banner ad

Po 11 latach Jonathan Safran Foer powrócił z nową powieścią. Przeczytaj fragment „Oto jestem”

28 kwietnia 2017


Jonathan Safran Foer na swoją nową powieść kazał czekać czytelnikom prawie jedenaście lat. Powraca w wielkim stylu: tworząc intymny portret rodziny w kryzysie, stawia fundamentalne pytania o sens partnerstwa, rodzicielstwa i granice indywidualizmu, porusza kwestie pamięci i tożsamości, przygląda się życiu w chwilach doniosłych wyborów i banalnej codzienności. Prezentujemy premierowy fragment powieści „Oto jestem”, która ukazała się w nakładem wydawnictwa W.A.B. Za przekład książki odpowiada Krzysztof Cieślik.

Sam wiedział, że wszystko się zawali, nie wiedział tylko dokładnie, jak i kiedy. Jego rodzice mieli się rozwieść i ostatecznie się znienawidzić, i siać zniszczenie jak ten japoński reaktor. Tyle było wiadomo, choć może nie im. Starał się nie zwracać uwagi na ich życie, ale nie dało się zignorować tego, jak często jego tata zasypiał z nudów, jak często jego mama uciekała w przycinanie drzewek modeli architektonicznych, że tata zaczął podawać deser każdego wieczora, a mama mówiła Argusowi, że ?potrzebuje przestrzeni?, gdy tylko ją polizał, jak bardzo mama przywiązała się do działu podróży, że historię wyszukiwań taty zdominowały strony z nieruchomościami, że mama sadzała sobie Benjy?ego na kolanach, gdy tylko tata był w pomieszczeniu, nie dało się zignorować agresji, z jaką tata zaczął hejtować ?rozpuszczonych? sportowców, którym ?się nawet nie chce?, tego, że mama wpłaciła trzy tysiące dolarów na fundusz National Public Radio, a w odwecie tata kupił vespę, końca z przystawkami w restauracjach, końca z trzecią bajką do poduszki Benjy?ego, końca kontaktu wzrokowego.

Dostrzegał to, czego rodzice nie widzieli lub czego nie mogli pozwolić sobie zobaczyć, a to tylko jeszcze bardziej go wkurzało, bo bycie mniej głupim od własnych rodziców jest obrzydliwe, jak łyk mleka, kiedy spodziewasz się soku pomarańczowego. A ponieważ nie był tak głupi jak jego rodzice, wiedział, że pewnego dnia pojawi się sugestia, że nie musi wybierać, mimo że będzie musiał. Zdawał sobie sprawę, że straci ochotę albo zdolność udawania w szkole, jego stopnie polecą po równi pochyłej wedle jakiegoś wzoru, który powinien był opanować, a rodzice ? w odpowiedzi na smutek wywołany jego smutkiem ? będą gorliwiej przejawiać miłość, on zaś będzie wynagradzany za rozpad małżeństwa. Ich poczucie winy z powodu tego, że tak wiele od niego żądają, wybawi go z opresji rozgrywek sportowych, będzie mógł z korzyścią dla siebie renegocjować czas przed telewizorem, jego obiady przestaną wyglądać tak bardzo eko i już niebawem zacznie dryfować ku górze lodowej, podczas gdy jego rodzice będą toczyć pojedynek na skrzypce.

Uwielbiał ciekawostki, lecz prawie zawsze niepokoiły go przy tym dziwne, powracające myśli. Jak ta: co by było, gdyby doświadczył cudu? Jak przekonałby kogokolwiek, że nie żartuje? A gdyby noworodek zdradził mu tajemnicę? Gdyby drzewo odmaszerowało? Gdyby spotkał starszą wersję siebie i dowiedział się o wszystkich możliwych do uniknięcia katastrofalnych błędach, których nie będzie w stanie uniknąć? Wyobrażał sobie rozmowy z mamą, tatą, fałszywymi przyjaciółmi w szkole, prawdziwymi w Innym Życiu. Większość z nich po prostu by się roześmiała. Może jednego albo dwóch dałoby się zachęcić do jakiegoś przejawu wiary. Max przynajmniej chciałby mu uwierzyć. Benjy by mu wierzył, ale tylko dlatego, że wierzył we wszystko. A Billie? Nie. Sam zostałby ze swoim cudem sam.

Rozległo się pukanie do drzwi. Nie tych do świątyni, ale tych do jego pokoju.

? Wypad, gnoju.

? Słucham? ? powiedziała mama, wchodząc do środka.

? Przepraszam ? odparł Sam, przewracając na biurku iPada ekranem do dołu. ? Myślałem, że to Max.

? I uważasz, że w ten sposób należy zwracać się do brata?

? Nie.

? Albo do kogoś innego?

? Nie.

? To dlaczego to powiedziałeś?

? Nie wiem.

? Może poświęć chwilę i sam się nad tym zastanów.

Nie wiedział, czy to tylko retoryczna sugestia, rozumiał jednak, że to nie czas, by brać matkę inaczej niż dosłownie.

Po chwili zastanowienia nie zdobył się na nic lepszego niż:

? Chyba jestem kimś, kto mówi rzeczy, o których wie, że nie powinien ich mówić.

? Chyba tak.

? Ale się poprawię.

Zlustrowała pokój. Boże, ależ nienawidził tych jej ukradkowych inspekcji: jego pracy domowej, rzeczy, wyglądu. Ciągłe matczyne osądy przecinały go jak rzeka, tworząc dwa brzegi.

? Co porabiasz?

? Nie mejluję, nie esemesuję, nie gram w Inne Życie.

? W porządku, ale co p o r a b i a s z?

? W sumie nie wiem.

? Nie jestem pewna, jak to możliwe.

? Czy to nie twój wolny dzień?

? Nie, to nie jest mój wolny dzień. To dzień, kiedy wolno mi pozałatwiać rzeczy, które odkładam. Jak oddychanie i myślenie. Ale koniec końców, musieliśmy rano złożyć nieplanowaną wizytę w Adas Israel, jak być może pamiętasz, a następnie musiałam się spotkać z klientem?

? Dlaczego musiałaś?

? Bo to moja praca.

? Ale dlaczego dzisiaj?

? Uważałam, że muszę, okej?

? Okej.

? A potem w samochodzie przyszło mi do głowy, że choć niemal na pewno stanąłeś okoniem, chyba nadal powinniśmy zachowywać się tak, jakby bar micwa miała się odbyć. A pośród całego mnóstwa rzeczy, o których tylko ja pamiętam, żeby pamiętać, jest twój garnitur.

? Jaki garnitur?

? Właśnie.

? Racja. Nie mam garnituru.

? Oczywiste, gdy się to stwierdzi, prawda?

? Tak.

? Ciągle mnie zadziwia, ilu rzeczy to dotyczy.

? Przepraszam.

? Dlaczego przepraszasz?

? Nie wiem.

? W takim razie musimy ci sprawić garnitur.

? Dziś?

? Tak.

? Serio?

? W pierwszych trzech miejscach, do których się wybierzemy, nie będzie tego, czego nam potrzeba, a jeśli znajdziemy coś znośnego, nie będzie pasowało, a krawiec pomyli się dwa razy.

? Muszę tam być?

? Gdzie?

? W garniturowni.

? Nie, nie, oczywiście, że nie. Ułatwmy sobie sprawę i skonstruujmy własną drukarkę 3D z patyków po lodach i makaronu, by wykonać doskonale wierny model anatomiczny twojego ciała, który w swój wolny dzień będę mogła sama zataszczyć do g a r n i t u r o w n i.

? Moglibyśmy nauczyć go mojej haftary?

? Nie będę śmiała się teraz z twoich żartów.

? Nie trzeba koniecznie o tym mówić.

? Słucham?

? Nie musisz mówić, że się nie śmiejesz, żeby ktoś wiedział, że się nie śmiejesz.

? To też nie było konieczne, Sam.

? Dobrze. Przepraszam.

? Będziemy musieli porozmawiać, kiedy tata wróci do domu ze spotkania, ale chcę coś powiedzieć. To jest k o n i e c z n e.

? Dobrze.

? Przestań powtarzać ?dobrze?.

? Przepraszam.

? Przestań powtarzać ?przepraszam?.

? Myślałem, że chodzi o to, że oczekuje się ode mnie przeprosin.

? Za to, co zrobiłeś.

? Ale ja nie?

? Bardzo mnie zawiodłeś.

? Wiem.

? I to tyle? Nie masz nic więcej do powiedzenia? Na przykład w stylu: ?Przepraszam, że to zrobiłem??

? Nie zrobiłem tego.

? Posprzątaj ten burdel. To obrzydliwe.

? To mój pokój.

? Ale nasz dom.

? Nie mogę przestawić tej planszy. Jesteśmy dopiero w połowie rozgrywki. Tata powiedział, że skończymy, jak nie będę miał już kłopotów.

? Wiesz, dlaczego zawsze z nim wygrywasz?

? Bo mi pozwala.

? Nie robi tego od lat.

? Odpuszcza.

? Nie odpuszcza. Pokonujesz go, bo podnieca się tym, że zbija pionki, a ty myślisz cztery ruchy naprzód. Dzięki temu jesteś dobry w szachy i dobry w życie.

? Nie jestem dobry w życie.

? Jesteś, gdy tylko trochę pomyślisz.

? A tata jest kiepski w życie?

? Nie o tym teraz rozmawiamy.

? Gdyby się skupił, mógłby mnie pokonać.

? Bardzo możliwe, że tak, ale tego się nie dowiemy.

? O czym w takim razie r o z m a w i a m y?

Wyjęła telefon z kieszeni.

? Co to?

? Telefon komórkowy.

? Twój?

? Nie wolno mi mieć smartfona.

? Właśnie dlatego zmartwiłabym się, gdyby należał do ciebie.

? W takim razie nie musisz się martwić.

? Czyj to telefon?

? Nie mam pojęcia.

? Telefony to nie kości dinozaurów. Nie pojawiają się tak po prostu.

? Kości dinozaurów też nie.

? Na twoim miejscu przyhamowałabym z tą inteligencją. ? Włączyła telefon. I jeszcze raz. ? Jak mam go przejrzeć?

? Zakładam, że ma jakieś hasło.

? Owszem.

? To nie masz szczęścia.

? Równie dobrze mogę spróbować ?za2razemprzejdzie?, prawda?

? Chyba.

Wszyscy dorośli członkowie rodziny Blochów używali tego idiotycznego hasła do wszystkiego: od Amazona, przez Netflixa i domowy alarm, po telefony.

? Nie-e ? powiedziała, pokazując ekran Samowi.

? Warto spróbować.

? Powinnam go zabrać do sklepu albo coś w tym stylu?

? Nie otwierają nawet telefonów terrorystów.

? Może spróbuję z tym samym hasłem, ale wersalikami.

? Możesz.

? Jak się robi wielkie litery?

Sam wziął telefon. Pisał z prędkością deszczu bijącego o świetlik, ale Julia widziała tylko zniekształcony kciuk, i to w zwolnionym tempie.

? Nie-e ? powiedział Sam.

? Spróbuj zapisać słownie.

? Co?

? D-r-u-g-i-m.

? To by było trochę głupie.

? To by było błyskotliwe w porównaniu z używaniem dokładnie tego samego hasła do wszystkiego.

? z-a-d-r-u-g-i-m-r-a-z-e-m-p-r-z-e-j-d-z-i-e? Nie. Przepraszam. To znaczy, nie przepraszam.

? Spróbuj liczebnikiem, tylko z pierwszą wielką.

? Że jak?

? Wielkie ?Z? i ?d-r-u-g-i-m? zamiast cyfry.

Tym razem pisał wolniej, uważnie.

? Hm?

? Odblokowany?

Sięgnęła po telefon, ale Sam trzymał go jeszcze przez ułamek sekundy, wystarczająco długo, by poczuli się niezręcznie. Zerknął na matkę. Jej olbrzymi starożytny kciuk wynosił słowa na szczyt maleńkiej szklanej góry. Spojrzała na Sama.

? Co? ? spytał.

? Co: co?

? Dlaczego na mnie patrzysz?

? Dlaczego na ciebie patrzę?

? W ten sposób.
(…)

Jonathan Safran Foer „Oto jestem”
Tłumaczenie: Krzysztof Cieślik
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 704

Opis: Jacob i Julia Blochowie są małżeństwem z szesnastoletnim stażem. Mają trzech synów, piękny dom, dobrą pracę i? dość samych siebie. Skoncentrowani na tym, by jak najlepiej wywiązywać się z zawodowych, obywatelskich, rodzicielskich i małżeńskich powinności, nie zauważają, jak z głęboko skrywanych drobnych urazów, niesatysfakcjonujących kompromisów i niechcianych poświęceń tworzy się lawina, która zagrozi istnieniu ich rodziny. Lawina rusza w dniu przygotowań do bar micwy najstarszego syna Blochów, na którą do Waszyngtonu przyjeżdżają krewni z Izraela. W wyniku splotu tragikomicznych wypadków członkowie kilkupokoleniowej rodziny w kolejnych dniach staną wobec wyzwań, które skłonią ich do zdefiniowania na nowo, kim są, w co wierzą i co jest dla nich najważniejsze.

Tagi: , , , , ,

Kategoria: fragmenty książek