Życie z perspektywy psa – fragment premierowej powieści „Był sobie pies” W. Bruce’a Cameron’a

6 lutego 2017


Wszystkie psy idą po śmierci do nieba… chyba że mają niedokończone sprawy na ziemi. Do księgarń trafiła bestsellerowa powieść „Był sobie pies” W. Bruce’a Cameron’a opowiadająca o oddanym psie, który życiową misją czyni wpajanie swoim właścicielom znaczenia miłości i pogody ducha. Polecamy lekturę książki przed pójściem do kina na ekranizację w reżyserii Lasse Hallströma. Fragment powieści możecie przeczytać poniżej.

Obudziłem się, gdy samochód stanął, i rozespanymi oczkami patrzyłem na kobietę, jak pochyla się, by wziąć mnie na ręce.

? Och, jesteś taki słodki ? wyszeptała mi do ucha. Wychodząc z samochodu, przytulała mnie do piersi, a ja wyczuwałem mocne bicie jej serca i coś na kształt niepokoju. Strząsnąłem z siebie resztki drzemki i po szybkiej kupce na trawie byłem gotów na jakiekolwiek wyzwanie, które tak ją zmartwiło.

? Ethan! ? zawołała. ? Chodź, chcę, żebyś kogoś poznał.

Spojrzałem na nią z zaciekawieniem. Znajdowaliśmy się przed dużym białym domem, a ja zastanawiałem się, czy na jego tyłach są psie budy albo jakaś duża zagroda. Nie słyszałem jednak żadnego szczekania, więc może byłem tu pierwszym psem.

Wtedy tylne drzwi domu otworzyły się z łoskotem, a na ganek wybiegł człowiek, jakiego nigdy wcześniej nie widziałem. Zeskoczył z cementowych schodków na trawę i stanął w bezruchu.

Zaczęliśmy się na siebie gapić. Uświadomiłem sobie, że to ludzkie dziecko, a dokładniej chłopiec. Uśmiechnął się szeroko i rozłożył ramiona.

? Szczeniaczek! ? wykrzyknął radośnie i obaj pobiegliśmy ku sobie. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Nie mogłem przestać go lizać, on nie mógł przestać chichotać, a obaj nie mogliśmy przestać tarzać się razem w trawie.

Nigdy chyba nie miałem potrzeby rozmyślania o istocie zwanej chłopcem, ale teraz, kiedy znalazłem jednego dla siebie, stwierdziłem, że nie ma we wszechświecie wspanialszego stworzenia. Chłopiec pachniał błotkiem, cukrem i jakimś obcym mi zwierzęciem. Jego palce pachniały też lekko mięskiem, więc mu je wylizałem.

Pod koniec dnia znałem go już na pamięć i poznałbym go wszędzie, nie tylko po zapachu. Poznałbym jego twarz, dźwięk głosu, gesty. Miał ciemne włosy jak Bobby, ale był krótko ostrzyżony, a i oczy miał dużo jaśniejsze od mojego dawnego opiekuna. Osobliwie przechylał do mnie głowę, jakby chciał mnie bardziej usłyszeć niż zobaczyć, a za każdym razem, gdy przemawiał, jego głos przepełniała radość.

Głównie jednak napawałem się jego zapachem, lizałem go po twarzy i podgryzałem palce.

? Mamusiu, czy możemy go zatrzymać? Możemy? ? prosił w przerwach w chichotaniu.

Kobieta przykucnęła, żeby pogłaskać mnie po główce.

? No cóż, wiesz, jaki jest tata, Ethan. Zechce usłyszeć, że będziesz się pieskiem zajmował?

? Będę! Będę!

? ? i że będziesz go wyprowadzał na spacery, karmił?

? Codziennie! Będę go codziennie wyprowadzał na spacery, karmił, czesał, poił?

? ? i sprzątał jego kupkę z trawnika?

Na to pytanie chłopiec nie odpowiedział.

? Po drodze kupiłam karmę dla szczeniąt. Chodź, damy mu kolację. Nie uwierzysz, jak to było, musiałam biec na stację benzynową po butelkę wody, bo mały prawie umarł z przegrzania ? powiedziała kobieta.

? Chcesz kolację, hę? Zjemy kolacyjkę? ? zapytał mnie chłopiec.

Jak dla mnie bomba!

Ku mojemu zdziwieniu chłopiec podniósł mnie i zaniósł do domu na rękach! Nigdy w życiu nawet przez myśl mi nie przeszło, że takie coś jest możliwe.

Już mi się tu podobało.

Niektóre podłogi w domu były miękkie i przesiąknięte tą samą wonią obcego zwierzaka, którą wyczuwałem od chłopca, podczas gdy inne były twarde i śliskie; kiedy goniłem chłopca po domu, rozchodziły mi się na nich nóżki. Gdy brał mnie na ręce, strumień przepływającej między nami miłości był tak silny, że aż mnie ściskało w żołądku, jakby opanował go głód.

Leżałem właśnie z chłopcem na podłodze, bawiąc się w zabieranie szmatki, gdy nagle poczułem lekką wibrację przechodzącą przez dom i usłyszałem dźwięk, który, jak już wiedziałem, oznaczał zamykanie drzwi od samochodu.

? Tata wrócił ? powiedziała kobieta o imieniu Mamusia do chłopca o imieniu Ethan.

Ethan wstał z podłogi i podszedł do drzwi, a Mamusia stanęła obok niego. Potrząsnąłem jeszcze szmatką w ostatnim zwycięskim geście, ale nie była już tak interesująca jak wtedy, gdy do jej drugiego końca przytwierdzony był chłopiec.

Drzwi się otworzyły.

? Cześć, tato! ? zawołał głośno chłopiec.

Do pokoju wszedł mężczyzna, przesuwając spojrzeniem od Mamusi do Ethana i z powrotem.

? Okej, o co chodzi? ? zapytał.

? Tato, mamusia znalazła takiego szczeniaczka? ? zaczął Ethan.

? Był zamknięty w samochodzie, prawie umarł od udaru słonecznego ? dodała Mamusia.

? Tato, czy możemy go zatrzymać? To najgrzeczniejszy szczeniak na świecie!

Postanowiłem skorzystać z chwili nieuwagi i zanurkowałem w buty chłopca, ciągnąc za sznurówki.

? Och? no nie wiem, to nie najlepsza pora ? odpowiedział ojciec. ? Czy wiesz, ile taki szczeniak wymaga opieki? A ty masz tylko osiem lat. To zbyt duża odpowiedzialność.

Szarpnąłem za sznurówkę, która wreszcie skapitulowała i się rozwiązała. Próbowałem uciec z nią w zębach, ale była mocno przytwierdzona do stóp chłopca i pociągnęła mnie z powrotem, a ja przekoziołkowałem i przewróciłem się. Warcząc, raz jeszcze rzuciłem się na sznurówki, chwyciłem je i odpowiednio wytarmosiłem.

? Zaopiekuję się nim, będę go wyprowadzał na spacery, karmił, kąpał ? wyliczał chłopiec. ? To najlepszy szczeniak na świecie, tato. I już nauczył się porządku!
(…)

W. Bruce Cameron „Był sobie pies”
Tłumaczenie: Edyta Świerczyńska
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 392

Opis: Bailey jest zszokowany ? po krótkim i smętnym życiu, jakiego doświadczył w postaci bezpańskiego psiaka odradza się w ciele niesfornego szczeniaka. Kiedy trafia pod opiekę ośmiolatka Ethana, który kocha go całym sercem, odkrywa nowe oblicze ? dobrego, poczciwego pupila. Jednak życie u uwielbianej rodziny to nie koniec przygód Baileya. Ponownie odradza się w postaci kolejnego psa! „Był sobie pies” to pokrzepiająca i pomysłowa historia. Doprowadza czytelnika do łez ? zarówno tych ze śmiechu, jak i wzruszenia. Ta książka w piękny sposób pokazuje, że miłość nie zna granic oraz że nasi najbliżsi zawsze są przy nas.

Tagi: , , , ,

Kategoria: fragmenty książek