banner ad

„To”, dziecięce lęki i amerykańska mitologia. Fragment książki „Stephen King. Instrukcja obsługi” Roberta Ziębińskiego

11 czerwca 2019


Opublikowana nakładem Wydawnictwa Albatros książka „Stephen King. Instrukcja obsługi” Roberta Ziębińskiego to ponad 600-stronicowe kompendium wiedzy na temat twórczości Stephena Kinga. Wprawką do tego przewodnika była książka „Stephen King. Sprzedawca strachu”, którą autor wydał pięć lat temu. Wtedy omówił jedynie ekranizacje prozy Kinga, tym razem podjął się ambitniejszego zadania: wziął na warsztat cały dorobek amerykańskiego pisarza, począwszy od powieści i zbiorów opowiadań, a skończywszy na komiksach, scenariuszach filmowych i mało znanych utworach niepublikowanych nigdy w Polsce. Znajdziemy tu również materiały o najważniejszych miejscach na mapie Maine, muzycznych fascynacjach Kinga, jego słabych stronach i fanowskich filmach. Godne polecenia są wywiady z twórcami, którzy znają Kinga lub mieli okazję z nim współpracować, jak współautor „Talizmanu” Peter Straub, reżyser Mick Garris czy Lisa i Louise Burns, które grały siostry Grady w „Lśnieniu” Kubricka. Co ważne, Ziębiński oddaje głos znanym polskim pisarzom, którzy czytają Kinga i dzielą się swoimi wspomnieniami z lektur. Poniżej możecie przeczytać fragment, który opisuje najnowszą ekranizację powieści „To”. Warto wrócić do tej historii, gdyż we wrześniu na ekrany kin wejdzie kontynuacja tego przebojowego horroru, w której dojdzie do ostatecznego starcia między dorosłymi już członkami Klubu Frajerów a demonicznym Pennywise’em.

Agnieszka ma trzydzieści siedem lat. Pracuje w dziale PR jednej z sieci komórkowych. Przyszła do kina sama. Była ciekawa. „Ten klaun jest wszędzie. Wyskakuje z każdego fanpage?a, który lubię, pojawia się na niemal każdej stronie filmowej, którą odwiedzam ? opowiada i po chwili dodaje: ? Z zawodowej ciekawości uznałam, że muszę się przekonać, co w tym filmie jest takiego, że w tak szybkim czasie zawładnął niemal wszystkimi mediami społecznościowymi”. Na pytanie, czy zna powieść Stephena Kinga, zawstydzona odparła, że nie.

Jest sobota. Wczesne popołudnie w jednym z warszawskich multipleksów. Od premiery To minął miesiąc. Chociaż obok puszczane są My Little Pony, Botoks Vegi i Blade Runner 2049, sala jest niemal pełna. Mijając bileterkę, pytam ją, czy to częste zjawisko. Żeby film, który jest już grany w kinach od miesiąca, wciąż przyciągał tłumy. Dziewczyna uśmiecha się i odpowiada szybko: „Nie, nawet filmy z superbohaterami nie cieszą się takim ruchem”. „A zatem fenomen?” ? dopytuję. „Mega!” ? woła za mną, gdy ludzka rzeka porywa mnie w stronę ruchomych schodów.

Robert Ziębiński, autor książki „Stephen King. Instrukcja obsługi” (fot. Adam Tuchliński).

Kilka minut później siedzę w fotelu, obserwuję ludzi wchodzących na salę. Ponad połowa z nich to ludzie w moim wieku. Są po trzydziestce, zbliżają się do czterdziestki. Siadają w fotelach i nic nie mówiąc, czekają na seans. Inną grupą są rozwrzeszczane dzieciaki. Chociaż To ma w Polsce kategorię wiekową „od 16 lat”, oni mają najwyżej po piętnaście. Obrzucają się popcornem, robiąc przy tym zdjęcia na Instagrama. „Zaraz was zajebie klaunnnn!” ? krzyczy jakiś podrostek. Dziewczyny obok niego chichoczą. Są głośni i napastliwi, jak większość dzieciaków w tym wieku. Ktoś próbuje ich uciszyć, ale reakcją na reprymendę jest tylko śmiech.

Potem na sali zapada mrok. Na ekranie mały Georgie biegnie za papierowym stateczkiem. Pada ulewny deszcz. Statek spływa do kanału. Muzyka potęguje napięcie. Pojawia się klaun Pennywise. Sala milknie. Rozwrzeszczane dzieciaki wpatrują się skupione w ekran. Gasną błyskające telefony komórkowe. Siedząca obok mnie Agnieszka podciąga kolana pod brodę. W opinającej nogi spódnicy wygląda zabawnie. Jak przestraszona dziewczynka, a nie szefowa promocji w wielkiej firmie. Ale ona nie zwraca na to uwagi. Jej brązowe oczy wpatrują się w czyhającego na chłopca klauna. Jak zahipnotyzowane.

Sukces, którego miało nie być

Kiedy To Andy?ego Muschiettiego wchodziło piątego września 2017 roku do kin, żaden z filmowych analityków nie spodziewał się sukcesu. Owszem, King jest na świecie marką, która rocznie sprzedaje ponad dwadzieścia milionów książek, ale w kinie, jak wiemy, ostatnio nie radził sobie tak dobrze jak na listach bestsellerów. Najlepszym dowodem była klapa ekranizacji Mrocznej Wieży. Film, który miał być spektakularnym hitem w Stanach, zarobił tylko pięćdziesiąt milionów dolarów, nie zwracając nawet swojego budżetu produkcyjnego (sześćdziesiąt milionów). O kosztach kampanii reklamowej (kolejne pięćdziesiąt milionów) nie wspominając. Dlatego też wstępne prognozy finansowe dla To były niebywale ostrożne. Analitycy zakładali maksymalny przychód na poziomie trzydziestu milionów. A potem zaczęła się zabawa.

Noc przedpremierowych pokazów filmów w samych Stanach Zjednoczonych przyniosła blisko czternaście milionów przychodu, To stało się najlepiej zarabiającym na przedsprzedaży filmem w kategorii „R” (czyli „tylko dla dorosłych”) oraz najbardziej dochodowym horrorem.

Reżyser Andy Muschietti na planie ekranizacji powieści „To”.

Po przedsprzedażowym sukcesie analitycy postawili na przychód w granicach sześćdziesięciu milionów. Trzy dni później okazało się, że się pomylili? Film zarobił sto dwadzieścia trzy miliony, ustanawiając rekord przychodu z premiery w historii horroru. Miesiąc później To ustanowiło kolejny rekord: z przychodem wysokości sześciuset milionów dolarów stało się najbardziej dochodowym horrorem w historii kina.

Muschietti, adaptując wielowątkową, ponadtysiącstronicową powieść Kinga, uznał, że w filmie skoncentruje się tylko na okresie dojrzewania bohaterów. W obliczu tak spektakularnego sukcesu prezesi Warner Bros wydali zgodę na nakręcenie części drugiej ? opowiadającej o dorosłym życiu postaci. Reżyser otrzymał absolutnie wolną rękę w kwestii obsady i produkcji. Datę premiery wyznaczono na szóstego września 2019 roku.

Geneza zła

Co zatem się stało, że skromne, kosztujące raptem trzydzieści pięć milionów, To ustanowiło nowe rekordy? Dlaczego akurat ten film ze wszystkich ekranizacji powieści Kinga ? a były ich przecież dziesiątki ? stał się światowym fenomenem? Aby odpowiedzieć na te pytania, musimy cofnąć się w czasie do okresu, gdy King kończył pisać tę powieść.

Był rok 1986. King był już literackim bogiem. Lśnienie, Podpalaczka, Martwa strefa okupowały listy bestsellerów, a pisarz wypracował sobie status „najstraszniejszego faceta w Ameryce”. „New York Times” okrzyknął go Królem Horroru, a American Express zatrudnił do telewizyjnej reklamy swoich kart. King był na szczycie. Tyle że powoli czuł się znużony przyklejoną mu przez media i wydawców etykietką „mistrza grozy”. Dlatego też kończył pracę nad powieścią, która miała stanowić zamknięcie „strasznego” etapu w jego twórczości.

Odczytanie powieści jedynie przez pryzmat literackiego pożegnania z horrorem ma jednak tyle sensu co uznanie Biblii za pospolite czytadło. Bo jest to tylko pozornie kolejna gatunkowa wprawka mistrza. Pod płaszczykiem opowieści o dzieciach ścigających zło w miasteczku w stanie Maine King tak naprawdę opowiada o utraconej dziecinnej niewinności. Snuje subtelną opowieść o przemijaniu, ze strachem, ale i nostalgią w tle. Układa swoją opowieść w sposób perfekcyjny. Sceny straszne sąsiadują ze scenami zabawnymi. Nostalgiczne z czułymi. Śmiech miesza się ze łzami, a w innych miejscach łagodzi wszechobecną grozę.

Okładka pierwszego wydania powieści „To”.

Dla literackiego horroru To stało się powieścią-matrycą, od której bite będą wszystkie kolejne książki próbujące ukazywać grozę dojrzewania poprzez grozę otaczającego świata. W Stanach Zjednoczonych podobne napiszą Robert McCammon (Magiczne lata), Dan Simmons (Letnia noc), we Francji Maxime Chattam, w Polsce Łukasz Orbitowski (Szczęśliwa ziemia).

Nie byłoby to jednak możliwe, gdyby King nie zbudował To na własnej biografii, a dziecięcych bohaterów książki nie obdarzył własnymi traumami i doświadczeniami: porzuceniem przez ojca, problemami finansowymi rodziny czy częstymi przeprowadzkami. W To mamy spojrzenie na Amerykę lat pięćdziesiątych widzianą z perspektywy chłopca, który jest wyrzucony poza społeczny margines. Bo przecież w świecie, w którym wszystko miało być idealne ? od przyciętych trawników po rodzinę ? Stephen nie miał ani normalnej rodziny, ani domu na przedmieściach. Dlatego jego Ameryka to kraj pęknięty, którego obywatelom dobrobyt zasłania prawdziwe i okrutne oblicze ojczyzny. I dlatego zło w To poluje właśnie na dzieci. One widzą rozdwojenie rzeczywistości, które dorośli ignorują. Próbują z nim walczyć, choć walka dziecka z rzeczywistością jest skazana na porażkę.

Tworząc swoją Amerykę dzieciństwa, King ułożył ją z obrazków, które odcisnęły na nim największe piętno. Mamy więc narodziny rock and rolla, ale również rasizm i wojnę klas. Mamy eksplozję filmowego horroru i kin dla zmotoryzowanych, ale także niesprawiedliwość społeczną. Lęk przed Związkiem Radzieckim i dumę z potęgi Ameryki. Wszystko to układa się w amerykański mit ? opis kraju, który nigdy nie istniał, choć złożony jest z elementów prawdziwych.

Amerykańska mitologia

Wybitny dwudziestowieczny antropolog i mitoznawca Joseph Campbell mawiał, że współczesna popkultura jest rodzajem zbiorowego snu, w którym oglądamy nasze najgłębsze pragnienia i najgłębsze lęki. Filmy, komiksy czy literatura popularna cieszą się powodzeniem wtedy ? przekonywał Campbell ? kiedy dotykają tych lęków i pragnień w sposób najbardziej elementarny. Czy istnieje zatem jakaś recepta zapewniająca sukces w tej dziedzinie? Jak najbardziej ? twierdził buńczucznie ? wystarczy sięgnąć do postaci i schematów fabularnych rodem z mitologii.

Nie tylko z mitologii regionalnej, lecz także z egzotycznych, wszystkie bowiem mitologie opowiadają tak naprawdę jedną i tę samą historię, choć w różnych dekoracjach i maskach. Krytykom, którzy pokrzykiwali, że gdyby jego teoretyczne rozważania miały wartość, stałby się autorem bestsellerów, Campbell zamknął usta, zatrudniwszy się jako konsultant przy pracy nad scenariuszem Gwiezdnych wojen George?a Lucasa. Pokazał wówczas, że nie tylko wie, o czym mówi, lecz także, że jego diagnozy przekładają się na bardzo konkretną rzeczywistość komercyjną.

Kard z filmu „To” z 2017 roku.

King jest pilnym uczniem Campbella. I przyrządza swoje powieści według przepisu słynnego antropologa. Garściami czerpie z mitów i podań. Zręcznie rozgrywa odwieczne tematy, odwołuje się na przykład do wyobrażeń Indian ? jak w  To, gdzie pojawiają się obrządki i przywoływanie duchów ? kreuje baśniową rzeczywistość, w której dosłownie wszystko jest możliwe, stwory mogą przybierać każdą postać. A jednocześnie jest jak najdalszy od bezrefleksyjnego zatopienia się w tym magiczno-mitycznym panoptikum. Cały czas twardo stąpa po ziemi i mitologizując Amerykę, rozprawia się z jej przeszłością.

Gdy wydano To, pokolenie dzieci kwiatów, do którego King należy, wkraczało w czwartą dekadę życia. Ideały, jakimi się żywili, upadły bądź odeszły w zapomnienie. Powieść Kinga przeniosła ich do czasów, gdy dojrzewali do buntu. Dzięki temu książka ta stała się czymś w rodzaju pokoleniowego wyrzutu sumienia. Bo dziecięcy bohaterowie pisarza jako dorośli stają się kimś innym, niż planowali. Dopiero powrót do miasteczka, w którym walczyli ze złem, przypomina im o dawnych ideałach i potrzebach. Ale muszą wspólnie wybudzić się z odrętwienia, w które popadli jako dorośli. Jeden z nich przypłaci to przebudzenie życiem. Popełniając w symboliczny sposób samobójstwo, ucieknie od rozczarowania sobą. Od świadomości, że stał się kimś, kim jako dziecko nigdy nie chciał być.

Pokoleniowy wehikuł czasu

Twórcy filmowego To, mając świadomość, że ich film trafia do zupełnie innego pokolenia, zastosowali w nim dwa proste, ale skuteczne chwyty. Po pierwsze, przenieśli akcję do lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, czyli czasów młodości dzisiejszych czterdziestolatków. Po drugie, aby mocniej wygrać sentymentalny ? i rozliczeniowy ? ton, ograniczyli akcję tylko do lat młodości bohaterów. Przyszłość i to, kim się staną, zobaczymy dopiero w części drugiej, której akcja będzie się toczyć współcześnie. Jeśli zatem powieść Kinga była rozliczeniem z dzieciństwem pokolenia dzieci kwiatów, to w filmie stworzonym przez dzisiejszych czterdziestolatków, czyli przedstawicieli pokolenia X ? wychowanego na MTV, świadomego upadku muru berlińskiego ? tę funkcję pełnią lata osiemdziesiąte.

Tę tendencję w kulturze widzimy zresztą nie od dziś. To ona sprawiła, że w dwadzieścia dni twórcy filmu Kung Fury zebrali na serwisie Kickstarter ponad sześćset tysięcy dolarów na produkcję. To ona wypromowała takich muzyków jak zespół Hurts. I wreszcie ten sam sentyment stał się siłą napędową serialu Netflixa Stranger Things. O ironio, serial ten powstał po tym, jak Warner Bros odrzuciło jego twórców, Dufferów, jako potencjalnych reżyserów kinowego To. Bracia zabrali swoje pomysły do Netflixa, tworząc tam serialową kalkę powieści Kinga.

Członkowie Klubu Frajerów w filmie „To” z 2017 roku.

Muschietti miał pełną świadomość, do kogo kieruje swój film i jak ma on wyglądać. Stąd pełno w nim nawiązań i odniesień do filmów z dzieciństwa pokolenia obecnych czterdziestolatków, jak Gremliny rozrabiają, Koszmar z ulicy Wiązów, Batman czy Zabójcza broń. Tyle że sama gra na sentymentach nie gwarantuje sukcesu. Dlatego filmowe To idzie krok dalej. W przeciwieństwie do wymienionych wcześniej filmów, nie ogranicza się do powielania motywów z lat osiemdziesiątych, ale ? podobnie jak King w swojej powieści ? buduje na naszych oczach wymyślony świat tamtej dekady.

Bo znów mamy tu wszystko przepuszczone przez filtr osobisty. I to filtr człowieka, który w Ameryce nie dorastał ? Andy Muschietti urodził się i dorastał w Argentynie ? i nie miał prawa jej znać. Jego Stany to Stany wyśnione. Oparte na percepcji obcokrajowca, który nasiąknął mitem. Film jest zatem pokoleniowym wehikułem czasu, który dzięki swojemu spojrzeniu na Amerykę z dystansu ? i dzięki kolejnemu jej umitologizowaniu ? stał się fenomenem nie tylko na skalę amerykańską, ale też światową.

W Wielkiej Brytanii film zarobił blisko czterdzieści milionów dolarów, we Francji prawie siedem. W Australii jego przychód sięgnął siedemnastu milionów. W Holandii ? pięciu. Do tego Hongkong z blisko dwoma milionami, Korea Południowa, w której zarobił siedem, Brazylia z wynikiem siedemnastu milionów. Również w Polsce To ustanowiło rekordy. Blisko cztery miliony dolarów przychodu. W całym byłym bloku wschodnim prawie czterdzieści. I to nie dziwi. Wszyscy przecież żyliśmy tu snem o Ameryce. Campbell nie ma więc złudzeń, twierdząc w Potędze mitu, że dzisiejsza mitologia urodziła się na ekranach kin i telewizorów.

Czasy się zmieniają

Czasy wciąż się zmieniają ? śpiewał Bob Dylan. Ale jedna rzecz pozostaje niezmienna i o niej w kontekście To należy jeszcze wspomnieć. Chodzi o strach. Jak twierdzi sam King, „groza powstaje w wyniku uczucia powszechnej dezintegracji, wrażenia, że rzeczy wokół zaczynają się rozpadać”. A lekarstwem na lęk jest oswojenie go poprzez zażycie jeszcze większej ilości strachu. Historia kina i literatury grozy pokazuje to dobitnie.

Gdy w powojennych Stanach społeczeństwo karmione propagandą senatora McCarthy?ego popadało w komunistyczny obłęd, doszukując się wszędzie szpiegów, do kin trafił film, który nie tylko zmienił gatunek, ale też stał się nieśmiertelną metaforą lęku przed obcymi. Mowa oczywiście o Inwazji porywaczy ciał Dona Siegela z 1956 roku, początkowo traktowanej jako trzecioligowy horror science fiction. Dziś omawiana jest w szkołach filmowych jako idealny przykład filmu, który odzwierciedlił grozę swoich czasów. Podobnie rzecz ma się z wyreżyserowanym przez Stuarta Rosenberga Horror Amityville, który z filmu o nawiedzonym domu stał się dla Amerykanów symbolem recesji i załamania rynku pracy w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku.

Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego pewne proste horrory nagle zamieniają się w filmy, które definiują lęki społeczne? Na które tłumy walą do kin? Z odpowiedzią spieszy sam King, twierdząc, że „jest to jedyny gatunek, którego popularność jest ściśle powiązana z okresami poważnego politycznego lub ekonomicznego napięcia. Horror bowiem to alegoria, a jej element wpisany jest w samą ideę horroru. On sam pociąga nas, bo w sposób symboliczny przedstawia lęki jak najbardziej racjonalne”.

Na pięć dni przed premierą To Donald Trump zerwał stosunki dyplomatyczne z Koreą Północną. Dwa tygodnie wcześniej terroryści uderzyli w samym centrum Barcelony. Żyjąc w niepewnych czasach, na świecie rządzonym przez ludzi, którzy tracą społeczne zaufanie, ludzie potrzebowali wytchnienia. Czegoś, co mogło sprawić, by na chwilę zapomnieli o tym, o czym donoszą telewizja i Facebook. Potrzebowali klauna w dziwnym ubraniu, żeby przypomniał im o czasach, w których czuli się bezpiecznie, i pozwolił zapomnieć o tym, co uwiera i niepokoi.

Kadr z filmu „To” z 2017 roku.

Gdy w multipleksie wybrzmiewa ostatnia nuta niepokojącej muzyki Benjamina Wallfischa, Agnieszka powoli wstaje z fotela. Dzieciaki, które tuż przed seansem głośno podkreślały swoją obecność, idą w ciszy po schodach. Przyglądam się im z dystansu. Żaden z nich nie sięga po telefon komórkowy. Agnieszka w końcu się podnosi. Chwyta płaszcz i rusza do wyjścia. Kiedy mnie mija, widzę na jej policzkach łzy. Uśmiecham się. Ona też.

? Podobało ci się? ? pytam.
? Bardzo. Ale wiesz, to nie jest taki film, jak myślałam.
? To znaczy?
? Myślałam, że to horror. A to film o mnie.
? Jak to? ? dopytuję, nie ukrywając zaskoczenia.
? No bo wiesz, tu nie chodzi o klauna. Ja po prostu chciałabym mieć takich przyjaciół.

Wychodzimy. Myślę o jej słowach. O tym, że wszyscy potrzebujemy bliskości i poczucia przynależności. A To ? niezależnie od szerokości geograficznej ? właśnie o tym nam przypomniało.

Robert Ziębiński „Stephen King. Instrukcja obsługi”, wyd. Albatros

Opis: Co łączy Stephena Kinga z księżną Dianą? Co wspólnego mają ze sobą młotek, pornosy i jego opowiadania? Której swojej powieści Król Grozy najbardziej nie lubi? I wreszcie: co robił w piwnicy domu Kinga zespół Ramones? „Stephen King. Instrukcja obsługi” to pierwszy kompleksowy przewodnik po literackim i filmowym świecie twórcy „To”. Omówiono tu wszystkie książki, jakie wydał (oraz kilka tych, które chciał napisać), każdą adaptację filmową. Znajdziecie tu miniprzewodnik po miasteczku Castle Rock i historię powstania „Mrocznej Wieży”.

„Stephen King. Instrukcja obsługi” to także rozmowy z twórcami, którzy pracowali z Kingiem ? Mickiem Garrisem („Lśnienie”, „Bastion”), Peterem Straubem („Talizman”, „Czarny dom”) Zakiem Hilditchem („1922”), Tommym Lee Wallace?em („To”) ? czy z tymi, którzy stali się częścią ikonicznych adaptacji jego prozy, jak Lisa i Louise Burns, czyli bliźniaczki Grady z „Lśnienia” Kubricka. Amerykański rynek powieści grozy podsumowuje Robert McCammon, wyróżniony Nagrodą Brama Stokera twórca takich bestsellerów, jak „Magiczne lata” i „Łabędzi śpiew” (pięć milionów sprzedanych egzemplarzy). Z kolei popularni pisarze (Katarzyna Puzyńska, Wojciech Chmielarz, Remigiusz Mróz, Jakub Małecki, Robert J. Szmidt, Rafał Kosik, Mort Castle i Artur Cieślar) podzielili się opowieściami o ich „pierwszym razie z Kingiem” i o tym, co w jego twórczości najbardziej ich przeraża.

„Stephen King. Instrukcja obsługi” to najpełniejszy przewodnik po twórczości Stephena Kinga dostępny na polskim rynku. I jedyny taki stworzony przez autora z Europy.

Tagi: , , , , , ,

Kategoria: fragmenty książek