banner ad

Pierwszy tom kryminalnej „Serii Szetlandzkiej” już w księgarniach. Przeczytaj fragment „Czerni kruka” Ann Cleeves

30 sierpnia 2018


Pozycja obowiązkowa dla miłośników literatury kryminalnej. Wydawnictwo Czwarta Strona opublikowało pierwszy tom „Serii Szetlandzkiej” brytyjskiej mistrzyni suspensu Ann Cleeves. Powieść „Czerń kruka” przyniosła autorce najbardziej prestiżową nagrodę gatunku ? Złoty Sztylet (dawniej Duncan Lawrie Dagger). Polecamy lekturę fragmentu książki i zapraszamy do księgarń!

ROZDZIAŁ 2

Za pięć minut północ. Wszyscy w Lerwick wylegli na ulice wokół placu targowego. Byli mocno podpici, ale nikt nie zachowywał się agresywnie. Wyczuwało się wzajemną więź i wspólnotę. Każdy stanowił część roześmianego, popijającego tłumu. Sally pomyślała, że jej ojciec powinien tu być. Uświadomiłby sobie, że nie ma na co się oburzać. Może nawet dobrze by się bawił. Sylwester na Szetlandach. Pewnie, że nie to, co w Nowym Jorku czy Londynie. Co się wydarzy? Rozpoznawała większość zgromadzonych tu osób.

Basowy huk przeniknął przez nią od stóp i zadudnił w głowie. Nie mogła się zorientować, skąd dobiega muzyka, ale poruszała się w jej rytm, jak inni. Potem rozległy się dzwony, obwieszczając północ, i rozbrzmiała pieśń „Auld Lang Syne”. Sally obejmowała ludzi po bokach. Zorientowała się, że obściskuje jakiegoś faceta, i w chwili opamiętania uświadomiła sobie, że to nauczyciel matmy z liceum Andersona, jeszcze bardziej nawalony niż ona.

Później nie mogła sobie przypomnieć, co było dalej. W każdym razie nie dokładnie i nie po kolei. Widziała Roberta Isbistera, wielkiego jak niedźwiedź. Stał przez klubem z czerwoną puszką w dłoni i przyglądał się im wszystkim. Może to jego szukała. Widziała samą siebie, jak przysuwa się do Roberta w rytmie muzyki, kołysząc biodrami, prawie tańcząc. Jak stoi przed nim, nic nie mówi, ale jednak flirtuje. Och, z całą pewnością flirtowała. Ujęła dłonią jego przegub i pogłaskała delikatnie. Miał złociste włoski na ramieniu, zupełnie jakby był zwierzęciem. Nigdy nie zrobiłaby czegoś podobnego na trzeźwo. Nigdy nie starczyłoby jej odwagi, by choćby podejść do niego, mimo że marzyła o tym od tygodni. Mimo zimna, rękawy miał podwinięte do łokci, a na przegubie zegarek ze złotą bransoletą. Pamiętała ten szczegół. Utkwił jej w głowie. Może bransoleta nie była z prawdziwego złota, ale w przypadku Roberta Isbistera, kto wie?

A potem pojawiła się Catherine. Powiedziała, że załatwiła im podwózkę do domu, w każdym razie aż do zakrętu Ravenswick. Sally chciała zostać, ale ostatecznie, pewnie przekonana przez przyjaciółkę, znalazła się na tylnym siedzeniu samochodu. To także przypominało sen, bo nagle Robert też tam był. Siedział tuż koło niej, tak blisko, że czuła materiał jego dżinsów ocierający się o jej nogę i nagie przedramię na swoim karku. Czuła zapach piwa w jego oddechu. Dostała ataku mdłości, ale wiedziała, że nie może puścić pawia. Nie przy Robercie Isbisterze.

Na tylne siedzenie wcisnęła się jeszcze jedna para. Znała ich oboje. Chłopak był gdzieś z South Mainland i chodził do koledżu w Aberdeen. A ona mieszkała w Lerwick i była pielęgniarką w Gilbert Bain. Dosłownie pożerali się nawzajem. Chłopak skubał ustami wargi dziewczyny, szyję i uszy, potem otworzył szeroko usta, jakby zamierzał ją połknąć. Kiedy Sally odwróciła się znowu do Roberta, pocałował ją, ale wolno i delikatnie; nie rzucił się na nią jak wilk z „Czerwonego Kapturka”. Sally nie miała wrażenia, że jest pochłaniana.

Nie bardzo widziała chłopaka, który prowadził. Siedziała za fotelem kierowcy, miała więc przed sobą tylko tył jego głowy i ramiona okryte parką. Nie odzywał się ani do niej, ani do siedzącej z przodu Catherine. Może był wkurzony, że musi je podwieźć. Sally zamierzała z nim porozmawiać, po prostu z uprzejmości, ale wtedy właśnie Robert znowu ją pocałował. W samochodzie nie grała muzyka, nie było słychać żadnych dźwięków poza nierównym warkotem silnika i pomrukami migdalącej się pary.

? Zatrzymaj się! ? To Catherine. Nie odezwała się głośno, ale rozlegające się w ciszy słowa wstrząsnęły nimi wszystkimi. Jej angielska wymowa zgrzytnęła w uszach Sally. ? Stań tutaj. Sally i ja wysiądziemy. Chyba że chcecie nas podwieźć do samej szkoły.

? Nie ma mowy. ? Student na chwilę oderwał się od pielęgniarki. ? Chcemy jak najszybciej dotrzeć na imprezę.

? Jedźcie z nami ? wtrącił się Robert.

Zaproszenie było kuszące i przeznaczone dla Sally, ale odpowiedziała Catherine.

? Nie, nie możemy. Sally powinna być u mnie w domu. Nie pozwolili jej jechać do miasta. Jeżeli szybko nie wrócimy, rodzice zaczną jej szukać.

Sally nie podobało się, że Catherine mówi za nią, ale wiedziała, że koleżanka ma rację. Nie może nawalić. Jeżeli matka dowie się o nocnej eskapadzie, na pewno się wścieknie. Ojciec właściwie był rozsądny, ale matka miała szajbę. Czar prysł i Sally wróciła do prawdziwego świata. Uwolniła się z objęć Roberta, przeszła nad nim i wysiadła z samochodu. Zimno zaparło jej dech; poczuła zawrót głowy i euforię, jak po kolejnym drinku. Stała ramię w ramię z Catherine i patrzyła, jak znikają tylne światła samochodu.

? Sukinsyny ? warknęła Catherine z takim jadem, że Sally zaczęła się zastanawiać, czy coś zaszło pomiędzy koleżanką a kierowcą. ? Mogliby nas podrzucić. ? Poszperała w kieszeni, wyciągnęła cienką latarkę i oświetliła ścieżkę przed nimi. Cała Catherine. Zawsze przygotowana.

? Mimo wszystko, to była fajna noc ? powiedziała Sally z uśmiechem. ? Zajebiście fajna. ? Kiedy zarzucała pasek torby na ramię, coś ciężkiego uderzyło ją w biodro. Wyciągnęła butelkę wina, napoczętą, zatkaną korkiem. Skąd to się tu wzięło? Zupełnie nic sobie nie przypominała. Pokazała flaszkę Catherine, starając się poprawić koleżance nastrój. ? Zobacz. Mamy coś dobrego na drogę.

Zachichotały i potykając się, poszły oblodzoną ścieżką.

Kwadrat światła, który pojawił się jakby znikąd, zaskoczył dziewczyny.

? Gdzie my, do cholery, jesteśmy? ? Po raz pierwszy Catherine wydawała się zaniepokojona, mniej pewna siebie, zdezorientowana.

? To Hillhead. Dom na szczycie skarpy.

? Ktoś w nim mieszka? Myślałam, że jest pusty.

? Należy do takiego starego faceta ? odparła Sally. ? Magnusa Taita. Mówią, że ma popieprzone w głowie. Samotnik. Zawsze nas ostrzegano, żeby trzymać się od niego z daleka.

Catherine już się nie bała. A może tylko nadrabiała miną.

? Ale siedzi tam zupełnie sam. Powinnyśmy pójść i życzyć mu szczęśliwego nowego roku.

? Słyszałaś? Ma nierówno pod sufitem.

? Boisz się ? powiedziała niemal szeptem Catherine.

Boję się jak cholera i nie wiem dlaczego.

? Nie bądź głupia.

? Nie odważysz się.

Catherine włożyła rękę do torby Sally. Wyjęła butelkę, wypiła łyk, wetknęła korek z powrotem i oddała ją koleżance.

Sally przytupywała nogami, dając do zrozumienia, że bez sensu tak stać na mrozie.

? Powinnyśmy wracać. Sama mówiłaś, że moi starzy będą czekać.

? Możemy powiedzieć, że składałyśmy życzenia sąsiadom. No dalej. Rzucam ci wyzwanie.

? Nie pójdę sama.

? No dobra. Pójdziemy obie.

Sally nie była pewna, czy Catherine planowała to od samego początku, czy też wmanewrowała się w sytuację, z której nie mogła się z honorem wycofać.

Dom stał z dala od drogi. Nie prowadziła do niego żadna ścieżka. Kiedy podeszły bliżej, Catherine poświeciła latarką w stronę budynku. Jasny promień oświetlił szary dach pokryty łupkiem, potem stertę torfu obok ganku. Czuły zapach dymu unoszącego się z komina. Z drewnianych drzwi odłaziły łuski zielonej farby.

? No, idź ? ponagliła Catherine. ? Zapukaj.

Sally ostrożnie zastukała.

? Może już położył się spać i tylko zostawił włączone światło.

? Nie. Widzę go w środku.

Catherine weszła na ganek i załomotała pięścią w wewnętrzne drzwi. Zupełnie jej odbiło, pomyślała Sally. Nie wie, w co się plącze. Cała ta historia jest porąbana. Miała ochotę uciec, wrócić do nudnych i rozsądnych rodziców, ale zanim zdążyła się poruszyć, w domu rozległ się jakiś dźwięk. Catherine otworzyła drzwi i obie niepewnym krokiem weszły do pokoju. Mrugały, nagle oślepione światłem.

Stary mężczyzna szedł w ich stronę. Sally wytrzeszczyła na niego oczy. Zdawała sobie z tego sprawę, ale nie mogła się opanować. Do tej pory widywała go z oddali. Jej matka była zazwyczaj życzliwa w stosunku do leciwych sąsiadów; proponowała, że zrobi im zakupy, przyniesie zupę i pieczywo, ale z Magnusem Taitem unikała jakichkolwiek kontaktów. Kiedy przechodziły obok jego domu, zawsze popędzała Sally.

? Nigdy tam nie chodź ? nakazywała, kiedy Sally była jeszcze dzieckiem. ? To paskudny człowiek. Jego dom nie jest bezpiecznym miejscem dla małych dziewczynek.

W rezultacie gospodarstwo Taita szczególnie ją fascynowało. Patrzyła w tamtą stronę, kiedy szła do miasta lub wracała do domu. Parę razy dostrzegła grzbiet mężczyzny zgięty nad strzyżoną owcą; widziała jego sylwetkę na tle słońca, kiedy stał przed gankiem i obserwował drogę. Teraz, kiedy był tak blisko, miała wrażenie, że stanęła oko w oko z postacią z bajki.

On też się na nią gapił. Pomyślała, że facet naprawdę przypomina jakiegoś bohatera z książki z obrazkami. Trolla, stwierdziła nagle. Wypisz wymaluj troll, z tymi krótkimi, grubymi nogami, krępym ciałem, lekko przygarbiony, z szerokimi ustami i nierównymi, pożółkłymi zębami. Nigdy nie lubiła bajki „Three Billy Goats Gruff”. W dzieciństwie strasznie się bała, kiedy wracając do domu, musiała przejść przez most nad strumieniem. Wyobrażała sobie, że mieszka pod nim troll z płonącymi czerwienią oczami, który chce ją zaatakować. Zastanawiała się teraz, czy Catherine ma ze sobą aparat fotograficzny. Zdjęcie starego byłoby niesamowite.

Magnus spojrzał na dziewczyny zaczerwienionymi, łzawiącymi oczami, sprawiając wrażenie, że nie jest w stanie skupić wzroku.

? Wejdźcie ? powiedział. Jego wargi rozchyliły się w uśmiechu.

Sally zorientowała się, że trajkocze bez przerwy. Jak zawsze, kiedy była zdenerwowana. Słowa wylatywały z jej ust i nie miała pojęcia, o czym mówi. Magnus zamknął drzwi i stanął przed nimi, blokując jedyną drogę na zewnątrz. Zaproponował whisky, ale przecież nie mogła przyjąć poczęstunku. Diabli wiedzą, co mógł tam dosypać. Wyjęła z torby butelkę wina, uśmiechnęła się, żeby udobruchać faceta, i dalej nawijała bez sensu.

Poruszyła się, chcąc wstać, ale mężczyzna trzymał w ręku długi, spiczasty nóż z czarną rękojeścią. Kroił nim ciasto stojące na stole.

? Powinnyśmy już iść ? powiedziała. ? Słowo daję, rodzice będą się martwić.

Ale odniosła wrażenie, że jej nie słuchają. Z przerażeniem patrzyła, jak Catherine bierze kawałek ciasta i wkłada go do ust. Sally widziała okruszki na wargach i między zębami przyjaciółki. Stary mężczyzna stał nad nimi z nożem w ręku.

Rozglądając się w poszukiwaniu wyjścia, Sally zobaczyła ptaka w klatce.

? Co to? ? zapytała gwałtownie, bez namysłu.

? Kruk. ? Stał nieruchomo, przyglądając się jej, potem ostrożnie położył nóż na stole.

? Czy to nie okrutne, trzymać go w zamknięciu?

? Miał złamane skrzydło. Nie poleciałby, nawet gdybym go wypuścił.

Ale Sally nie słuchała wyjaśnień. Stary zamierza uwięzić je w domu, jak tego czarnego ptaka z wielkim dziobem i uszkodzonym skrzydłem.

Nagle Catherine wstała, otrzepując z okruszków dłonie. Sally zrobiła to samo. Catherine podeszła do mężczyzny tak blisko, że mogłaby go dotknąć. Była wyższa i patrzyła na niego z góry. Przez koszmarną chwilę Sally obawiała się, że koleżanka chce pocałować go w policzek. A wtedy Sally też będzie musiała. Ponieważ to wszystko stanowiło część wyzwania, prawda? Przynajmniej tak jej się wydawało. Od chwili, kiedy weszły do tego domu, wszystko stałoby się wyzwaniem. Magnus nie ogolił się dokładnie. W zmarszczkach na jego policzkach rosły twarde, siwe włosy. Zęby miał żółte i pokryte śliną. Sally pomyślała, że wolałaby raczej umrzeć niż go dotknąć.

Ale ten moment minął i już były na zewnątrz. Śmiały się tak głośno, że Sally pomyślała, że pewnie zaraz się zsika albo obie wywalą się w śnieg. Kiedy ich wzrok znowu przyzwyczaił się do ciemności, nie musiały zapalać latarki. Była prawie pełnia i znały drogę powrotną.

W domu Catherine panowała cisza. Jej ojciec nie uznawał świętowania Nowego Roku i wcześnie położył się spać.

? Wpadniesz na chwilę? ? spytała Catherine.

? Lepiej nie. ? Sally wiedziała, że takiej odpowiedzi powinna udzielić. Czasami nie mogła się zorientować, co właściwie Catherine myśli. A niekiedy czuła to dokładnie. Teraz wiedziała, że Catherine chce już zostać sama.

? Wezmę od ciebie tę butelkę. Ukryję dowody rzeczowe.

? Dobra.

? Postoję tu i popilnuję, aż dojdziesz do domu ? oświadczyła Catherine.

? Nie musisz.

Ale Catherine stała, oparta o mur ogrodowy, i obserwowała.
(…)

Ann Cleeves „Czerń kruka”
Tłumaczenie: Sławomir Kędzierski
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 416

Opis: Jest zimny styczniowy poranek i Szetlandy pokrywa gruba warstwa śniegu. Wzrok brnącej do domu Fran Hunter przyciąga barwna plama na zamarzniętej ziemi i krążące nad nią kruki. Okazuje się, że są to zwłoki jej uduszonej nastoletniej sąsiadki, Catherine Ross. Mieszkańcy spokojnej wyspy skupiają oskarżycielskie spojrzenia na jednym człowieku, samotniku Magnusie. Ale kiedy detektyw Jimmy Perez i jego koledzy ze Szkocji upierają się, aby przeprowadzić dochodzenie, całą społeczność ogarnia atmosfera podejrzliwości i strachu. Po raz pierwszy od lat sąsiedzi Catherine nerwowo ryglują drzwi, zdając sobie sprawę, że pośród nich mieszka morderca.

Tagi: , , , , , ,

Kategoria: fragmenty książek