banner ad

Polska premiera najnowszej powieści laureatki Pulitzera. Przeczytaj fragment „Tańca zegara” Anne Tyler

31 stycznia 2019


30 stycznia nakładem wydawnictwa Poradnia K ukazała się nowa powieść laureatki Nagrody Pulitzera za książkę „Lekcje oddychania”. „Taniec zegara” Anne Tyler to słodko-gorzka i wzruszająca opowieść o tym, że nigdy nie jest za późno na zmiany, o odpowiedzialności i spełnieniu, nadziei i żałobie. Główną bohaterką jest 61-letnia Willa Drake, która dowiaduje się, że ktoś postrzelił byłą dziewczynę jej syna. Kobieta wreszcie czuje się potrzeba, dlatego bez zastanowienia wsiada w samolot i leci, aby zaopiekować się dziewięcioletnią córką owej dziewczyny. Polecamy fragment książki, który opisuje młodość Willi.

Uczelnia Willi miała prywatny mikrobus, dowożący studentów na lotnisko przed wszystkimi ważniejszymi świętami. Ona sama nigdy z niego nie korzystała ? samolot był drogi, więc jeśli w ogóle wybierała się do domu, jechała autobusem ? ale na trzecim roku, wiosną, gdy jej chłopak zasugerował, że może pojechałby z nią do domu na wielkanocny weekend, żeby poznać jej rodziców, wspomniał, że może polecą samolotem. ? Bo jak inaczej? ? dopytywał się: mieliby tłuc się całą noc autobusem tylko po to, by wracać dwa dni później? Owszem, ona by tak zrobiła. Ale nie kłóciła się z nim.

Derek zapłacił za jej bilet ze swojego comiesięcznego kieszonkowego, ale Willa powiedziała rodzicom, że przyjechała bez żadnych kosztów, bo załapali się na ofertę „kup jeden, dostaniesz drugi za darmo”. Nieważne, czy faktycznie zdarzały się takie oferty; jej rodzice nie nawykli do lotniczych podróży, więc uwierzyli jej na słowo.

W mikrobusie siedzieli w otoczeniu znajomych ? w większości jego znajomych ? więc nie bardzo mogli rozmawiać. Derek był starostą czwartego roku i kapitanem drużyny tenisowej; miał w sobie coś ciepłego i przyjaznego, co zjednywało mu sympatię wszystkich. Stąd teraz wszyscy poklepywali go po plecach, żartowali, nawoływali do niego ze swoich miejsc, podczas gdy Willa trzymała torebkę w obydwu rękach i przyglądała się z uśmiechem. Ubrała się ładnie na podróż samolotem ? nie zrobiłaby tego, gdyby jechali autobusem. Założyła bladobłękitną wełnianą garsonkę, a włosy upięła w kok. (Derek twierdził, że jest najładniejszą dziewczyną na całej uczelni, kiedy się tak uczesze). On z kolei był w dżinsach i swojej zwykłej sztruksowej marynarce, bo pochodził z Kalifornii i dla niego lot samolotem nie był aż tak wielkim wydarzeniem. Ale był taki męski, taki porządny, o głowę wyższy od wszystkich ? od Willi o dwie głowy ? że, jej zdaniem, ze swoimi krótkimi blond włosami, nawet jeśli starałby się, nie mógł wyglądać na zaniedbanego.

Kinney College leżał na północy stanu Illinois, w otoczeniu pól uprawnych, płaskich jak blat stołu; w to kwietniowe popołudnie tych kilka drzew, które mijali po drodze, wciąż było nagich i surowych. W domu będzie wiosna. Kwiaty ciemiernika już przekwitły, pisała do niej matka; sezon na nie zawsze kończył się przed Wielkanocą. Derekowi spodoba się, że wreszcie można będzie popatrzeć na zieleń. Nie mógł się przyzwyczaić do długich zim na Środkowym Zachodzie.

Na lotnisku znajomi rozeszli się do stanowisk różnych linii lotniczych, a Willa i Derek wreszcie zostali sami. Willa cieszyła się, że Derek się wszystkim zajmował. Nie wiedziałaby, jak przejść przez bramkę z wykrywaczem metalu ani jak nadać bagaż. Kiedy już wszystko było załatwione, Derek poprowadził ją do poczekalni i usadził na plastikowym krześle, po czym poszedł kupić oranżadę. Przez tę chwilę, kiedy go nie było, miała uczucie, jakby była zupełnie sama na świecie. Siedzący dokoła pasażerowie wydawali się nie do końca prawdziwi; miała uczucie, jakby mogła widzieć samą siebie z daleka ? swoje mocno wyprostowane plecy, stojące równiutko koło siebie pantofle z patentowej skóry, szeroko otwarte, uważne oczy. Poczuła wielką ulgę, gdy wreszcie zobaczyła Dereka zmierzającego w jej stronę, z papierowymi kubeczkami w rękach.

? W jaki sposób powinienem się zwracać do twoich rodziców? ? zapytał, siadając obok niej i podając jej kubeczek. ? Pan i pani Drake? Czy po imieniu?

? Och, na początek wystarczy pan i pani. ? Nie musiała się nawet zastanawiać. Jej rodzice byliby przerażeni, gdyby młoda osoba zachowywała się swobodnie i bezpośrednio w ich towarzystwie. A przynajmniej jej matka. ? Ale kiedy już cię trochę poznają ? dodała ? mogą sami zasugerować, żebyście mówili sobie po imieniu.

? A jak mają na imię?

Z jakiegoś powodu zawahała się. Może martwiła się, że on zignoruje jej radę i od razu zacznie ich używać. Ale potem odpowiedziała:

? Melvin i Alice.

? Cześć, Melvin i  Alice! ? powtórzył Derek, specjalnie wpadając w przesadny, przymilnie i nieszczerze brzmiący ton, który ją rozśmieszył. ? Czy mogę prosić o rękę waszej córki?

Willa przestała się śmiać. Nie była w stanie ocenić, czy mówił to poważnie. ? Za wcześnie? ? zapytał. Objął ją i spojrzał w twarz. ? Zbyt nagle? Zaskoczyłem cię?

? Cóż?

? Willa, musiało ci to przyjść do głowy. Jestem w tobie zakochany. Chciałem się z tobą ożenić od pierwszej chwili, kiedy cię zobaczyłem.

Jego twarz była tak blisko jej twarzy, że  widziała kropki piegów u nasady jego nosa. Drobne jak ziarnka piasku. Zawsze myślała, że piegi ratowały go od bycia przystojniakiem. To one sprawiły, że mu ufała. Bez chwili wahania odwracała się plecami od nadmiernie pewnych siebie futbolistów, którzy próbowali jej wciskać słodkie drinki; zapisywała całe kartki podpisami „Willa MacIntyre” albo „Pani Derekowa MacIntyre” i marzyła o tym, że pewnego dnia on zaskoczy ją, prezentując zaręczynowy pierścionek z diamentem. Wyobrażała sobie, że pozostaną w narzeczeństwie przez ostatni rok jej studiów, a potem wezmą ślub w lecie po jej dyplomie.

Ale on mówił teraz:

? Nie wyobrażam sobie, że miałbym zostawić cię samą, kiedy zacznę pracę. Potrzebuję, żebyś była ze mną.

Willa odpowiedziała:

? Co? ? a potem: ? Ale przecież zaczynasz pracę w czerwcu.

? Zgadza się.

? Chcesz wziąć ślub za dwa miesiące?

? Albo nawet za trzy. Jeśli potrzebujesz więcej czasu na przygotowania ? powiedział.

? Znaczy, zanim skończę studia?

? Możesz je skończyć w Kalifornii.

? Ale tu na Kinney mam pełne stypendium!

? I co z tego? W Kalifornii też możesz dostać stypendium. Z takimi ocenami jak twoje? Każda uczelnia będzie chciała cię przyjąć.

Nie zadała sobie trudu wyjaśniania mu, że nie tak łatwo dostać stypendium. Zamiast tego powiedziała:

? No i jeszcze doktor Brognan.

? Co doktor Brognan?

? On ma cały plan dla mnie, Derek. Za rok na jesieni mam chodzić na jego zajęcia dla najlepszych studentów z antropologii lingwistycznej.

? A myślisz, że w San Diego nie ma filologii obcej? ? zapytał.

? Nie, ja tylko?

? Willa. Czy nie chcesz za mnie wyjść? ? zapytał.

? Och, chcę, ale?

Cofnął ramię i opadł na krzesło.

? Schrzaniłem to, co? ? powiedział. ? Powinienem był się oficjalnie oświadczyć.

? Nie o to chodzi! Naprawdę chcę wyjść za ciebie, Derek. Ale czy nie moglibyśmy na razie się zaręczyć?

? Jasne ? odparł.

To nie było szczególnie satysfakcjonujące. Studiowała jego twarz, ale nic więcej nie mogła z niej wyczytać.

? Zły jesteś na mnie? ? zapytała.

? Nie.

? Nie chcę, żebyś był na mnie zły.

? Nie jestem ani trochę zły ? odparł ? bo liczę na to, że z czasem zmienisz zdanie.

? Derek?

? No dobra! Więc będę się do nich zwracał per „pan” i „pani”. Nie zacznę im mówić po imieniu, dopóki sami nie zaproponują. A co z twoją siostrą? Czy jest „panną Drake”?

? Nie, głuptasie ? odpowiedziała Willa z wymuszonym śmiechem. ? Na nią możesz mówić Elaine.

? A może „panno Elaine” ? powiedział z namysłem. ? Panna Elaine i panna Willa, siostry stare panny z Lark City, Pensylwania.

Willa dała mu niby-klapsa w kolano. Ale nie mogła pozbyć się wrażenia, że coś niezręcznego wciąż wisi w powietrzu między nimi.

W reklamie linii lotniczych stewardesy były ubrane w wąskie spódniczki do kompletu z dopasowanymi żakietami oraz wojskowo wyglądające czapeczki. Ale młoda kobieta, która powitała Willę i Dereka, gdy wchodzili na pokład samolotu, miała na sobie kanciasty garnitur ze spodniami ? spodniami! ? i gołą głowę. A fotele były ustawione nie po dwa, ale po trzy, co sprawiało, że wyglądały o wiele mniej luksusowo. Willa i Derek dostali jedno miejsce przy oknie i drugie obok w środku rzędu. Derek wstał, by dać jej usiąść przy oknie, ale odpowiedziała: ? Och nie, usiądę w środku ? bo wystarczało jej mniej miejsca. Usadowiła się, kiedy on już usiadł, i zapięła pasy, po czym nieśmiało przycisnęła guzik fotela, by odchylić go w tył, ale Derek powiedział, że powinna z tym poczekać, aż będą w powietrzu.

Nawet jeśli nie było tak elegancko, jak sobie wyobrażała, i tak była podekscytowana. Wnętrze samolotu wypełniał nieznany, plastikowy zapach; odgłosy też były jakieś inne. Pod warstwą głosów pozostałych pasażerów wyczuwała dziwny rodzaj ciszy ? jakby zamkniętej, zakorkowanej.

Mężczyzna, który zasiadł po jej lewej stronie, był chudy, wąsaty, ubrany w wytarte dżinsy i kurtkę jak dla drwala, w czarno-czerwoną kratę. Zdecydowała, że nie przywita się z nim; posłała mu tylko nieznaczny uśmiech, ale on akurat się sadowił i  pewnie nawet tego nie zauważył.

Kiedy ruszyli, Willa czytała broszurkę o  zasadach bezpieczeństwa, ale natychmiast złożyła ją i umieściła z powrotem w kieszeni na oparciu fotela przed nią. Całe szczęście, że to zrobiła, bo jazda po pasie startowym wydawała się długa i wyboista. (Willi często robiło się niedobrze, kiedy czytała w jadącym pojeździe). Po pewnym czasie zaczęła się zastanawiać: czy w końcu wzniosą się w powietrze? Czy pilot próbował poderwać maszynę do lotu, ale mu się nie udało? Przesunęła wzrok z budynków za oknem na Dereka, czytającego magazyn sportowy, który wziął ze sobą. Wyglądał na odprężonego, więc zdecydowała się nie martwić. I w tym momencie poczuła jakiś przeskok i samolot przechylił się ku górze. Zauważyła, jak sceneria poniżej opada za nimi ? ale to niemożliwe, żeby naprawdę lecieli? Nie czuło się, że lecą. Miała wrażenie, że nadal są na ziemi; jej ciało wciąż obciążało siedzenie fotela. Jakoś spodziewała się, że poczuje stan nieważkości. Kiedy zaś samolot wyrównał do poziomu, była jeszcze bardziej rozczarowana, bo wrażenie ruchu stopniowo kompletnie ustało. Równie dobrze mogliby cały czas stać na ziemi z włączonymi, huczącymi silnikami ? tyle że krajobraz zniknął.

Stewardesa stanęła w przejściu koło nich, by zademonstrować wyposażenie ratunkowe, łącznie z nadmuchiwaną kamizelką. Kamizelka ratunkowa! Po co? Nikt poza Willą i wąsaczem koło niej się nie przyglądał. Willa starała się zachować pełen uwagi wyraz twarzy, żeby stewardesa nie czuła się zignorowana.

Potem inna stewardesa potoczyła korytarzem wózek, oferując podróżnym darmowe napoje. Derek zamówił colę, ale Willa powiedziała:

? Dla mnie nic, dziękuję ? bo wstydziłaby się poprosić siedzącego obok faceta, żeby ją przepuścił, jeśli musiałaby wyjść do łazienki. Tamten także nic nie wziął, potrząsnął tylko głową i wrócił do gapienia się ponuro w przestrzeń przed sobą.

? Chciałabym, żeby to był lot, w którym podają jedzenie ? powiedziała do Dereka.

? Oj, nie chciałabyś, wierz mi ? odpowiedział.

? Chciałam mieć jedną z tych maleńkich solniczek, które moja współlokatorka dostała w drodze do Nowego Jorku.

Posłał jej pobłażliwy uśmiech i wrócił do lektury swojego magazynu.

Willa wzięła z sobą książkę w miękkiej okładce, ale wydawało jej się, że nie będzie się mogła skupić na czytaniu, więc nie wyjęła jej z torebki. Wróciła do patrzenia za okno. Cienkie strzępki chmur przepływały obok jak dym z papierosa. Próbowała przekonać samą siebie, że to te puchate jak poduszki obłoki, po których jako dziecko wyobrażała sobie, że skacze, ale to, co widziała nie wydawało się nijak do nich podobne. W jej głowie rozbrzmiał głos Judy Collins, śpiewającej Both Sides Now. Słowa piosenki nagle wydały się o wiele bardziej znaczące.

Znów spojrzała na Dereka. Ciągle był pogrążony w lekturze. Jego spokojna twarz była tak odprężona, że wydawała się niemal dziecinna: rzęsy rzucały długie cienie na aksamitny policzek. No więc to był człowiek, za którego miała wyjść! Przez tyle lat się zastanawiała, kto to będzie. Musiała się nadal oswajać z tą myślą, tak jak się człowiek oswaja z własnym odbiciem w lustrze w nowej fryzurze. Za każdym razem, gdy wracała do tego, czuła nowy dreszcz podniecenia. A jednak? Nikt jej nie powiedział, że można jednocześnie chcieć kogoś poślubić, a mimo to mieć sprzeczne uczucia odnośnie do tej osoby. Czasami trochę ją odstręczała jego sportowa obsesja. Bywał też nieco temperamentny; wiedziała o dwóch sytuacjach, kiedy wdał się w przepychankę z innymi w trakcie meczu futbolowego. Ależ oczywiście, że mogła myśleć w ten sposób. To nie było hollywoodzkie romansidło.

Coś wpiło jej się ostro w bok; próbowała się odsunąć, ale przedmiot, który ją dźgnął, podążył za jej ciałem. Spojrzała na nieznajomego.

? Patrz przed siebie ? mruknął. Sam patrzył na wprost, a jego wargi ledwie się poruszały. Cokolwiek to było, naciskało nadal, mimo że próbowała się odsunąć.

Mrugnęła i skupiła wzrok na fotelu przed nią.

? To pistolet ? powiedział obcy cicho. ? Jest naładowany. Rusz się, a strzelę. Nie wolno ci opuszczać fotela; jemu także nie.

Cichym, słabym głosem, który nie brzmiał jak jej własny, Willa zapytała:

? Jak mam mu wytłumaczyć, że nie może wstawać z miejsca?

Derek zapytał:

? Co? ? i spojrzał na nią.

Pistolet dźgnął ją mocniej.

? Nic nie mówiłam ? powiedziała, a Derek wrócił do czytania magazynu. W kilka minut później stewardesa znów przeszła korytarzem. Tym razem niosła plastikową torbę.

? Coś do wyrzucenia? ? pytała przy każdym rzędzie siedzeń, potrząsając workiem.

Kiedy doszła do nich, Willa podniosła wzrok na stewardesę, przesyłając jej niemą wiadomość:

? Proszę, zrób coś. Proszę.

? Coś do wyrzucenia? ? zapytała kobieta, potrząsając torbą. Nie podnosząc wzroku znad lektury, Derek podał swój pusty kubeczek, a Willa podniosła rękę, by go podać dalej, ale pistolet znowu dźgnął. Wzięła głośny oddech, ale Derek po prostu wyciągnął rękę dalej, stewardesa wzięła od niego kubeczek i poszła dalej korytarzem.

Willa widziała, że prawa ręka obcego spoczywała w poprzek jego brzucha, ale pistolet był ukryty pod oparciem fotela. Jej myśli galopowały jak szalone. Często słyszała to wyrażenie, „galopada myśli”, ale nie zdawała sobie sprawy, jak to naprawdę jest ? jak pełne niepokoju, rozszalałe mogą stać się jej myśli. Czy powinna krzyknąć? Dźgnąć go łokciem? Poderwać się z miejsca? Ale wtedy obcy mógłby strzelić do Dereka.

Nie podnosząc wzroku znad magazynu, Derek powiedział:

? Czuję, jak mi się uszy zatykają, a ty?

? Co?

? Wiesz, że wystarczy przełknąć?

? Co?

Dźgnięcie pistoletu tym razem było gwałtowne, bolesne i uparte, aż powiedziała:

? Och.

Derek spojrzał na nią przelotnie. Potem zamknął magazyn, zaznaczając palcem miejsce, gdzie czytał, odpiął pas i wstał.

? Zamień się ze mną na miejsca ? powiedział.

Willa spojrzała na niego błagalnie.

? No już. Rusz się.

Sięgnęła po pas. Rozpięła klamrę, wstrzymując oddech, a potem złapała torebkę i pochyliła się naprzód, krzywiąc się i przygotowując na trzask wystrzelonej kuli. Nic się nie stało. Derek ujął ją za ramię, by pomóc jej wstać i przenieść się na miejsce obok, przy oknie, po czym usadowił się na środkowym siedzeniu i ponownie otworzył magazyn.

Z początku była tak spięta, że jej kręgosłup nawet nie dotknął oparcia fotela. Zastanawiała się, kiedy Derek poczuje pistolet wpychany mu pod żebra. Jednak on tylko przewrócił kartkę, a kiedy odważyła się przenieść wzrok na obcego, zobaczyła, że jego dłonie spoczywają luźno na kolanach; ręce były puste.

Opadła na fotel. Trzęsła się. Odwróciła twarz w stronę okna, ale czuła cały czas udo Dereka tuż przy swoim, jego sztruksowy rękaw ocierający się o jej rękaw za każdym razem, gdy przewracał kartkę. Czuła głęboką wdzięczność za jego pewność siebie ? za to rzeczowe przekonanie, że może poradzić sobie z całą masą niebezpieczeństw, czających się we wszechświecie.

Wcześniej ? w czasie, który teraz wydawał się niezmiernie odległy, zanim naprawdę były powody do niepokoju ? niepokoiła się, jak pójdzie z lądowaniem, ale zauważyła tylko lekkie tąpniecie, a po nim uczucie długiego, mocnego ciągnięcia w tył. Potem rozległ się głos z głośnika, witający ich w  miejscu przeznaczenia, dziękujący za wspólną podróż i wyrażający nadzieję, że powrócą jako pasażerowie. Za oknem w oddali Willa widziała blade, lawendowe góry.

Wąsacz był pierwszą osobą, która wstała z miejsca i ruszyła naprzód korytarzem; podczas gdy Willa i Derek czekali na swoją kolej, by ruszyć do wyjścia, tamten już przepychał się między ludźmi i kierował do wyjścia z samolotu. Kiedy znalazł się w bezpiecznej odległości, by nie móc jej usłyszeć, Willa dotknęła łokcia Dereka i zapytała:

? Ty wiesz, co on kombinował?

? Co kombinował? ? spytał Derek, odwracając się lekko, by popatrzeć na nią.

? Ten facet, co koło nas siedział ? powiedziała, po czym skinęła głową w stronę nieznajomego, który właśnie przeciskał się przed jakąś kobietę. Jedyne, co teraz widzieli, to jego szczupłe czerwono-czarne plecy, a po chwili zniknęło i to. ? Mierzył do mnie z pistoletu.

? Że co? ? powiedział Derek, jednocześnie ruszając naprzód wśród innych przesuwających się strumieniem pasażerów.

? Dźgnął mnie w bok pistoletem ? odpowiedziała Willa, trzymając się blisko niego. ? Powiedział, żebym się nie ruszała, bo strzeli.

? Jaki pistolet? ? zapytał Derek przez ramię. ? Jaki pistolet? ? powtórzyła jak echo.

? Skąd miałabym wiedzieć, jaki? Dźgał mnie w żebra, nie mogłam zobaczyć.

Derek posłał jej ostre spojrzenie, ale nie skomentował.

Doszli do wyjścia; Derek podziękował stewardesie. Willa nie miała pojęcia, czy powinna zrobić to samo; podziękowała jednak pospiesznie. Potem weszli na klatkę schodową. Było na niej ciepło i słonecznie, lekka bryza owiewała im twarze. Poniżej widziała ich towarzysza podróży ? przygarbioną sylwetkę jak pospiesznie narysowany ludzik, gnającą w stronę terminalu, otwierającą szklane drzwi przed wszystkimi innymi, znikającą bez jednego obejrzenia się wstecz.

Gdy schodzili po schodach, Derek nie próbował z nią rozmawiać, ale kiedy dotarli na płytę lotniska, powiedział:

? Nie rozumiem. Wymierzył do ciebie z pistoletu, ale nie mogłaś go zobaczyć?

? Ukrył go pod oparciem fotela ? odpowiedziała. Szli teraz obok siebie; musiała przyspieszyć, by za nim nadążyć. ? Wsadził mi lufę pod żebra i powiedział: „Nie ruszaj się, bo strzelam”. A ja nie wiedziałam, jak ci o tym powiedzieć! Jak się w końcu zorientowałeś, że coś jest nie tak?

? Jak się zorientowałem, że co?

? Co sprawiło, że powiedziałeś, żebyśmy się zamienili miejscami?

? No cóż, ja czytałem, a ty nie ? odparł Derek. ? Byłaś kompletnie wyautowana. Pomyślałem, że miałoby więcej sensu, gdybyś siedziała przy oknie.

? Nie zauważyłeś niczego dziwnego?

? Niech no się dowiem, co zaszło ? powiedział Derek. Zatrzymał się i odwrócił, by popatrzeć na nią. ? Facet siedzący koło ciebie mierzył do ciebie z pistoletu.

? Zgadza się.

? Najprawdziwszego pistoletu.

? Tak sądzę.

? Hmmm? Willa? Co on zamierzał zrobić? Zabrać cię do kokpitu i porwać nas na Kubę?

? Nie wiem, Derek!

? Skarbie, to jakoś się kupy nie trzyma. Nie widzę, jak to miałoby zadziałać. Nie przypuszczasz, że to mógł być żart?

? Żart?!

? Jasne, nieszczególnie śmieszny, ale?

? Wystraszył mnie na śmierć, Derek! Trzęsłam się. Czułam się, jakbym była w tym całkiem sama, tylko z nim, i nie wiedziałam, jak ci o wszystkim powiedzieć, więc ucieszyłam się, kiedy się połapałeś bez mojej pomocy. A przynajmniej myślałam, że się połapałeś.

? No cóż, wszystko dobre, co się dobrze kończy ? odparł Derek.
(…)

Anne Tyler „Taniec zegara”
Tłumaczenie: Kamila Slawinski
Wydawnictwo: Poradnia K
Liczba stron: 270

Opis: Decyzja, która zmienia wszystko. Willę Drake, sześćdziesięciojednoletnią bohaterkę powieści obyczajowej Anne Tyler, poznajemy, gdy jest na życiowym zakręcie. Z synami utrzymuje sporadyczny kontakt, jej drugi mąż domaga się nieustannej uwagi. Pewnego dnia Willa odbiera telefon ? była dziewczyna jej syna została postrzelona i ktoś musi się zająć jej dziewięcioletnią córką. Willa postanawia pomóc: nie tylko opiekuje się dziewczynką i jej matką, wchodzi też w relacje z sąsiadami, jednym zdaniem, zadomawia się, co wkrótce stanie się powodem do nieporozumień. Co zrobi Willa, gdy przyjdzie jej podjąć ważną życiową decyzję? Słodko-gorzka i wzruszająca opowieść o tym, że nigdy nie jest za późno na zmiany. Autorka otrzymała nagrodę Pulitzera za książkę „Lekcje oddychania”. Dwie jej książki zostały sfilmowane: „Obok życia” i „Przypadkowy turysta”.

Tagi: , , , , ,

Kategoria: fragmenty książek