banner ad

Oscar Progresso wygłasza tyradę o kawie – fragment #1 „Pamiętnika z mrówkoszczelnej kasety” Marka Helprina

8 października 2014

Pamietnik_z_mrowkoszczelnej_fragment
Dzisiaj w księgarniach swoją premierą miał „Pamiętnik z mrówkoszczelnej kasety” Marka Helprina. Z tej okazji prezentujemy wam fragment powieści, w którym główny bohater, Oscar Progresso, tłumaczy się ze swojej nienawiści do kawy. Książka ukazała się pod patronatem Booklips.pl.

? Powiedz mi zatem, co właściwie leży u podstaw twojej niechęci do kawy. Oczywiście zdajesz sobie sprawę, że w świetle zwyczajów i praktyk panujących na świecie ciężar dowodzenia spoczywa na tobie. Większość ludzi pije kawę. Wśród tych, którzy tego nie robią, jedynie ty jej się tak otwarcie sprzeciwiasz. ? Znów spojrzała na mnie, jak gdyby mnie nie znała. ? A przynajmniej jesteś jedyną osobą, która sprzeciwia się jej z taką? taką?

? Zaciekłością ? podpowiedziałem.

? Właśnie. Zaciekłością. Jesteś w tym osamotniony.

? Wiem o tym.

? Powiedz więc, co odkryłeś. Wyjaśnij mi, skąd się biorą twoje uczucia. Zamieniam się w słuch.

? Czy nie mogłabyś jednak zrobić mi prezentu i po prostu zaakceptować tego, jaki jestem? ? rzuciłem.

? Rzeczy, które pozostają niewyjaśnione, mają krótki żywot.

? Owszem ? przyznałem ? nie licząc miłości i piękna, które są zupełnie niewyjaśnione i żyją wiecznie. Przynajmniej kiedyś tak było.

? Ale dlaczego? ? spytała, szczerze zbita z tropu. ? Dlaczego właśnie kawa?

Prychnąłem i odsunąłem się od niej urażony.

? Nienawidzę kawy ? powiedziałem z cierpliwością człowieka zdruzgotanego.

? Wiem o tym.

? Kawa jest zła.

? Wiem, że tak uważasz.

? Tak. Jest bardzo zła.

? Ale dlaczego?

? Nie mam przygotowanej tyrady ? odrzekłem, bo wówczas naprawdę nie miałem. Od tamtej pory mam ich kilka. Najkrótsza trwa trzydzieści sekund, najdłuższa godzinę i czterdzieści pięć minut.

? Mów wszystko, co ci przyjdzie na myśl.

? Uważasz, że mam nie po kolei w głowie.

? Nie. Nie uważam, że masz nie po kolei w głowie, po prostu kocham kawę, a ty zachowujesz się tak, jakbym wypijając filiżankę kawy, zdradzała cię z kimś. O co chodzi?

? Kochasz kawę ? powtórzyłem. ? Nie powinno się kochać substancji.

? To niedorzeczne. Równie dobrze mogłabym powiedzieć: kocham pieczonego kurczaka.

? Może i tak, ale gdy powiedziałaś, że kochasz kawę, twój głos obniżył się o półtorej oktawy, każde słowo oddzieliłaś średniówką ślepej namiętności i poruszyłaś się tak, jak gdyby pieścił cię męski sukub.

? Znaczy się inkub.

? Niech będzie nawet inkubator. Gdy zaś powiedziałaś, że kochasz pieczonego kurczaka, słowo ?kocham? było tylko błahym półtonem o tej samej wysokości, co pozostałe słowa, nie wyczuwało się tam ani pauzy, ani przystojnego inkuba.

? Inkub jest przystojny?

? Tak.

? Widziałeś go?

? Nie, ale widziałem ciebie, kiedy go widziałaś.

Constance z miłością wypowiedziała moje imię. A potem dodała:

? Jesteś obłąkany.

? Wręcz przeciwnie ? oświadczyłem. ? To ci, którzy piją kawę, są obłąkani. Obłąkani i opętani, a co gorsza, chcą być opętani. Większość ludzi w szpitalach psychiatrycznych pije kawę. Gdyby pozwolić im jej nie pić, odzyskaliby równowagę psychiczną na tyle, że można by ich wypuścić. Ale nie, oni nie przestają. Przeciwnie, piją coraz więcej, i coraz bardziej im odbija. Z każdą cholerną kroplą coraz bardziej się odczłowieczają i choć to czują, są jak lemingi czy bawół, który skacze z urwiska. Ludzie piją kawę, a ona sprowadza na nich obłęd. Czy musicie pić właśnie kawę? ? ciągnąłem. ? Dlaczego nie kakao, herbatę, mate, wywar z yoco czy guaranę? Dlaczego kofeina? Czemu nie teobromina czy teofilina? Zdarzyło mi się parę razy w życiu zjeść kostkę czekolady. Owszem, wprawia w nieopanowaną ekstazę, ale po chwili doprowadza do prometejskiej rozpaczy.

Zauważ ? mówiłem dalej ? że kawę przywieziono do Europy w siedemnastym wieku, już po epoce renesansu. Jak sądzisz, dlaczego sztuka renesansowa i okres klasyczny do dziś nie mają sobie równych? Tych wspaniałych wzlotów dokonano na skrzydłach aniołów, a nie dzięki wstrętnej brei wytoczonej z ziarna, które zatruwa własny krzew. Tak, kawowiec sam siebie zatruwa! Ziarno spada na ziemię i po dziesięciu?dwudziestu latach? sayonara! Nie mów mi, że flirt z tą uzależniającą trucizną ma dobroczynne działanie. Przypuszczam, że nigdy nie słyszałaś o skandalach z podrabianiem kawy na początku dziewiętnastego wieku. Wiesz, co dodawano do mielonej kawy, żeby zwiększyć jej objętość?

? Co? ? spytała Constance z szeroko otwartymi oczyma.

? Korzenie, orzechy, żołędzie, kamienie, pieczoną końską wątrobę, glinę, palone skorupki orzeszków ziemnych, koprę, sizal, pierze i świńskie gówno. A ludzie nie mieli o tym pojęcia. Skąd mieliby wiedzieć? Zdążyli się już zmienić w zombi, jak postacie z rysunków Hogartha, ślubowali posłuszeństwo? komu, czemu? Królowi? Mesjaszowi? Wierze? Komu? Komu? Nawet nie fałszywemu mesjaszowi ani samozwańczemu uzurpatorowi, nawet nie błędnej idei ani hipnotyzującej religii, tylko ziarnu, ziarnu, ziarnu, ziarnu, ziarnu!

? I co byś chciał z tym zrobić, zakazałbyś go?

? Czemu nie? De Valera próbował zakazać w Irlandii picia herbaty. Dlaczego musieliśmy się zatrzymać w pół drogi? ? Mówiłem dalej, broniłem światła przed wszechogarniającą ciemnością: ? Kofeina, moja droga Constance, przypomina kod genetyczny.

? Jak to?

? No tak. C8H10N4O2. 1,3,7-trimetylo-1H-puryno-2,6(3H,7H)-dion. Jak wiesz, DNA się replikuje, kofeina jednak zakłóca ten święty proces z taką siłą, jakby tajfun uderzył w łódki na Tamizie, i rozsadza system genów. Kofeina zastępuje adenozynę i wiąże się z jej receptorami na powierzchni neuronów, przez co neurony zaczynają się spalać z przepracowania. Ta uzurpacja i jej nieopanowane skutki, ten atak na równowagę panującą w naturze, to wyzwolenie ognia i światła mające służyć jako taran dla duszy, jest grzechem najcięższego rodzaju.

? Kofeina wywołuje niepłodność u owadów ? dodałem.

? A co z ludźmi? ? spytała Constance. ? Ludzie to nie owady.

? Zgadza się ? potwierdziłem. ? Przyznaję uczciwie, kofeina nadaje spermie większą ruchliwość, czyli tak naprawdę wspomaga płodność. Czy to uczciwe?

? A czemu nie?

? Bo plemnik odurzonego kofeiną tępaka, słabeusza i nałogowca dostaje w ten sposób dodatkowy napęd. Plemnik szlachetny, który nie akceptuje dodatkowych napędów, nie dostanie się do jaja, a ponieważ ten dodatkowy napęd pozostaje, że tak powiem, poza murami komórki jajowej, co dostaje się do środka? Tylko słabeusz, tępak, osioł nieumiejący pływać, bezogoniasty niedojda, niechlujny matoł, który przebił się pod prąd tylko dlatego, że miał silnik przywiązany do grzbietu. Spengler kompletnie przeoczył tę kwestię, gdy zastanawiał się, co dolega Zachodowi.

? Skarbie? ? powiedziała Constance. ? Skarbie mój najdroższy?

? Największe na świecie spożycie kawy na głowę odnotowuje się w Finlandii. Owszem, Finowie dali odpór Rosjanom, ale to najbardziej nerwowi ludzie na świecie, nikt nie rozumie ich języka, a do tego tłuką się gałęziami po głowach. Przeciętny Amerykanin wypija siedemset dwadzieścia galonów płynów rocznie, z czego mniej więcej połowę stanowi kawa. Wychodzi jeden galon dziennie, czyli szesnaście filiżanek. Trzy procent populacji wypija pięćdziesiąt filiżanek dziennie, piętnaście procent pije czterdzieści. Sześćdziesiąt siedem procent dorosłych Amerykanów i trzydzieści trzy procent dzieci jest uzależnionych od kofeiny lub rozmaitych kwasów kawowych.

? Skarbie?

? Katarzyna Wielka zalewała funt kawy czterema filiżankami wody i bądźmy szczerzy, właśnie dlatego rżnęła się z końmi. Zresztą pomyśl tylko: pięć tysięcy miligramów kofeiny jest dawką śmiertelną. Ktoś kiedyś popełnił samobójstwo za pomocą lewatywy z kawy. Nie rozumiesz tego? Co będzie, jeśli stracisz rachubę i zapomnisz, ile już wypiłaś filiżanek? Umrzesz. A wszystko to wiadomo od wieków, od kiedy tylko kawa pojawiła się w Europie. Już dawno William Corbett pisał, że kawa ?niszczy zdrowie, osłabia konstytucję cielesną, prowadzi do zniewieściałości i lenistwa, deprawuje młodych i sprowadza nieszczęście na starych?. Constance, posłuchaj mnie ? zakończyłem. ? Zaufaj mi. Wiem, o czym mówię, i zapewniam cię, nie jestem ani odrobinę uprzedzony.

Milczeliśmy do końca podróży. Odezwałem się dopiero w Chicago, gdy żebrak na dworcu spytał mnie grzecznie, czy nie dałbym mu dziesięciu centów na kubek kawy.

? Spierdalaj! ? krzyknąłem tak potężnie, że mój głos odbił się kilkakrotnym echem od wysokiego sufitu i spłoszył siedzące tam bezprawnie stado gołębi.
(…)

Pamietnik_z_mrowkoszczelnej_kasetyMark Helprin „Pamiętnik z mrówkoszczelnej kasety”
Tłumaczenie: Maciej Płaza
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 560

Opis: Oscar Progresso siada codziennie w ogrodzie na szczycie góry (uzbrojony w walthera P88, z którym się nie rozstaje), spogląda na Rio de Janeiro i spisuje swoje wspomnienia, po czym skrzętnie upycha je w mrówkoszczelnej kasecie. To, co przeżył, wydaje się nieprawdopodobne: zabójstwo w obronie własnej, pobyt w szpitalu psychiatrycznym, małżeństwo z cudowną milionerką, rozwód z okrutną milionerką, obrabowanie największego banku na świecie, dwukrotne zestrzelenie przez Luftwaffe, rozmowy z papieżem w stylu: ?cześć, właśnie się do ciebie wybieraliśmy?, oświadczyny po pięciu minutach znajomości i ślub z trzykrotnie młodszą Brazylijką… Aż trudno uwierzyć, że największy wpływ na życie tego ekscentrycznego Amerykanina miała… kawa, ?siła nieczysta?, z którą obsesyjnie walczy. Helprin funduje czytelnikom chwile intelektualnej rozrywki na najwyższym poziomie ? krytyczne spojrzenie na wiek XX, zabawę słowem i obłędnego bohatera. ?Pamiętnik z mrówkoszczelnej kasety? jest kpiarski i wzruszający, nostalgiczny i krzepiący, dramatyczny i arcyzabawny ? to powieść, od której trudno się oderwać.

Tagi: , , , , ,

Kategoria: fragmenty książek