banner ad

Nowy bohater thrillerów kryminalnych autora „Chemii śmierci”. Poznajcie Jonaha Colleya we fragmencie „Zagubionego” Simona Becketta

20 października 2022

Simon Beckett, autor cyklu thrillerów kryminalnych z Davidem Hunterem zapoczątkowanego powieścią „Chemia śmierci”, proponuje czytelnikom nową serię. W książce „Zagubiony” przedstawia Jonaha Colleya, oficera policji, którego na skraj załamania doprowadziło dziesięć lat temu zaginięcie syna. Poproszony o pomoc przez przyjaciela, którego od dawna nie widział, trafia na miejsce rzezi i zostaje brutalnie zaatakowany. Udaje mu się przeżyć, ale widzi, jak ktoś ciągnie zwłoki dawnego kolegi. Jonah staje się obiektem podejrzeń śledczych. Poszukiwanie prawdy zmusi go do zakwestionowania tego, co wie o wydarzeniach sprzed lat. „Po sześciu powieściach z antropologiem sądowym Davidem Hunterem poczułem, że nadszedł czas, aby zająć się inną postacią, która pozwoliłaby mi poszerzyć zakres i zasięg moich historii. Ale chociaż Jonah Colley może czuć się lepiej na ulicy niż w kostnicy, jest nie mniej skomplikowany niż jego poprzednik” – mówi autor. „Zagubionego” znajdziecie już w księgarniach, a u nas przeczytacie fragment książki.

Rozdział 4
Dzie­sięć lat temu
(…)

„Pora­dzimy sobie z tym. Jeste­śmy doro­śli”. Zadrżał od kolej­nego ziew­nię­cia. Chry­ste, ale był zmę­czony. Karu­zela skrzy­piała ryt­micz­nie przy każ­dym obro­cie jak mecha­niczny kon­tra­punkt do kosa śpie­wa­ją­cego w oko­licz­nych drze­wach. Jonah sły­szał, jak prze­rwy mię­dzy fał­szy­wymi dźwiękami sta­wały się coraz dłuż­sze, kiedy zwal­niała…

Skrzy­pie­nie zamil­kło. Podob­nie kos. Jonah nagle pode­rwał głowę do góry. „Cho­lera, zasną­łem?” Zamru­gał, zda­jąc sobie sprawę, że karu­zela nie poru­sza się ani nie wydaje żad­nego dźwięku.

Nikogo na niej nie było.

– Theo?

Z tunelu dobiegł jakiś hałas. Jonah ode­tchnął z ulgą, a nagłe prze­ra­że­nie znik­nęło, zanim zdą­żyło przy­brać na sile.

– O, nie, Theo znik­nął. Lepiej pójdę do kawia­renki i zjem lody bez niego. – Jonah wstał i pod­szedł do rury. Z uśmie­chem schy­lił się, by do niej zaj­rzeć. – Chyba nie chowa się w…

Spa­ni­ko­wany kos wyfru­nął z tunelu, odstra­sza­jąc go nagłym pode­rwa­niem się do lotu. Jonah wpa­try­wał się w pustą rurę – na odle­głym dru­gim końcu widział okrąg dzien­nego świa­tła. Wypro­sto­wał się.

– Theo?

Plac zabaw był pusty. Theo ni­gdzie nie było. Ani na karu­zeli, ani na huś­tawce. Jonah nie widział go rów­nież w małej klatce na górze zjeżdżalni, ale pod­biegł, żeby spraw­dzić i tak.

– To nie jest śmieszne, Theo, wychodź już.

Zasłona z rodo­den­dro­nów i bez­list­nych drzew ota­czała plac zabaw, ale pośród nich ni­gdzie nie widział nie­bie­skiej kurtki.

– Theo? Theo!

Strach prze­ro­dził się w panikę. Zaj­rzał znowu do rury, jakby jego syn mógł jakimś cudem zma­te­ria­li­zo­wać się w środku. W pustym tunelu zobaczył jedy­nie wyschnięte liście. „Spo­koj­nie, musi gdzieś tu być. Nie spa­łeś tak długo”.

Na pewno?

– Theo!

Nie potra­fił przy­jąć do wia­do­mo­ści, że małego tu nie było. Ale nie było. Jonah krę­cił się w kółko, szu­ka­jąc kogo­kol­wiek, kto miał cho­ciaż szansę zoba­czyć chłopca. W zasięgu wzroku nie dostrzegł nikogo. Młoda matka z wóz­kiem już sobie poszła, tak jak…

„O Jezu”.

Teraz serce Jonaha waliło już naprawdę. Ławka, na któ­rej sie­dział męż­czy­zna z ogo­loną głową i w woj­sko­wej kurtce, była pusta.

– Theo!

Wpadł mię­dzy ota­cza­jące plac zabaw drzewa i krzewy, szu­ka­jąc jakie­go­kol­wiek znaku, mignię­cia cze­goś nie­bie­skiego. Kiedy odwró­cił się, by zawo­łać jesz­cze raz, zauwa­żył coś na ziemi. Małą kolo­rową plamę wśród drzew. Nie nie­bie­ską. Czer­woną.

Jonah bie­giem poko­nał dystans.

W bło­cie i liściach leżała czapka z pom­po­nem.

Rozdział 5

Inspek­tor wró­cił następ­nego dnia aku­rat wtedy, kiedy Jonah koń­czył śnia­da­nie. Wciąż było wcze­śnie i gdy drzwi się otwo­rzyły, spo­dzie­wał się, że to pie­lę­gniarka lub salowa po talerz. Zamiast tego do środka wszedł prze­raź­li­wie chudy męż­czy­zna ubrany po cywil­nemu, a jego wygląd od razu zbił Jonaha z tropu. Pod gęstymi brą­zo­wymi wło­sami twarz męż­czy­zny przy­po­mi­nała roz­to­pioną pla­sti­kową maskę. Bli­zny od popa­rzeń to nie­na­tu­ral­nie wygła­dzały skórę, to ją fał­do­wały, tak że frag­menty przy­po­mi­nały wosk kapiący ze świecy.

Spodnie łopo­tały mu wokół chud­nych nóg, kiedy wpa­ro­wał do środka, obo­jętny na spoj­rze­nie Jonaha lub tak przy­zwy­cza­jony do tego typu reakcji, że po pro­stu ją zigno­ro­wał.

– Cie­szę się, że jesteś z nami, sier­żan­cie Col­ley. Inspek­tor Jack Flet­cher. – Prze­lot­nie poka­zał legi­ty­ma­cję, zanim bez pyta­nia się­gnął po pla­sti­kowe krze­sło. – Lekarz mówi, że dosze­dłeś do sie­bie na tyle, żeby poroz­ma­wiać, a na pewno rozu­miesz, że jest kilka pytań, na które chcie­li­by­śmy poznać odpo­wie­dzi.

– Tak jest, panie inspek­to­rze.

– Wspa­niale. Ale nie jesteś na służ­bie, więc dajmy sobie spo­kój z tym inspek­to­rem, dobrze? – Gość wier­cił się na twar­dym krze­śle, pró­bu­jąc zna­leźć wygodną pozy­cję. – Ile zapa­mię­ta­łeś?

– Wszystko do momentu, kiedy zadzwo­ni­łem po pomoc. Nic poza tym. – Jonah urwał, bo przez moment znowu poczuł zimną kamienną pod­łogę magazynu. – Jak mnie zna­leź­li­ście?

– Poszczę­ściło ci się. – Zabrzmiało to jak oskar­że­nie. – Udało ci się dodzwo­nić, zanim stra­ci­łeś przy­tom­ność. Cho­ciaż odna­le­zie­nie cię zajęło chwilę, bo nie mówi­łeś zbyt sen­sow­nie.

Jonah prze­szu­ki­wał pamięć, ale nie mógł sobie przy­po­mnieć żad­nej z tych rze­czy.

– A jak dziew­czyna? Nad­ine?

Flet­cher pochy­lił się do przodu, nagle sku­piony.

– Skąd znasz jej imię?

– Powie­działa mi, kiedy pró­bo­wa­łem ją uwol­nić. Nic jej nie jest?

– Powie­działa coś jesz­cze? Nazwi­sko?

– Nie, była zbyt słaba. – Jona­howi się to nie podo­bało. – Nie roz­ma­wia­li­ście z nią jesz­cze?

Flet­cher odchy­lił się na opar­cie krze­sła.

– Żadna z ofiar nie prze­żyła.

Jonah czuł się, jakby obe­rwał obu­chem. Pomy­ślał o dziew­czy­nie, którą pró­bo­wał ura­to­wać. Jezu, prze­szła to wszystko…

– Wie­cie, kim byli? – zapy­tał.

Flet­cher mil­czał przez chwilę, naj­wy­raź­niej zasta­na­wia­jąc się, czy odpo­wie­dzieć na pyta­nie.

– Jesz­cze nie. Dwóch pozo­sta­łych to męż­czyźni, około dwu­dziestki, może tuż po trzy­dzie­stce. Jeden czarny, drugi praw­do­po­dob­nie z Europy Wschod­niej, sądząc po uzę­bie­niu. Ale wciąż pró­bu­jemy ich ziden­ty­fi­ko­wać.

– A co z…

Już miał zapy­tać o Gavina, kiedy drzwi otwo­rzyły się ponow­nie, a do środka weszła kobieta w nie­bie­skich dżin­sach i skó­rza­nej kurtce. Wyglądała na rok lub dwa lata młod­szą od Jonaha, była ciem­no­skóra i szczu­pła, a czarne krę­cone włosy nosiła krótko przy­cięte. Skó­rzaną torbę prze­rzu­ciła przez ramię, a w rękach nio­sła dwa jed­no­ra­zowe kubki z pokryw­kami.

– Kawa – powie­działa, wrę­cza­jąc jeden Flet­che­rowi.

Zdjąw­szy pokrywkę, inspek­tor pową­chał uno­szącą się parę i upił łyk. Skrzy­wił się.

– Chry­ste, skąd tyś to wzięła?

– Tylko taka była, inspek­to­rze.

Wyda­wała się nie przej­mo­wać jego dez­apro­batą. Nie ode­zwaw­szy się sło­wem do Jonaha, sta­nęła w nogach łóżka.

– To sier­żant Ben­net – przed­sta­wił ją Flet­cher, z wyraź­nym zde­gu­sto­wa­niem odsta­wia­jąc kubek. – Sier­żant Col­ley przed chwilą wyznał mi, że roz­ma­wiał z ofiarą, kobietą. Naj­wi­docz­niej pró­bo­wał ją uwol­nić. Powie­działa mu, że ma na imię Nad­ine.

Poli­cjantka popa­trzyła na Jonaha badaw­czo.

– Odwi­nął pan folię?

– Tylko twarz, potem zosta­łem zaata­ko­wany od tyłu i ogłu­szony.

Zauwa­żył, jak Flet­cher i Ben­net wymie­nili spoj­rze­nia.

– Nie była odsło­nięta, kiedy ją zna­leź­li­ście?

Flet­cher znowu zasta­na­wiał się przez chwilę.

– Nie.

Jonah poczuł, jak robi mu się nie­do­brze. Męż­czy­zna, z któ­rym wal­czył, musiał owi­nąć twarz dziew­czyny z powro­tem, kiedy Jonah był nieprzytomny. Dopil­no­wał, żeby tym razem była mar­twa.

– A co z podej­rza­nym? – Nie­mal bał się zapy­tać. Od kiedy wczo­raj się ock­nął, pró­bo­wał oswoić się z myślą, że mógł zabić czło­wieka, który go zaata­ko­wał. Odkąd wstą­pił do SCO19, liczył się z moż­li­wo­ścią, że być może pod­czas akcji będzie musiał ode­brać komuś życie; akcep­to­wał ją jako część swo­jej pracy. Ale to było co innego. Z powodu błęd­nej decy­zji, po służ­bie, wpa­ko­wał się w sytu­ację, o któ­rej nic nie wie­dział. Samo­obrona czy nie, jeśli napast­nik zgi­nął, cze­kało go śledz­two. Może nawet posta­wią mu zarzuty.

Inspek­tor zigno­ro­wał jego pyta­nie.

– Będziemy nagry­wać tę roz­mowę, więc lepiej zacznijmy. Ben­net?

Sier­żant wyjęła z torby cyfrowy dyk­ta­fon. Po tym, jak włą­czyła go i przed­sta­wili się ofi­cjal­nie na potrzeby nagra­nia, Flet­cher zwró­cił się do Jonaha.

– Może zaczniesz od początku?

Żadne z nich nie prze­ry­wało, kiedy Jonah opo­wia­dał o tele­fo­nie od Gavina i tym, jak poje­chał na nabrzeże. Głos drżał mu z początku, ale nawyki i prze­szko­le­nie szybko wzięły górę. W trak­cie służby zda­wał nie­zli­czone ustne raporty i w miarę mówie­nia zaczął korzy­stać z dobrze zna­nych sfor­mu­ło­wań oraz spraw­dzo­nego rytmu wypo­wie­dzi, które izo­lo­wały go od naj­gor­szych wspo­mnień.

Mimo to nie­które wciąż były nie­mal zbyt trudne do znie­sie­nia. Kiedy opi­sy­wał, jak odna­lazł Gavina, jak przy­glą­dał się temu, że ktoś owi­jał jego ciało w pla­stik i wycią­gał na zewnątrz, tamte obrazy znów sta­nęły mu przed oczami. Gdy doszedł do walki i kosz­mar­nego czoł­ga­nia się, by wezwać pomoc, zabra­kło mu tchu.
(…)

Simon Beckett „Zagubiony”
Tłumaczenie: Bartłomiej Nawrocki
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 384

Opis: Sierżant Jonah Colley nie spodziewał się, że jeszcze kiedyś usłyszy Gavina. Kiedy stary przyjaciel poprosił, żeby przyjechał na Nabrzeże Rzeźników, początkowo nie wiedział, co zrobić. To prawda, nie rozmawiali ze sobą od dziesięciu lat. Ale nigdy nie słyszał w głosie Gavina paniki. Dziesięć lat temu Jonah był innym człowiekiem. Mężem. Ojcem. Ale pewnego przedpołudnia w trakcie wyjścia do parku jego czteroletni synek Theo zniknął. Poszukiwania, w których brał udział Gavin, nie przyniosły żadnego rezultatu. Życie Jonaha legło w gruzach. Stojąc przed magazynem nad rzeką, Jonah wybiera numer przyjaciela. Sygnał rozlega się gdzieś wewnątrz budynku, ale jego wnętrze spowija absolutna ciemność. Wbrew procedurom Jonah decyduje się wejść do środka. W powietrzu unosi się ciężki, metaliczny zapach krwi…


Tematy: , , , , , , ,

Kategoria: fragmenty książek