banner ad

„Taniec demonów? Ester Singer Kreitman ? przeczytaj fragment autobiograficznej powieści siostry Isaaka Bashevisa Singera

27 sierpnia 2019


W rodzinie Singerów nie tylko noblista Isaak Bashevis oraz pisarz i dramaturg Izrael Jehoszua posiadali duży talent literacki, ale również ich starsza siostra, Ester Singer Kreitman. Przez dekady była marginalizowana ? żadne z jej dzieł nie zostało wydane po polsku aż do 2016 roku, kiedy ukazał się zbiór opowiadań „Rodowód”. Teraz wreszcie, dzięki Wydawnictwu Fame Art, mamy możliwość przeczytać powieść, a Ester Singer Kreitman może zająć należne jej miejsce w literaturze. „Taniec demonów” to oparta na własnych przeżyciach autorki historia dziewczyny, która wbrew ortodoksyjnym zasadom marzy o tym, aby uczyć się i zostać pisarką. Początek książki przeczytać poniżej.

W Żelechicach

Był szabat. Nawet wiatr i śnieżyca odpoczywały od pracy. Wioska Żelechice, niewielkie skupisko drewnianych chałup i bud, kryła się przed wzrokiem na skraju sosnowego lasu ? z oddali niewiele więcej niż jeszcze jedna zaspa, jakich pełno w całym kraju. Wewnątrz jednak, po obfitym sobotnim obiedzie, drzemali smacznie miejscowi Żydzi.

W całej wsi panowała cisza, ale nigdzie nie była tak głęboka jak w wielkim domu obok bożnicy z widokiem na gminne pastwisko i skutą lodem rzekę. Mieszkał w nim rabin, reb Awrom Ber, który w odróżnieniu od większości swoich owieczek nie chrapał we śnie. U jego boku żona Rejzele oddychała tak lekko, że za każdym razem, gdy czternastoletnia Dwojrele zaglądała do sypialni rodziców, żeby sprawdzić, czy już się obudzili, dziewczyna obawiała się, czy matka jeszcze żyje.

Nadchodzący zmierzch wydłużał cienie w domu rabina, w którym było ciepło i przytulnie, lecz Dwojrele, siedząc z książką obok kaflowego pieca, czuła się samotna i tak nieszczęśliwa, że chciało się jej płakać.

Tego dnia usłyszała przypadkiem, jak ojciec powiedział:

? Michl świetnie się zapowiada, chwała niech będzie Panu! Kiedyś zostanie wielkim talmudystą.

Michl był jej młodszym bratem, który zgodnie z wielowiekową tradycją prawowiernych Żydów spędzał całe dnie na nauce Talmudu.

? A ja, tatusiu, kim kiedyś zostanę? ? niespodziewanie zapytała ojca, pół żartem, pół serio, bo nigdy wcześniej, jak daleko sięgała pamięcią, nie usłyszała o sobie dobrego słowa.

Reb Awrom Ber aż się wzdrygnął. Przecież wszyscy pobożni Żydzi dobrze wiedzą, że kobieta może mieć tylko jeden cel w życiu: dbać o szczęście domowego ogniska, służąc mężowi i rodząc mu dzieci. Nie uważał więc nawet za stosowne odpowiedzieć na pytanie i dopiero pod naciskiem córki wypalił:

? Kim ty kiedyś zostaniesz? Oczywiście, że nikim!

Ta odpowiedź bynajmniej nie zadowoliła Dwojrele. Faktycznie, dziewczęta na ogół wychodziły za mąż, żeby tyrać jak woły robocze, ale były przecież wyjątki, jak jej matka Rejzele, która miała znakomite wykształcenie ? była prawdziwą damą ? i nie ustępowała rozumem żadnemu mężczyźnie.

Reb Awrom Ber, rzecz jasna, w głębi serca nie był zadowolony z edukacji żony: widział coś niestosownego w tym, że kobieta wie zbyt wiele. W żadnym razie nie chciał więc, żeby ten błąd powtórzył się w przypadku Dwojrele. W domu był egzemplarz Samouczka języka rosyjskiego Najmonowicza, który córka miała w zwyczaju wertować w każdej wolnej chwili: za każdym razem, kiedy przyłapał ją na tym niecnym uczynku, kładł książkę na szczycie pieca kaflowego i Dwojrele musiała ryzykować życiem, żeby ją odzyskać. Najpierw przysuwała do pieca stół, ustawiała na nim krzesło, wspinała się na nie i po tych wszystkich wysiłkach z pieca zaczynały spadać tumany kurzu, stronice podartych książek, stare miotełki i Bóg jeden wie, co jeszcze ? w zasadzie wszystko z wyjątkiem rosyjskiej gramatyki. Niemniej jednak przez czternaście lat życia Dwojrele zdołała nauczyć się całej książki na pamięć ? i wciąż nie była zadowolona. Jak monotonnie poranki zmieniały się w popołudnia, a wieczory przechodziły w noce! Jak nudne były zajęcia domowe, choć poza nimi nie miała przecież niemal nic ciekawego do roboty. Zawsze jej czegoś brakowało, ale nie wiedziała czego właściwie. Budziły się w niej jakieś dziwne tęsknoty, jakieś niemal fizyczne, dojmujące doznania, które nigdy nie były tak bolesne jak w to zimowe, szabasowe popołudnie, kiedy w całym domu zalegała cisza, a świat za oknem był schowany pod śniegiem.

Próbowała znaleźć ulgę we wspomnieniach. Przypomniała sobie, jak wiele lat temu, już po zachodzie słońca, jej rodzina przybyła do Żelechic. Pobożni brodaci Żydzi w długich chałatach, w czarnych butach z cholewami i kołpakach ? w stroju, który przetrwał od średniowiecza ? wyszli im naprzeciw z zapalonymi świecami w dłoniach, wołając jednym głosem na powitanie nowego rabina:

? Błogosławione twoje przybycie!

Jak wspaniale prezentował się wtedy reb Awrom Ber w czarnych butach z klamerką, białych pończochach, atłasowej kapocie i czarnym sztrajmlu.

Wspominając to wszystko, zobaczyła znów ten uśmiech ? wdzięczny, półdziecięcy ? który pojawił się na okolonej dość długą, jasną brodą twarzy reb Awroma Bera, i gorące łzy zaczęły powoli kapać po jej zaczerwienionych policzkach ? próżne łzy, których sensu nie potrafiła zrozumieć.

Gdy do salonu wpadł Michl i zobaczył płaczącą siostrę z psałterzem w dłoni, roześmiał się tak donośnie, że obudził rodziców w sypialni obok. Michl i Dwojrele nigdy nie przepadali za sobą. Chłopak skorzystał więc z okazji, żeby naśmiewać się z siostry: jest taka głupia, że przesiaduje w domu i ślęczy ze łzami w oczach nad psalmami niczym jakiś nędzny, stary grzesznik, który ostatnie nudne dni żywota spędza na pokucie. On sam tymczasem wrócił ze ślizgawki na zamarzniętej niczym stalowa blacha rzece, która prowadzi przez zaśnieżone pola aż po horyzont pod błękitnym, przejrzystym, szabasowym niebem wypełnionym cudowną ciszą. Po tej eskapadzie policzki Michla zarumieniły się, uszy go piekły od mrozu, a w oczach błyskały wielobarwne ogniki: to czarne, to brązowe, to miedziane. Wrócił do domu pełen wigoru, więc siostra, która nigdy nie wychodziła na dwór i potulnie znosiła marazm domowego ogniska, wydawała mu się jeszcze bardziej żałosna niż zwykle.

Stracił jednak rezon, gdy tylko do pokoju wszedł ojciec.

? Jak ci idzie nauka, Michl? ? zapytał go reb Awrom Ber, poziewując.

? Dobrze, ojcze.

Dwojrele rozdziawiła usta. Usiłowała zajrzeć Michlowi w oczy, ale ten wpatrywał się bardzo pilnie w jakieś religijne pisma i na jego zamyślonej twarzy nie było teraz widać niczego, co zdradziłoby kłamstwo. Dobry Boże, co za oszust! Co gorsza, uważał się za bardzo sprytnego i śmiał z niej szydzić. Była już zdecydowana, żeby go wydać. Reb Awrom Ber poprosił ją jednak o szklankę gorącej herbaty ? wyglądało na to, że zapomniał już całkiem o Michlu.

Poza tym, jej własne sumienie też nie było przecież czyste! Wymiana jednej z religijnych ksiąg ojca na powieść z pewnością była jeszcze cięższym grzechem niż wycieczka na ślizgawkę w szabat. Gdyby ojciec się o tym dowiedział, to wolała nawet nie myśleć, co mógłby zrobić… dobry Boże, jakiż to okropny uczynek oddać handlarzowi świętą książkę w zamian za literaturę! Pełna wyrzutów sumienia ugryzła się więc w język; kiedy nalewała ojcu herbatę, przyszło jej do głowy, że gdyby urodziła się chłopcem, to nie byłaby zmuszona do takich występków, bo cały swój czas spędzałaby na studiowaniu Talmudu. Przypadł jej jednak w udziale ponury los: nawet gdy zbaczała z dobrej drogi, to życie wciąż pozostawało przeraźliwie nudne. Co do domokrążcy, to pojawiał się we wsi tylko raz na cztery tygodnie, w dzień targowy.

W ten jeden jedyny dzień wioska była wytrącona z jednostajnej ciszy. Kiedy Dwojrele przecierała rano oczy przy akompaniamencie dudnienia chłopskich furmanek i obcych głosów, przeszywał ją dreszcz, tak jakby poprzedniego wieczoru zasnęła w jakiejś samotnej chatce w głuszy, a teraz obudziła się w zupełnie nowym, kipiącym życiem otoczeniu. W ten dzień Żelechice zmieniały się bowiem nie do poznania. Nastawał kres panowania wyleniałych kóz, które w inne dni paradowały po wsi, jakby były właścicielkami swoich pastwisk. Wszystko było odmienione. Wydawało się, że nawet krzywe chałupy stają na baczność. Wędrowni handlarze nie wychodzili z domów przed świtem, przy świetle świec, żeby obchodzić okoliczne gospodarstwa. Mężczyźni nie marnowali czasu w ciepłej bożnicy na fantastyczne opowieści o zdarzeniach w nieznanych zaświatach. Kobiety nie miały nawet odrobiny czasu na plotki. Na połaci śniegu otaczającej Żelechice po las i aż po horyzont pojawiały się niezliczone ślady butów i koleiny kół. Chłopi na furmankach i pieszo zmierzali tłumnie do wioski, poganiając przed sobą bydło albo ciągnąc za sobą oporne świnie; w odświętnych strojach towarzyszyły im żony. Z kolei kupcy z okolicznych wsi konkurowali ze sobą na towary, czyli wszystko od koronkowych welonów po buty z cholewami, od rzeźbionych krzyży po baranie kożuchy, od słodyczy po medykamenty. Byli też Cyganie, kuglarze, pijacy, nieroby i włóczędzy. A na koniec pojawiał się domokrążca, którego Dwojrele wypatrywała z największą niecierpliwością, by w końcu gorzko się rozczarować. Okazywało się bowiem za każdym razem, że nie ma nic naprawdę ciekawego. Przywoził ze sobą głównie dewocjonalia: modlitewniki, tałesy, cycesy i wybór ksiąg religijnych. W tym świątobliwym bagażu książka doczesna mogła się zaplątać tylko przypadkiem. W rezultacie, czekając na jego kolejną wizytę, Dwojrele była zmuszona czytać po wielekroć Dzieje zaczarowanej księżniczki oraz Opowieść o trzech braciach, by na koniec wrócić do pomarszczonych stron psałterza!
(…)

Ester Singer Kreitman „Taniec demonów”
Tłumaczenie: Andrzej Pawelec
Wydawnictwo: Fame Art
Liczba stron: 400

Opis: Bohaterką książki jest Dwojre, żydowska dziewczynka, która od dziecka pragnie zdobyć edukację, nauczyć się pisać i zostać pisarką. Szuka różnych sposobów, żeby wyrwać się z nieakceptowanej przez nią tradycji ? zaczytuje się w gramatyce rosyjskiej i Puszkinie, dołącza do partii socjalistycznej, czy wychodzi za mąż, ale tylko dlatego, żeby uciec z domu. To jednak okazuje się złudne.

Ilustracja pochodzi z okładki hiszpańskiego wydania powieści „Taniec demonów”, które ukazało się nakładem oficyny Xordica.

Tagi: , , ,

Kategoria: fragmenty książek