banner ad

Magdalena Zawadzka wspomina dzieciństwo ? fragment książki „Taka jestem i już!”

30 października 2014

taka-jestem-i-juz-fragment
Dzisiaj mamy dla was fragment najnowszej książki Magdaleny Zawadzkiej „Taka jestem i już!”. Aktorka wspomina w nim swoje dzieciństwo oraz dzień, kiedy dostała pierwszego psa. Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Marginesy pod patronatem Booklips.pl.

Kocham zdjęcia. Pobudzają wszystkie moje zmysły. W jednej sekundzie ożywają wspomnienia. Wracają zapomniany koloryt, zapach i nastrój utrwalonej na zawsze chwili. Ale fotografie z wczesnego dzieciństwa niewiele mi mówią. Nie rozpoznaję siebie w tej malutkiej dziewczynce. Nie wyobrażam sobie nawet, że mogłam mieć taką zabawną fryzurkę z lokiem pośrodku głowy.

Najwcześniejsze wspomnienie to moje piąte urodziny. Stoję na schodkach prowadzących do domu, w którym mieszkałam z rodzicami, w mojej ulubionej sukience w pomarańczowe wzorki (nazywałam ją ?w marchewki?) i uświadamiam sobie z dumą, że właśnie kończę pięć lat. A wcześniejsze wspomnienia to raczej ich błyski, nie wiadomo czemu tak wyraźnie zapamiętane. Wielkie, ciężkie drzwi wejściowe z mosiężną gałką, której nie mogłam dosięgnąć. Rodzice wychodzili do pracy wcześniej niż ja do przedszkola. Nie miał kto mnie odprowadzać, szłam więc sama. Zatrzaśnięcie za sobą tych wielkich ciężkich drzwi było ponad moje siły. Prosiłam przypadkowych przechodniów o pomoc i gdy wreszcie udało się je zamknąć, ruszałam w drogę, w daleki świat. Ten daleki świat to przedszkolny budynek tuż za parkiem, w którym przerażała mnie ukryta w krzakach budka wysokiego napięcia z trupią główką na drzwiczkach. Mama prosiła, żebym nigdy nie zbliżała się do tej budki, bo może mnie porazić prąd. Posłusznie ją omijałam, ale upiorna trupia główka, wyzierająca z krzaków, utkwiła mi w pamięci.

Te codzienne wyprawy do przedszkola były moimi pierwszymi krokami w samodzielność. Od najmłodszych lat rodzice traktowali mnie jak życiowego partnera. Nie stać ich było na sztab nianiek czy służących czuwających nad każdym moim krokiem. Byli młodzi, pracowali, równocześnie studiując, i mieli mnie. Godzili jak mogli wszystkie obowiązki, oczekując ode mnie zrozumienia. Uświadamiali zagrożenia, tłumaczyli konieczności w tak przystępny sposób, że rozumiałam, dlaczego tak musi być. Starałam się więc być odpowiedzialna i nie zawieść ich zaufania. Robiłam to tak wiarygodnie, że w końcu uznali mnie za mądrą, posłuszną i dzielną małą dziewczynkę. Nie wiedzieli jednak, że w dążeniu do tej dzielności codziennie pokonuję wiele barier przerastających kilkuletnie dziecko. Jedną z nich był strach.

Nasz dom stał w ogrodzie, wśród drzew i krzewów. Wieczorami, gdy często zostawałam sama, ciemne okna stawały się przepaściami pełnymi poruszających się, tajemniczych zjaw. Bałam się straszliwie, ale wstydziłam się do tego przyznać. Ponadto nie lubiłam słuchać uspokajających i według mnie bezsensownych wyjaśnień na temat braku podstaw do lęku, jakimi raczyli mnie dorośli, którzy szybko zapominają, że kiedyś byli dziećmi i tak samo się bali. Ten strach pozostawał moją wielką tajemnicą. Aż pewnej zimowej nocy wszystko się wydało. Tańcząca w ciemnym oknie zjawa zmaterializowała się w postać złodzieja, który usiłował otworzyć drzwi od werandy. Rozdzierający krzyk i szok, jaki przeżyłam, uświadomił rodzicom, że moja dzielność i odwaga to tylko pozory. Tamtej pamiętnej nocy pożegnałam się raz na zawsze z poczuciem bezpieczeństwa i tylko czasami udaję, że je mam.

Pewnego dnia, wczesną wiosną, spotkała mnie zapierająca dech w piersiach niespodzianka. Kiedy otworzyłam drzwi wejściowe, ujrzałam tatę i grzecznie stojącego przy nim psa. Był to duży płowoczarny owczarek alzacki, niezwykle piękny. Patrzył na mnie uważnie wielkimi brązowymi oczami. Jego uszy postawione były na baczność, a niziutko opuszczony ogon zdradzał wielką czujność. Wszedł w nasze progi godnie, bez pośpiechu i nerwowości. Prowadzony przez tatę na smyczy i w kagańcu obwąchał wszystkie kąty, mamę i mnie, a potem przysiadł taktownie z boku, czekając na dalszy rozwój wypadków. Nie wiedział przecież, że jest już naszym psem i że to będzie jego dom. Dopiero gdy próbowaliśmy umościć mu posłanie pod stołem, szukać misek na picie i jedzenie, zagadywać i sprawdzać, czy rozumie, co się do niego mówi, zaczął niejasno przeczuwać, że ta uradowana jego obecnością trójka ludzi chce go przyjąć pod swój dach. Po wyjaśnieniach taty, że to specjalnie tresowany pies obronny i musimy być ostrożne, bałyśmy się z mamą go pogłaskać. Ale na szczęście trwało to krótko. Najeżony i groźny postrach okolicy w domu zmieniał się w łagodnego baranka. A ja wreszcie poczułam się bezpieczna.

Szatan, bo tak go nazwaliśmy, został moim przyjacielem i obrońcą. Pilnował domu, w nocy spał przy moim łóżku, był wspaniałym partnerem do zabaw, rozumiał wszystko, wręcz zgadywał myśli, i właściwie nie umiał tylko mówić. Poza tym kochał mnie wierną psią miłością, dając codzienne dowody cierpliwości i wyrozumiałości. Tolerował moje nieustające wizyty pod stołem, tarmoszenie za uszy, czesanie ostrą szczotką, przecieranie oczu watką i inne kosmetyczne zabiegi, uwłaczające może psiej godności, ale świadczące o tym, że jest kochany.
(…)

taka-jestem-i-juzMagdalena Zawadzka „Taka jestem i już!”
Tłumaczenie:
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 327

Opis: Wspomnienia Magdaleny Zawadzkiej, jednej z najlepszych polskich aktorek, napisane lekko i z humorem. Pod tą lekkością kryje się jednak wiele głębokich przemyśleń. W wydanej wcześniej w 1999 roku książce „Kij w mrowisko” wspomnienia obejmowały tylko czas dzieciństwa, dojrzewania i młodości autorki. Tym razem Zawadzka opowiada też o swych latach dojrzałych i o dorastaniu do dojrzałości, o traumatycznym czasie żałoby po śmierci męża Gustawa Holoubka, o świecie bez rodziców. Rozwija też opowieść o Jaśku ? swoim dorosłym już dziś synu ? opatrując ją wieloma rodzinnymi anegdotami. Osobną część książki stanowią podróże, które są wielką pasją aktorki. A świat widziany jej oczami ? fascynujący. Część trzecia to felietony pisane w latach dziewięćdziesiątych, jednak wciąż przejmująco aktualne. Jak bardzo nic się w Polsce nie zmienia, świadczy nowy, napisany specjalnie do książki felieton z sierpnia 2014 roku, który dowcipnie i dosadnie pokazuje, co się dzieje z kulturą języka, kulturą polityczną i kulturą osobistą. Cięte diagnozy rzeczywistości zapadają w pamięć i pokazują mało znane oblicze aktorki.

Tagi: , , , , , , ,

Kategoria: fragmenty książek