banner ad

Młoda kobieta uwikłana w walkę z aparatem władzy. Fragment thrillera psychologicznego „Krwawy kwiat” Louise Boije af Gennäs

20 stycznia 2020


22 stycznia nakładem Wydawnictwa Mova ukazuje się powieść „Krwawy kwiat”, która rozpoczyna Trylogię oporu, opowiadającą o kobiecie uwikłanej w walkę z aparatem władzy. Autorka Louise Boije af Gennäs dostarcza czytelnikom psychologiczny thriller zawierający krytykę społeczną i wyraźnie nawiązuje do wielu niewyjaśnionych afer w Szwecji. „Chciałam w tej książce połączyć klasyczną historię w stylu Alfreda Hitchcocka, w której bohater zmaga się z pytaniem ‚Czy jestem szalony?’, ze współczesnymi palącymi problemami społecznymi. Oferując ekscytującą rozrywkę, chcę jednocześnie zachęcić czytelników do myślenia i zadawania pytań. Po przeczytaniu książki być może niektórzy uznają, że nienawidzę Szwecji. Ale to nieprawda, jest wręcz przeciwnie” ? mówi pisarka. Bohaterką książki jest młoda kobieta o imieniu Sara, która po śmierci ojca przenosi się do Sztokholmu i szybko zostaje wciągnięta w karuzelę pokus i kłamstw. Poniżej możecie przeczytać sam początek powieści „Krwawy kwiat”.

Prolog

Ból był nie do zniesienia. Miał nawet kolor: czerwony na brzegach, biały pośrodku; zadomowił się w jego głowie. Nie mógł zrozumieć, czy całe jego ciało wciąż jest połączone z mózgiem, czy poodcinano mu poszczególne członki. Zapach krwi ? jego własnej ? przytłaczał go i powodował mdłości. Suche torsje, w żołądku nie miał już nic, czym mógłby wymiotować.

Tracił i odzyskiwał przytomność, głosy dookoła niego znikały i powracały. Mówiły w znanym mu języku, ale nie mógł połączyć ze sobą słów i zrozumieć ich sensu. Cel był jednak jasny: chcieli, żeby się poddał i im to przekazał. On jednak nie mógł tego zrobić.

? ?Sara.

Na dźwięk imienia córki lekko podniósł głowę, a z jego gardła wydobyło się stęknięcie. Potem znów poczuł płonący na biało ból: silne uderzenie w kość skroniową. Czerwień wdarła się do środka i powoli rozlała po białym wnętrzu.

Dwaj mężczyźni w pokoju przyglądali mu się: jego palcom z wyrwanymi paznokciami, ustom, w których nie było już zębów, opuchniętym oczom, licznym małym ranom i śladom po oparzeniach. Pod stołem obok dwóch elektrod leżały jego zgniecione okulary. A na stole spoczywał on sam, nagi, w dziwnej pozycji. Nie dało się go poznać po tylu godzinach urabiania.

Mężczyźni popatrzyli na siebie i jeden z nich krótko skinął głową.

Pstryknięcie zdjęcia telefonem komórkowym.

Smród benzyny: intensywny, natarczywy. Umysł nie chciał przyjąć do siebie tej myśli, ale ciało zareagowało. To, co się jeszcze zachowało w jelitach, zostało odruchowo opróżnione na blat pod nim.

Siarczyste przekleństwo. Odgłos pustego kanistra uderzającego o bruk na podwórzu. Potem cisza.

Obrazy przelatywały mu przez głowę.

Sygnet.

Pieczęć.

Pocałunek Judasza.

Staw opór.

A potem rodzina: ręce Elisabeth, uśmiech Sary, Lina na koniu galopująca przez zamglone łąki w słoneczny jesienny poranek.

Chwilę później błysk i eksplozja ? tak silna, że za jednym zamachem zmiotła cały ból, całe cierpienie i wszystkie kolory.

Z oddali płomieniom buchającym ku wczesnoletniemu, bladoniebieskiemu niebu przyglądali się ci dwaj mężczyźni. Z tyłu na prawo, tuż nad lasem, migotała Wenus ? Gwiazda Wieczorna. Po kilku chwilach obserwowania w ciszy gwałtownego pożaru mężczyźni odwrócili się i ruszyli do czarnego samochodu zaparkowanego przy drodze. Za nimi dużymi susami przebiegł przez trawnik szary prążkowany kot i zniknął pod woniejącą czeremchą, której białe kwiaty połyskiwały w ciemności.

Rozdział 1

? Ach tak ? powiedziała niska, pulchna kobieta i otworzyła drzwi. ? Tutaj będzie pani pokój.

Zajrzałam do spartańsko urządzonej sypialni i poczułam, jak mój wymuszony dobry humor znika w mgnieniu oka. Wąski materac na nóżkach przykryty pomarańczową narzutą w paski z cienkiej bawełny ? przypominała te z początku lat siedemdziesiątych, które mieliśmy w domu letniskowym. Nagle pokój w akademiku w Uppsali, zajmowany przeze mnie rok wcześniej, zaczął wydawać się szczytem luksusu.

Obok łóżka stał stolik nocny, właścicielka podeszła do niego i pociągnęła za szufladę.

? Trochę ciężko chodzi ? stwierdziła. ? Ale jakoś to będzie. Do łazienki wchodzi się z przedpokoju, będzie ją pani dzielić z dwoma innymi lokatorami. W środku proszę nie używać suszarki, instalacja elektryczna jest niepewna.

Kobieta ? a raczej babsko ? przedstawiła się jako Siv. Teraz wyszła do przedpokoju, a ja podążyłam za nią, rzuciwszy ostatnie spojrzenie na sypialnię. Papierowy żyrandol, a pośrodku, tuż pod żarówką duża czarna masa ? martwe muchy? Wykładzina PCV na podłodze i chodniczek koło łóżka ? teraz stały na nim klatka dla kota i moja czerwona walizka. Wysiedziany fotel pod oknem i komoda z trzema szufladami. Zamykana na kluczyk szafa miała zaledwie pół metra szerokości.

Siv stanęła w otwartych drzwiach łazienki, musiałam się więc przecisnąć obok niej. Staromodna błękitna wanna z bardzo brudną rączką prysznicową. Sedes z popękaną plastikową deską, umywalka z kranem z lat siedemdziesiątych (niebieska kropka ? zimna woda, czerwona ? ciepła). Plastikowa krwistoczerwona wykładzina na podłodze.

Baba wskazała na kontakt bez uziemienia na ścianie.

? Jak ja to mówię, lepiej go nie używać, a pożyje się dłużej.

Uśmiechnęła się do siebie, a ja znów podążyłam za nią do przedpokoju.

? Więc pozostaje jeszcze tylko drobna sprawa zapłaty ? powiedziała. ? Za pokój chcę sześć i pół miesięcznie, płatne z góry gotówką.

? Nie umawiałyśmy się przypadkiem na równe sześć tysięcy koron? ? spytałam.

Siv złożyła usta w ciup.

? Tak, ale ma pani kota. I trzeba się liczyć z tym, że będą szkody i utrapienia. Chcę dodatkowe pięćset za kota.

Westchnęłam i wygrzebałam z torebki kopertę, a do tego pięciusetkoronowy banknot z cienkiego portfela. Siv otworzyła kopertę i zachłannie przeliczyła pieniądze. I właśnie wtedy, właśnie tam, przy świetle jarzeniówki pod sufitem poczułam, że dotknęły mnie sztokholmskie problemy mieszkaniowe. Od kiedy tylko mogłam sobie przypomnieć, marzyłam o tym, żeby skończyć naukę, zostawić uniwersytet i małe miasteczka i przeprowadzić się do stolicy. Teraz wreszcie tutaj byłam. Właśnie zaczęła się jesień. Czekała na mnie nowa praca. Ale wszystko się sypało, wszystko było na opak; nic nie toczyło się tak, jak na to liczyłam. Ogarniało mnie poczucie bezradności.

Siv oderwała wzrok od pliku banknotów i uniosła małe złośliwe oczy.

? Zgadza się ? oświadczyła. ? Jak już pokazywałam, ma pani własną półkę w lodówce. Gotowanie jest dozwolone między siedemnastą a dziewiętnastą, musi się pani wtedy dzielić kuchnią z pozostałymi lokatorami. Potem chcę mieć spokój tam na dole.

? A co z wi-fi? ? spytałam. ? Czy jest wliczone w czynsz?

? Do dziewiątej wieczorem ? odparła Siv. ? Później przesył danych jest już wyłącznie dla mnie.

? W porządku ? westchnęłam ciężko. ? Jeszcze jedno: ma pani swisha? Mogłabym w ten sposób przesyłać pieniądze zamiast wypłacać gotówkę.

Siv znów posłała mi ostre jak żyletka spojrzenie.

? Jeśli nie lubi pani gotówki, może pani poszukać sobie innego lokum.

? Rozumiem ? odpowiedziałam.

Właścicielka zeszła po schodach do siebie. Przez okno po drugiej stronie korytarza widziałam fragment centrum Vällingby ? chodnik z ułożonymi z białej kostki okręgami, które pamiętałam z dzieciństwa, kiedy odwiedzaliśmy tutaj babcię i dziadka. Program budowy osiedli A-B-C. Bruk został, programu już nie ma. Ani babci i dziadka.

Wspomnienie ze służby wojskowej: trzy godziny snu; nierówna ziemia pod cienkim posłaniem; szalony sierżant wrzeszczący głośno w namiocie o inspekcji o piątej rano. Żadnych luksusów. Dlaczego więc to, z czym mierzyłam się teraz, wydawało się tak potwornie męczące?

? Dobrze ci zrobi wyjazd do Sztokholmu ? zapewniała mnie mama. ? Będziesz musiała wprawdzie zacząć od wynajmu pokoju, ale świat się na tym nie kończy. Z czasem znajdziesz coś swojego, wszystko po kolei.

Wróciłam do siebie i opadłam na łóżko z pomarańczową narzutą. Przed oczami przelatywały mi wspomnienia: wieczór z dzieciństwa, kiedy tata dostał nową pracę. Miałam chyba osiem lat, Lina dwa. Nie wiedziałam zbyt dokładnie, czym się zajmuje, ale rozumiałam, że będzie pracował gdzie indziej. I tak właśnie było: tata i mama promienieli, tata wrócił do domu ze świeżym krabem na kolację, a potem siedzieliśmy w kuchni przy świecach i świętowaliśmy. Mama i tata popijali białe wino zamiast piwa, a my wznosiłyśmy toasty lemoniadą, chociaż był środek tygodnia. Tata dostał pracę w jakimś bardzo dobrym miejscu, które nazywało się SIDA ? wiele lat później dowiedziałam się, że to Szwedzka Agencja Międzynarodowej Współpracy Rozwojowej ? i miał dojeżdżać do Sztokholmu oraz odbywać masę podróży zagranicznych.

? Będziesz teraz ratować świat, kochanie? ? spytała mama i pogładziła go po policzku.

Ratować świat ? pamiętam, co wtedy pomyślałam. Oczami wyobraźni zobaczyłam przed sobą Jamesa Bonda z pistoletem i łotrów depczących mu po piętach.

? W każdym razie będę próbował ? odparł tata z uśmiechem.

? Czy to bardzo niebezpieczne? ? spytałam, a mama i tata parsknęli śmiechem.

Lina też się zanosiła chichotem i waliła łyżką w stół.

? Niebeśpiećne! Niebeśpiećne!

? Nie, skarbie ? zapewnił mnie tata serdecznym głosem. ? Nie jest to ani odrobinę niebezpieczne. Będę starał się czynić dobro, tylko tyle. Będziemy oferować pomoc rozwojową i wspierać tych, którym żyje się ciężko w innych krajach.

Brzmiało świetnie, chociaż nie rozumiałam, co to właściwie miało znaczyć. Dałam sobie spokój z pytaniami i zamiast tego zajęłam się krabem.

Przeciągłe miauknięcie zmusiło mnie do powrotu do teraźniejszości. Sim?ns chciał się wydostać, więc zamknęłam drzwi na korytarz i wypuściłam go z klatki.

? Jesteśmy już, Sim?nsie, na miejscu. Teraz będziemy tu mieszkać, ty i ja.

Sim?ns obszedł pokój, chłonąc obce zapachy. Potem wskoczył na łóżko i popatrzył na mnie mądrymi zielonymi oczami. Nagle ziewnął, a ja zajrzałam prosto w jego szeroko otwarty pyszczek z szorstkim językiem i ostrymi kredowymi zębami.

Drapieżnik.

? Jesteś dzikusem, M?nsen ? powiedziałam i podrapałam go za uchem.

Sim?ns przeciągnął się i pomachał ogonem. Potem zwinął się w kłębek na narzucie i zasnął.
(…)

Louise Boije af Gennäs „Krwawy kwiat. Trylogia oporu. Tom 1”
Tłumaczenie: Agata Teperek
Wydawnictwo: Mova
Liczba stron: 456

Opis: Po studiach i odbyciu służby wojskowej Sara przeprowadza się do Sztokholmu. Od tajemniczego pożaru, w którym zginął jej ojciec, i brutalnego gwałtu boryka się z silnym stresem pourazowym. Podejmuje pracę w kawiarni i wynajmuje pokój w nieciekawej dzielnicy.

Pewnego dnia poznaje w knajpie Bellę, która proponuje jej pracę marzeń i wspólne mieszkanie. Świetnie się dogadują i wszystko zaczyna się układać. Jednak z czasem Sara zaczyna mieć wrażenie, że wokół dzieje się zbyt wiele dziwnych rzeczy i spotykają ją niepokojące zbiegi okoliczności.

Kiedy do biura dzwoni mężczyzna, który twierdzi, że jest jej ojcem, Sara postanawia się z nim spotkać. Czy to możliwe, że jego śmierć była tylko częścią zaplanowanej intrygi? Jakie tajemnice skrywał przed córką? W życiu, w którym rzeczywistość przeplata się z fikcją, nic nie jest takie, jakim się wydaje. Szczególnie gdy wokół nie ma nikogo, komu można zaufać.

Tagi: , , , , , , ,

Kategoria: fragmenty książek