banner ad

Siostra znika, zostawiając pod opieką rodziny dopiero co adoptowaną córeczkę. Przeczytaj fragmenty powieści „Będę tobą” Janelle Brown

8 października 2022

Dzięki wydawnictwu Agora do sprzedaży trafiła nowa powieść autorki bestsellerowej „Oszustki”. W „Będę tobą” Janelle Brown znów balansuje na granicy thrillera i pełnej suspensu powieści obyczajowej w stylu „Wielkich kłamstewek”. Tym razem na celownik bierze dziecięcy show-biznes, toksyczną kulturę wellness i siostrzaną więź, która może nadawać życiu sens albo je zniszczyć. Książka jest już dostępna w księgarniach, a poniżej przeczytacie jej dwa fragmenty.

W pewien czwartkowy wieczór w lipcu, trzysta siedemdziesiątego ósmego dnia mojego najnowszego okresu trzeźwości, ojciec zadzwonił, żeby powiedzieć, że moja siostra bliźniaczka przepadła bez wieści. Nie rozmawiałam z nią od trzystu siedemdziesięciu dziewięciu dni, więc byłam zaskoczona.

– Powiedziała nam, że jedzie do spa – wyjaśnił ojciec. – Ale nie ma jej już od tygodnia i nie odbiera telefonu. Bardzo to wszystko dziwne.

Nie chciało mi się wierzyć. Przecież Elli nigdy nie robiła niczego dziwnego. Jako żona prawnika od nieruchomości, właścicielka rezydencji w stylu hiszpańskim, położonej ledwie kilka przecznic od plaż Santa Barbary, na których bawiłyśmy się w dzieciństwie, i kobieta, która dobierała torebkę do długości obcasów, stanowiła wcielenie konwencjonalności. Podczas mojej ostatniej wizyty w jej domu w jednej z kuchennych szuflad znalazłam krajalnicę do bananów.

A ja? Mieszkałam w niemal całkiem pustej kawalerce w Hollywood, tak blisko bulwaru, że często budzili mnie ludzie wymiotujący pod moim oknem. Miałam trzydzieści dwa lata i spałam na rozkładanej kanapie. Wciąż rozpaczliwie próbowałam podnieść się na nogi po tym, jak kilka lat wcześniej straciłam wszystko, co było mi bliskie. Na szczęście została mi jeszcze uroda, kilka intrygujących tatuaży oraz hojna sponsorka z Anonimowych Alkoholików, dzięki której znalazłam pracę w kawiarni słynącej w mediach społecznościowych z wzorów rysowanych na powierzchni kawowej pianki.

Z drugoligowej aktorki dziecięcej przeobraziłam się w malującą mleczkiem modelkę instagramową. Tak w skrócie wyglądała trajektoria mojego życia – równia pochyła, gdzie upadek przyspieszało nadmierne upodobanie do substancji odurzających.

Ojciec zadzwonił, kiedy oglądałam powtórki programów kulinarnych i jadłam wczorajsze curry na wynos prosto z pojemnika. Była dziewiąta wieczorem, na zewnątrz dwadzieścia sześć stopni. Powietrze w moim mieszkaniu wciąż drżało na wspomnienie upalnego dnia. Stanęłam przy klimatyzatorze i pochyliłam głowę, żeby chłodny podmuch wysuszył pot na moim karku.

– Bądźmy poważni, tato. Przecież tu chodzi o Elli. Pewnie za długo trzymała na twarzy maseczkę i teraz ukrywa się przed światem, czekając, aż zejdzie jej obrzęk. Nie dzieje się nic dziwnego.

– Twoja matka też tak uważa, ale ja się martwię.

Usłyszałam w głosie ojca znajomą mieszankę niepokoju i niechęci. Tę, która zwykle zarezerwowana była dla mnie. Muszę przyznać, że sprawiło mi to niezdrową przyjemność: najwyraźniej musiał przyznać, że to ja – ja! – mogłam być teraz tą bardziej ogarniętą bliźniaczką.

– A co z Chuckiem? Co o tym wszystkim myśli?

– Cóż. Wyprowadził się jakiś czas temu. Biorą rozwód.

– Rozwód? – Wyprostowałam się tak nagle, że przywaliłam głową w krawędź klimatyzatora. Poczułam ucisk w piersi, nie mogłam złapać tchu.

– Wnioskuję, że nadal z nią nie rozmawiałaś. – Coś zmieniło się w jego głosie. Surowe wahadło osądu przechyliło się z powrotem w moim kierunku.

– Nie – odparłam ze wstydem. – Już od dawna.

Dlaczego zadzwonił do mnie właśnie ojciec? Zwykle, gdy działo się coś złego, odzywała się matka, która raz na kwartał zostawiała mi nieśmiałą wiadomość głosową, nagrywaną akurat kiedy byłam w pracy. Z drugiej strony zauważyłam, że zaczęła obserwować moją kawiarnię na Instagramie i że lajkuje wszystkie zdjęcia, na których jestem.

Ojciec odezwał się dopiero po chwili.

– A ty… Czy z tobą nadal… wszystko OK?

– Pytasz, czy jestem trzeźwa? Tak. Od ponad roku. – Po drugiej stronie zapadła pełna zaskoczenia cisza. – Mam ci przesłać zdjęcie mojego najnowszego medalionu trzeźwości?

– Nie, nie. Ufam ci. Jesteśmy z ciebie dumni, skarbie.

Naprawdę? Nie byłam gotowa mu uwierzyć, ale też nie miałam pretensji – bądź co bądź wiele razy rozczarowałam już jego i matkę. Oboje zamilkliśmy, a w szpary naszej popękanej rozmowy wsunęły się wspomnienia licznych porażek z ostatnich dwóch dekad – porażek zarówno rodzica, jak i dziecka.

Nagle pojęłam, że ojciec nie dzwoni tylko, żeby pogadać.

– Chwila. Czyżbyś prosił mnie o pomoc?

Odkaszlnął cicho.

– Nie chcę ci robić kłopotu – powiedział.

Musiałam zdusić parsknięcie. Rozejrzałam się po mikroskopijnym, pozbawionym wszelkich rzeczy osobistych mieszkaniu, które nazywałam domem. Ostatnimi czasy nosiłam ze sobą już tylko bagaż emocjonalny. Na moje życie towarzyskie składały się spotkania Anonimowych Alkoholików oraz – od czasu do czasu – Anonimowych Narkomanów. Od tak dawna dreptałam w miejscu, że myśl o celu, do którego mogłabym zmierzać, absolutnie mnie zachwyciła. Wszystko jedno, jaki ten cel miałby być. Przez myśl mi nie przeszło, żeby naprawdę zaniepokoić się o siostrę. Jeszcze nie.

– Nie ma problemu – odparłam uprzejmie. – Więc co mam zrobić w sprawie Elli?

– Tak naprawdę to nie o nią chodzi. Potrzebujemy… Czy raczej twoja matka potrzebuje… żebyś przyjechała pomóc przy opiece nad Charlotte. Twoja matka nie czuje się najlepiej. Fizycznie. Daje z siebie wszystko, ale Charlotte zaczyna być dla niej zbyt wymagająca.

Zawahałam się. Większa część dekady spędzona w różnych stadiach upojenia sprawiła, że ciężko mi szło zapamiętywanie imion i twarzy. Przejrzałam mój dziurawy mentalny wizytownik, ale niczego nie znalazłam.

– Poddaję się – powiedziałam. – Kim jest Charlotte?

Ojciec westchnął na znak, że kończy mu się cierpliwość.

– To twoja siostrzenica.

(…)

[Ojciec] od zawsze był raczej cynicznie nastawiony do życia, podczas gdy matką kierował ślepy optymizm. To, że nadal byli małżeństwem, zakrawało na cud. Najwyraźniej przeciwności rzeczywiście się przyciągają. Przez całe moje dzieciństwo rodzice się spierali, zwyciężała zazwyczaj matka. Kiedy miałam siedemnaście lat, ojciec chciał wysłać mnie na odwyk, ale ona upierała się, że „przechodzę tylko trudniejszy okres”. Choć byłam wtedy zachwycona, że ostatecznie postawiła na swoim, z perspektywy czasu widzę, że w tym starciu to ja okazałam się przegraną.

– Elli wysłała mi kilka dni temu wiadomość, z której wynika, że nic jej nie jest. Absolutnie nie potrzebuje, żebyśmy wtykali nos w jej życie emocjonalne. – Znów upiła łyk wina. – Zresztą twój ojciec dramatyzuje. Jak zawsze.

– Zachowała się dość samolubnie, nie uważacie? – spytałam. Matka posłała mi ostre spojrzenie w stylu „I kto to mówi?”. – To dla niej nietypowe. Prawda?

– Skąd miałabyś wiedzieć, Sam? Nie było cię z nami przez cały rok! A szczerze mówiąc, to jeszcze dłużej.

Zaczerwieniłam się na te słowa. Miała rację.

– Mogę przynajmniej przeczytać wiadomość, którą ci wysłała?

Matka wyciągnęła z kieszeni telefon. Na tapecie miała zdjęcie Charlotte, która mrużyła oczy w słońcu. Jakaś drobna, pierwotna część mnie poczuła się odrzucona: najwyraźniej mnie, jej córce, nie przysługiwało już miejsce na ekranie startowym. Byłam jednak, rzecz jasna, po trzydziestce. Już dawno wyrosłam z tego przywileju.

Spojrzałam matce przez ramię, gdy odszukała historię rozmów z Elli i podała mi telefon. Z ciekawości przejrzałam wcześniejsze wiadomości. „Będę za 10 minut”. Potem: „Wpadnę do sklepu, chcesz coś?”. „Charlotte ma katar, zostajemy w domu”. Oraz „Włącz GMA, leci ten kucharz, którego lubisz”. Zwykła, codzienna bliskość siostry i matki zaparła mi dech w piersi. Czy właśnie tego brakowało mi przez te wszystkie lata? Czy tego pragnęłam? A może czułabym się w podobnej sytuacji zbyt osaczona?

Matka musiała zauważyć moje zaciekawienie, bo wyrwała telefon i szybko przeszła do najświeższych wiadomości, zanim mi go oddała. Dialog zaczął się tydzień wcześniej, w zeszły czwartek, wiadomością „Dzięki za opiekę nad C, wrócę w niedzielę”. Przez kolejne siedemdziesiąt dwie godziny matka wysłała do Elli kilka wiadomości, na które tamta nie odpisała: „Mam nadzieję, że dobrze się bawisz na wyjeździe. Mogę dać jej M&M’s?”. I „Nie chcę ci przeszkadzać, ale jak długo C powinna drzemać za dnia?”. Oraz „Nie ma alergii na użądlenia pszczół, prawda?”.

A potem, w niedzielę – pięć dni temu – matka wysłała kolejną wiadomość: „O której ją dziś odbierzesz? Jeśli wyrobisz się przed szóstą, wyjdziemy z tatą na kolację”.

Przez dłuższy czas nie było odpowiedzi. Mogłam wyobrazić sobie, jak matce z godziny na godzinę rosło ciśnienie, kiedy patrzyła na milczący telefon. Moja siostra odpisała dopiero o siódmej wieczorem. „Dacie radę zająć się Charlotte jeszcze przez kilka dni? Nie jestem gotowa wrócić do domu”.

Matka odpisała natychmiast.

„Kilka, czyli ile? Wszystko z tobą OK?”

„Tak, wszystko dobrze. Znajduję odpowiedzi, o które mi chodziło”.

W tym momencie matka najwyraźniej straciła zainteresowanie tym, czy moja siostra odnajdzie siebie, czy nie. Wydawała się przede wszystkim zirytowana.

„Wiesz, że kocham Charlotte, ale tego już za wiele. Zwyrodnienie stawów daje mi w kość”.

Potem nastąpiła dwuminutowa przerwa. Wyobrażałam sobie siostrę, jak gapi się na puste pole tekstowe i rozważa, co odpowiedzieć. Oraz matkę, jak mruga z wściekłością i czeka na nieuniknione przeprosiny i zapewnienie, że Elli wróci najszybciej, jak się da. Przecież zwykle nie potrzebowała niczyjej pomocy.

Przeprosiny jednak nie nadeszły. Zamiast nich pojawiła się zdawkowa ostatnia wiadomość. Raczej polecenie niż wyznanie winy: „Poproś o pomoc Sam. Sam wszystko zrozumie. Będzie wiedziała, co robić”.

A potem: nic.

Spojrzałam na Charlotte, która dreptała z powrotem w naszą stronę. Dłonie miała czarne od ziemi, a z palców zwisały jej za duże pierścionki. Co konkretnie miałam „zrozumieć”? Dziecko? To, jak pomóc mamie się nim zająć? Czy sens tajemniczej wyprawy siostry w poszukiwaniu bliżej niesprecyzowanych odpowiedzi?

A może chodziło jej o to, że zrozumiem potrzebę wyrwania się z ram własnego życia?
(…)

Janelle Brown „Będę tobą”
Tłumaczenie: Jarek Westermark
Wydawnictwo: Agora
Liczba stron: 440

Opis: Sam jest trzeźwa od roku, to znaczy odkąd ostatni raz rozmawiała ze swoją bliźniaczką Elli. W dzieciństwie były praktycznie nierozłączne, ale kiedy odkryło je Hollywood i stały się nastoletnimi gwiazdami telewizji, ich niezwykła więź pękła. Ostatecznie Elli wybrała spokojne życie żony prawnika, a Sam spróbowała kariery dorosłej aktorki – tylko po to, by popaść w uzależnienie od narkotyków i alkoholu. Jednak pewnego dnia Elli nagle znika, zostawiając pod opieką Sam dopiero co adoptowaną córeczkę. Trop wiedzie do podejrzanej organizacji coachingowej, na której czele stoi tajemnicza dr Cindy. Żeby dowiedzieć się, co stało się z siostrą, Sam będzie musiała zagrać swoją ostatnią, być może najważniejszą rolę – przyjąć tożsamość zaginionej Elli. W ich poplątanym życiu robiła to już wiele razy i zwykle z katastrofalnym skutkiem. Ale tym razem stawka jest nieporównanie wyższa


Tematy: , , , , , , ,

Kategoria: fragmenty książek