banner ad

Przeczytaj fragment książki „Bursztynowa dziewczyna. Anna Jantar we wspomnieniach” autorstwa Marioli Pryzwan

26 marca 2014

jantar-fragment
Prezentujemy fragment zebranych przez Mariolę Pryzwan wspomnień najbliższych o królowej polskiej piosenki, tragicznie zmarłej Annie Jantar. Książka „Bursztynowa dziewczyna. Anna Jantar we wspomnieniach” ukazała się nakładem wydawnictwa Marginesy. Booklips.pl jest patronem medialnym wydania.

jantar-fragment-1

W 1975 roku wyjechałam do Paryża. Zostawiłam obie Anie – German i Jantar – ciężarne. Ania German poza listem z opisem małego Zbyszka, który od urodzenia był tak duży, że nie mieścił się w wózku, przysłała mi zdjęcie z podpisem: „Mały Zbysio na rękach szczęśliwej matki”. Ania Jantar przysłała mi wspaniały list, którego fragmenty przytoczę: „przez całą ciążę byłam nieznośna, nie wiem, jak Jarek ze mną wytrzymał. (…) Jolu, macierzyństwo to coś niesamowitego, nie masz pojęcia, jak wspaniale jest urodzić dziecko, to jakiś cud zmieniający wszystko, to jakby wyszło ze mnie kawałek Jarka i mnie razem, ale to coś małego i bardzo żywego, wrzeszczącego jest nierozerwalnie moje, najukochańsze, najważniejsze. (…) urodziłam córkę – małego człowieczka. (…) będzie miała swoje potrzeby, swoje pomysły na życie, a ja będę chciała ją chronić od wszystkich zasadzek, jakie przyniesie jej życie. (…) już teraz się o nią boję i zarazem cieszę, bo będę zawsze przy niej”.

jantar-fragment-2

Natalia była siłą motoryczną Ani. Ania kochała ją i ciągle za nią tęskniła. Z całego świata zwoziła dla niej zabawki i ubranka. Natalia była więc ubrana jak mała królewna. Ania opowiadała mi, że kupione sukieneczki rozkłada w hotelowych pokojach, kładzie koło siebie na poduszce i tak zasypia. Z kawałeczkiem Natusi.

jantar-fragment-3

Ania bardzo kochała Natalię, ogromnie cierpiała, kiedy się rozstawały. Ulgę przynosiło jej wówczas wyszukiwanie kreacji dla małej. Tu się nigdy nie myliła w doborze. Natalia była jej ślicznie ubraną laleczką. Prezenty miały wynagradzać czas rozłąki.

Pani Halina, dbając o to, aby córka wypoczywała po powrocie z koncertów, wyręczała Anię w codziennej opiece nad dzieckiem. Często była nianią i mamą dla Natalii. Trwa to do dziś. Mam wrażenie, że Opatrzność rozmyślnie wyznaczyła tę rolę pani Halinie Szmeterling. Nie wyobrażam sobie domu na Reymonta bez niej. Spełniała funkcję ochmistrzyni, niani, sekretarki, doradcy, często menedżera. Wreszcie najważniejsza rola matki Ani – najbliższa, niezawodna przyjaciółka, wyrozumiała powierniczka.

jantar-fragment-4

Kupiliśmy kawalerkę z aneksem kuchennym przy Słowackiego [w Warszawie]. Gdy urodziła się Natalia, mieliśmy już nowe mieszkanie przy Reymonta. Przeprowadziła się do nas mama Ani, by nam pomagać. Miała być u nas tylko przez jakiś czas, ale została na zawsze, gdy Ani zabrakło.

jantar-fragment-5

Po urodzeniu dziecka Ania spoważniała i stała się bardziej odpowiedzialna. Natalia była jej radością, całym światem. Kochała ją bardzo. Czasem, gdy wracała z koncertów późno w nocy, szła prosto do łóżeczka śpiącej córeczki, by ja ucałować. Drżałam wtedy, żeby jej nie zbudziła. Natalia trudno i wolno zasypiała.

Dziś, gdy patrze na Natalie, dostrzegam wiele cech odziedziczonych po Ani. Bardzo przypomina matkę charakterem, sposobem bycia i ogromna wrażliwością.

Urodzenie dziecka miało z pewnością w dorosłym życiu Ani znaczenie przełomowe.

jantar-fragment-2

Wiele lat temu postanowiłyśmy, ze nasze córeczki będą przyjaciółkami. Były wiec wspólne wakacje, wyprawy do teatru, cyrku i ogrodu zoologicznego. Pamiętam trzyletnią Natusię wdrapującą się na schody do mojego domu, trzymana za rączkę przez swoją piękną, smukłą i elegancką mamę. Ania pomagała jej wchodzić krok po kroczku. Długo jeszcze na korytarzu snuła się delikatna smużka Charlie ? jej ulubionych perfum. Godzinami rozmawiałyśmy o tym, jakie będą nasze dzieci, gdy dorosną. „Bardzo ważne są przyjaźnie z dzieciństwa”, mówiła Ania. I jakby w prezencie dla niej nasze córki kochają się jak siostry i mówią, ze łączy je pokrewieństwo dusz. Dlatego Natalia jest mi bliska jak moje własne dziecko i dlatego nigdy nie potrafiłabym być obojętna na jej los.

jantar-fragment-4

Ania uwielbiała wielkie imprezy, a zwłaszcza festiwale, gdyż mobilizowały ją w sposób niewiarygodny. Każdy kolejny festiwal pomnażał jej trofea. Nie pamiętam takiego międzynarodowego festiwalu, z którego wróciłaby bez co najmniej jednej z liczących się nagród. Nie miała szczęścia (podobnie jak ja) jedynie do Opola, ale nie tylko ona… Aż trudno w to uwierzyć, a jednak.

jantar-fragment-7

Ania uważała się za osobę bardzo pechową, zwłaszcza gdy chodziło o festiwal opolski ? zazwyczaj pierwsza wychodziła na scenę. Nikt nie lubi zaczynać ? nierozgrzana publiczność, spóźnialscy, rozmowy, jurorzy niemający punktu odniesienia… Któregoś roku wprowadzono w Opolu losowanie. Ania powiedziała nam: „Zobaczycie, ze tym razem też będę zaczynała”. I rzeczywiście ? wylosowała numer 1.

jantar-fragment-6

Osobowość, charyzma i serdeczność Ani pozostają na długo w pamięci. Chyba samo imię Anna ma coś w sobie, ponieważ Anna German była również osobowością jakże niepodobną do innych gwiazd piosenki tamtych lat.

Przypominam sobie któryś z festiwali opolskich, kiedy podczas prób spotkałem obie Anie i oczywiście innych wykonawców. Podczas koncertu, chyba finałowego, do jednej z gwiazd (nazwiska nie wymienię) przyjechali rodzice, bardzo skromni ludzie, ubogo odziani, nie na tyle modnie, aby zwracać na nich uwagę. Ich córka ? piosenkarka znana polskiej publiczności z telewizji i tras koncertowych ? nawet się z nimi nie przywitała, wstydziła się ich. Nie wiem, jak to się stało, ale Ania Jantar podeszła do nich, przywitała się i siedziała z nimi podczas pozostałej części koncertu (chyba znała ich osobiście).

Nigdy nie narzekała na warunki pracy podczas tras koncertowych. Któregoś zimowego wieczoru przed koncertem w Górniczym Domu Kultury w Wałbrzychu była jakaś awaria systemu grzewczego, zimne garderoby, wiec szybko zorganizowaliśmy „słoneczko” do podgrzania. Nie było wody, ale przynieśliśmy naczynia z woda ciepłą i zimną… Ania podziękowała nam i powiedziała: „Tyle ludzi na koncercie ? będzie ciepło, nie martwcie się…”.

Miała wielu przyjaciół i jeszcze więcej fanów.

jantar-fragment-8

Kiedy w 1976 roku otrzymała Złota Płytę, zaprosiła mnie i mojego męża na uroczystość jej wręczenia. Pojechaliśmy do Sopotu. Ania była gwiazdą, była rozrywana, mimo to umiała okazać szczerą radość, że jesteśmy. Uścisnęłyśmy się ? słowa były zbyteczne.

Wówczas po raz pierwszy widziałam ja na scenie (poza FAM-ą na samym początku kariery). Znałam Anie zza kulis. Nigdy, poza tym wręczeniem Złotej Płyty, nie byłam na jej koncercie.

jantar-fragment-9

Nigdy nie dała mi odczuć, ze jest gwiazdą, a ja menedżerem, który powinien spełniać wszystkie jej zachcianki. Anka nie była gwiazdą w życiu prywatnym czy zawodowym. Była bardzo równa, fajna, w przyjacielski sposób odnosiła się nie tylko do osób, które z nią współpracowały. Jej stosunek do tych, z którymi się stykała ? do widzów, słuchaczy, wielbicieli ? był zawsze serdeczny i pełen sympatii.

Po każdym koncercie w garderobie Ani zjawiało się mnóstwo ludzi. Przynosili jej kwiaty, przychodzili z płytami, prosząc o autograf. Na wszystkie pytania, które jej zadawali, odpowiadała z uśmiechem i serdecznością. Czasami trwało to dwie, trzy godziny, aż musiałem interweniować i przepraszać, bo robiła się jedenasta, dwunasta w nocy.

jantar-fragment-10

W 1976 roku zostałyśmy zaproszone do Sopotu, aby towarzyszyć Ani w czasie jej recitalu z okazji wręczenia Złotej Płyty. Reżyserował Zbyszek Czeski, który wcielił się także w role choreografa. Miałyśmy tak zwane układy rewelersowskie ? ręka w góre, ręka w dół, równiutko. Przygotowywałyśmy się bardzo sumiennie. Poświęciłyśmy sporo czasu, żeby to zgrać. Miałyśmy wspólne próby z Ania, która ogromnie przejmowała się tym występem. Pokazywała nam swoją piękną, skórzana, zieloną suknię. Była ciężka i sztywna, ale robiła wrażenie.

W Sopocie przyjęto Anię z aplauzem. Miałam przyjemność śpiewać razem z nią w duecie piosenkę Biały wiersz od ciebie. Jeśli się nie mylę, był to jedyny jej żeński duet.

jantar-fragment-11

Któregoś dnia Ania Jantar zadzwoniła do mnie, zaprosiła do siebie i zaproponowała współpracę. Oczywiście zgodziłem się, bo ogromnie podobała mi się i jako piosenkarka, i jako dziewczyna ? nie będę tego ukrywał.

To był koniec 1975 roku, uznaliśmy więc, że od następnego roku zaczniemy pracować wspólnie.

Ania zmieniała repertuar, cały czas szukała nowego stylu. Nagrywała właściwie ze wszystkimi, nie miała upatrzonych osób. Było to bardzo w jej stylu i zyskiwało uznanie profesjonalistów. Niektórych znajomych szokowało, gdy zaczęła nagrywać z Budką Suflera. Zupełnie inna muzyka, ale Ani się to bardzo podobało i ta decyzja okazała się trafna ? potwierdziło się to na koncertach. Publiczność domagała się tych właśnie utworów.

jantar-fragment-12

Byłem partnerem Ani w jej recitalu. Jeździliśmy po Polsce z programem estradowym, do którego scenariusz napisał Janusz Weiss. Program miał swoją fabułę, bardzo śmieszną zresztą, nie był tylko składanką naszych piosenek. Historyjka o tym, jak kilku pseudoorganizatorów hochsztaplerów (w tej roli konferansjerzy) zatrudnia wykonawcę, który ma towarzyszyć Ani w trakcie koncertu, była fikcyjno-kabaretowym tłem tego programu. Pojawiałem się na scenie w szlafroku, goląc się, improwizując zaskoczenie, ze słuchawką telefoniczna w kieszeni. Role konferansjerów odgrywali wspaniale Jarek Kukulski, Antek Kopff, Leszek Dymarski (późniejszy szef redakcji Wiadomości w TVP) oraz autor scenariusza, znany wcześniej z kabaretu Salon Niezależnych, a następnie z audycji radiowych Dzwonię do pani (pana…) w nietypowej sprawie Janusz Weiss. To oni telefonicznym, doskonale przez Janusza napisanym dialogiem wywoływali mnie na scenę. Śpiewałem z Anią duety, miedzy innymi Dwie tęsknoty i Zawsze gdzieś czeka ktoś, a także kilka swoich solowych utworów. Program ten niestety nigdy nie został nagrany i zarchiwizowany, mimo że wykonywaliśmy go wiele razy w różnych miastach w Polsce, a także dla Polonii za granicą. Pamiętam nasz występ w teatrze w Sztokholmie. Przyszły tłumy. Poza przedstawicielami Polonii w pięknej sali sztokholmskiego Teatru Narodowego pojawiło się wielu Szwedów. Jeden z koncertów zapowiadaliśmy z Anią po szwedzku. Ze strachem obserwowaliśmy publiczność, czy aby się z nas nie śmieje ? przecież nie znaliśmy tego języka i jego brzmienia. Ktoś napisał nam po prostu kilka zdań po szwedzku na kartce.

W 1978 roku musiałem na krótko przerwać nasze wspólne występy i wyjechałem na Festiwal Przebojów do Drezna. Wraz z Ireną Jarocką reprezentowaliśmy Polskę. To był ważny festiwal w mojej karierze i niemiecka telewizja szeroko komentowała to wydarzenie, na przemian z lotem pierwszego kosmonauty z NRD w kosmos (akurat zbiegło się to w czasie). Kiedy wróciłem do Warszawy, dosłownie zamieniłem w domu walizki i od razu pojechałem na trasę, by dołączyc do Ani. Przez dwa tygodnie graliśmy wtedy w Lublinie i okolicznych miastach. Właśnie w Lublinie, w hotelu Unia, gdzie rezydowaliśmy, w trakcie wspólnej kolacji po koncercie podszedł do mnie człowiek z recepcji hotelu, informując, ze otrzymałem pilny faks (kto wtedy słyszał o mailach…). Zaskoczenie było ogromne, kiedy czytałem: „Prosimy o natychmiastowy kontakt z Pagartem w sprawie koncertów w Niemczech”. Byłem w takiej euforii po moim przyjeździe z Drezna, zwłaszcza po wielokrotnych telewizyjnych powtórkach mojego festiwalowego występu, ze do głowy mi nie przyszło, że… był to po prostu żart, oczywiście autorstwa Ani. Dla hecy i naszej dobrej wieczornej zabawy zadała sobie trud spreparowania naturalnie wyglądającego faksu i wysłania go.

Kiedy wróciłem z recepcji do stołu, przy którym jedliśmy kolację, przywitała mnie cisza. Ania była tak wpatrzona w swój talerz, ze nie było widać jej oczu. Z trudem opanowywała śmiech. Takich wesołych momentów było więcej. Nie zapomnę nigdy ?zielonych koncertów?, które kończyły nasze kilkutygodniowe trasy po kraju. Zespół instrumentalny (zwykle czołówka polskich muzyków) wyczyniał nam wtedy niesamowite psikusy na scenie. Potrafił na przykład zagrać podkład w innej tonacji, a my musieliśmy się pocić, próbując wyciągnąć często za wysokie dźwięki, stosując wszystkie możliwe techniki wokalne. Potem trzeba było się z tego gęsto tłumaczyć publiczności, informując, że to ostatni koncert w miesiącu, podczas którego zazwyczaj robi się sobie nawzajem dowcipy.

Ania była nieprawdopodobnie towarzyska. W prywatnych kontaktach szalenie bezpośrednia. Bardzo często żartowała i ? mimo buchającego z niej kobiecego wdzięku i urody ? była dziewczyną-chłopakiem, czasem urwisem w dżinsach.

jantar-fragment-13

Pamiętam, to był 1976 rok, kiedy mieliśmy wspólne koncerty w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Trasa wiodła przez stałe miejsca polskich artystów: Chicago, Nowy Jork, Toronto. W tych trzech dużych miastach zatrzymywaliśmy się na dłużej. Jeździliśmy z programem Pół żartem ? pół serio: Anka, Sława Przybylska, Lidia Wysocka, Alina Janowska, Adam Zwierz, Zenon Laskowik i ja. Taka trasa koncertowa zawsze wyglądała podobnie i dość beznadziejnie: występ, potem zwijanie sprzętu, czekanie na załadowanie autokaru, nocna jazda do hotelu (zazwyczaj są to te same hotele) ? i tak upływa czas.
(…)

Bursztynowa dziewczyna. Anna Jantar we wspomnieniachMariola Pryzwan „Bursztynowa dziewczyna. Anna Jantar we wspomnieniach”
Tłumaczenie:
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 400

Opis: Książka poświęcona jednej z najlepszych i najpopularniejszych gwiazd polskiej estrady ? Annie Jantar. Śpiewała pogodne przeboje i liryczne, skłaniające do refleksji piosenki. W latach siedemdziesiątych jej niezapomniane przeboje „Tyle słońca w całym mieście”, „Najtrudniejszy pierwszy krok”, „Żeby szczęśliwym być” czy „Nic nie może wiecznie trwać” znała i nuciła cała Polska. Annę Jantar ? piosenkarkę legendę i fascynującą kobietę wspominają najbliżsi: rodzice, mąż Jarosław Kukulski, brat, córka Natalia, a także przyjaciele i znajomi ze środowiska artystycznego. W książce są także wzruszające listy, które Anna Jantar napisała do swej matki i córeczki zimą 1980 roku w czasie swego ostatniego pobytu w Stanach Zjednoczonych. Ze wspomnień i listów wyłania się postać wrażliwej, utalentowanej piosenkarki, pięknej kobiety i świetnego kumpla. Anna Jantar zginęła 14 marca 1980 roku, mając zaledwie 29 lat. Narodziła się legenda, która trwa do dziś.

Tematy: , , , , , , ,

Kategoria: fragmenty książek