Reżyser przeprowadził dodatkowe wywiady z 14 osobami, z czego każdy trwał od trzech do siedmiu godzin.

„To byli ludzie, którzy milczeli przez 40 lub 50 lat. Wielu z nich nie chciało go zawieść” – powiedział Salermo w rozmowie z Flemingiem. „Po jego śmierci i tylu latach milczenia potrzebowali jakiegoś katharsis. Kiedy włączono kamerę, mieli wiele do powiedzenia, co wcześniej w sobie tłumili. Najbardziej emocjonalnymi wywiadami były te udzielone tuż po śmierci Salingera, to chyba oczywiste. Także dlatego, że ludzie ci mieli wiele nierozwiązanych kwestii i potrzebowali pewnego domknięcia. W tym momencie wiedziałem, że brakuje nam jeszcze dwóch lat do zakończenia prac.”

Książka będzie nosić tytuł „The Private War Of J.D. Salinger” (z ang. „Prywatna wojna J.D. Salingera”), a jej premiera zapowiedziana jest na wrzesień tego roku. W tym samym miesiącu do kin ma trafić dokument zatytułowany po prostu „Salinger”. Film zostanie także pokazany w styczniu przyszłego roku przez stację PBS w ramach cyklu dokumentów „American Masters”.

Na zdjęciu załączonym do newsa – jedna z nielicznych okazji, aby zobaczyć autora „Buszującego w zbożu” w podeszłym wieku (po prawej), tu w towarzystwie swojego wieloletniego znajomego Donalda Hartoga.

fot. University of East Anglia

Tagi: , , , , ,

Kategoria: newsy