banner ad

Fragment opowiadania „Księżyc” ze zbioru „Młode skóry” Colina Barretta

30 września 2015

mlode-skory-fragment
Jeden z najbardziej obiecujących młodych pisarzy irlandzkich, Colin Barrett, przebywa aktualnie w Polsce. Z autorem możecie spotkać się 1 października o 17.30 we Wrocławiu w ramach 11. Międzynarodowego Festiwalu Opowiadania. Jeśli macie jakiekolwiek wątpliwości, czy warto wybrać się na spotkanie, polecamy poniższy fragment opowiadania „Księżyc” ze znakomitego zbioru „Młode skóry”, który ukazał się pod koniec września pod patronatem Booklips.pl.

Księżyc

Valentine Neary, starszy bramkarz w Peacock Bar and Niteclub, miał coś w zębach. Obadał językiem górną szczękę, w której między przedtrzonowymi zaklinowało się coś szorstkiego i kłującego. Kilkoma szybkimi dźgnięciami czubka języka usunął to coś. Małym palcem przejechał po dziąśle od wewnątrz, po czym uniósł palec pod żółte światło okapu. Przyglądał się temu, co przykleiło się do lśniącego wilgotno opuszka. Kiedy się zorientował, co to jest, nie mógł powstrzymać uśmiechu.

Borys, prawa ręka Vala, właśnie wychodził tyłem przez niskie drzwi wciśnięte w dwuskrzydłowe wejście do klubu, niosąc dwie szklanki lucozade do połowy wypełnione pięściami lodu.

? Ty, Borys, ale numer.

? Jaki numer, szefie?

? Wyciągnąłem sobie z zębów kawałek foczej sierści.

Borys wpatrywał się w twarz Vala, nie do końca łapiąc sens.

? Z zębów kawałek… czego?

Val spojrzał na swój zgięty mały palec, na przyczepione do niego zabłąkane włókienko ? był to włos łonowy, elektryzująco rudy, a należał do Martiny Boran, najmłodszej i najładniejszej córki Davy?ego Borana, właściciela Peacock?s Bar.

? A, nieważne, stary. ? Val znów się uśmiechnął i pstryknięciem powierzył włosek nocy północnej części hrabstwa Mayo. ? Dzięki ? powiedział, biorąc od Borisa lucozade.

? Nie ma za co, szefie.

 

Val usłyszał auto zbliżające się do zjazdu z głównej drogi. Upił spory łyk lucozade, kilka razy przepłukał usta, zanim przełknął, i spojrzał na zegarek. Pierwsza trzydzieści trzy A.M. ? impreza skończy się za nieco ponad godzinę, a oni wciąż przybywali równym strumieniem, który taksówki i minibusy wypuszczały w sztucznie oświetlony mrok żwirowanego parkingu przed klubem ? chłopcy i dziewczęta z miasteczka Glanbeigh i okolic.

Peacock przyciągał młodych. Przez lata wyrobił sobie reputację dzięki selektywnej ? i selektywnie przymykającej oko ? polityce na bramce. Napis wiszący na ścianie za kasą głosił: WSTĘP TYLKO DLA OSÓB, KTÓRE SKOŃCZYŁY 21 LAT, ale było powszechnie wiadomo, że wchodziła w grę pewna elastyczność. Dupeczek często nikt nie legitymował, o ile tylko odpowiednio się zrobiły. Po chłopakach też miało być widać, że się postarali ? porządne buty, koszula, i nie powinni podchodzić do wejścia w grupach większych niż po trzech. Główna zasada brzmiała: pijani nie wejdą. Val stał na bramce od ośmiu lat i bezbłędnie umiał wyczytać z twarzy alkohol. On i jego ekipa ? Borys, Mick i Mossy ? nie tolerowali najmniejszej ściemy. Każdy, komu chociaż przez myśl przeszło, żeby robić problemy, dostawał kopa na do widzenia.

? Dużo ruchu dzisiaj ? powiedział Borys, kiwając głową, gdy na parking wjechała taksówka.

Wysiadły z niej cztery dziewczyny. Val i Borys dobrze im się przyjrzeli. Wszystkie cztery miały gołe nogi, minispódniczki, buty na obcasach i topy z imponująco nikłych kawałków materiału. Val wyprostował się i odchrząknął. Ani jedna z dziewczyn nawet nie zbliżała się do osiemnastki. Podchodząc do wejścia, ucichły pod niskowatowym spojrzeniem bramkarza.

? Dobry wieczór paniom. Jak tam?

? W porzo.

? Okej.

? Super.

Tylko jedna nie odpowiedziała od razu, najładniejsza z nich. Skrzywiła się, założyła luźny kosmyk czarnych włosów za ucho i zmrużyła oczy.

? A pani, której słodkie usta milczą? ? zapytał Val z uśmiechem.

? Nie najgorzej, Val, przypuszczam, że nie gorzej niż u ciebie.

A więc znała go ? ale przecież prawie wszyscy w mieście go znali, przynajmniej ze słyszenia. Val nie mógł skojarzyć jej z imieniem, ale hołubił w sobie poczucie, że to chyba któraś z sióstr Devaney.

? Już niedużo zostało dziś czasu, drogie moje. ? Val urządził przedstawienie ze sprawdzania na zegarku, która godzina. ? Tak sobie myślę, że nie bardzo wam się opłaca wchodzić.

Chyba-Devaney uśmiechnęła się kwaśno i uciekła spojrzeniem w bok, gdzie pod ścianą budynku nie było niczego poza kilkoma samochodami pracowników. Znów zwróciła wzrok na Vala i uniosła jedną idealnie wyrysowaną brew.

? Dzięki, ale wiesz co, mimo to byśmy weszły.

Val pochylił głowę, wydął policzki, jakby roztrząsał zeznanie, które ujawnia wiele nowych faktów, po czym odsunął się i otworzył drzwi.

? No dobra, to wbijajcie, dziewczyny. Fajnej zabawy.

Twarze pozostałych trzech rozjaśniła ulga.

? Dzięki, Val!

? Dzięki!

? Dzięki wielkie!

Val tylko kiwnął głową, niewzruszony. Chyba-Devaney popatrzyła mu przez chwilę prosto w oczy i bez słowa, prawie się o niego ocierając, weszła do środka. Val upił łyk lucozade i zupełnie otwarcie gapił się na tyłki dziewcząt, które ustawiły się teraz w kolejce po bilety. Z pieczątkami na rękach wślizgiwały się jedna po drugiej do dudniącego, oświetlonego stroboskopami wnętrza klubu.

 

Kiedy poznał Martinę Boran, była z niej jeszcze totalna smarkula, milkliwa szesnastolatka, pilna uczennica, pokornie nosząca aparat na zębach i dziecięcy tłuszczyk. Czasem wpadała do Peacock po szkole, kiedy jej ojciec stał za barem w głównej sali, a Val pomagał kelnerom przygotować lokal na wieczór. W tygodniu popołudniami było tam spokojnie jak w kostnicy, przychodziła jedynie garstka stałych bywalców, starych pijaków, miejscowych, pochłoniętych tym, żeby zdążyć przepić emeryturę do w miarę przyzwoitej godziny. Davy uwielbiał chwalić się córkami ? najstarsza była nauczycielką w Naas, środkowa radiologiem w Bristolu ? i nie inaczej było w przypadku Martiny.

?Ta panna ? mówił, chwytając córkę za bezkształtne ramiona ? wybiera się na studia do Trinity. Na medycynę!?

Martina tylko przewracała oczami i wzdychała. Siadała przy odgrodzonym stoliku na końcu sali, wyciągała z torby jakiś podręcznik, totalną cegłę, i na kilka godzin przepadała w lekturze. Na twarzy miała wyraz nieszczęśliwej sumienności, tymczasem zadowolony tatuś nalewał piwo geriatrykom kiszącym się na stołkach przy barze.

Minęło kilka lat. W ostatnim roku nauki w szkole średniej Martina prawie zupełnie znikła z radaru, a kiedy doszły do Vala jakieś wieści, była już w college?u ? lecz w Galway, nie w Dublinie, i nie na medycynie, tylko na sztukach wizualnych. Pokazała się znów dopiero z początkiem tego lata, bo Davy postanowił, że będzie w weekendy pracowała w Peacock. Miała teraz dziewiętnaście lat, wyrosła i nabrała pewności siebie. Pierwszego wieczoru przyszła do pracy w skórzanych kozakach do kolan i w strategicznie podziurawionych różowych rajstopach, włosy miała ufarbowane na pomarańczowo, a w oczach zabójczy błysk, który mówił, że niegdysiejszy kujon w luźnym swetrze umarł i wszelki słuch po nim zaginął.

Val wynajdował preteksty, żeby znaleźć się w jej pobliżu. Opierał się na przykład o bar, gdy Martina wkładała szklanki do zmywarki, przystawał przy stoliku, gdy przecierała blaty lepkie od wylanego alkoholu. Przekomarzali się, rozśmieszali nawzajem, wymieniali porozumiewawcze spojrzenia, gdy wokół nich kołysał się i falował sobotni tłum.

Któregoś razu parę tygodni temu Val zaproponował, że odwiezie ją do domu. Zamknięci w nissanie Vala, siedząc tuż obok siebie, przez kilka minut miło rozmawiali o niczym. Nagle Martina wcięła się w jakąś anegdotę czy inną nawijkę Vala, mówiąc, żeby przestał udawać debila i zrobił to, na co ma ochotę. Knykcie Vala na kierownicy pobielały, a on mruknął coś, że nie jest pewny, na co ma ochotę. Martina tylko prychnęła i zdecydowanym ruchem wsadziła mu rękę w spodnie.

Od tamtej pory spotykali się niezobowiązująco kilka razy w tygodniu, zwykle w te noce, kiedy wypadała im wspólna zmiana. Ponieważ on miał prawie trzydzieści lat, a ona dziesięć mniej, ponieważ ona wracała po wakacjach na studia i z uwagi na komplikacje, jakie bez wątpienia by się pojawiły, gdyby jej papa jakimś cudem się dowiedział, któż to dyma jego oczko w głowie, Val zaproponował, żeby to, co ich łączy, zachowali dla siebie. Nie przyjdzie im z tego nic dobrego, jeśli ich sprawy rozniosą się po mieście

Nie rozniosą się, powiedziała Martina.

 

Klub był zamknięty, klienci przegonieni, więc Val zaczął się rozglądać za Martiną. Nie było jej na sali, gdzie pracownicy baru kładli na stolikach krzesła odwrócone do góry nogami. Domyślił się, że poszła zajarać. Wszedł po schodach na piętro, minął toaletę damską i męską, i nacisnął klamkę drzwi wyjścia pożarowego przy końcu korytarza.

Martina i Joan Doody, przysadzista, sympatyczna dziewczyna, którą Val puknął parę razy w okolicy ostatnich świąt, stały na drugim końcu wąskiego, ogrodzonego barierką balkonu wychodzącego na parking. Były odwrócone do Vala plecami. Paliły razem jednego papierosa, ale zapach ? mocny i ziołowy ? zdradził Valowi, że nie jest to zwyczajny papieros.

? No pięknie ? odezwał się.

Dziewczęta odwróciły się przestraszone. Martina o mało nie upuściła jointa.

? Jezu, Val ? powiedziała. Wydęła usta i wypuściła w górę kolumnę srebrnego dymu.

? Mam nadzieję, że to w celach medycznych ? powiedział Val ze śmiechem. Potem zaskoczył obie dziewczyny, a także siebie, gdy naturalnym gestem rozłożył palce wskazujący i środkowy, prosząc o bucha.

? Dzięki.

Niezdarnie wziął jointa w palce ? została już tylko połowa ? i wetknął w stulone usta. Zaciągnął się. Żarząca się końcówka rozbłysła jaśniej i oparzyła mu opuszki, a dym chlastał gardło.

? Potrzymaj najdłużej, jak dasz radę, Val ? powiedziała Joan z uśmiechem.

Val spróbował policzyć po cichu do dziesięciu, doszedł do czterech i się rozkaszlał. Z oczu popłynęły mu gorące łzy. Przytknął pięść do ust, uspokoił się.

? Nie wiedziałam, że używasz, Val ? powiedziała Martina, biorąc od niego jointa.

? Widzicie, sprowadziłyście mnie na złą drogę, dziewczyny.

Val zastanawiał się, czy Martina wie, że między nim a Joan coś kiedyś było, lecz uznał, że nie. Zresztą to nie było nic poważnego, wygasło bez żadnych pretensji, a Joan odnowiła zerwane zaręczyny z chłopakiem, z którym miała wtedy jakieś problemy. Val miał dryg do pozostawania na dobrej stopie z kobietami, z którymi się przespał ? umiejętność konieczna, kiedy uprawia się działalność na terytorium tak niewielkim jak Glanbeigh. Spojrzał w dół przez plaster miodu barierki.

? Tam coś się dzieje? ? zapytał.

? Nie, tylko maruderzy marudzą, jak zwykle ? odparła Martina i podeszła bliżej, tak że stali teraz ramię przy ramieniu.

Z tej loży na piętrze przyglądali się we trójkę, jak ostatki gości klubu powoli rozchodzą się do domów. Dziewczyny zbiły się w grupkę, kuliły się i energicznie pocierały nagie, pokryte gęsią skórką ręce. Chłopaki stali każdy osobno, z wypiętą piersią i pięściami wbitymi w kieszenie spodni, i zawiedzeni patrzyli spode łba przekrwionymi oczami w ciemność. Inni chłopcy i dziewczyny obejmowali się ciasno i śmiali tak, żeby zwrócić na siebie uwagę. W komórki jednym palcem starannie wstukiwano numery. Dziewczyny przeciągały moment wsiadania do taksówki, chłopcy wymuszali ostatni pocałunek i przytulenie z towarzyszącym mu macankiem ? otwarta dłoń na wypukłości pośladka ? tak krótkim, że wiarygodnie dałoby się je wyjaśnić jako przypadkowe. Niektóre pary zmyły się już wcześniej, zostawiając kolegów i koleżanki, żeby sami wrócili do miasteczka.

? Debile ? skwitowała Martina.
(…)

mlode-skoryColin Barrett „Młode skóry”
Tłumaczenie: Agnieszka Pokojska
Wydawnictwo: Igloo
Liczba stron: 220

Opis: „Młode skóry” to zbiór siedmiu opowiadań, z których sześć osadzono w tym samym fikcyjnym miejscu w zachodniej Irlandii ? w Glanbeigh. Bohaterowie, w większości młodzi ludzie: pracownik stacji benzynowej, bramkarz w nocnym klubie, bezrobotny, mierzą się z małomiasteczkową zaściankowością, uczuciami, przemocą, dramatem. Uwięzieni w beznadziejnych sytuacjach sięgają po rozwiązania ostateczne. Sam Colin Barrett twierdzi, że wybrał formę opowiadania, ponieważ dzięki niej autor zdobywa i utrzymuje intensywność (języka, stylu, atmosfery), której bardziej pojemne formy narracyjne zbyt często nie tolerują.

Kliknij tutaj, żeby dowiedzieć się, gdzie można kupić książkę.

Tagi: , , , , , ,

Kategoria: opowiadania