banner ad

Przeczytaj fragment „Końca samotności”, czyli kontynuacji „Samotności w sieci” Janusza Leona Wiśniewskiego

16 października 2019


W 18 lat po wydaniu debiutanckiej powieści „Samotność w sieci” Janusz Leon Wiśniewski powraca do tematu związków na odległość i bohaterów, którzy przynieśli mu popularność. „Koniec samotności” nie jest jednak typową kontynuacją. W centrum wydarzeń znajduje się nowe pokolenie ? Jakub i Nadja. Autor zastosował motyw książki w książce. W ręce dziewczyny wpada powieść „Samotność w sieci”. Czytając ją, zaczyna odkrywać, że została w niej opisana matka jej chłopaka. Co z tego wyniknie? Fragment „Końca samotności” prezentujemy poniżej. Publikacja ukazała się nakładem wydawnictwa Wielka Litera.

Otworzył szeroko oczy i chwilę leżał bez ruchu, zbierając myśli. (…) Przyglądał się plecom i pośladkom Nadii. Przy jej wąskiej talii pupa wyglądała jak przyklejone do korpusu, przecięte wąską szczeliną serce. Tuż nad nią znajdowała się wypukłość. Całkiem spora, jak gdyby ewolucja zostawiła za dużą resztkę małpiego ogona. Uwielbiał tę wypukłość. Dotykał jej opuszkami palców, całował, przywierał wargami, lizał, wydychał na nią powietrze. Czasami delikatnie gryzł okrywającą ją skórę z ledwie widocznymi jasnymi włoskami, które wtedy jak na komendę unosiły się do góry. Nadia zaczynała głośno oddychać, poruszać biodrami i szeptać to swoje słodkie: „Jakub, co ty znowu ze mną zrobisz…”. Nie „robisz”, ale właśnie „zrobisz”.

Bezszelestnie zsunął się po prześcieradle, dotknął wargami małej tęczy na tej wypukłości i wyszeptał:

? Dzień dobry, kochanie.

Gwałtownie odwróciła głowę. Patrzyła na niego nieobecnym wzrokiem. W jej oczach dostrzegł łzy.

? Dlaczego płaczesz? Co jest? ? zapytał, klękając nad nią.

Przekręciła się na plecy i przykryła piersi otwartą książką. Długo nie odpowiadała. Opuszkami palców delikatnie muskała jego policzki i wargi.

? To przez tę książkę ? wyszeptała po chwili.

Kątem oka zerknął na popękaną i w kilku miejscach przetartą brunatno-pomarańczową okładkę, na której widać było całującą się parę.

? Przez książkę? ? szepnął, przyciskając jej nadgarstek do warg. Po chwili, nie kryjąc zdziwienia, zapytał: ? Płaczesz przez książkę? Ty? Taka duża dziewczynka? Sądziłem, że już nie czytasz takich książek ? dodał z nutą drwiny w głosie.

? To znaczy konkretnie jakich? ? odparła i gwałtownie uniosła się na łokciach. Książka powoli zsunęła się jej na brzuch, odsłaniając piersi.

? No, takich… Takich… ? jąkał się, szukając odpowiedniego słowa.

Dostrzegł poirytowanie w jej oczach. Wychwycił zniecierpliwienie w tonie głosu. Dobrze wiedział, że kiedy Nadia przesadnie mocno akcentuje swoje „konkretnie”, najczęściej jest to wstęp do dyskusji, a często i sprzeczki. Dyskusje z nią bardzo lubił, niektóre sprzeczki także, głównie dlatego, że pięknie się po nich godzili. Teraz jednak, gdy leżała obok nago, to była ostatnia rzecz, której chciał.

? No takich, nazwijmy to, niech będzie, romantycznych ? dokończył i pochylił głowę, próbując pocałować jej piersi.

Nie pozwoliła. Najpierw skrzyżowała ręce, a potem oparła mu dłonie na czole, uniosła jego głowę do góry i patrząc w oczy, zapytała:

? A ty? Nigdy nie płakałeś nad książką?

Wyczuł stanowczość i dobrze mu znaną zadziorność w jej głosie.

? Nie przypominam sobie ? odparł spokojnie. ? Chyba że nad jakąś idiotyczną lekturą. Ze złości, że muszę tracić czas na takie bzdety ? dodał prześmiewczo.

? Bardzo dziwne ? odparła cicho, nie reagując na jego żart.

? Dlaczego?

? Bo jesteś ogromnie wrażliwy. Nigdy dotąd nie znałam chłopaka tak wrażliwego jak ty. Dlatego to dla mnie dziwne. Bardzo.

Odwróciła się na bok i przycisnęła pośladki do jego podbrzusza. Przez chwilę leżeli w milczeniu przytuleni do siebie.

? Na swoje usprawiedliwienie ? szepnął w pewnym momencie ? mogę dodać, że może nie płakałem nad książkami, ale za to przy listach tak. I to nawet dość często. Jeśli aż tak ci na moim płakaniu przy czytaniu zależy.

? Nigdy mi o tym nie mówiłeś, wiesz? ? odparła po dłuższej chwili.

Usłyszał smutek w jej głosie. Nagle odwróciła się do niego i odsunęła na skraj łóżka. Ich oczy znalazły się na tej samej wysokości.

? Znamy się już prawie rok, sypiamy ze sobą ? mówiła, nawijając kosmyk włosów na palec. ? Znasz każdy skrawek mojego ciała, jemy przy wspólnym stole i kolacje, i śniadania. Rozpuszczam dla ciebie włosy. Nie boję się przy tobie się bać, nie wstydzę się ani płakać, ani mieć głupawek. Kupujesz mi tampony, wiesz, w jakim rozmiarze. Kładłeś mnie do łóżka zupełnie pijaną. Pokazałam ci swoje myśli, nadzieje, marzenia. A to o wiele więcej niż nagość. Moją biografię od pierwszej klasy podstawówki do dzisiaj znasz tak dokładnie, że potrafiłbyś z moich zdjęć zrobić dokumentalną Instastory. Mogłabym długo tak jeszcze wyliczać. Wiesz o mnie wszystko. I o mojej rodzinie także. Zapalasz ze mną znicze na cmentarzu. Wiesz o mnie tysiąc razy więcej niż moja matka. I wiesz to ode mnie ? dodała stanowczo po chwili. ? A ja? Ja ? ciągnęła ? tak naprawdę wiem tylko, że jesteś jedynakiem, mieszkasz z rodzicami i przyjęli cię na studia bez egzaminu, bo wygrałeś jakąś olimpiadę. Poza tym nie wiem nic więcej. Jak gdybyś nie miał żadnej przeszłości. Jak gdyby całe twoje życie zaczęło się dopiero w zeszłym roku w sierpniu. Kiedy mnie spotkałeś. Zauważyłeś to, Jakub? ? zapytała cicho i umilkła.

Słuchał jej całkowicie zaskoczony, z niedowierzaniem. Coś, co zaczęło się od niewinnego, wynikającego z troski pytania, pomyślał, powoli przeistaczało się w poważną rozmowę o ich związku. Zupełnie nie spodziewał się takiej reakcji.

? Zauważyłeś? Pytam cię, czy zauważyłeś, verdammt noch mal*?! ? zawołała podniesionym głosem, kiedy zamyślony zbyt długo nie odpowiadał.

To był znak. Ostateczny. Ostatnie ostrzeżenie. Nadia nigdy nie przeklinała. Nigdy. Ani kiedy była wściekła, ani kiedy przez nieuwagę uderzyła kolanem o krawędź drewnianego fotela, ani w żartach, ani nawet w sprośnych kawałach. Nie klęła nigdy, nawet przypadkowo. Co obecnie było raczej dość niespotykane. I wcale nie chodzi tutaj o interpunkcyjne „kurwy”, „jeby” i „chujnie” z wulgarnej ulicznej „nowogwary”, bo trudno nazwać to slangiem, a co dopiero językiem. Nie o takie bluźnienie pijaczków, ale także wielu studentów, tutaj chodziło. Bo istnieje przecież bluzg „sytuacyjnie uzasadniony, a nawet niezbędny, ambiwalentny, niekiedy oniryczny, a innym razem dosłowny i niczym niezastąpiony, bluzg dostojny”, jak mawiał jego jedyny zresztą przyjaciel Witold. Aktualnie student trzeciego roku polonistyki („gdzieś trzeba przeczekać życiową desperację”, jak powtarzał), ponieważ trzeci raz nie przyjęli go na medycynę, która była jego pasją, a z kolei „biologia i chemia to już niestety nie”. Marika, dziewczyna, z którą Witold spędzał najwięcej czasu, chociaż publicznie ? w jej obecności również ? trzeźwy czy pijany zarzekał się, iż nie jest z nią w „żadnym, poza seksualnym i ekonomicznym, związku”, twierdziła, że „Witkacego ciągnie na tę medycynę, bo chce u siebie zdiagnozować zespół Aspergera i potem sam sobie wypisać na to jakąś receptę”. Swoją drogą nigdy dotąd nie spotkał szczęśliwszej pary niż Marika i Witold.

Nadia nie klęła nawet w takich sytuacjach. W każdym razie nie po polsku. Kiedy zaczynała kląć po niemiecku ? a klęła tylko tak i zdarzało się to bardzo rzadko ? znaczyło, że powoli traci kontrolę, że coś w niej pęka, dotarła do jakiejś granicy lub ściany. Nie czekając na odpowiedź, odwróciła się do niego plecami i dodała:

? Dlaczego tak jest? Dlaczego nie wpuszczasz mnie do swojej przeszłości? Powiesz mi czy nie?

? Bo… Bo mnie o nią nie pytałaś ? odparł spokojnie.

? Ach tak? A może ja myślałam, że tak trzeba? Z szacunku do ciebie i do twojej prywatności. Nie wypytywać. Czekać na opowieść. Czekać cierpliwie. Nie pomyślałeś o tym? A może w tym braku ciekawości kryła się zapowiedź czegoś niepokojącego? Może powinno cię to było przestraszyć? Może to, że ona nie interesuje się moją przeszłością, znaczy, że nie planuje ze mną przyszłości? Tak trzeba było pomyśleć. Bo ja często tak myślałam. Według takiej logiki.

? Nadia, przestań! Proszę! ? obruszył się i podniósł głos. ? Ta twoja logika nie do końca jest logiczna. Dobrze wiesz, że mówię ci wszystko. I to niepytany. Po prostu uważałem, że moja przeszłość, wcale nie taka ciekawa, nie ma nic do rzeczy. To, jak wspólnie przeżywamy teraźniejszość, mówi o moich planach na przyszłość o wiele więcej. Także o tych związanych z tobą. Szczególnie o tych. Moja logika jest inna. I mam do niej prawo ? dodał stanowczo, unosząc się na łokciach. ? Co cię dzisiaj napadło? Z powodu jakiejś pieprzonej książki chcesz nam zepsuć niedzielę?! Nie mam ochoty na kwestionariusz Prousta. Nie dzisiaj, verdammt noch mal! ? wykrzyknął teatralnie, przedrzeźniając jej niemiecki.

Nie znosił tego języka. Uważał, że nadaje się jedynie do wydawania rozkazów. Ludziom i koniom.

Wpatrywał się w jej plecy, czekając na odpowiedź. Milczała. Po chwili położył dłoń na jej pośladku i nachylając się, wyszeptał jej do ucha:

? Kochanie, sama wiesz, że moglibyśmy tę niedzielę zacząć zupełnie inaczej.

Nie odwracając głowy, zapytała:

? A któż to taki pisał do ciebie te listy? Jeśli oczywiście wolno wiedzieć ? dodała zgryźliwie.

? Pewna bardzo ważna dla mnie kobieta.

? Ach tak? ? odburknęła. ? A o czymże to takim wzruszającym pisała?

? Głównie o tym, że tęskni. I że najradośniejszym wydarzeniem jej dnia jest moment, kiedy zrywa kartkę z kalendarza przed zaśnięciem. Bo dzięki temu wie, że o jeden dzień krócej będzie na mnie czekała. I o tym, że czasami wydaje jej się, że słyszy moje kroki na klatce, ale nie podchodzi do drzwi, bo wie, że będzie jej tylko smutniej. I że często odwiedzam ją w snach i się do siebie przytulamy. To właśnie kiedy o tym czytałem, zdarzało mi się płakać. Bo ja także za nią bardzo tęskniłem. Tylko nie chciałem jej o tym pisać. Byłem szczeniakiem. Wydawało mi się, że powinienem być dzielny jak rycerz. To było dawno. Byłem durniem. A z rycerza miałem tylko zakuty łeb. ? Zamilkł. ? Bo tęsknotę trzeba przecież odwzajemniać. Jak myślisz? ? zapytał cicho.

Nadia leżała bez ruchu. Nie odpowiadała. On także umilkł.

? Jak ma na imię? ? zapytała nagle.

? Agnieszka Dobrosława ? odparł spokojnie.

? Ładna? Masz z nią ciągle jakiś kontakt?

? Ładna? To za mało powiedziane. Prześliczna. Jasne, że mam. W miarę regularny. Ostatni raz widziałem się z nią przedwczoraj wieczorem ? odparł.

? I co? ? zapytała.

Słyszał zdenerwowanie w jej głosie.

? Jak to co? Pocałowałem ją. Jak zawsze ? wyszeptał i umilkł. ? Ale nie musisz się martwić. To mężatka ? dodał po chwili.

Nadia raptownie się od niego odsunęła i zaczęła gwałtownie wypychać jego rękę spod swojej szyi.

? Co się dzieje, Nadia? Co jest?! ? wykrzyknął teatralnie, udając rozczarowanie. ? Zawsze całuję matkę na pożegnanie, kiedy wychodzę na dłużej. A przecież wyszedłem w piątek wieczorem. Dzisiaj jest niedziela ? powiedział, starając się nadać głosowi jak najpoważniejsze brzmienie. ? Tak dla przypomnienia ? dodał cicho i przyciągnął ją mocno do siebie.

Gwałtownie wyrwała się z jego objęć. Uklękła przed nim. Czuł jej kolana naciskające na żebra. Milczała, zagryzając nerwowo wargi. W jej spojrzeniu dostrzegł zuchwały uśmieszek. Po chwili z całych sił zaczęła okładać go poduszką.

? Ty wariacie z niewyparzoną wyobraźnią! W zakutym tęskniącym łbie! Ależ sobie pan rycerz historię wymyślił! Vivat licentia poetica! Pieprzony Rilke od płaczliwych listów się znalazł! ? krzyczała, waląc na oślep bez opamiętania.
(…)
_
Przypisy:
* Verdammt noch mal! (niem.) ? A niech to szlag!

Janusz Leon Wiśniewski „Koniec samotności”
Tłumaczenie:
Wydawnictwo: Wielka Litera
Liczba stron: 432

Opis: Kontynuacja ?Samotności w Sieci?, książki-fenomenu. Główni bohaterowie ?Końca samotności? to nowe pokolenie. Kuba i Nadia również poznali się dzięki Internetowi, ale? w klasztorze. Ich związek jest całkowitym przeciwieństwem chłodnej relacji łączącej rodziców Kuby. Wszystkie postaci nieoczekiwanie połączy jedna książka, a historia Nadii i Jakuba nabierze niespodziewanego, wręcz kryminalnego tempa.

Tagi: , , , , , ,

Kategoria: fragmenty książek