banner ad

Satyra na współczesną naukę. Premierowy fragment „Gwiazdy Ratnera” Dona DeLillo

15 września 2016

gwiazda-ratnera-fragment
Oficyna literacka Noir sur Blanc opublikowała nieznaną jeszcze polskim czytelnikom książkę Dona DeLillo. „Gwiazda Ratnera”, czwarta powieść pisarza, to satyra na współczesną naukę i jej żargon, na graniczącą z szaleństwem pasję poszukiwania prawdy i ujmowania rzeczywistości w systemy i modele stworzone przez człowieka. Poniżej prezentujemy fragment w przekładzie Roberta Sudóła.

Mieć imię to potworność i zarazem konieczność. Dziecko, wyłonione z chaosu imion wypełniającego przestrzeń, w końcu dostrzega, że ucieczka od werbalnego desygnowania nigdy nie jest całkowita, że to zawsze tylko zwłoka w spotkaniu z własnym substytutem, alfabetycznym cieniem wyabstrahowanym z fizycznego źródła.

? Wiedza ? powiedział Byron Dyne. ? Stan lub fakt wiedzenia. Wiedzenia tego, co zostało poznane. Suma wszystkich rzeczy poznanych przez człowieka.

Był starannie ubranym niewysokim mężczyzną, a jego uszy, oczy i nos sprawiały wrażenie, jakby pobrano je od znacznie większej osoby i wszczepiono w tę twarz jako żart chirurgiczny. Usiadł przy głównym panelu talamicznym Kompleksu Gnomoniki, przestrzeni zapełnionej rzędami konsoli. Billy w jajowatym fotelu próbował się skupić. W zasięgu wzroku nie było nikogo innego. Ścianę za głową Dyne?a pokrywały zdjęcia wybitnych i niezbyt wybitnych naukowców. Dyne uśmiechnął się eksperymentalnie, tak jak chyba miał w zwyczaju.

? W każdym razie próbujemy stworzyć poczucie planetarnej wspólnoty. Jedna nacja et cetera. Oprócz personelu technicznego wszyscy tutaj to albo naukowcy, albo naukowcy administratorzy. Próbujemy jednak patrzeć dalej, niż sięga nauka. Ogląd świata. Siedziba ONZ znajduje się w Nowym Jorku. Zoo kopenhaskie jest w Danii. My jesteśmy właśnie tutaj. Największy zasilany energią słoneczną obiekt na świecie.

? Krzywa najkrótszego spadku.

? Co to takiego?

? Cykloida.

? Ja jestem naukowcem administratorem ? powiedział Dyne. ? I jako taki z radością cię witam. Pod tym dachem mamy trzydziestu noblistów. Ale nikogo tak wybitnego. Co za wyrazisty mały człowiek z ciebie. Główne radykalne przyśpieszenie dla świata. Na czym dokładnie polega twoja praca?

? Moja praca to zorgi.

? A co to?

? Cykloida.

Na podłodze pojawił się ciemny kleks, niecałe dziesięć centymetrów od prawej stopy Dyne?a. Jakaś skaza, ale wyglądało na to, że się powiększa. Nie było żadnych oznak wilgoci. Jakby podwajająca się plama cienia.

? Potrafisz bez żargonu technicznego i przynudzania powiedzieć mi, czym jest zorg?

? To raczej niemożliwe, jeśli się nie zna języka. Zorg to jakby rodzaj liczby. Zorgów nie da się wykorzystać do niczego poza matematyką. Są bezużyteczne. Inaczej mówiąc, nie mają zastosowania.

? Mikrominiaturyzacja.

? To pańska dziedzina?

? Kondensujemy surowe dane. Lwią część pracy wykonują te konsole za twoimi plecami. Na Komp Gnomoniki składa się pięć dyscyplin. Mikrominia jest największa.

? Może mi pan powiedzieć, na czym polega moje zadanie?

? Przysłali cię do mnie na prebriefing. To jest właśnie to. Prebriefing.

? A kiedy będzie briefing?

? Na razie wystarczy, jak poznasz ogólny zamysł Eksperymentu Terenowego Numer Jeden. To spełnienie najstarszego marzenia ludzkości.

? Co to za marzenie?

? Wiedza ? odparł Dyne. ? Zbadanie planety. Obserwacja Układu Słonecznego. Wsłuchiwanie się we wszechświat. Samopoznanie.

? Przestrzeń.

? Przestrzeń kosmiczna i wewnętrzna. Zakrzywiają się ku sobie nawzajem. W tej chwili mieszka tu i pracuje grubo ponad dwa tysiące ludzi. Inni są w drodze. Sto krajów dzieli się kosztami. Pojedyncza świadomość planetarna. Racjonalne podejście. Ogląd świata. Ile krajów dzieli się kosztami?

? Sto.

? Dobrze.

Weszła kobieta ubrana w tweed. Na twarzy Byrona Dyne?a drgnął kolejny niepewny uśmiech. Zachęcona, podeszła bliżej.

? Jestem Laudabur ze Światowej Misji Spółdzielni Biblijnej. Przysłano mnie na spotkanie z panem Dyne?em.

? Czego pani chce?

? Nasze biblie są ręcznie zszywane przez uchodźców. Powiedzieli mi, że pan Dyne może zamówić większą partię.

? Proszę wyjść.

? Oba Testamenty. Przełożone bezpośrednio z oryginału. Korekta zrobiona przez pojmanych żołnierzy. Perska skóra ziarnista.

? Nie potrzebujemy Biblii. Mamy filmy. Jak przyjdzie nam ochota, to do woli możemy się naoglądać Charltona Hestona w kajdanach.

? Do zamówień hurtowych dołączamy noże do krojenia mięsa.

? Totemistka. Rozmodlony harpagon.

Cienista plama przesunęła się po podłodze, wspięła na ścianę za głową Dyne?a i znalazła zaledwie kilka centymetrów od dużego zdjęcia po prawej stronie panelu talamicznego. Billy rozpoznał mężczyznę na zdjęciu. Był to Henrik Endor, słynny matematyk i astrofizyk. Brodaty, po sześćdziesiątce, z pięcioramienną gwiazdą na łańcuszku u szyi. Billy spotkał go kiedyś, na krótko, na Uniwersytecie Rockefellera, gdzie Endor zaprezentował się jako pomarszczone dziecko Talesa i Heraklita. Z ust pachniało mu orzeszkami ziemnymi.

Wszedł technik i oznajmił, że nastąpiła awaria systemu przeciwpożarowego. I choć nie ma żadnego bezpośredniego zagrożenia, ściany i podłogi wypełni ?ciekły neutralizator?. Zabezpieczenie stanowiła sama grubość ścian, uniemożliwiając przesączanie się wilgoci, nawet jeśli widać efekt zacieku. Gdy pracownik kończył meldunek, pani Laudabur machnęła mu ręką przed nosem.

? Może mnie pan skierować do niejakiego pana Dyne?a? ? spytała. ? Bo odnoszę wrażenie, że osoba, z którą przed chwilą rozmawiałam, nie jest właściwym adresatem mojej oferty i nie ma uprawnień do składania zamówień hurtowych.

W trakcie dalszej wymiany zdań Billy przespacerował się po pomieszczeniu, zauważając, że konsole, ogółem szesnaście, rozmieszczono w taki sposób, że siedem oddzielono od pozostałych dziewięciu przepierzeniem w kształcie litery L. Wskutek tego rozgraniczenia, jakby miarki stolarskiej, z liczby cztery podniesionej do kwadratu wyodrębniono liczbę trzy podniesioną do kwadratu, a gdyby konsoli było dwadzieścia pięć i postawiono by nowe przepierzenie, oddzielając dziewięć, wynikiem byłoby cztery podniesione do kwadratu wyłączone z pięciu do kwadratu, a w każdym przypadku różnicę między kolejnymi liczbami podniesionymi do kwadratu wyrażałaby liczba nieparzysta. W zasadzie nigdy nie czuł potrzeby dokonywania obliczeń, większą zdolność wykazywał w wychwytywaniu prawidłowości niż w topornej arytmetyce. Widząc, że znów jest sam na sam z naukowcem administratorem, wrócił na swój fotel. Diada wielkiego i małego. W mieście wybrańców minęli portyki i zewnętrzne ogrody, ludzi odzianych na biało, adeptów liczb, doryckie tancerki, prowadzeni do cel z tabliczkami, namaszczeni do odszyfrowania symbolu wszechświata o dwunastu obliczach.

? Zdradzę ci tajemnicę ? powiedział Dyne. ? Nigdy nie byłem dobry z arytmetyki.

Musieli stawić czoło terrorowi nieracjonalności, tej wiecznej szczelinie w boskości liczb całkowitych. Dzielić po wielekroć ciągły ruch punktu. Żadnej wspólnej miary po tej stronie szaleństwa. Stosunek przekątnej do boku kwadratu. Trzy odcinki linii na pięcioramiennej gwieździe Endora. Nic nie współgra. Coś umyka. Pisk i szpon tego, co niewyrażalne.

? Do dziś to dla mnie zagadka. Pospolite, proste, zwykłe liczby całkowite. Jak funkcjonują, jak się łączą wzajemnie, co sugerują, z czego są stworzone? Najmniejsza dziedzina matematyki to kolejna zagadka. W porównaniu z tym mikrominia to gigantyczna nauka.

? Nie wydaje mi się, żebyśmy mogli traktować to jako zagadkę. Nie ma żadnej zagadki. Co innego, gdy mówimy trudności, trudności prostej arytmetyki. Ale zagadka, nie, dajmy spokój. To odrębny temat.

Uśmiech Dyne?a uciął dalszą dyskusję. Naukowiec administrator odkaszlnął w rękaw marynarki. Billy?emu to się spodobało. Było zarówno wielkopańskie, jak i niechlujne, coś, czego można się spodziewać po wesołym szurniętym arystokracie z dystansem do życia. Mężczyzna zlustrował przestrzeń i wreszcie skupił uwagę na jakimś teoretycznym punkcie na dalszym planie.

? Zaprojektowane przez kobietę ? powiedział w końcu.

? Dobra robota.

? Cała koncepcja. I wykonanie.

? Niezłe.

? Od A do Z.

? Ale co jest zaprojektowane przez kobietę?

? Cały ten obiekt.

? Duży.

? Kompletnie.

? Podoba mi się przestronność.

? Wiesz, co to za kula wmontowana w główny segment? Sfera armilarna, ot co, sfera armilarna. Często występująca w islamskim renesansie. Oczywiście nasza to supermodel. O wiele większa, niż im się śniło w tamtych czasach.

? Ktoś tam pracuje?

? Obrót jest tak łagodny, a całość tak wielka, że nie ma wrażenia ruchu. Oczywiście, ta sfera to miejsce pracy. Pokazuje czas, dzień, rok. Mierzy nachylenie osi ziemskiej. Mierzy wysokość Słońca. Mierzy współrzędne gwiazd. I mieści cztery czy pięć kompleksów oraz około sześciuset ludzi. Cała
ta operacja jest samowystarczalna. Wszędzie system odprowadzający wyziewy i zakłady recyklingu. Na miejscu maszynowa produkcja syntetycznej żywności. Nie wspominając o zasilaniu energią słoneczną.

? Coś podobnego.

? Widziałeś po drodze zespół anten?

? Teleskopy.

? Każda misa zawiera siatkę odblaskową. Cały ten zespół tworzy tak zwany radioteleskop z syntezą apertury. Nie zdziwiła cię wielkość poszczególnych elementów?

? Są nieduże.

? To sieć ? wyjaśnił Dyne. ? W tej sieci użyliśmy niewyobrażalnie małych komponentów. Ułatwia ogólne badanie jak nigdy dotąd.

? A gdzie umieściła łazienkę?

? Czyli cała ta połączona operacja to coś w rodzaju radia z zegarem, jeśli ktoś chce na to spojrzeć w ten sposób. To całkowicie prawomocne podejście. Między sferą armilarną a teleskopem z syntezą mamy coś w rodzaju gigantycznego mikrozminiaturyzowanego radia z zegarem.

? Czy Endor tu jest?

? Endor mieszka w norze z piętnaście kilometrów na wschód stąd.

? W norze?

? Za nic nie chce wyjść ? powiedział Dyne.

Ściana ciemniała we wszystkie strony. Billy odwrócił się i zobaczył, że to samo dzieje się z tyłu i po bokach. Na podłodze i na suficie też. Nie ma bezpośredniego zagrożenia, powiedział technik. Tylko to napięcie. To stopniowe plastyczne przekształcanie się ciała stałego w wylewające się fale ruchu.
(…)

gwiazda-ratneraDon DeLillo „Gwiazda Ratnera”
Tłumaczenie: Robert Sudół
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Liczba stron: 504

Opis: Czternastoletni Billy Twilling jest geniuszem matematycznym, specjalistą od ?bezużytecznych? liczb zwanych ?zorgami?, pierwszym laureatem Nagrody Nobla z matematyki, fenomenem, którego dorobek potrafi zrozumieć zaledwie garstka ludzi na świecie. Jako wybitny naukowiec Billy trafia do tajemniczego instytutu badawczego w Connecticut, gdzie w odosobnieniu pracuje doborowe grono uczonych. Przed nami paraduje galeria niezwykle barwnych postaci: archeolodzy, mitolodzy, alternatywni fizycy, językoznawcy, matematycy, uczeni pracujący na pograniczu różnych dyscyplin. Cel? Rozszyfrowanie komunikatu z kosmosu, z okolic odległej Gwiazdy Ratnera ? tajemniczego sygnału, który dotarł na Ziemię w formie trzech serii impulsów przedzielonych pauzami, przypominających alfabet Morse’a. Ale sygnał z przestrzeni kosmicznej to jedna zagadka. Drugą jest jego źródło ? Gwiazda Ratnera to być może wielowymiarowa bezwymiarowość, dziura, nieuchwytność, ostateczna pustka, być może praprzyczyna wszechświata i najmroczniejsza prawda o rzeczywistości.

Tagi: , , , ,

Kategoria: fragmenty książek