Cztery miniatury Franza Kafki z wydanego przez PIW zbioru „Opowieści i przypowieści”

30 czerwca 2016

franz-kafka-miniatury-piw-1
Prezentujemy cztery miniatury Franza Kafki w przekładzie Romana Karsta, które pochodzą z opublikowanego przez Państwowy Instytut Wydawniczy zbioru „Opowieści i przypowieści”. To najobszerniejszy tom krótkich form autora „Procesu”, jaki ukazał się na naszym rynku.

SĘP

Był sęp, który szarpał mi nogi. Postrzępił mi buty i pończochy, a teraz dziobał już nogi. Wciąż tłukł dziobem, potem niespokojnie okrążał mnie kilka razy i znowu zabierał się do swojej roboty. Jakiś pan przechodził obok, chwileczkę się przyglądał i potem zapytał, dlaczego pozwalam na to sępowi.

? Przecież jestem bezbronny ? rzekłem. ? Przyleciał i zaczął szarpać, chciałem go oczywiście odpędzić, usiłowałem zadusić go, ale takie zwierzę jest bardzo silne, chciało mi już nawet skoczyć do twarzy, wolałem przeto poświęcić nogi. A teraz są już prawie poszarpane.

? Że też pan daje się tak męczyć ? powiedział ów pan. ? Jeden strzał i po sępie.

? Czyżby? ? zapytałem. ? Zechce pan to zrobić?

? Chętnie ? odparł ów pan ? tylko pójdę do domu i przyniosę strzelbę. Może pan jeszcze pół godziny poczekać?

? Tego nie wiem ? odrzekłem i przez chwilę stałem zdrętwiały z bólu, potem powiedziałem: ? Proszę, na wszelki wypadek niech pan spróbuje.

? Dobrze ? rzekł ów pan ? pośpieszę się.

Podczas rozmowy sęp przysłuchiwał się spokojnie i jego wzrok wciąż wędrował pomiędzy mną a panem. Teraz spostrzegłem, że wszystko zrozumiał: wzbił się w powietrze, wygiął się daleko do tyłu, aby nabrać dostatecznego rozpędu, i potem, niby oszczepnik, wbił głęboko we mnie dziób przez moje usta. Padając, czułem, oswobodzony, jak utonął w mojej krwi, która wypełniła wszystkie głębiny i przelewała się przez wszystkie brzegi.

SĄSIAD

Całe przedsiębiorstwo spoczywa na moich barkach. Dwie maszynistki i księgowe w przedpokoju, mój pokój z biurkiem, kasą, stołem konferencyjnym, fotelem klubowym i telefonem, oto mój cały aparat. Tak łatwo go ogarnąć, tak łatwo nim kierować. Jestem zupełnie młody, interesy idą jak z płatka. Nie skarżę się, nie skarżę.

Od Nowego Roku jakiś młody człowiek bez namysłu wynajął wolne mieszkanie w sąsiedztwie, z czym ja niefortunnie tak długo zwlekałem. Również pokój z przedpokojem, ale oprócz tego i kuchnia. Pokój i przedpokój przydałyby mi się ? obie moje panny czuły się już niekiedy przemęczone ? ale jaki pożytek miałbym z kuchni? Te błahe wątpliwości zawiniły, że dałem sobie odebrać mieszkanie. Teraz tam siedzi ten młody człowiek. Nazywa się Harras. Co właściwie tam robi, nie wiem. Na drzwiach jest napis: ?Harras, biuro?. Zasięgnąłem informacji i powiadomiono mnie, że to interes podobny do mojego. Że nie sposób przestrzec wprost przed udzieleniem mu kredytu, chodzi przecież o młodego, przedsiębiorczego człowieka, którego interes ma może przyszłość, ale nie można też wręcz doradzać kredytu, gdyż nie ma obecnie, jak się zdaje, majątku. Informacja, jakiej się zwykle udziela, kiedy się nic nie wie.

Czasami spotykam Harrasa na schodach, widocznie mu się nadzwyczaj spieszy, mija mnie po prostu pędem. Nie przyjrzałem mu się jeszcze dokładnie, klucz od biura już ma przygotowany w ręku. W mgnieniu oka otwiera drzwi. Wślizguje się do środka jak ogon szczura, a ja znowu staję przed tabliczką ?Harras, biuro?, którą już czytałem o wiele częściej, niż na to zasługuje.

Przeraźliwie cienkie ściany, które zdradzają uczciwie postępującego człowieka, a kryją oszusta. Mój telefon wisi przy ścianie pokoju, który mnie dzieli od sąsiada. Zaznaczam to jako fakt o szczególnie ironicznym znaczeniu. Nawet gdyby wisiał na przeciwległej ścianie, wszystko byłoby słychać w sąsiednim mieszkaniu. Odzwyczaiłem się wymieniać nazwiska klientów przez telefon. Nie trzeba jednak zbyt wiele sprytu, żeby odgadnąć nazwiska z charakterystycznych zwrotów rozmowy. Czasem tańczę na palcach wokoło aparatu, ze słuchawką przy uchu, dręczony niepokojem, a przecież nie mogę zapobiec ujawnianiu tajemnic.

Przez to moje decyzje w sprawach handlowych stają się chwiejne, a głos drżący. Co robi Harras, kiedy telefonuję? Gdybym chciał bardzo przesadzić ? często jest to konieczne, aby rzecz wyjaśnić ? mógłbym powiedzieć: Harras nie potrzebuje telefonu, używa mojego, przysunął sobie kanapę do ściany i słucha, ja natomiast, kiedy rozlega się dzwonek, muszę wysłuchiwać życzeń klienta, podejmować decyzje o dużym znaczeniu, perswadować z przejęciem ? przede wszystkim zaś składać przez ścianę relacje Harrasowi.

Może on wcale nie czeka końca rozmowy, lecz wstaje w momencie, który mu sprawę dostatecznie wyjaśnia, mknie swoim zwyczajem przez miasto i zanim zdołam powiesić słuchawkę, już, być może, przystępuje do działania na moją szkodę.

franz-kafka-miniatury-piw-2

EGZAMIN

Jestem służącym, ale nie ma dla mnie pracy. Jestem bojaźliwy i nie przepycham się, ba, nie pcham się nawet do szeregu z innymi, ale to tylko jedna z przyczyn, dla których nie mam zajęcia, możliwe także, iż nie ma to w ogóle nic wspólnego z brakiem zajęcia dla mnie, w każdym razie najważniejsze jest, że nie wzywają mnie na służbę, innych zaś wezwano, pomimo że nie ubiegali się o nią bardziej niż ja, może nawet nie życzyli sobie, by ich wzywano, podczas gdy ja, przynajmniej nieraz, bardzo tego pragnę.

Tak więc leżę na pryczy w czeladnej, spoglądam na belki sufitu, zasypiam, budzę się i zaraz zasypiam ponownie. Niekiedy idę naprzeciwko do gospody, gdzie podają kwaśne piwo, czasem z obrzydzenia wylałem już niejeden kufel, ale potem piję znowu. Chętnie tam przesiaduję, bo mogę przez przymknięte okienko, niedostrzeżony przez nikogo, patrzeć na okna naszego domu. Niewiele tam widać, myślę, kiedy się ma przed sobą ulicę, tylko okna korytarzy, i do tego nie tych korytarzy, które prowadzą do pańskich mieszkań. Może się i mylę, ktoś jednak tak utrzymywał, choć go o to nie pytałem, i ogólne wrażenie, jakie wywołuje front kamienicy, to potwierdza. Z rzadka tylko otwiera się okno, a jeśli się to zdarza, otwiera je służący, który opiera się potem o parapet, aby chwileczkę popatrzeć w dół. Są to więc korytarze, gdzie nie można go zaskoczyć. Zresztą nie znam tych służących, służba, stale zajęta na górze, śpi gdzie indziej, nie w mojej izbie.

Pewnego razu, kiedy przyszedłem do gospody, moje miejsce obserwacyjne zajął jakiś gość. Nie miałem odwagi przyjrzeć mu się bliżej i zaraz w drzwiach chciałem zawrócić i odejść. Gość jednak zawołał mnie do siebie i okazało się, że też był służącym, którego już gdzieś kiedyś widziałem, ale dotychczas z nim nie rozmawiałem.

? Dlaczego uciekasz? Przysiądź się i pij! Ja płacę. ? Usiadłem więc. Zapytał mnie o to i owo, ale nie mogłem mu dać odpowiedzi, nie zrozumiałem nawet pytań. Dlatego rzekłem:

? Może teraz żałujesz, żeś mnie zaprosił, więc pójdę sobie ? i już chciałem wstać. Ale on wyciągnął rękę przez stół i przygniótł mnie nią do ławy:

? Zostań ? powiedział ? przecież to był tylko egzamin. Kto nie odpowiada na pytania, ten zdał egzamin.

BĄK

Pewien filozof włóczył się zawsze tam, gdzie bawiły się dzieci. Gdy zobaczył chłopca, który miał bąka, zaraz się przyczajał. Kiedy tylko bąk zaczynał krążyć, filozof pędził za nim, aby go złapać. Nic go nie obchodziło, że dzieci wrzeszczały i próbowały odwrócić jego uwagę od zabawki, a jeśli złapał bąka, dopóki ten jeszcze wirował, był szczęśliwy, ale tylko przez chwilę, potem rzucał go na ziemię i odchodził. Wierzył bowiem, że poznanie każdej drobnostki, a więc na przykład wirującego bąka, wystarczy do poznania ogólnego prawa. Dlatego nie zajmował się wielkimi problemami, wydawało mu się to rozrzutnością. Jeśli się rzeczywiście pozna najbłahszą drobnostkę, zna się wszystko, dlatego zajmował się tylko wirującym bąkiem. I zawsze gdy przygotowywano się do puszczenia bąka w ruch, miał nadzieję, że teraz mu się uda, a kiedy bąk się kręcił i on pędził za nim bez tchu, nadzieja stawała się pewnością, ale kiedy już potem trzymał głupi kawałek drewna w ręku, robiło mu się niedobrze i krzyk dzieci, którego dotychczas nie słyszał, a który teraz nagle rozdzierał mu uszy, odpędzał go, a on zataczał się jak bąk niezdarnie smagany biczem.

opowiesci-i-przypowiesci-kafkaFranz Kafka „Opowieści i przypowieści”
Tłumaczenie:
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Liczba stron: 624

Opis: Czytelnik znajdzie tu takie perły, jak „Kolonia karna”, „Wyrok”, „Przemiana”, „Jama” czy „Budowa chińskiego muru”, ale też mniej znane utwory, na czele z „Troską ojca rodziny”, „Prometeuszem”, „Milczeniem syren”, „Prawdą o Sanczo Pansie”. Obszerny tom zawiera opowiadania, miniatury, przypowieści i aforyzmy. Granica między tymi rodzajami jest u Kafki nieostra, łączy je forma paraboli i tajemnica, otwierająca pole do różnorodnych interpretacji, przez co tak doniosłe jest to dzieło. Zwykło się chyba krótkie utwory autora „Procesu” stawiać niżej niż jego powieści. Niniejszy tom ma na celu przekonać, że niesłusznie. Zgromadzone utwory starano się ułożyć chronologicznie (mimo niemożliwości ustalenia dokładnych dat powstania wielu z nich), a więc choćby w przybliżeniu ukazać przebieg twórczości Kafki.

Tematy: , , ,

Kategoria: opowiadania