banner ad

Premierowy fragment powieści „Kiedy zdarza się przemoc, lubię patrzeć” Kuby Wojtaszczyka

18 marca 2016

Kiedy_zdarza_sie_przemoc_fragment
Po debiutanckim „Portrecie trumiennym” Kuba Wojtaszczyk skupia się na kolejnej grupie swych rówieśników – tym razem są to prekariusze. Poniżej prezentujemy fragment nowej powieści autora, „Kiedy zdarza się przemoc, lubię patrzeć”, która ukazała się nakładem wydawnictwa Akurat.

Adam i Evan mają w zwyczaju rozkoszować się kwiatami w prowadzonej przez siebie kwiaciarni Angielska Róża, położonej przy ulicy Prusa, nieopodal Rynku Jeżyckiego. Rodzice tego pierwszego zarządzają szklarniami na obrzeżach Poznania. Od nich właśnie współwłaściciele kwiaciarni kupują najlepsze okazy roślin, oczywiście po promocyjnych cenach.

Ceny nie są wygórowane w owej kwiaciarni nazywanej awangardową. Jej awangardowość wynika ze sposobu urządzenia wnętrza. Głównym elementem wystroju są europalety ? ciągną się od podłogi przez ściany, sufit, a na ladzie skończywszy. Przymocowane do dwóch ścian, wykonane z listewek korytka, giną w rozłożystych bukietach rozmaitych róż, żółtych, różowych i kremowych tulipanów, wszelkiego ubarwienia gerber, egzotycznych amarylisów i bromelii, przypominających rośliny z filmów SF. Niewielkie pomieszczenie wypełnione jest nie tylko wonią, lecz też indierockowymi dźwiękami, płynącymi z głośników zamontowanych w ladzie. Tuż za nią znajdują się cztery najprostszej konstrukcji półki z cienkich desek, na których stoją produkty handmade: doniczki stylizowane na komunistyczne kubki, figurki nieistniejących zwierząt, konewki w kształcie prosiaków. Znaleźć też można gadżety reklamowe: torby płócienne i przypinki z nazwą kwiaciarni wypisaną minimalistyczną, autorską czcionką.

Poznajemy właścicieli Angielskiej Róży, gdy trzydziestoletni Adam Skrzypczak, zdekoncentrowany papierosowym smrodem, przecina sobie palec nożykiem do kwiatów. Wkłada palec do ust, które wypełniają się krwią. Stoi przy ciętych słonecznikach; z rudą pokaźną brodą, przydługimi włosami zaczesanymi na lewą stronę, w czerwonej koszuli w czarną kratę i dżinsach wygląda jak amerykański drwal. Zastanawia się, skąd dochodzi irytujący odór. Wyciąga palec z ust, połyka posokę zmieszaną ze śliną, rana jest ciągle otwarta, krew kapie na brodę i koszulę. Wykrzykuje nieistotną obelgę, co alarmuje Evana.

Evan Anielewicz chwilę wcześniej pali nielegalnego papierosa w oknie kwiaciarnianego pomieszczenia gospodarczego. Wypuszcza dym w lipcowe popołudnie, a za nim piętrzą się hałdy ekopapierów do pakowania, kolorowych wstążek, szpule sznurka i worki ziemi ogrodowej. Myśli o ogarniającej go nudzie po trwającej od roku przygodzie z kwiaciarnią. Nigdy wcześniej nie zajmował się czymś tak powtarzalnym i jednocześnie zapowiadającym się na długofalowy projekt. ? Projekt na całe życie ? stwierdza i od razu żałuje tej myśli. Wyrzuca niedopałek na chodnik przy śmietniku. Opiera się o białą ścianę i odruchowo miętosi dłonią swoją czarną grzywkę. Robi tak zawsze w chwilach zdenerwowania, nie zdając sobie z tego sprawy. Poprawia okulary, z kieszonki krótkich spodni wyciąga gumę do żucia. Próbuje trafić drażetką do ust, lecz ta odbija się od kilkudniowego zarostu i upada na cementową podłogę, nieopodal kremowych espadryli. Podnosi ją z ziemi i zdmuchuje z niej niewidzialny brud. Wzdycha, czując porzeczkowy smak w ustach. W końcu wchodzi do sklepu.

??Cóż się stało?

Evan patrzy na Adama, tak jak patrzy na niego od przeszło czterech lat: z mieszaniną miłości, znudzenia, poszanowania. Trudno mu jednoznacznie zdefiniować to uczucie.

??Śmierdzi fajami.

Adam naburmusza się, co niezwykle bawi Evana, jednak nie okazuje tego po sobie.

??Mógłbyś w końcu przemilczeć fakt, że palę ? warczy, zawzięcie żując gumę. Wyobraża sobie, że to krtań chłopaka.

??Milczę od lat, z roku na rok coraz mocniej milczę. ? Przekłada nóż w lewą dłoń. Prawą chwyta siedem słoneczników. Żółty pyłek z kwiatów osiada na koszuli. ? O klientów mi chodzi, przychodzą do kwiaciarni, nie do knajpy.

??Przecież tu jest jakiś milion zapachów, tylko te poczują!

??Masz. ? Podaje chłopakowi słoneczniki. ? Jakaś babka zapomniała portfela ze sklepu i po niego poszła.

Evan bez słowa odbiera kwiaty, związuje je sznurkiem i zawija w szary papier. Adam reflektuje się i całuje go w szyję. ? No już, już, nie obrażaj się ? łaskocze go jeszcze w okolicach żeber, czekając, aż się uśmiechnie.

Przez otwarte drzwi dobiega gwar z dworu. Dezorganizuje pakowanie kwiatów i zapobiegawcze umizgiwanie. Adam odsuwa się od Evana i obaj, usiłując ukryć zniecierpliwienie, spoglądają na kobietę, a właściwie dziewczynę, która właśnie wchodzi do kwiaciarni.

??Znalazłam! ? Podnosi rękę z portfelem, jakby chciała udowodnić swoją prawdomówność. ? Zostawiłam w lumpeksie.

Delikatnie obraca ciało w lewo, aby zaprezentować wypełnioną ciuchami płócienną torbę. Wysoko związana kitka kołysze się rytmicznie.

??Dobrze, że nie ukradli ? wypala Adam ni z gruszki, ni z pietruszki. ? Teraz to nigdy nie wiadomo ? dodaje kolejny banał, choć nie ma pojęcia, co to znaczy ?teraz? i kim są ci ?oni?, co jednak kradną.

Adam uważa, że jego wypowiedź brzmi abstrakcyjnie, ale nikt poza nim tego nie dostrzega. Tymczasem kobieta rozgląda się po kwiaciarni, choć jest oczywiste, że w ogóle jej nie obchodzi jego ciężka praca, pot i znój. Bardzo go to irytuje, choć nie daje nic po sobie poznać.

??Kwiaty już czekają ? oznajmia lakonicznie.

??W takim razie poproszę. ? Evan delikatnie rozpakowuje papierowy kokon, aby podsunąć jej słoneczniki do akceptacji. ? Przepiękne ? ekscytuje się i uśmiecha szeroko.

??To tylko kwiaty ? stwierdza odruchowo Anielewicz i szczelnie zawija pakunek.

Kobieta płaci, rzuca krótkie ?dzienks? i wychodzi. Z zewnątrz ponownie wpada gwar, wszystko zatopione w gorącej zawiesinie lipca, przynajmniej tak Adam to sobie wyobraża.

Adam nie lubi, gdy ktoś kwestionuje sens jego pracy, w którą włożył całego siebie. Od projektu przez realizację do hucznego otwarcia, oczywiście za pieniądze ojca, ale od czegoś trzeba zacząć. Nie podoba mu się lekceważenie straconych nerwów: na urzędników, początkowy brak klientów, na kwiaty wyrzucone w błoto. Nienawidzi tego, zwłaszcza ze strony mężczyzny, którego kocha.

??Zajebiście, że razem prowadzimy Różę ? mówi na przekór sobie i Evanowi.

Na znak szacunku Anielewicz całuje Adama w czoło. Tego nauczył go polski ojciec, zanim zostawił jego brytyjską matkę i wrócił do komuny walczyć o wolność czy inne nieaktualne sprawy. W tej całej komunie ślad po nim zaginął. Zresztą, kto chciałby tego idioty szukać. Evan bardzo rzadko przywołuje jego obraz w pamięci. Obraz jest zamazany, jakby ktoś przeciągnął po nim pędzelkiem blur w Photoshopie. Za każdym razem, zanim wyjdzie z birminghamskiego mieszkania, całuje go w czoło.

Tak, szanuje swojego polskiego chłopaka, którego pochodzenie w dzisiejszych czasach nie ma żadnego znaczenia ? tak mu się przynajmniej wydaje. Jednocześnie nie wie, co to znaczy ?dzisiejsze czasy?.

Kiedy-zdarza-sie-przemoc-plakat

Evan spogląda na zegarek, dochodzi siedemnasta. Chciałby już wyjść, by samemu połazić po gorącym mieście, pooglądać rozgrzane tłumy, które zmierzają do jakichś mało istotnych miejsc. Chce pooddychać innym powietrzem niż to przesiąknięte zapachem kwiatów lub, co gorsza, oddechem Witka Szpaka. To Adam zadecydował o wprowadzeniu się do tego dziwacznego mieszkania, pełnego zatęchłych przedmiotów, kulek z naftaliną, karafek z winem, pozłacanych ram i właściciela mówiącego do siebie. Bo przecież jest blisko i tanio. To Adam założył ten rodzinny biznes, nie do końca pytając go o zdanie, a może inaczej: to on zgodził się rzucić rzeźbę i ulokować na bezpiecznej, owłosionej klacie swojego chłopaka.

??Kochanie ? mówi do pleców Adama, który właśnie zaczął ścierać kurze z półek na hipsterskie bibeloty. ? Może zamkniemy, pójdziemy gdzieś? Nikt już nie przyjdzie. ? Jego głos jest jedną wielką prośbą.

??Kochanie ? Adam odwraca głowę lekko w lewo, tak że patrzy na Evana jednym okiem. ? Dziś jest piątek, dwudziesty szósty lipca, imieniny obchodzą Anna i Mirosława. A jaki jest najlepszy dzień na świętowanie? ? robi krótką pauzę, po czym kontynuuje: ? Piątek, więc nie rozumiem, dlaczego mamy zamknąć kwiaciarnię wcześniej, akurat kiedy szczęśliwe solenizantki czekają na kwiaty.

??Kurwa, mógłbyś sobie darować ten sarkazm! ? obrusza się Evan, jedną dłonią gniecie grzywkę, a drugą sprawdza, czy paczka papierosów jest w kieszeni. ? Niedługo tutaj zamieszkamy.

Adam patrzy na swojego chłopaka. Jest spokojny, już dawno doszedł do wniosku, że z artystycznymi duszami trzeba obchodzić się stanowczo, ściągać je z tych romantycznych chmur, bo inaczej zatracą się w nieróbstwie, umykając do najdalszych zakątków wyobraźni.

??Przecież nie lubisz mieszkania Witka ? komentuje. ? Proszę cię, daj spokój i zamieć przed wejściem. Naprawdę bardzo cię proszę.

Odwraca się ponownie do półki i kontynuuje odkurzanie.

Evan bierze miotłę z zaplecza, z głośnika sączy się Franz Ferdinand, a Adam nierytmicznie kołysze biodrami. Kiedy mijają się przy ladzie, Adam wypina pośladki, zagradzając drogę swojemu chłopakowi.

??No, nie dąsaj się ? mówi z uśmiechem. ? Przecież cię kocham.

??Ja ciebie też ? mamrocze Evan i przepycha się do drzwi.

Wychodzi na zewnątrz z klimatyzowanej kwiaciarni. Wchodzi w pajęczynę słońca, potu i okrzyków, przynajmniej tak to sobie wyobraża. Patrzy na wypięte tyłki ?dresów? opartych o dach matiza. Sterczą tak godzinami, wpatrując się w coraz mniejszy ruch na Rynku Jeżyckim.

Opiera miotłę o witrynę kwiaciarni i zapala papierosa. Dotyka plecami szyby i wyobraża sobie, że jest w trakcie sesji fotograficznej do ?K-Maga? albo innego modnego lifestylowego pisma. Niedawno dostał Paszport ?Polityki? i jego rzeźby są rozchwytywanym produktem eksportowym, on sam zaś staje się kimś, jest rozpoznawany w światku artystycznym, zapraszany i doceniany. Ma swoją pracownię, podróżuje, zwiedza. Jego dzieła trafiają do kolekcji najbogatszych. Nie prowadzi kwiaciarni ze swoim chłopakiem, jest z nim, oczywiście, ale działają oddzielnie, oddzielnie eksploatują pola, które ich interesują, ekscytują się sukcesami.

??Jestem młody, mam dopiero dwadzieścia sześć lat, mogę wszystko ? stwierdza, kończąc papierosa i od razu zapala następnego. Niecierpliwi się, nie ma czasu na takie myśli, nie ma pieniędzy na takie myśli. ? Wyjadę do Anglii ? podsumowuje, lecz zaraz dodaje: ? Nie mam do kogo, a Adam nie pojedzie.

?Dresy? pakują się do matiza. Przez chwilę samochód wygląda tak, jakby miał pęknąć. W końcu odjeżdża przy głośnym techno. Młoda sprzedawczyni wychodzi z położonego naprzeciwko sklepu z AGD, odpala papierosa i opiera się o ścianę tuż przy drzwiach z PCV. Dziewczyna kaszle głośno i wciąga dym. Patrzy tępym wzrokiem gdzieś przed siebie, ponad kamienice i cały Poznań. Jest nią, jest tą sklepikarką w polakierowanych czarnych włosach, ze ślimaczkami ułożonymi z grzywki. Stoi w chodakach niczym ze szpitala, w za dużej koszuli, z plakietką z imieniem, którego on z odległości nie może odczytać. Po chwili gasi papierosa i wraca do mikserów, mikrofali i lodówek. Evan zostaje, nie zamiótł jeszcze, nie zrobił nic. Mija go mężczyzna w szarej koszuli, ma mokrą, podłużną twarz i desperację w oczach. Już prawie wchodzi do kwiaciarni, spiesząc się do Anny lub Mirosławy, a może do nich obu.

??Zamknięte ? warczy, a mężczyzna zasmucony odchodzi.

Zagląda przez szybę. Adam jest pewnie na zapleczu, gdzie rozkoszuje się wonią ziemi w plastikowych worach. Widzi go w końcu, jak promienieje, dokładając pierdółek na półki, sprawdzając nawodnienie roślin doniczkowych, uśmiecha się do niego i macha. Evan pozdrawia go ruchem głowy i bierze miotłę w dłonie.

Kiedy_zdarza_sie_przemocKuba Wojtaszczyk „Kiedy zdarza się przemoc, lubię patrzeć”
Tłumaczenie:
Wydawnictwo: Akurat
Liczba stron: 304

Opis: „Kiedy zdarza się przemoc, lubię patrzeć” to druga książka Kuby Wojtaszczyka, którego debiut literacki znalazł się wśród najbardziej obiecujących debiutów roku tygodnika Newsweek. Autor bierze na warsztat bardzo aktualny temat: protesty młodych ludzi przeciw realiom rynku pracy, powszechnych umów śmieciowych i niepewności zatrudnienia, bez zabezpieczeń społecznych, bez szans na emeryturę. Przedstawia typowe polskie duże miasto za kilka lat: filolodzy ruszają na barykady z miejskimi aktywistami, hipsterzy ręka w rękę z doktorantami idą do walki. Polski romantyzm, groteska spod znaku Gombrowicza i współczesne polskie realia społeczne łączą się w wybuchową mieszankę.

Tagi: , , , ,

Kategoria: fragmenty książek