Bar, w którym pili Fante i Bukowski, przestanie być tanią knajpą

22 lutego 2013


Ulokowany na parterze zabytkowego hotelu Króla Edwarda w Los Angeles bar o nazwie „King Eddy Saloon” został zamknięty na okres remontu. Czyżby miejsce, w którym pili swego czasu John Fante i Charles Bukowski, miało utracić swój legendarny blask, czyli reputację najtańszej knajpy w okolicy?

Dla takich barów to jak utrata własnej tożsamości. Określają je w Stanach mianem „dive bar”, które nie ma polskiego odpowiednika. Chodzi jednak o tanie knajpy, czasem wręcz speluny, gdzie za niewielkie kwoty można wyżłopać dzban piwa albo zjeść odgrzewanego w mikrofali cheeseburgera. „King Eddy” był ostatnim tego typu miejscem w Skid Row, dzielnicy Los Angeles szczycącej się największą populacją bezdomnych w całym USA (na jednego zameldowanego mieszkańca przypada tam średnio jeden bezdomny). Co odróżniało bar od wielu innych tego typu miejsc, to fakt, że znalazł się na trasie wycieczek, organizowanych w Los Angeles śladami Charlesa Bukowskiego.

75-letni Bill Roller, który pracował w barze przez 50 lat (ostatnie 34 jako menadżer), w rozmowie z dziennikarzem Blogdowntown.com bez większego wzruszenia pokazywał miejsce, gdzie na początku lat 90. siadał Bukowski. „Kiedy tu wchodził, był po prostu normalnym klientem ? nie było w tym nic nadzwyczajnego” ? powiedział, przyznając, że nie wiedział wówczas, kim był Bukowski. Dopiero po śmierci pisarza w 1994 roku zdał sobie sprawę, że mężczyzna, który przychodził do knajpy kilka razy w tygodniu między 16 a 20.30, aby bazgrać jakieś notatki, był sławną osobą.

Tymczasem miejscowy historyk Richard Schave powątpiewa w opowieści menadżera baru, gdyż w latach 90. Bukowski mieszkał wraz z żoną w oddalonej od Skid Row portowej dzielnicy San Pedro. „Zasadniczo to w każdym barze w Los Angeles powiedzą ci, że odwiedził ich kiedyś Bukowski” ? skomentował. Przyznaje wprawdzie, że autor „Szmiry” spędził jakiś czas w Skid Row, ale dni te uważane są za dość mętny okres jego życia, o którym nie wiadomo zbyt wiele.

Chociaż Schave nie znajduje żadnych dowodów, oprócz słów menadżera, na potwierdzenie, że Bukowski przesiadywał w „King Eddy”, to jednak miejsce stało się jednym z ważniejszych punktów na trasie wycieczek śladami pisarza. Dlaczego? Do knajpy przychodził bowiem często literacki bóg Charlesa Bukowskiego, czyli John Fante. Umieścił ją nawet w swojej kultowej powieści „Pył”. Może to stanowić pośredni dowód, że Bukowski jednak w „King Eddym” przebywał, skoro wielokrotnie przyznawał się do silnej identyfikacji z Arturo Bandinim, głównym bohaterem książki.

Dan Fante, syn Johna Fante, również pisarz, jest wręcz przekonany, że „Hank” pijał w „King Eddym” tak, jak jego ojciec. „Ten bar znajduje się w brzuchu bestii – starych miejsc w śródmieściu, które Hank nawiedzał. Nie ma co do tego wątpliwości” ? powiedział.

W czerwcu 2012 roku „King Eddy” został sprzedany dwóm nowym właścicielom. Przed dwoma miesiącami bar zamknięto w celu renowacji, która ma rzekomo przywrócić jemu „mityczny status”. Jak jednak przekonują lokalni dziennikarze i bywalcy, pompowanie pieniędzy w gruntowny lifting takich miejsc sprawia, że tracą one swoją autentyczność. Znikają nie tylko niskie ceny, ale i wieloletni brud.

John Fleury i Benjamin R. Freed z DCist.com powodów takich działań upatrują w tym, że ludzie obecnie nie szukają prawdziwych spelun, a jedynie pewnej nostalgii w konwencji speluny. Nie chcą taniego piwa przypominającego szczyny i obrzydliwej łazienki, w której wygląda i śmierdzi gorzej niż w rzeźni. Zdaniem Fleury’ego i Freeda co innego pisać, że się uwielbia dive bary, a co innego faktycznie korzystać z tamtejszych toalet po kilka razy dziennie. „Nie jesteśmy miastem, które kocha brud. Jesteśmy miastem, które chce sprawiać wrażenie, że chce brudu, kiedy w rzeczywistości pragniemy sushi i babeczek.”

W ten oto sposób jedno z kolejnych miejsc na alkoholowo-literackiej mapie USA pozbawione zostało swojego ducha.

fot. Chinta Cooper/Flickr

Tagi: , , , , , ,

Kategoria: newsy