banner ad

Nowa książka laureata Nagrody „Angelus”. Przeczytaj fragment „Bębnów nocy. Studium” Miljenka Jergovicia

14 lutego 2019


Nakładem wydawnictwa Książkowe Klimaty ukazało się nowe dzieło laureata Literackiej Nagrody Europy Środkowej „Angelus” z 2012 roku. „Bębny nocy. Studium” Miljenka Jergovicia to książka przywołująca zaginioną, a może nigdy nie napisaną powieść chorwackiego poety Tina Ujevicia. Powieść ta natomiast opisywała przyjazd do Sarajewa austriackiego leśnika, badacza jaworu, z którego Antonio Stradivari budował skrzypce. Te dwa wątki Jergović pięknie wykorzystuje, żeby opisać tak jemu bliskie Sarajewo. Ta niewielka książka mówi jednak również wiele o naszym współczesnym świecie. Poniżej możecie przeczytać premierowy fragment „Bębnów nocy. Studium”.

Gubernik w Sarajewie pojmuje, że istnieją inni. Miasto, na którego ulicach postawił nogę 12 czerwca 1914 roku, kipi od tłumionych uczuć, od namiętności, nienawiści i od nienawiści do tej nienawiści, która była siłą napędową młodobośniaków, paliwem ich rozpaczy i gniewu. Nienawidzili Austrii, bo Austria podżegała i rozpalała nienawiść między słowiańskimi plemionami różnych wyznań, a jednego serca i języka. Jak Austria to robiła i czy w ogóle robiła, czy też im tylko tak się wydawało, nie jest już ważne, wypełnili bowiem swoją historyczną misję i poszli do piekła jako męczennicy za wiarę. Wtedy jednak, w czerwcu 1914 roku, kiedy Gubernik przyjechał do Sarajewa, oni wciąż jeszcze żyli, ich gruczoły płonęły i wydzielały jakiś straszny, do dziś nieznany hormon, w którego analizie biochemicznej objawi się cały dwudziesty wiek: Młoda Bośnia, ETA, IRA, anarchiści pod ruinami Madrytu i tych kilku idealistów, którzy rabowali banki i porywali niemieckich przemysłowców, zabijali ich i zostawiali w bagażnikach samochodów porzuconych na przedmieściach. Złota młodzież Europy, która siała śmierć, próbując uratować coś, dlaczego nie było ratunku. Ideę w najczystszej postaci. Bojąc się nienawiści, siali nienawiść do nienawiści i tak podpalili świat.

W ciągu dwóch tygodni przed zamachem Gubernik spotkał się przypadkiem z Danilem Iliciem, Nedeljkiem Čabrinoviciem, a może i Gavrilem Principem. Właściwie przypadkowe było pierwsze spotkanie, z Iliciem, dwa następne na pewno musiały zostać umówione. Kiedy Gubernik wyjeżdżał z Wiednia, Geno Bermi, rekwizytor teatralny, poprosił go, żeby zawiózł do Sarajewa antyczną togę ? kostium Kreona do spektaklu Antygony Sofoklesa ? i przekazał ją komuś z trupy .oki Jovanovicia z Šabca, nauczyciela ludowego i trochę awanturnika, entuzjasty teatru, żeby według tej szaty uszyto kostiumy do sarajewskiej Antygony, którą Jovanović zamierzał wystawić wiosną 1915 roku z pewnym reżyserem z Zagrzebia.

Gubernik zgodził się spełnić prośbę człowieka, którego ledwie znał i o którym, poza tym że nazywa się Geno Bermi, nie będzie miał nic do powiedzenia śledczym, i zabrał togę, choć z tego powodu musiał się wyrzec części osobistego bagażu. Powiedziano mu, żeby poszedł do karczmy Pod Orłem, na początku głównej sarajewskiej ulicy ? choć w tamtej chwili nie wiedział nawet, jak ta ulica wygląda ani jak się nazywa ? i zostawił togę u karczmarza. Nie wybrał się tam pierwszego dnia po przyjeździe, drugiego ani trzeciego, a kiedy czwartego dnia się zdecydował, akurat trafił na posłańca Jovanovicia. Posłaniec ów przyszedł się dowiedzieć, co się dzieje z przesyłką z Wiednia. Był to Danilo Ilić, który od czasu do czasu pracował jako sufler teatralny, a historia zapamięta go jako głównego organizatora zamachu w Sarajewie.

Gubernik przekazał Iliciowi skrzynkę z kostiumem, ale ciekawość nie dała mu spokoju i zapytał go, co myśli o Antygonie. Ilić mu odpowiedział, że niestety nie czytał Sofoklesa. No tak, niby dlaczego niewykształcony bośniacki młodzieniec miałby czytać Sofoklesa, pomyślał pewnie Gubernik, potwierdzając w ten sposób swoje wiedeńskie uprzedzenia do Bośniaków i Jugosłowian, ale zamiast z uśmiechem zostawić go w spokoju, zaprosił Danila Ilicia na kufel piwa, szczegółowo streścił mu akcję Antygony i opowiedział o wszystkim, co sztukę poprzedziło. Włącznie z tym, jak to Edyp umiłował własną matkę, nie wiedząc, kim jest, i spłodził z nią Eteokla, Polinika oraz Antygonę i Ismenę. O tym Ilić co nieco wiedział.

I tu między nimi rozpoczęła się dyskusja, kto ma rację, Antygona, która za wszelką cenę chce pogrzebać martwego brata, czy Kreon, który broniąc państwa, zabrania siostrze ? skądinąd swojej siostrzenicy ? go pochować. Ilić, ku wielkiemu zdziwieniu Gubernika, staje po stronie Kreona, mówiąc, że ludzkie uczucia to jedno, a racje państwowe ? drugie. Nie ma czystszych i bardziej wzniosłych uczuć niż siostrzane, lecz państwo kierujące się emocjami sióstr pogrążyłoby się w najgłębszej tyranii. Kiedy w dzień marzę na jawie, a nocą we śnie, jestem zdecydowanym anarchistą, powiedział mu Ilić, jeśli jednak państwo musi istnieć, a będzie musiało, choćby przez jakiś czas, to najgorsze byłoby takie siostrzane. Gdybym ja jakimś cudem znalazł się w Tebach albo gdyby Sofokles dodał mnie do postaci w Antygonie, gdyby w tej tragedii istniał Danilo, byłbym tym, kto broni Antygony i ją ukrywa, a głośno chwali jej wuja. Jak pan myśli, czy to obłuda?

Zapytał o to Gubernika i wpatrzył się w niego smutnymi oczyma, na których opisanie autor Dzienników sarajewskich nocy zużyje wiele stron. Zmieszał się i nie umiał odpowiedzieć. W gimnazjum czytał Antygonę po niemiecku i w greckim oryginale, słuchał uczonych interpretacji profesorów, czytał Hegla, ale coś takiego nigdy nie przyszło mu do głowy. Więc czy to jest obłuda?

Danilo Ilić nie mówił mu o swoich przekonaniach politycznych i stosunku do spraw narodowych ani wtedy, ani podczas następnych spotkań, kiedy zapoznał go z pracownikiem drukarskim Čabrinoviciem i innymi swymi towarzyszami, których nazwiska nie zostały wymienione w Dziennikach sarajewskich nocy. Aż do niedzieli, gdy nastąpił zamach i po mieście błyskawicznie zaczęły krążyć nazwiska dwóch ludzi, Principa i Čabrinovicia, Gubernik o poglądach Ilicia nie miał pojęcia. Nawet wtedy wierzył, że Danilo nie ma nic wspólnego z zabójcami. Nie mógł sobie wyobrazić, by ten smutny i rozsądny młody człowiek, z rozwiniętym poczuciem sprawiedliwości, mógł knuć spiski przeciwko cesarzowi i państwu. Powiedział, że jest anarchistą, ale kto z nas nie marzy? Gdyby nasze marzenia traktowano jak zło, wszyscy skończylibyśmy na stosie. A marzenia, sny na jawie i sny w ogóle, myślał Gubernik, pozbawione są wszelkiej hierarchii, rodzinnej, ziemskiej i niebieskiej. W snach sąd nie sądzi i nie wydaje wyroków, Bóg nie panuje nad Wszechświatem i nie włada ludzkimi duszami, nie określa, co jest dobre, a co złe, nie oddziela grzeszników od sprawiedliwych. Ponad wszystkimi ludzkimi snami Bóg też śni swój wielki sen, w którym i on nie jest wszechmocny, bo i nim, tak jak każdym człowiekiem, zwierzęciem leśnym i najnędzniejszym ziemskim stworzeniem, rządzi jego wielki sen, wolny od wszelkiej hierarchii i władzy. We śnie panuje powszechna anarchia, rozmyśla Gubernik późną nocą w poniedziałek z 29 na 30 czerwca 1914 roku, „kiedy rozpalona kotlina wrze, a nad kraterem wulkanu, który zwą Sarajewem, rozciąga się sklepienie z garbowanej skóry, dwadzieścia tysięcy śpiących snem sprawiedliwego dusz w tej samej chwili śni, jedni o pieniądzu, drudzy o kobiecie, trzeci o młodości dawno minionej, a zaledwie kilku nieszczęśników, którzy czuwają, a w ich oknach palą się latarnie, wie jeszcze, co się wczoraj wydarzyło, kiedy Neđo Čabrinović, dobry chłopiec, zecer, marzyciel, rzucił granat na cesarski kabriolet, i to oni, ci nieliczni, w śmiertelnym strachu na jawie drżą o wszystkich, którzy śpią, drżą razem z nim, Čabrinoviciem, który także nie śpi, z Gavrilem Principem, dzieciakiem o stalowym spojrzeniu, i Danilem Iliciem, którego przekonali, że on to wszystko zorganizował, a ja wiem, że nie, i chciałbym krzyczeć, że nie, krzyczeć tak, żeby mnie z Bjelav całe miasto słyszało, i budzić tych, co śpią: nie, to nie Danilo Ilić namawiał młodzież bośniacką i serbską, nie on mówił im, by strzelali do następcy tronu, bo on, Danilo, lepiej od nas wszystkich zna mękę Kreona i wie, że państwo nie może się kierować sentymentem, kiedy sądzi swoich synów i córy”. W tym kawałku zdania, które ciągnie się przez cztery strony wielkiego szkolnego bloku pokrytego gęstym kaligraficznym pismem, gorączka Gubernika rozrzuca przecinki we wszystkie strony i długo, jak w malignie, płynie myśl, która nie ma już na celu domyślenia czegoś do końca, tylko chciałaby obalić to, czego nie da się obalić, zawrócić ani powstrzymać. Czasu nie można przywrócić, na zawsze stała się ta późna przedpołudniowa godzina w Dniu Świętego Vida, Franciszek Ferdynand jest zastrzelony po wszystkie czasy i nastąpiła awaria, której nie można naprawić. Gubernik czuje, że to wydarzenie znacznie przerasta liczbę lat jego życia i życia każdego człowieka na ziemi, że wprawiony w ruch potwór nie zatrzyma się nawet przez sto lat, kiedy wszystko, co dziś jest żywe, będzie od dawna martwe. Ale czuje coś jeszcze: swoją własną przemianę, mozolną, trudną i równie niepowstrzymaną, która zaczęła się w chwili, gdy Čabrinović rzucił granat, albo jeszcze wcześniej, kiedy on sam po kilku dniach czekania i odwlekania postanowił zanieść skrzynkę z togą Kreona do karczmy Pod Orłem i spotkał tam Danila Ilicia, albo jeszcze wcześniej, kiedy podjął się czegoś, na co nikt inny by się nie zdecydował, kiedy odłożył część swego bagażu, żeby wyświadczyć przysługę człowiekowi, którego prawie nie znał, i zawieźć jego skrzynkę do Sarajewa, albo jeszcze wcześniej, kiedy skończywszy studia leśnictwa, postanowił wyjechać do Bośni, żeby badać dewiację klonu jaworu; w tym momencie, albo jeszcze wcześniej, rozpoczęła się przemiana, z którą Gubernik walczy, którą przeżywa jak Bożą klątwę, i długo jeszcze i daremnie będzie się jej opierał, czyniąc w ten sposób Dzienniki sarajewskich nocy wielką, niedoścignioną księgą ludzkiego losu, przemian i pomyłek, by podczas tej przemiany z wiedeńskiego drobnomieszczanina stać się jugosłowiańskim integralistą.

A kiedy latem nad całym kraterem wulkanu rozciągnie się cienko wyprawiona kozia skóra, sklepienie się opuści, na Trebeviciu i Igmanie zgromadzą się jacyś czarni ludzie, tubylcy, dżiny i diabły z ludowych pieśni, zagrzmią nad światem, nad Bośnią i Sarajewem bębny nocy. Będą bębnić i walić w rytmie trzykroć szybszym niż serce, potem jeszcze szybszym i szybszym, pełnym nieoczekiwanych synkop, i powstanie z tego mowa ziemi, krzyk i lament, nawałnica jej kobiecej składni, głośniejsza niż słowa Zeusa i Jahwe. Rytm bębnów nocy będzie słychać z jednego końca ziemi i Wszechświata na drugi, a ponieważ wszystkie bębny mają dwie skóry, jedną, w którą się uderza, i dolną, która odpowiada, to ta dolna będzie zrobiona ze skóry wszystkich czuwających i uśpionych mieszkańców Sarajewa. Tak latem 1914 roku myślał i czuł Josip Gubernik, czyniąc z Sarajewa zadziwiającą metaforę, z której Tin Ujević stworzy w wyobraźni swoją nienapisaną powieść. W tym czasie Ujević jest jeszcze daleko od Sarajewa: oto z Vladimirem Gaćinoviciem na paryskich przedmieściach kolportuje „L?Humanité” z wydrukowaną na tytułowej stronie ciężką jak ołów czcionką wieścią o zamachu. Kiedy bębny nocy dudnią w bębenki słuchowe Gubernika i kiedy jego skóra razem ze skórą wszystkich urodzonych i nienarodzonych mieszkańców Sarajewa rozciąga się pod wielkim bębnem miasta, które nagle wykluło się i otrzymało nazwę w imaginacji ludzkości, Tin z przyjaciółmi wychwala po Europie Serbię i Jugosławię, prowokuje anarchię i krwawy obrachunek z Austrią i wszystkimi wrogami Słowiańszczyzny, a nie ma pojęcia, co się tam, na bliskim Oriencie, dzieje z ludźmi i ich duszami i jak w tym ostatnim lecie Sarajewa zmieniają się akcenty i znaczenia w ich imionach i przynależnościach narodowych.
(…)

Miljenko Jergović „Bębny nocy. Studium”
Tłumaczenie: Magdalena Petryńska
Wydawnictwo: Książkowe Klimaty
Liczba stron: 152

Opis: „Bębny nocy” ? tak samo rzekomo nazywała się zaginiona i nigdy nieodnaleziona powieść wybitnego chorwackiego poety Tina Ujevicia (1891?1955). Bohaterem „Bębnów” jest Josip Gubernik, austriacki leśnik, który w czerwcu 1914 roku przyjeżdża do Sarajewa badać klon jaworowaty, drzewo występujące w okolicznych górach. Już w pociągu zaczyna robić notatki i prowadzi je przez cały czas pobytu w Sarajewie. Pod tytułem „Dziennik sarajewskich nocy” ukażą się drukiem dwukrotnie, tuż po II wojnie światowej i w latach osiemdziesiątych. Obie wersje nieco się różnią, szczegółami i fragmentami opuszczonymi przez wydawców lub usuniętymi przez cenzorów. Studium jest poświęcone tym właśnie różnicom, postaci autora dziennika i samemu miastu widzianemu oczyma przybysza z zewnątrz.

Sarajewo, miasto Gubernika i Jergovicia, a także setek ludzi, którzy musieli je opuścić znacznie później, w trakcie wojny z końca XX wieku, jest magicznym, a jednocześnie zwyczajnym miejscem. Gubernik z nieznanych przyczyn wyjeżdżą stąd w roku 1919 i wiadomo jedynie, że rok później znalazł się w Argentynie. Nieco później do Sarajewa przyjeżdża Tin Ujević, któremu Miljenko Jergović pozwolił znać Gubernika z listów. Tin wiedzie w Sarajewie cygańskie życie, pisze wiersze i powieść, która zaginęła. Zestawienie tych dwóch ludzi, przedstawiciela bohemy i solidnego Austriaka, prowadzi do niezwykle ciekawych obserwacji.

W tej książce Jergović posłużył się metodą analizy krytycznej tekstu po to, by odtworzyć dzieje jednego człowieka i jednego miasta. Człowiek jest wymyślony, otaczający go ludzie i autentyczni, i fikcyjni, ale miasto jest prawdziwe i prawdziwa jest historia XX wieku, która właśnie w Sarajewie odcisnęła się bardzo mocno.

Tagi: , , ,

Kategoria: fragmenty książek