banner ad

Siedemnasta powieść z cyklu o Pendergaście. Przeczytaj pierwszy rozdział „Miasta bezkresnej nocy” Douglasa Prestona i Lincolna Childa

10 marca 2020


Nakładem wydawnictwa Agora do sprzedaży trafiło „Miasto bezkresnej nocy”, siedemnasta powieść o agencie Pendergaście autorstwa Douglasa Prestona i Lincolna Childa. Tym razem główny bohater działa we współpracy z detektywem Vincentem D?Agosta, który właśnie rozpoczyna dochodzenie w sprawie wyjątkowo brutalnego morderstwa. Ofiarą jest młoda kobieta, córka wpływowego milionera, a morderca zabiera z miejsca zdarzenia jej odciętą głowę. Książka dostępna jest już w księgarniach, a poniżej przeczytacie pierwszy jej rozdział.

ROZDZIAŁ 1

Jacob szedł prędko, kilka kroków przed swoim młodszym bratem, z rękami w kieszeniach, wydychając kłęby pary w mroźnym grudniowym powietrzu. Brat, Ryan, niósł karton jajek; kupili je przed chwilą w pobliskich delikatesach za pieniądze, które Jacob świsnął matce z portmonetki.

? Po pierwsze dlatego ? mówił Jacob ? że to totalny dupek. Po drugie dlatego, że to dupek rasista. Pamiętasz, jak nawrzeszczał na Nguyenów i zwymyślał ich od skośnookich?

? Tak, ale?

? Po trzecie dlatego, że wepchał się przede mnie, kiedy stałem w kolejce do kasy w supermarkecie, i wyjechał na mnie z mordą, kiedy powiedziałem, że to nie fair. Pamiętasz?

? Jasne, że tak, ale?

? Po czwarte, wystawia przed dom te durne znaki polityczne. I pamiętasz, jak obsikał Fostera wodą z węża tylko za to, że chłopak przeszedł przez jego podwórko?

? Tak, ale?

? Ale co? ? Jacob odwrócił się do młodszego brata.

? A jeśli on ma pistolet?

? Przecież nie będzie strzelał do dwóch dzieciaków! Poza tym zanim zajarzy, co się stało, już dawno nas tam nie będzie.

? A jak należy do mafii?

? Do mafii? ? powtórzył Jacob. ? Ten stary, walnięty dupek? Z takim nazwiskiem? Gdyby nazywał się Garguglio czy Tartagila, to co innego, ale Bascombe? Jasne, już to widzę! To zwykły pierdoła, któremu trzeba dać nauczkę. ? Przyjrzał się bratu z nagłą podejrzliwością. ? Ty co? Wymiękasz?

? Nie, nie.

? No i dobra. Chodźmy.

Jacob odwrócił się i poszli dalej. Gdy z Osiemdziesiątej Czwartej Alei skręcili w Sto Dwudziestą Drugą i weszli na chodnik, Jacob zwolnił i ruszył przed siebie swobodnym krokiem, jak na wieczornym spacerze. Byli w okolicy typowej dla mieszkaniowej części Queens, na ulicy, gdzie dominowały domy jednorodzinne i bliźniaki, ozdobione teraz girlandami bożonarodzeniowych lampek.

Jacob zwolnił jeszcze bardziej.

? Spójrz tylko na jego chałupę ? powiedział. ? Ciemno tam jak w grobie. Jedyny taki dom w okolicy. Kurde, co za smutas!

Dwupoziomowy dom na końcu ulicy miał niski parter i nadbudówkę. Paliły się latarnie i na zamarzniętej ziemi majaczyła pajęczyna cieni nagich drzew.

? Dobra. Podejdziemy, jakby nigdy nic. Otworzysz karton, obrzucimy jajkami jego wóz, skoczymy za róg i damy nogę.

? A jak nas pozna?

? Żartujesz? Po ciemku? Poza tym nie znoszą go wszystkie miejscowe dzieciaki. I większość dorosłych. Nikt go nie lubi.

? A jak zacznie nas gonić?

? Ten stary dziad? Po siedmiu sekundach wysiądzie mu pikawa! ? Jacob stłumił szyderczy śmiech. ? Jajka od razu zamarzną. Zanim je zeskrobie, będzie musiał dziesięć razy umyć cały wóz.

Ostrożnie podszedł bliżej. Okno widokowe domu tonęło w błękitnawej poświacie; Bascombe oglądał telewizję.

? Coś jedzie! ? szepnął. Dali nura za pobliskie krzaki i po chwili zza rogu wyjechał samochód, który omiótł światłami całą ulicę. Gdy ich minął, Jacob poczuł, że wali mu serce.

? Może lepiej sobie odpuśćmy ? powiedział Ryan.

? Cicho bądź! ? Jacob wyszedł zza krzaków. Na ulicy było jaśniej, niżby chciał, nie tylko od latarni, ale i od tych wszystkich dekoracji, świątecznych lampek, podświetlonych mikołajów, reniferów i stojących na podwórkach żłóbków. Dobrze, że chociaż przed domem starego było trochę ciemniej.

Szli teraz bardzo wolno, trzymając się w cieniu parkujących na ulicy samochodów. Wóz Bascombe?a, zielony plymouth fury z siedemdziesiątego pierwszego roku, którego staruch co niedzielę woskował, stał na podjeździe, tuż przed domem. Dziadyga siedział teraz w wysokim fotelu, gapiąc się na ekran wielkiego telewizora i Jacob widział jego niewyraźną sylwetkę.

? Zaczekaj ? rzucił. ? Siedzi tam. Naciągnij czapkę. Postaw kaptur. I opatul się szalikiem.

Poprawiwszy ubranie i osłoniwszy twarze, czekali w ciemności między samochodem i dużym krzakiem. Mijały sekundy.

? Zimno mi ? poskarżył się Ryan.

? Przestań!

Czekali dalej. Jacob nie chciał atakować, kiedy staruch siedział w fotelu, bo mógł ich zobaczyć: wystarczyło, żeby wstał i spojrzał w okno. Musieli zaczekać, aż się gdzieś ruszy.

? Może tak siedzieć całą noc.

? Zamknij się wreszcie!

I nagle Bascombe wstał. Chudy, brodaty i niebieskawy w bijącym z ekranu świetle przeszedł przed telewizorem i zniknął w kuchni.

? Teraz!

Jacob podbiegł do samochodu, Ryan za nim.

? Dawaj karton!

Ryan otworzył karton i Jacob wziął jajko. Jego brat z wahaniem sięgnął po drugie. Jacob rzucił i jajko z efektownym mlaskiem roztrzaskało się na przedniej szybie samochodu, najpierw jedno, potem drugie i trzecie. Ryan rzucił w końcu swoim. Sześć, siedem, osiem ? szybko opróżnili cały karton, celując w przednią szybę, maskę, dach i drzwi, w pośpiechu parę upuszczając. I nagle?

? Cholera jasna! ? Otworzyły się boczne drzwi i staruch wypadł z rykiem na dwór. Wymachując kijem baseballowym, pędził prosto na nich.

Jacobowi serce podeszło do gardła.

? Chodu! ? krzyknął.

Ryan rzucił karton, odwrócił się, poślizgnął na lodzie i upadł.

? Kurde mol! ? Jacob chwycił go za kołnierz, podciągnął i postawił na nogi, ale Bascombe był już o krok, już podnosił kij do ciosu.

Śmignęli przez podjazd i wypadli na ulicę. Staruch popędził za nimi i ku zaskoczeniu Jacoba wcale nie wykorkował na atak serca. Był zaskakująco szybki, chyba ich nawet doganiał. Ryan zaczął pochlipywać.

? Przeklęte gnojki! ? wrzeszczał Bascombe. ? Łby wam porozwalam!

Jacob skręcił w Hillside, a za nim Ryan. Minęli kilka sklepów z zamkniętymi okiennicami, minęli boisko do baseballu, jednak stary dziadyga ani myślał rezygnować i skrzekliwie krzycząc, wciąż pędził za nimi z wysoko podniesionym kijem. Ale chyba dostał w końcu zadyszki, bo zaczął trochę odstawać. Skręcili w kolejną ulicę i Jacob zobaczył ogrodzony siatką stary komis samochodowy, na którego terenie wiosną miała się rozpocząć budowa apartamentowców. Jakiś czas temu paru chłopaków wycięło w siatce dziurę, więc Jacob rzucił się na ziemię i przeczołgał na drugą stronę ogrodzenia, Ryan tuż za nim. Tak, Bascombe został daleko w tyle, chociaż wciąż wrzeszczał i ciskał groźbami.

Za komisem rozciągał się teren przemysłowy, gdzie stało kilka rozpadających się budynków. Jacob wypatrzył stary warsztat samochodowy z obłażącymi z farby drewnianymi drzwiami i wybitym oknem. Bascombe zniknął im z oczu. Być może zatrzymała go siatka, ale Jacob czuł, że ten stary pierdoła jeszcze nie zrezygnował. Musieli znaleźć jakąś kryjówkę.

Pchnął drzwi warsztatu ? były zamknięte. Ostrożnie włożył rękę przez wybite okno, wymacał gałkę klamki, przekręcił ją i drzwi otworzyły się ze skrzypnięciem.

Weszli do środka, a wtedy zamknął je dokładnie, zaryglował i sprawdził, czy na pewno się nie otworzą.

Stali w atramentowej ciemności, ciężko dysząc i wiedząc, że muszą być cicho. Jacob miał wrażenie, że zaraz pękną mu płuca. Z oddali dobiegł piskliwy krzyk:

? Durnie! Jaja wam powyrywam!

Warsztat był chyba zupełnie pusty, nie licząc odłamków szkła na podłodze. Jacob wziął brata za rękę i noga za nogą ruszył przed siebie. Musieli się gdzieś schować na wypadek, gdyby staruch tu zajrzał. Wyglądało na to, że ten świrus naprawdę chce im przygrzać kijem. Po chwili wzrok przywykł do ciemności i Jacob dostrzegł pod ścianą stertę liści ? bardzo dużą stertę.

Pociągnął Ryana w tamtą stronę, rozkopał liście, a gdy się na nich położyli ? były bardzo miękkie ? nagarnął je na siebie i brata.

Minęła minuta. Potem druga. Krzyki ucichły i zapadła cisza. Jacob stopniowo odzyskał oddech i pewność siebie. Odczekał jeszcze kilka chwil i zachichotał.

? Zaśliniony sukinsyn! Daliśmy mu popalić. Ryan milczał.

? Widziałeś? Gonił nas w samej piżamie. Jest mróz, może mu fiut odpadnie.

? Myślisz, że widział nasze twarze? ? spytał brat drżącym głosem.

? Zwariowałeś? W tych czapkach, kapturach i szalikach?

? Jacob roześmiał się drwiąco. ? Jajka zamarzły już pewnie na kamień!

Brat w końcu trochę wyluzował.

? „Przeklęte gnojki! Łby wam porozwalam!” ? powiedział ze śmiechem, naśladując piskliwy głos starucha i jego silny akcent z Queens.

Roześmiali się obydwaj, wstali i otrzepali się z liści. Jacob głośno pociągnął nosem.

? Pierdnąłeś!

? Nieprawda!

? Pierdnąłeś!

? Nieprawda! Kto poczuł, ten wytoczył!

Jacob znieruchomiał i pociągnął nosem jeszcze raz.

? Co tak śmierdzi?

? To nie bąk, to? Jezu, zaraz się porzygam!

? Masz rację. To jakby? nie wiem, zgniła kapusta czy coś.

Jacob z obrzydzeniem zrobił krok w stronę liści i zahaczył o coś nogą. Ukucnął i gdy przytrzymał się tego ręką, liście, pod którymi przed chwilą leżeli, rozstąpiły się z cichym westchnięciem i buchnął spod nich odór sto razy gorszy niż przedtem. Jacob szarpnął się do tyłu, zatoczył i usłyszał głos brata:

? Zobacz, to czyjaś? ręka.

Douglas Preston, Lincoln Child „Miasto bezkresnej nocy”
Tłumaczenie: Jan Kraśko
Wydawnictwo: Agora
Liczba stron: 384

Opis: Stworzyli nietuzinkowego bohatera, który zmaga się z najbardziej przerażającymi i tajemniczymi sprawami. „Miasto bezkresnej nocy” to kolejna książka cyklu, w której zaskakujące zwroty akcji nie pozwolą czytelnikowi na chwilę oddechu. Mówią o nim „współczesny Sherlock Holmes”, bo ma nosa do rozwiązywania najbardziej zagmatwanych spraw, chadza swoimi ścieżkami i jest mistrzem dedukcji! Tym razem Pendergast działa ramię w ramię z przenikliwym detektywem Vincentem D?Agostą, który właśnie rozpoczyna dochodzenie w sprawie wyjątkowo brutalnego zabójstwa. Ofiarą jest młoda kobieta, córka wpływowego milionera, a morderca zabiera z miejsca zdarzenia jej odciętą głowę. Wkrótce wychodzą na jaw kolejne zbrodnie, okazuje się też, że każda z ofiar miała coś do ukrycia. Czy w mieście grasuje seryjny morderca? Jaki może mieć motyw? Atmosfera wokół Pendergasta i D?Agosty gęstnieje, szefowie domagają się nowych tropów i wyjaśnień. Jednak odcięte głowy to nadal za mało, by połączyć ze sobą wszystkie morderstwa. I nikt nie spodziewa się, jaki będzie finał tej makabrycznej sprawy.

Tagi: , , , , , ,

Kategoria: fragmenty książek