banner ad

Komisarz Wisting musi zmierzyć się z najbardziej brutalną zbrodnią w karierze. Przedpremierowy fragment „Nocnego człowieka” J?rna Liera Horsta

10 sierpnia 2018


Komisarz William Wisting, bohater cyklu kryminałów norweskiego pisarza J?rna Liera Horsta, musi zmierzyć się z najbardziej brutalną zbrodnią w swojej karierze. Czy to sprawi, że uwierzy w istnienie czystego zła? Premiera „Nocnego człowieka” zapowiedziana na 14 sierpnia nakładem wydawnictwa Smak Słowa. A tymczasem już teraz możecie przeczytać u nas fragment książki.

Vera Kv?lsvik szybkim krokiem zmierza do pracy, gdy nagle jej oczom ukazuje się przerażający widok. Krzyk budzi zaspane norweskie miasteczko. Ktoś z wyjątkowym okrucieństwem zamordował młodą kobietę, a jej głowę nabił na pal i umieścił na środku rynku. Kto mógł popełnić taką zbrodnię, co zrobiła ofiara, że zasłużyła na taką śmierć? Opinia publiczna jest w szoku i oczekuje szybkiego rozwiązania sprawy, tymczasem śledztwo staje w martwym punkcie. Pojawia się coraz więcej pytań, lecz brakuje odpowiedzi. Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, kiedy policja wyławia z rzeki kolejne zwłoki?

„Nocny człowiek” to ? zgodnie z zapowiedzią wydawcy ? doskonale napisany kryminał, który już od pierwszych stron intryguje i niepokoi. Horst po mistrzowsku buduje napięcie, tworząc obezwładniającą atmosferę desperacji, strachu i śmierci. Dogłębne zrozumienie ludzkiej natury sprawia, że powieść norweskiego pisarza jest także gorzką analizą wielokulturowej rzeczywistości, w jakiej żyjemy, i wyzwań, jakie przed nami stawia. Proza Horsta skłania do brutalnej refleksji nad współczesnym światem, w którym obcy nie mają czego szukać, a bezbronni nie mogą liczyć na ratunek.

„Nocny człowiek” to piąty w kolejności tom cyklu o Williamie Wistingu, a zarazem ostatnia z niewydanych dotąd w Polsce książek wchodzących w skład przebojowej serii o norweskim komisarzu, którą mamy wreszcie okazję poznać. Pierwsze trzy rozdziały prezentujemy poniżej.

1

W nocy napłynęła ciężka jak ołów mgła od morza. Spowiła krajobraz, tak że wszystko wokół stało się niewyraźne.

Vera Kv?lsvik zarzuciła torebkę na ramię i wbiła wzrok w szarobiałą masę. Pokonywała tę drogę niemal każdego ranka od blisko trzydziestu lat i trafiłaby do małej księgarni z zamkniętymi oczami, ale mgła była gorsza od ciemności. Deformowała wszystko, co dobrze znane, tworząc nowe kontury, cienie i rozmyte półcienie. Była jak cichy drapieżnik, który zakrada się do ofiary od tyłu.

Kobieta opuściła głowę, koncentrując się na tym, gdzie stawia stopy. Stukot jej obcasów odbijał się echem od wyłożonego kostką brukową rynku. Poza tym otaczała ją niczym niezmącona cisza.

Próbowała zapomnieć o nieprzyjemnym wrażeniu i skupić na nadchodzącym tygodniu. Spodziewała się dostawy wielu nowych książek. To właśnie one stanowiły sens jej życia. Książki. Sama myśl o tym, że w domu czekała na nią ciekawa lektura, czyniła dzień łatwiejszym.

Gdzieś przed nią zaszczekał pies. Wydawało jej się, że słyszy, jak zwierzę wyciąga szyję, by ją przed czymś ostrzec. Zatrzymała się i bezwiednie ścisnęła torebkę obiema rękami. Rozejrzała się dookoła. Dostrzegła zarys wysokich budynków wznoszących się wokół targu. Jeszcze pięćdziesiąt kroków i będzie na miejscu.

Pies ucichł, ale ją nadal trawił lęk. Nie była sama. Gdzieś we mgle otworzyły się drzwi samochodu. Po chwili usłyszała lekkie kroki na ulicy. Drzwi zamknęły się i kierowca uruchomił silnik. Niedaleko zaskrzeczała ochryple wrona. Codzienne odgłosy stały się nieprzyjemne i przenikliwe.

Kobieta przygryzła dolną wargę. Chłodne, wilgotne powie-trze miało słony morski posmak.

Wrona znowu zaskrzeczała. Mgła była gęsta i lepka. Przy klejała się do wszystkiego. Verę Kv?lsvik oblał zimny pot. Zrobiła krok do przodu, szukając w torebce kluczy do sklepu. Nagle za-trzymała się, pełna wahania. W głębi szarobiałej mazi majaczyły kontury czegoś, czego wcześniej nie widziała. To coś wyglądało jak popiersie lub pomnik, który w ciągu weekendu ktoś umieścił w jednym z zabudowanych kwietników. Zrozumiała jednak, że to nie może być to. To było coś innego, coś przerażającego.

Wytężając wzrok, ruszyła wolno przed siebie. Nagle poczuła, że serce zamiera jej w piersi. Otworzyła usta i krzyknęła.

2

Był poniedziałek 10 listopada. William Wisting siedział przy kuchennym stole nad filiżanką kawy i tostem z dżemem truskawkowym. Zegar wskazywał 6:57. Policjant nie spał już od blisko dwóch godzin.

Budził się coraz wcześniej. Na początku zostawał w łóżku i wpatrywał się w puste miejsce obok siebie, ale po kilku bezsen-nych miesiącach zrozumiał, że nie jest w stanie znowu zasnąć, kiedy się już obudzi, i postanowił od razu wstawać.

Popił suchy tost kawą. Spojrzał za okno. Po nocnych ciem-nościach nastały poranne mgły. Zaczął się jeden z nielicznych całkowicie bezwietrznych dni. Nautofon wył w oddali niczym porzucone zwierzę, przypominając mu o dojmującej ciszy pa-nującej w domu.

Dopiero teraz zwrócił uwagę, że liście stojącej na parapecie rośliny zwisają smętnie.

Wstał, wsunął palec w doniczkę i przez chwilę rozcierał palcami suchą ziemię, zastanawiając się, czy nie dać za wygra-ną. W końcu stwierdził, że roślina zasługuje na drugą szansę, i podszedł do zlewu. Napełnił szklankę wodą, wlał ją do doniczki i oderwał kilka brązowych liści.

Przed nim na stole leżał dziennik otwarty na stronie z ofertami wynajmu i sprzedaży nieruchomości. Interesowały go małe nowoczesne mieszkania bez ogrodu i konieczności wykonywania jakichkolwiek prac konserwatorskich. O przeprowadzce zaczął myśleć poważnie dopiero pod koniec lata. Czuł, że stanowi jedność z domem, dużym ogrodem i widokiem na Stavern i morze. Oddać go w obce ręce było niemal jak zdrada, ale im częściej myśl o przeprowadzce przychodziła mu do głowy, tym bardziej się z nią oswajał.

Z zamyślenia wyrwał go dźwięk telefonu. Automatycznie spojrzał na zegarek. Potem sięgnął po komórkę, rozpoznał nu-mer Line i odebrał.

??Cześć, to ja ? przywitała się. ? Jak leci?

Odchrząknął, starając się rozszyfrować ton jej głosu. Wsłuchać się w niego, by móc stwierdzić, czy wszystko jest w porządku.

??Dobrze ? odparł. ? A co u ciebie?

??Właśnie do ciebie jadę ? oznajmiła.

Tymi słowami wprawiła go w dobry nastrój. Line zakończyła źle rokujący związek i pół roku temu przeprowadziła się do Oslo, by objąć zastępstwo w „VG”. Był dumny z tego, że jedna z największych gazet w kraju dała jej angaż. Uważał to za spory sukces. Zresztą w pełni zasłużony. Line osiągnęła więcej w ciągu dwóch lat pracy w lokalnej gazecie niż większość dziennikarzy w ciągu całej swojej kariery. Czuła to samo ssanie w żołądku, które towarzyszyło Wistingowi w jego pracy, i miała niezwykły dar pojawiania się w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie. A to nie umknęło uwadze innych.

??Będziesz pracować? ? spytał.

??Dostałam kilka dni na prześledzenie „Tajemnicy walizki” ? wyjaśniła.

Zmarszczył czoło. Nie lubił, kiedy córka pisała o sprawach, nad którymi pracował, ale tym razem grymas na czole wynikał z czystej ciekawości. Dwa tygodnie temu ?Tajemnica walizki? zdominowała pierwsze strony gazet, ale już pierwszego dnia śledztwo utknęło w martwym punkcie. Dałby wiele, by zobaczyć finał tej sprawy.

??Dostałam interesującą informację ? mówiła dalej, gdy ojciec wciąż milczał. Znała go na tyle dobrze, by wiedzieć, jakie myśli krążyły mu po głowie. ? Mam rozmawiać z panią, która być może wie coś na ten temat.

??Tak? ? wydusił z siebie, ale postanowił nie pytać o szczegóły.

??To jawny informator ? powiedziała, jakby czytała w jego myślach. ? Ty też możesz z nią porozmawiać.

??Chyba wolę przeczytać o tym w gazecie. ? Wstał, otworzył lodówkę i zlustrował jej zawartość. ? Ile dni tu będziesz?

Na dźwięk otwieranej lodówki kot zwinięty w kłębek na dywa-nie nagle się ożywił. Podniósł głowę, wstał i otarł się o jego nogi.

??Zostaję do jutra.

Wyciągnął paczkę gotowanej szynki i rzucił ostatni kawałek na podłogę, po czym zamknął lodówkę.

??Buster ucieszy się na twój widok ? powiedział, drapiąc kota za uchem.

Zaśmiała się.

??Tylko nie rób sobie kłopotu ? poprosiła. ? Wystarczy mi łóżko do spania.

??Oczywiście ? zapewnił, zerkając na zegarek. Stwierdził, że przed wyjazdem do pracy zdąży jeszcze odkurzyć mieszkanie. Poza tym musiał zrobić zakupy. Chleb, ser, wędlina i mleko. Line piła mleko. I coś na obiad. Znalazł kartkę i zaczął notować.

I owoce, pomyślał i dopisał owoce do listy. Line lubiła zielone jabłka. Mógł wyjść z pracy godzinę wcześniej. Wtedy zdążyłby jeszcze wybrać się na cmentarz i zapalić znicz na grobie żony.

??O której tu będziesz? ? spytał.

??Koło piątej?

Telefon dał sygnał o innym oczekującym połączeniu.

??To do zobaczenia ? zakończył rozmowę. Odsunął komórkę od ucha, spojrzał na wyświetlacz i rozpoznał numer policyjnej centrali operacyjnej.

3

Patrzyła na świat jasnymi zielonymi oczami.

Wisting przekrzywił głowę. Napotkał jej puste spojrzenie. Zrobił krok do tyłu, ale nie mógł oderwać od niej wzroku.

??Jest prawdziwa? ? spytał łamiącym się głosem.

Technik kryminalistyki Espen Mortensen skinął głową.

Wisting przełknął ślinę. Miał długoletnie doświadczenie i poznał większość przejawów brutalności i okrucieństwa, ale nigdy nie wierzył w zło w czystej postaci. W to, że istnieją ludzie źli do szpiku kości. Aż do tego dnia. Przestępstwo, na którego skutek właśnie patrzył, musiało mieć źródło w zaćmionym umyśle.

Dziewczynka o zielonych oczach mogła mieć około dwunastu lat. Jej głowa została oddzielona od reszty ciała i wbita na pal.

Widział fragmenty mięśni gładkich i poprzecznie prążkowanych przełyku oraz pierścienie chrzęstne tchawicy. Powierzchnia rany była nierówna i postrzępiona. Krwawe włókna i strzępy skóry zwisały luźno wzdłuż pala.

Twarz była okrągła, z płaskim nosem i spiczastym podbród-kiem. Uszy nisko osadzone, oczy wąskie i skośne. Czarne włosy w nieładzie, chociaż większość nadal była upięta w koński ogon.

Na obu policzkach błyszczało coś srebrzystego. Wisting już to wcześniej widział. Wypłakane oczy. Słone łzy, które dawno zdążyły wyschnąć. Wydawało mu się, że w spojrzeniu jej zielonych oczu dostrzega przerażenie, ból i udręczenie. Jakby domyślała się, co ją czeka, i błagała o litość.

W ciągu prawie trzydziestu lat pracy w policji komisarz często miał do czynienia z nagłą i gwałtowną śmiercią. Widział zwłoki, które były opuchnięte, z przebarwieniami skóry, rozkładające się i częściowo zjedzone przez zwierzęta. Zwłoki z jelita-mi i innymi narządami zwisającymi na zewnątrz. Z siekierami lub nożami wbitymi głęboko w ciało, mózgi rozbryzgnięte na ścianach. W pewnym sensie nauczył się to znosić i odsuwał od siebie makabryczne wrażenia zmysłowe za pomocą racjonalnych myśli i działań dochodzeniowo-śledczych. Jednak z dziećmi było inaczej. Ich śmierć zawsze była bezsensowna i niezrozumiała. Kiedy ginął młody człowiek, tarcza profesjonalizmu, którą komisarz się osłaniał, rozpadała się na kawałki. Takie przeżycie było zawsze druzgocące i paraliżujące. Zabijało nadzieję i podkopywało wiarę w ludzi.

W tej sprawie niepokoiło go coś jeszcze. Sprawca nie popełnił tego czynu w afekcie. Z jego punktu widzenia to nie było irracjonalne działanie. Głowa dziewczynki została umieszczona na czymś w rodzaju piedestału, jakby sprawca był dumny z tego, co zrobił. Chciał ją pokazać, a to oznaczało, że miał plan, który świadomie realizował.

Wisting poczuł, że jego oddech staje się coraz płytszy, i całą siłą woli zmusił się do tego, żeby zacząć pracować i myśleć metodycznie.

Wędrował wzrokiem po najbliższej okolicy, starając się stworzyć całościowy obraz sytuacji, zwracając równocześnie uwagę na szczegóły, które, każdy z osobna lub wszystkie razem, mówiły coś o zabójcy.

Pal, na który wbito głowę, miał około dwóch metrów wysokości i grubość przedramienia. Był odarty z kory i wysuszony wiatrem. Na rabacie kwiatowej między krzewami widniały wyraźne ślady butów. Małe rowki o regularnym kształcie, rozmiar buta na oko nieco mniejszy od tego, który nosił komisarz. Pająk zdążył utkać grubą sieć między dwiema łodygami, które podniosły się po tym, jak ktoś je przydepnął. Na białych nitkach osiadły krople rosy.

Tuż obok leżały dwa niedopałki papierosów, zmięty kawałek papieru i wdeptana w ziemię guma do żucia, które mogły należeć do kogokolwiek. Wisting wiedział, że wszystko to zostanie zebrane, zapakowane i oznaczone, chociaż żadna z tych rzeczy nie dawała nadziei na skierowanie śledztwa w konkretną stronę. Mimo to komisarz wierzył, że również w tej sprawie wszystkie pojedyncze elementy powoli trafią na swoje miejsce, jak świeży śnieg, który stopniowo przykrywa mur, płatek za płatkiem.

Zrobił krok do tyłu i wzdrygnął się. W powietrzu unosiła się ciężka atmosfera przygnębienia, strachu i niepewności, równie gęsta jak spowijająca ich mgła.

??Co o tym sądzisz? ? spytał, odwracając się do Mortensena.

??Wydaje mi się, że nie była Norweżką ? odparł, wpatrzony w okrągłą twarz. ? Ma azjatyckie rysy.

Wisting przytaknął. Pierwsze czynności będą służyły ustaleniu, kim jest ofiara. Wiedział, że śmierć zmienia rysy, sprawiając, że osobę zmarłą czasem trudno rozpoznać. Oczy dziewczynki były zapadnięte, tkanki miękkie opuchnięte, a skóra przebarwiona, ale zgadzał się z technikiem. Płaski nos, skośne oczy i czarne włosy pozwalały sądzić, że nie pochodziła ze Skandynawii.

??Minęło kilka godzin, odkąd została zgilotynowana ? ciągnął Mortensen, wskazując brunatną krew, która skrzepła wzdłuż krawędzi rany. ? Przypuszczam, że została zamordowana nocą.

??Zgilotynowana ? powtórzył Wisting, głównie dla siebie. Słowo było równie brutalne co czyn.

Technik przygotował sprzęt fotograficzny. Komisarz odwrócił się i rozejrzał po rynku. Mgła rzedła. Był już w stanie dostrzec plecy dwóch umundurowanych policjantów stojących przed biało-czerwoną taśmą rozciągniętą wokół miejsca zdarzenia.

Nieopodal zebrały się grupki gapiów. Do Wistinga docierały strzępy przyciszonych rozmów, przez które przebijały zdziwienie i niepokój.

Odgłos ciężkiego pojazdu sprawił, że komisarz spojrzał w głąb jednej z bocznych ulic. Dwa duże samochody ratowniczo-gaśnicze wtoczyły się na rynek. Jeden z policjantów nakazał kierowcom ustawić je pod kątem do siebie, tak aby zasłonić widok.

Wisting rzucił ostatnie spojrzenie na okrągłą głowę, po czym oddalił się ciężkim powolnym krokiem.
(…)

J?rn Lier Horst „Nocny człowiek”
Tłumaczenie: Milena Skoczko
Wydawnictwo: Smak Słowa
Liczba stron: 376

Opis: Larvik, Vestfold, mglisty, jesienny poranek. Powoli ustępująca mgła, odsłania głowę kobiety wbitą na pal pośrodku miejskiego rynku. Jej tożsamość jest nieznana, ale widać, że to młoda osoba. William Wisting stoi przed koniecznością zbadania najbardziej groteskowego morderstwa w swojej policyjnej karierze. Cała Norwegia jest wstrząśnięta, media domagają się szybkiego wyjaśnienia sprawy. Presja nie maleje, kiedy zostają znalezione kolejne zwłoki, wyłowione z głębi rzeki?

fot. pisarza: Dag G. Nordsveen

Tagi: , , ,

Kategoria: fragmenty książek