banner ad

Premiera komedii kryminalnej „Zbrodnia po irlandzku” Aleksandry Rumin. Przeczytaj fragment

14 sierpnia 2019


12 sierpnia nakładem Wydawnictwa Initium ukazała się druga powieść Aleksandry Rumin pt. „Zbrodnia po irlandzku”. To lekka komedia z wątkiem kryminalnym, która w karykaturalny sposób portretuje Polaków za granicą. Poniżej możecie przeczytać jeden rozdział książki.

Rozdział 2

Biuro podróży ?Hej Wakacje?, mieszczące się na parterze wiekowej kamienicy przy ulicy Kasprowicza, miało rzeszę wiernych klientów. Z tego powodu właściciela i dyrektora w jednej osobie, Rudolfa Stanisławskiego, rozpierała uzasadniona duma. Nie ufał wielkim przedsiębiorstwom turystycznym, dla których liczył się tylko zysk, a nie zadowolenie i wygoda podróżujących. W ?Hej Wakacje? każdy mógł liczyć na indywidualne podejście i fachową obsługę, o którą dbali starannie wyselekcjonowani pracownicy.

Katarzyna Malinowska była prawdziwym skarbem i prawą ręką szefa. Do jej obowiązków należało organizowanie codziennej pracy biura i nadzorowanie trzech obrotnych, ale nieobliczalnych konsultantów, którzy zajmowali się szeroko rozumianą obsługą klienta.

Daniel, Dawid i Damian, czyli bielańskie ?Trzy De?, ciągle coś rezerwowali, potwierdzali, przebukowywali i robili przy tym dużo zamieszania.

Za najbardziej tajemniczego pracownika Rudolfa uchodził Wawrzyniec Florczak, odpowiedzialny za pion techniczny, a więc serwisowanie komputerów i administrowanie stroną internetową. Rudowłosy informatyk zajmował niewielki pokoik na tyłach biura, z nikim nie rozmawiał i unikał ludzi jak ognia, ale pracował wzorowo, więc nie przejmowano się jego mrukliwością i ogólnym brakiem ogłady.

Oprócz szóstki stacjonarnych pracowników, którzy zawsze byli na miejscu, ?Hej Wakacje? współpracowało z całą armią pilotów wycieczek, tłumaczy, rezydentów i innych specjalistów z branży turystycznej.

Zegar w kształcie tukana, który Rudolf przywiózł wiele lat temu z zagranicznych wojaży, wybił dziewiątą, gdy szef przekroczył próg biura. Stanisławski od razu udał się do gabinetu, bo została mu godzina na przygotowanie się do nieprzyjemnego spotkania.

Kasia dostała informację o planowanej wizycie i czekała w pogotowiu. Kiedy Baronowa Raszpla zjawiła się w ?Hej Wakacje?, sekretarka serdecznie ją przywitała, a potem poprowadziła do salki konferencyjnej i zaproponowała filiżankę kawy.

Rudolf szykował się do ataku.

? Szanowna pani Downar-Wiśniowiecka! Jakże się cieszę z pani odwiedzin! To prawdziwy zaszczyt, najprawdziwszy! ? zaczął przymilnie.

? Niech pan przestanie tak bezwstydnie kadzić starej kobiecie, panie Rudolfie, bo naprawdę nie wypada! ? odpowiedziała wytworna dama w wytartym futrze, ale ucieszyło ją podejście gospodarza.

Maria Downar-Wiśniowiecka przywykła do tego, że się przed nią dyga, więc niczego innego nie oczekiwała. Ta legendarna wręcz wyniosłość przyniosła jej mało eleganckie przezwisko. Nikt nie mówił o niej inaczej jak Baronowa Raszpla, ale tylko za jej plecami, bo mimo zaawansowanego wieku dama budziła powszechny strach.

? Jakżebym śmiał! Jakżebym śmiał! Czy przemyślała pani moją propozycję?

? Nie jestem przekonana?

? Ale tak mało czasu zostało, naprawdę malutko. Last minute, więc i cena będzie przystępniejsza. Nie dopłaci pani ani grosza!

? Koszty nie grają roli ? odparła klientka, chociaż oboje wiedzieli, że to nieprawda, bo z bajecznej fortuny po zmarłym mężu niewiele jej zostało.

? Oczywiście! Ale dlaczego nie skorzystać z nadarzającej się okazji? W pakiecie dorzucimy bilety wstępu gratis?

? Nie wiem, sama nie wiem? ? przeciągała, bo chciała ugrać darmowe posiłki.

? ?i kolacje, rzecz jasna. Podpisujemy umowę? ? zapytał Stanisławski z nadzieją w głosie.

? Jak się nazywa ta cała wyprawa?

? ?Szmaragdowa przygoda?. Nasz największy hit!

? Skoro cieszy się taką popularnością, to jakim cudem nadal są wolne miejsca? Niecały tydzień przed wylotem? ? odparowała Baronowa Raszpla, ale Rudolf nie wyglądał na zaskoczonego.

? To nie jest jakaś tam Tunezja czy inne wylegiwanie się na plaży dla mało wymagających turystów. Mówimy o wyjeździe dla prawdziwych koneserów, ludzi o wysmakowanych gustach. Na liście uczestników mamy samych prezesów, naukowców i przedstawicieli wyższych sfer. Nie każdemu proponujemy ?Szmaragdową przygodę?, tylko wybranym. ? Dyrektor konspiracyjnie ściszył głos, jakby ci niewybrani mogli go usłyszeć.

? Ale co tam jest ciekawego do zwiedzania?

? Długo by wymieniać, szanowna pani. Program został opracowany przez naszych najlepszych specjalistów. Jedynie wyrafinowane zabytki, żadnego odpustu dla mas! Budowle sakralne, wyłącznie katolickie! A do tego piękno dzikiej przyrody i ożywcze powietrze znad oceanu!

? I trzysta deszczowych dni w roku? ? zakpiła dama. ? Z moimi schorzeniami?

? Obawiam się, że konkursowy voucher na niebagatelną kwotę pięciu tysięcy złotych jest ważny do trzydziestego pierwszego sierpnia. Jeżeli go pani nie zrealizuje, nagroda automatycznie przepada. ? Rudolf postanowił odwołać się do legendarnego skąpstwa rozmówczyni. ? Tak stanowi regulamin. O tej porze roku większość miejsc jest zarezerwowana. Została nam Ghana i Senegal, ale nie śmiem proponować, no i tego rodzaju wyjazd wiązałby się z dodatkowymi kosztami?

? Tak, rozumiem. Niech będzie. Gdzie mam podpisać? ? zapytała, jakby robiła Rudolfowi największą łaskę na świecie.

? Tutaj, szanowna pani. Mam dla pani pakiet klienta: broszurki, plan wyjazdu, informacje dotyczące wylotu, przewodnik. Bardzo proszę.

Baronowa Raszpla chwyciła ślicznie zapakowane pudełeczko, ale nie raczyła podziękować. Odpłynęła z salki konferencyjnej, żegnana głębokimi ukłonami znękanego Rudolfa. Kiedy zamknęły się za nią drzwi, Stanisławski odetchnął i zawołał panią Kasię.

? Jak poszło, szefie?

? Dobrze, bardzo dobrze, znakomicie. Zgodziła się na ?Szmaragdową przygodę?.

? Pan to umie czarować! ? zaśmiała się Kasia. ? Żeby tak samej Baronowej wcisnąć Irlandię, no, no! ? chwaliła, bo szef naprawdę jej zaimponował.

Nowa wycieczka w ofercie biura ?Hej Wakacje? okazała się jedną wielką porażką. Ludzie słyszeli nazwę i wykazywali zainteresowanie, a potem dowiadywali się, dokąd mieliby polecieć, i szybko rezygnowali. Do Irlandii można się wybrać do pracy na zmywaku, ale nie na letni odpoczynek, twierdzili ci bardziej uprzejmi. Reszta pukała się w głowę i żądała przedstawienia oferty wyjazdów all inclusive do Egiptu, Turcji czy Hiszpanii.

Rudolf tego nie rozumiał, bo wiele lat temu zakochał się w Szmaragdowej Wyspie i marzył o włączeniu Irlandii do oferty biura. Dwa miesiące przed planowaną premierą na liście chętnych było dokładnie zero przecinek zero osób, a szef, ślepo wierzący w powodzenie nowego kierunku, wcześniej zarezerwował po dziesięć pokoi dwuosobowych na całej trasie przejazdu i wpłacił zaliczkę. Pieniądze miały przepaść, a cała koncepcja wziąć w łeb. Wtedy Stanisławski wpadł na szatański pomysł.

? Ogłosimy konkurs! ? oświadczył pracownikom. ? Wylosuje się dziesięć osób i uroczyście wręczy vouchery na dowolny wyjazd? prawie dowolny. Wawrzyniec tak zmodyfikuje naszą stronę, żeby wpisanie kodu z vouchera automatycznie przekierowywało na zakładkę ze ?Szmaragdową przygodą? i nie dało się zrobić samodzielnie innej rezerwacji, a tymi, którzy pofatygują się do nas, zajmę się osobiście!

? A jak ktoś się będzie upierał przy innej imprezie?

? Tak mu namnożę dodatkowych opłat, że się nie pozbiera! Ludzie uwielbiają gratisy, więc nikt nie będzie kręcił nosem na darmową wycieczkę. Jestem o tym przekonany!

? Na jakich zasadach będzie przebiegało losowanie? ? dociekali konsultanci, bo sami mieli chrapkę na bezpłatne wakacje.

? Niech was o to głowa nie boli! Wawrzyniec opracował jakiś specjalny algorytm. Nie wiem, nie znam się, zostawmy to lepiej specjalistom.

? Ile to będzie kosztowało, szefie? ? dopytywała pani Kasia.

? Tniemy koszty, gdzie się da, dlatego ograniczyłem liczbę uczestników. Skoro to przypadkowe osoby, które się nie znają, nie możemy wymagać, żeby mieszkały ze sobą w pokojach dwuosobowych, a dopłata do jedynki skutecznie zniechęci je do wyboru ?Szmaragdowej przygody?. Niech zwycięzcy mieszkają jak paniska, a my sobie odbijemy na innych wyjazdach ? zawyrokował. ? To będzie grupa testowa: sprawdzą trasę, hotele? Na koniec imprezy damy im ankiety do wypełnienia i zgodnie z zawartymi w nich sugestiami zmodyfikujemy program.

Konkurs okazał się sukcesem, napisało o nim kilka gazet. Rudolf z uśmiechem wręczał kolejne vouchery na kwotę pięciu tysięcy złotych i cieszył się z dodatkowej reklamy. Po tygodniu od ogłoszenia wyników losowania na liście uczestników znalazło się dziewięć osób i wtedy do ?Hej Wakacje? dotarła smutna wiadomość.

Pan Antoni Śledziona, który jako pierwszy dał się przekonać do wyjazdu, odszedł na łono Abrahama w wyjątkowo niecodziennych okolicznościach. Dostał rozległego zawału serca po tym, jak funkcjonariusze CBŚ pomylili kamienice i o szóstej rano wyważyli drzwi do jego mieszkania. Powalony na podłogę Antoni Śledziona, wzorowy obywatel i emerytowany geodeta, został spacyfikowany przez gorliwych funkcjonariuszy, a protesty biedaka zostały skwitowane kulturalną odpowiedzią: ?Stul mordę, bandyto!?. CBŚ przeprosiło w mediach za to ?małe nieporozumienie?, a niedoszły turysta wylądował w trumnie.

Jakby tego było mało, na tamten świat zabrał się drugi zapisany uczestnik ? pan Sylwester Mączyński, ale jego historia okazała się mniej dramatyczna, bo alkohol metylowy wykończył wcześniej niejednego porządnego chłopa.

Rudolf załamał ręce, ale brakowało czasu, żeby szukać zastępstwa, bo czekały go jeszcze burzliwe pertraktacje z Baronową Raszplą.

? Mówi się trudno, rezerwuje się dalej! ? stwierdził z przekonaniem. ? Tylko osiem osób plus pilot i kierowca. Tak będzie nawet lepiej, bo wciśnie się całą dziesiątkę do mniejszego busa i tym samym zaoszczędzimy na transporcie.

Lista uczestników została w końcu zamknięta. Pozostało odliczanie dni do wyjazdu.

? No to mamy komplet! ? wykrzyknął uradowany Rudolf. ? Zawołaj pozostałych, zaczynamy zebranie! ? zwrócił się do Kasi, ale ta ciągle stała w progu z niewyraźną miną.

? Szefie, mamy problem. Dzwoniła Barbara.

? I?

? Została przygnieciona przez słonia. Nie wróci ze Sri Lanki przez najbliższy miesiąc!

? Rany boskie, toż to tragedia! ? wykrzyknął Stanisławski. Nie dlatego, że zrobiło mu się żal poturbowanej pilotki, ale dlatego, że to ona była w ?Hej Wakacje? specjalistką od Wysp Brytyjskich. ? Pani Kasiu, proszę zadzwonić do Anki. Będzie musiała przejąć Irlandię.

? Nic z tego, szefie. Jest w ciąży.

? Ciąża to nie choroba. Który miesiąc?

? Ósmy.

? To chyba latać może? ? zapytał, chociaż z góry znał odpowiedź.

? Oczekuje narodzin trojaczków, więc wątpię, żeby się zgodziła. ? Kasia parsknęła śmiechem. ? Skontaktuję się z Bartoszem.

? Bartosz odpada. Za dobre sprawowanie wyjdzie dopiero w październiku. ? Rudolf intensywnie myślał. ? A Halinka?

? Przykuta do drzewa w Puszczy Białowieskiej.

? Na nikogo nie można liczyć! ? pomstował Rudolf. ? Zosia?

? Dochodzi do siebie po operacji powiększania pośladków ? powiedziała z powagą Kasia. ? Dajmy szansę Jędrkowi!

? Za duże ryzyko. Znowu nakradnie po hotelach i najemy się wstydu.

? Szkoda. Taką ładną suszarkę mi przywiózł z Kanady. I dwa komplety ręczników?

? Pani Kasiu, proszę sobie nie żartować! ? Pogroził palcem Rudolf, ale sam się uśmiechnął, bo dzięki pilotowi kleptomanowi też się nieźle obłowił. ? Zerknę do notesu na czarną godzinę? ? Zawzięcie wertował kartki. ? Zygmunt nie, bo podczas ostatniego meczu wdał się w bijatykę i wybili mu przednie zęby? Aldona ma zakaz wjazdu do większości europejskich państw? O! Wojtek! Dlaczego wcześniej o nim nie pomyślałem?!

? Otrzymał dar powołania i przebąkuje o wstąpieniu do seminarium. Uparł się, żeby go wysyłać wyłącznie do krajów biblijnych! ? usłużnie przypomniała Kasia.

? Aneta?

? Dostarczyła zaświadczenie od lekarza. Fobia, ciężki przypadek.

? Czego się boi? Może jakoś da się obejść?

? Owiec, szefie, owiec!

? Jasna cholera! Przecież to takie sympatyczne zwierzaki!

? Kilka lat temu zaciął się, biedaczce, odtwarzacz DVD i przez kilka tygodni oglądała wyłącznie Milczenie owiec?

? Krystian?

? Karmiony dożylnie.

? Chcę wiedzieć?

? Nie chce pan, szefie.

? Franek?

? Wciąż na bezludnej wyspie.

? Że jak?

? Bierze udział w tym przygodowym reality show.

? To pewnie nie ma sensu pytać o Gośkę?

? Zdjęcia do kolejnego sezonu Warsaw Shore jeszcze się nie skończyły, a po nagraniu i tak przez kilka tygodni będzie nie do życia.

? Ula?

? Żeni się w najbliższą sobotę.

? Mówi się: wychodzi za mąż, pani Kasiu.

? Wiem, jak się mówi, szefie, ale ona się żeni. Ze swoją dziewczyną. Przecież dostał pan zaproszenie na wesele w Amsterdamie.

? Faktycznie! Gdzieś się tutaj poniewierało? ? Zaczął przerzucać papiery, które walały się po całym biurku. ? Jest! Urszula i Anouk? Myślałem, że Anouk to imię męskie.

? Żeńskie, szefie.

? Przypomnij mi, żebym jakieś kwiaty wysłał czy coś? ? zamruczał Rudolf, bo kończyły mu się imiona w notesie. ? Alicja?

? Odeszła z zawodu. Teraz zasiada w zarządzie Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Podobno zarabia tam kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie.

? Myślałem, że skończyła kulturoznawstwo! Zna się na zbrojeniach?

? Zna odpowiednich ludzi, a to wystarczy.

? Skoro tak, to trochę żałuję, że nie byłem dla niej milszy. Pewnie by mi załatwiła państwową posadkę, a tak ? muszę się z wami męczyć! ? Rudolf udał oburzenie. ? Hubert? Do tej pory nigdy mnie nie zawiódł!

? Jest w żałobie.

? Matko Boska! Po kim?!

? Po Zygfrydzie.

? Ktoś z rodziny?

? Pies rasy chihuahua.

? Litości! To biuro podróży czy dom wariatów?! ? grzmiał Rudolf. ? ? propos, czy ktoś pamiętał o nakarmieniu lepszego sortu? ? Spojrzał wymownie w stronę wielkiego akwarium, w którym pływały dwie rybki.

Zaledwie kilka miesięcy wcześniej były ich dziesiątki. Osobiście zamówił zbiornik na Allegro, a w kwestii doboru rybek zdał się na użytkownika ?AguaMaster?, który reklamował się jako ?wybitny ekspert z wieloletnim doświadczeniem?. Po tygodniu liczba mieszkańców akwarium spadła o dziewięćdziesiąt procent, a wkrótce zostały tylko dwie. Rudolf się wściekł, że ktoś mu wcisnął pokrytych łuską kanibali, i postanowił obić mordę ?AguaMasterowi?. Znalezienie oszusta nie nastręczyło mu trudności ? płacił przelewem, więc miał adres gada. Niestety winowajca okazał się chuderlawym czternastolatkiem, a na widok rozjuszonego Stanisławskiego zlał się w spodnie. Rudolf machnął ręką i został z pływającą parą z piekła rodem.

? W tym tygodniu dyżur przy Jarku i Leszku pełni Wawrzyniec, więc szczerze wątpię. ? Kasia podeszła do akwarium i nasypała pokarmu.

Podwodne potwory rzuciły się do jedzenia, jakby nie jadły od stuleci.

? Mam senne koszmary przez te rybki? ? zaczął zwierzenia Rudolf, ale szybko się zawstydził i wrócił do tematu: ? Nie mamy wyboru. Ściągniemy Tomka.

? Szefie, czy to aby dobry pomysł?

? Jest naszym najlepszym pilotem i kropka! Postanowione! Do Irlandii poleci Tomek Waciak!
(…)

Aleksandra Rumin „Zbrodnia po irlandzku”
Tłumaczenie:
Wydawnictwo: Initium
Liczba stron: 320

Opis: Egzotyczne wycieczki to niebezpieczne hobby. Co roku kilkuset spragnionych wrażeń Polaków ginie podczas wakacyjnych wojaży. Dlatego nikogo nie dziwi, że nieszczęścia dotykają również uczestników wyprawy do Irlandii z biurem podróży „Hej Wakacje”. Nikogo poza pilotem wycieczki, którego męczy przeczucie, że coś tu nie gra. Tomasz Waciak nie ma jednak czasu na dochodzenia, bo musi się użerać z irlandzką pogodą, roszczeniową starszą panią, ciągłymi zmianami programu, zatruciami pokarmowymi i nieprzepartą ochotą, żeby strzelić sobie drinka. Albo trzy.

Tagi: , , , , ,

Kategoria: fragmenty książek