banner ad

Powieść szkatułkowa z Krakowem w tle. Przeczytaj fragment debiutanckiego „Ostatniego rozdziału” Katarzyny Kalisty

26 września 2020

Nakładem Wydawnictwa Czarna Owca ukazała się debiutancka książka Katarzyny Kalisty. „Ostatni rozdział” to powieść szkatułkowa. Przyszłość i teraźniejszość wzajemnie się w niej przenikają, a napięcie miesza z humorem. Zraniona przed laty, porzucona przez partnera bez słowa wyjaśnienia Olga nie potrafi zbudować trwałego, szczęśliwego związku. Uczęszcza na terapię, której owocem jest książka przeplatana prawdziwymi retrospekcjami. Poniżej możecie przeczytać fragment „Ostatniego rozdziału”.

W Kawiarni Literackiej pojawiła się za kwadrans szósta. Gdy weszła do środka, powitało ją przyjemne ciepło i gwar. Niedaleko baru, przy złączonych stolikach, siedziała grupka osób w średnim wieku, gorąco dyskutując. Kelner od razu rozpoznał Olgę i uśmiechnął się szeroko.

– Na pisanie?

Odwzajemniła uśmiech i podeszła do baru.

– Nie, już nie. Umówiłam się z… – zawahała się przez moment – z kolegą – dodała. Zerknęła w menu. – Wezmę dzbanek zielonej herbaty.

– Zimno na polu, co?

– Gorzej, taka przeszywająca wilgoć.

– No tak. – Chwycił imbryk i wsypał do środka dwie łyżki herbacianego suszu. – Siada pani tam gdzie zwykle?

Odwróciła się. Okrągły stolik przy wielkim oknie wychodzącym na ulicę był wolny.

– Tak, chętnie.

Przeszła wzdłuż stalowych regałów szczelnie wypełnionych książkami. Przesunęła wzrokiem po znanych i nieznanych tytułach. Starała się wyłowić coś interesującego. W końcu dojrzała żółtawą okładkę Wyspiański. Dopóki starczy życia. Wyłuskała książkę z półki i podeszła do stolika. Płaszcz przewiesiła przez oparcie krzesła, a sama usiadła na wysokim podeście przy oknie i zaczęła kartkować kolejne strony.

– Olga, spóźniłem się? – Jej uszu dobiegł znajomy miękki głos.

Mężczyzna w ciemnozielonej parce zsunął z głowy czapkę. Blond włosy opadły mu na twarz. Odgarnął ją ręką.

– Cześć, Janek! – Podniosła się. – Nie, po prostu przyszłam wcześniej. Miałam się spotkać jeszcze z przyjaciółką, ale odwołała. Przeszłam się po sklepach, ale ziąb taki…

Wzdrygnęła się na wspomnienie zimna. Uścisnął ją, a potem musnął ustami jej policzek. Poczuła zapach perfum, wyraźną nutę drzewa sandałowego i piżma.

– Dobrze wyglądasz. – Prześlizgnął się spojrzeniem po jej sylwetce.

– Dziękuję, ty też – odpowiedziała uprzejmie.

– Wróciłem do biegania. Postanowienia noworoczne. – Ściągnął kurtkę, rzucił na oparcie krzesła i spojrzał na stolik. – Co pijemy?

– Herbatę?

– Dobrze, niech będzie herbata.

Wykonał znaczące gesty w kierunku przechodzącego kelnera, który skinął głową, potwierdzając przyjęcie zamówienia. Janek uważnie przebiegł wzrokiem po jej twarzy. Zauważył malinową szminkę na ustach i kolczyki z czerwonym kamieniem, których wcześniej nie widział. Kurtuazyjnie zapytał o sylwestra, uprzejmie skłamała, że bawiła się doskonale.

– Dzięki, że zgodziłaś się ze mną spotkać poza redakcją.

– Nie ma sprawy.

– Odebrałaś swoje egzemplarze autorskie?

– Tak.

– Słuchaj… – Ton jego głosu się zmienił, nie było w nim nawet cienia wcześniejszej wesołości. – Przepraszam, że zostawiłem ci te książki w sekretariacie. Miałem ci je dostarczyć…

– Przecież to nie ma znaczenia – zaprotestowała.

– Ma. Obiecałem, że wręczę ci je osobiście. Chciałem to zrobić, bo… – zawiesił głos na chwilę – bo naprawdę dobrze mi się z tobą współpracowało. Niełatwo, wiesz… Jesteś dość uparta.

– Chyba każdy autor broni swojej książki – wtrąciła.

– To prawda, ale najgorsze było to, że często miałaś rację. – Uśmiechnął się i przez kilka sekund intensywnie patrzył w jej zielone oczy. – Ale potem sprawy się… Potem musiałem wziąć urlop, musiałem wyjechać… – Nabrał powietrza i wypuścił je głośno razem z resztą niewypowiedzianych słów. – Co tu dużo gadać, pod koniec zachowywałem się jak palant.

Barman postawił na stoliku drugi czajnik zielonej herbaty i filiżankę. Janek wsypał do niej łyżeczkę cukru i zalał nienaciągniętym jeszcze naparem. Olga spojrzała na niego z niepokojem.

Faktycznie, źle wspominała ostatni etap współpracy. Chociaż na początku pracowało się jej z Jankiem świetnie, pod koniec miała nieustanne wrażenie, że redaktor prowadzący się dąsa i strzela fochy. Nie wiedziała, skąd ta zmiana. Przypuszczała, że ma związek z życiem prywatnym.

– Wszystko rozumiem. – Uśmiechnęła się, jakby chciała dać do zrozumienia, że nic się nie stało.

Podniósł na nią wzrok i przez chwilę patrzył na jej twarz z nadzieją.

– Nie, nie rozumiesz… – Pokręcił głową. – Ale słuchaj, to bardzo ważne. – Zamieszał herbatę łyżeczką i odłożył ją na spodek. – Mamy już zaklepane w lutym trzy wieczory autorskie: w Krakowie, Warszawie i jeszcze jeden we Wrocławiu.

Jego głos zabrzmiał smutno.

– To chyba dobrze, prawda? – Pociągnęła łyk herbaty. – Mówiłeś, że taka promocja świetnie zrobi książce. Oczywiście boję się, jestem nawet przerażona, ale przygotujemy skrypt, tak jak planowałeś, i jakoś to pójdzie.

Janek również sięgnął po herbatę, zanurzył w niej usta i się skrzywił.

– Słuchaj… Janek, może ja przejmę twoją zieloną herbatę, a ty zamówisz sobie inną?

– Zieloną? – zdziwił się. – No, to wszystko tłumaczy. Nie, niech już będzie. Wypiję. – Pociągnął spory łyk. – No właśnie… Z tymi wieczorami… Nie będę mógł ich prowadzić, ale…

Olga zmarszczyła brwi, nie rozumiejąc, do czego zmierza.

– Załatwiłem genialną redaktorkę, która poprowadzi wszystkie wieczory. Ma na imię Bogna…

– Nie rozumiem. – Przechyliła się nad stolikiem w jego stronę. – Janek, dlaczego nie ty?

– Nie mogę.

– Masz zaplanowane inne wieczory autorskie w tym czasie? Może da się przesunąć jakoś te spotkania?

– Nie, Olga, nie da się nic przesunąć.

– Coś się stało, jesteś chory? – W jej głosie dało się słyszeć niepokój.

– Nie jestem chory.

– To co się dzieje? – Olga była zdezorientowana.

– Widzę, że ty naprawdę nic nie rozumiesz… – Popatrzył na nią tak tkliwie, że aż zapiekło ją w sercu. W jednej sekundzie zaczęło do niej docierać, skąd się wzięły jego fochy, dlaczego nagle wziął urlop i czemu nie chce prowadzić jej spotkań autorskich. Popatrzyła na niego z nadzieją, że to tylko wytwór jej wyobraźni, że sobie wszystko ubzdurała. Ale wyraz twarzy Janka potwierdzał jej przypuszczenia. Wpatrywał się w nią z uwielbieniem.

Pokręciła lekko głową, pragnąc odegnać myśli i bezgłośnie zaprotestować. Nie chciała, żeby tak na nią patrzył. Chciała, żeby patrzył trzeźwo i krytycznie, ufała mu. Był redaktorem jej pierwszej książki, świetnym redaktorem, a ona debiutantką. Potrzebuje jego wsparcia na spotkaniach z czytelnikami. Przecież dobrze im się pracowało. Dlaczego nie może tak zostać? Czy zrobiła coś, żeby go sprowokować, czy mogła go nieświadomie kokietować?

– Przepraszam, ja naprawdę nic… – wyszeptała Olga. – Nie zorientowałam się. Przepraszam.

– Nie przepraszaj, nie masz za co. – Głos mu drżał. – Taka żałosna sprawa…

– Ja się dopiero rozwiodłam, ja nie…

– Proszę cię, już nic nie mów. Powiedziałem ci to tylko po to, żebyś wiedziała, że nie jestem zwyczajnym dupkiem, tylko co najwyżej kretynem.

Olga spojrzała na swoje dłonie, jakby szukała wskazówki, jak się zachować. Nie wiedziała, co powiedzieć. Nie przychodziła jej na myśl żadna odpowiedź, więc milczała. Schowała ręce pod stół, odnalazła rąbek swetra i zaczęła palcami przesuwać po ściągaczu.

Dopiero teraz uzmysłowiła sobie, że jego zaangażowanie w pracę nad książką wykraczało poza zakres obowiązków zawodowych. Nie musiał się z nią spotykać, żeby omówić zmiany wprowadzane do Germanicusa. Mógł po prostu wysłać jej swoje sugestie e-mailem. Ale gdy kiedyś zapytała, czy mogliby proponowane modyfikacje omówić twarzą w twarz, zgodził się bez wahania. Chciała mieć pewność, że dobrze rozumie jego intencje. Potem już zawsze pierwszy proponował kolejne spotkania, a Olga chętnie się zgadzała. Lubiła z nim rozmawiać. Była ciekawa jego opinii i zawsze się z nimi liczyła, chociaż nie zawsze zgadzała. Ceniła nawet sprzeczki. Po nich niemal zawsze wpadała na pomysł, jak poprawić wątek lub dopełnić fabułę.

Czyli to jednak jej wina. Poczuła nagły ucisk w żołądku. Gdyby cała wymiana myśli następowała przez e-maile, Janek nie siedziałby tu teraz, wpatrując się w nią jak w obraz.

Dlaczego nie rozległy się w jej głowie dzwonki alarmowe? Dlaczego się nie dziwiła, że Janek proponuje jej zawsze spotkanie po piątej, kiedy już pozałatwia wszystkie służbowe sprawy w redakcji? Teraz wydawało jej się to takie oczywiste. To nie był jego obowiązek. To było coś ekstra, co dawał od siebie. Mógłby spotkać się z nią w kawiarni, ale chciał, żeby czuła się komfortowo. Chciał, żeby ich spotkania sprawiały wrażenie ściśle związanych z pracą.

Olga jeszcze raz pokręciła głową, zawstydzona własną ślepotą i naiwnością.

Z zamyślenia wyrwało ją dopiero szurnięcie odsuwanego krzesła. Janek wstał, chwycił kurtkę i włożył ją pospiesznie.

– Będę leciał – oznajmił, patrząc na nią.

Podniosła się powoli, unikając jego wzroku. Janek zapiął kurtkę. Ręce opuścił niezdarnie wzdłuż ciała. Sprawiał wrażenie, jakby celowo ociągał się z wyjściem, jakby chciał coś jeszcze zrobić. W końcu wsadził dłonie do kieszeni.

– Zastanów się dobrze, co powiesz na wieczorze autorskim. Ludzie będą pytać o różne rzeczy, nie daj się zapędzić w kozi róg – mówił szybko. – Najlepiej wypisz sobie na kartce pytania, które sama byś zadała na takim spotkaniu, i odpowiedz na nie w spokoju. Zastanów się, co chcesz i co możesz powiedzieć czytelnikom, zapisz. Przeczytaj kilka razy, pozmieniaj, zapamiętaj. Po prostu wykreuj sobie tę sytuację. A jeśli naprawdę zaskoczą cię jakimiś pytaniami, zawsze możesz powiedzieć, że nie wiesz, że nigdy się nad tym nie zastanawiałaś.

Zauważył, że Olga uśmiechnęła się pobłażliwie.

– Oczywiście, że masz prawo tak powiedzieć. Tyko zrób to z przekonaniem, z całą pewnością siebie. Tak mówi Myśliwski. To brzmi dobrze i autentycznie.

– Nie jestem Myśliwskim – odpowiedziała cicho.

– Nie jesteś. – Chwycił ją za ramię i spojrzał jej w oczy. – Ty jesteś sobą.

Chciał chyba musnąć ustami jej policzek na pożegnanie. Zbliżył głowę do twarzy Olgi, ale nagle zastygł w połowie ruchu, jakby po tym, co zostało powiedziane, nie miał już do tego prawa. Cofnął się i posłał jej krótki uśmiech, kryjąc zażenowanie.

– Trzymaj się! – Odwrócił się i ruszył w kierunku drzwi.

Olga rozejrzała się po ludziach siedzących w kawiarni, jakby w nadziei, że ktoś jej podpowie, co zrobić. Nikt nie zauważył niemego apelu, wszyscy byli pogrążeni w rozmowach.

Tylko kelner pochwycił jej spojrzenie, a potem powiódł wzrokiem za wychodzącym Jankiem. Zrobiła kilka kroków za nim, stanęła na schodach, wahając się. Nie wiedziała, jak powinna postąpić.

Przez chwilę chciała zawołać go po imieniu, zatrzymać i prosić, żeby jednak towarzyszył jej na wieczorach autorskich. Zaraz jednak pomyślała, że to byłby z jej strony egoizm. Najlepsze, co mogła dla niego zrobić, to pozwolić mu odejść.

Janek zniknął za drzwiami kawiarni.
(…)

Katarzyna Kalista „Ostatni rozdział”
tłumaczenie:
wydawnictwo: Czarna Owca
ilość stron: 368

Opis: Wyjątkowa kompozycja szkatułkowa. Powieść w powieści, gdzie fabuły obu historii wzajemnie się przenikają. Porzucona przed laty Olga chce rozliczyć się z przeszłością i mężczyzną, który ją zranił. W ramach terapii pisze książkę, by zrozumieć, dlaczego nie potrafi zbudować trwałego związku. Tak powstaje „Germanicus”… Historia Oli, właścicielki księgarnio-kawiarni, tłumaczki literatury niemieckiej, partnerki Pawła i mamy czteroletniej córki, Hani. W chwili gdy kobieta decyduje się na ślub, jej spokój burzy telefon od dawnego kochanka. Mężczyzna pragnie wyjaśnić, dlaczego ją niegdyś zostawił. Choć na początku Ola nie chce z nim rozmawiać, perspektywa poznania prawdy i osiągnięcia spokoju jest bardzo kusząca. Bohaterki obu historii, zarówno Olga, jak i Ola, staną twarzą w twarz z mężczyzną, który je kiedyś porzucił. Jak zmieni to ich życie?

Tagi: , , , , ,

Kategoria: fragmenty książek