Joseph Heller i tajemnica przepisu na wołowinę ? przedpremierowy fragment wspomnień córki pisarza, Eriki Heller, „Tu spał Yossarian”

11 września 2014

Tu-spal-Yossarian-fragment
Dla wszystkich, którzy z niecierpliwością oczekują na przyszłotygodniową premierę wspomnień Eriki Heller, córki sławnego autora „Paragrafu 22”, mamy przedpremierowy fragment książki ujawniającej sekrety Josepha Hellera, również ten o jego wielkiej słabości do wołowiny z warzywami, potrawy, którą potrafiła przyrządzić tylko jedna osoba na świecie.

Żydowska żona może wybaczyć i zapomnieć, ale nigdy nie zapomni tego, że wybaczyła.
przysłowie żydowskie

? Od jakiego Joego? ? zapytała matka szczerze, bez udawania, leżąc na szpitalnym łóżku. Przeczytała wizytówkę dołączoną do pięknego bukietu, który jej właśnie doręczono.

? Joego Hellera ? wyjaśniłam.

Przeraziłam się, że tego nie wie ani się nie domyśla, ale przecież znajdowałyśmy się w Sloan-Kettering. Był rok 1995, matka umierała i choć rodzice byli małżeństwem przez trzydzieści osiem lat, przed dwunastoma laty rozwiedli się w bardzo nieprzyjemnych okolicznościach i od tamtej pory ze sobą nie rozmawiali. Może więc nie powinnam aż tak się niepokoić, że teraz wytęża pamięć, usiłując przypomnieć sobie znajomych Joe nie-Hellerów. Wzięłam od niej wizytówkę, odczytałam głośno: Moja kochana Shirley, tak mi przykro, Joe, i jej oddałam.

Kiedy wyjaśniłam, kto przysłał kwiaty, matka odezwała się powoli i bez urazy:

? Rzeczywiście, to bardzo współczujący człowiek. ? Zmięła wizytówkę i wrzuciła ją do żółtego plastikowego kubełka na śmieci, który stał przy łóżku.

? Ale przysłał ci kwiaty. ? Mimo wszystko miałam nadzieję, że usłyszę od niej coś więcej. ? Przecież są od taty. Nie podobają ci się? ? naciskałam, podpowiadając jej jak sufler. Popatrzyła na mnie, nieporuszona i nieugięta.

? Rozumiem przekaz. Wiem, o co chodzi ? uspokoiła mnie. ? Ale czego ode mnie oczekujesz? Że będę skakała z radości, świętowała z tego powodu? Mam wynająć żonglerów? ? Potem wymamrotała coś, co na moją prośbę musiała powtórzyć dwa razy, tak cicho mówiła. A potem zamknęła oczy i nigdy więcej nie
wracałyśmy do sprawy kwiatów przysłanych przez ojca.

Matka była już wtedy łysa i strasznie słaba. Po tym, jak pół roku wcześniej usłyszała diagnozę, zabrałam manatki z mieszkania przy Upper East Side i przeprowadziłam się do Apthorp, do apartamentowca, w którym się wychowałam. Chciałam opiekować się nią jak należy i jak długo będzie trzeba.

Od dnia, w którym wróciłam, niezależnie od tego, czy matka przebywała w domu, czy w szpitalu, co zdarzało się coraz częściej, ojciec, zbyt uparty albo zbyt przejęty jej chorobą, ani razu do niej nie zadzwonił i z nią nie rozmawiał. Dzwonił natomiast do mnie. Co wieczór o nią wypytywał, zadając mi niezmiennie te same pytania: czy jadła, czy była tego dnia na świeżym powietrzu, czy spała, co mówią lekarze, czy wzięła wszystkie lekarstwa i czy nie zapomniałam dać jej witamin? A ja co wieczór odpowiadałam, coraz bardziej zdziwiona jego zainteresowaniem i troską, choć, jak podejrzewam, nie bardziej zdziwiona od niego samego.

W miarę jak stan matki się pogarszał i przechodziła kolejno operację mózgu, operację płuc, chemioterapię i radioterapię, poznawałam po jego głosie, że trudno mu opanować strach i mówić spokojnie. Wiedział, że ją stracimy. To była tylko kwestia czasu. Oficjalnie rodzice stracili siebie nawzajem już przed laty, to pewne, ale nie ulegało wątpliwości, że ojciec jest do niej bardzo przywiązany. Wciąż łączyła ich niezwykle silna więź.

Nawet po latach było wiadomo, że nikt nie rozumiał ich lepiej niż oni siebie nawzajem. I że nikt nigdy nie zrozumie. Po śmierci mamy ten aspekt życia ojca miał przestać istnieć i przez cały tamten czas byłam tego boleśnie świadoma. Wyczuwałam u niego lęk przed tym ? czaił się tuż pod skórą, pod maską opanowania i chłodu, którą zwykle zakładał i którą przeważnie trudno było przeniknąć.

Kiedy ojciec dzwonił w tamte wieczory, nie był kapryśnym sławnym pisarzem, szorstką, arogancką osobistością, zadowolonym, pewnym siebie bufonem, który czasami zjawiał się na koktajlach u znajomych tylko po to, żeby ich urazić. Nie był tym bystrym, złośliwym mistrzem słownych arabesek, który od lat na pytanie: ?Jak to się stało, że nie napisał pan nic równie dobrego jak Paragraf 22?? odpowiadał przebiegłym, talmudycznym: ?A kto napisał??, jakby naprawdę chciał wiedzieć, i zbijał tym rozmówcę z tropu. Podczas tych naszych wieczornych rozmów nie był nadęty ani zadowolony z siebie. Był tylko smutny. Chciał po prostu pogadać i nie utrudniałam mu tego.

Później, miesiąc przed śmiercią matki, kiedy zabrano ją do Sloan-Ketterring, jak się wydawało, już po raz ostatni, i ojciec zadzwonił wieczorem, byłam zbyt wykończona, żeby tłumić w sobie to wszystko, co chciałam mu powiedzieć od czasu, gdy matka dowiedziała się o chorobie. Do tej pory nie miałam odwagi ani nie znajdowałam właściwych słów, żeby to z siebie wyrzucić.

Oświadczyłam mu więc, że musi skontaktować się z matką, bo jeśli tego nie zrobi, nigdy sobie nie wybaczy.

? Jak będziesz z tym żył? Jak będziesz mógł spokojnie spać? ? zapytałam nietypowo głośno. Słuchał w milczeniu i mogłam go sobie wyobrazić siedzącego w cytrynowożółtym gabinecie w East Hampton, gdzie mieszkał, i zżymającego się na samą myśl, że łaje go córka. ? Zadzwoń. Napisz do niej. Wyślij kwiaty. Zrób cokolwiek. Nie zostało już dużo czasu i jeżeli się nie odważysz, zawsze będziesz tego żałował. ? Zawahałam się, bo nagle uświadomiłam sobie, jaka jestem stanowcza, i przestraszyłam się tego. Oczywiście po drugiej stronie zapadła gniewna cisza. Kiedy tata wreszcie się odezwał, mówił potulnie jak dziecko:

? Ja ci nie mówię, co masz robić. ? I rozłączył się, zanim zdążyłam odpowiedzieć.

I właśnie następnego ranka, gdy siedziałam przy matce w szpitalu, rozległo się pukanie do drzwi i po chwili do pokoju wszedł sanitariusz z bukietem kwiatów. Od taty.

Kiedy tego wieczoru wróciłam do domu, telefon już dzwonił. Ojciec chciał wiedzieć, czy mama dostała kwiaty, a jeśli tak, to czy jej się podobały. Zapewniłam go, że kwiaty doręczono i że były piękne.

? A co na nie powiedziała? ? zapytał z pewną niecierpliwością i wtedy ja z kolei zamilkłam.

Po rozwodzie przez całe lata ojciec błagał mnie i końcu zaoferował ogromną łapówkę wysokości dziesięciu tysięcy dolarów w gotówce, żebym tylko zdradziła mu sekretny przepis mamy na wołowinę duszoną z warzywami. Jej samej przekazała go matka, babcia Dottie, i potrawa ta była dla niego jak kryptonit dla Supermana. Pod jej wpływem robił się słaby, przymulony, wręcz kretyniał z błogości i uginały się pod nim nogi.

Matka, gdy dostała kwiaty, przymknęła oczy i mruknęła do mnie:

? Tylko nie dawaj mu przepisu na wołowinę. Choćby nie wiem co. ? A potem zapadła w sen.

Nie powiedziałam mu tego, nie wykorzystałam smutnej chwili, gdy był w tak nietypowy dla siebie sposób pokorny i bezbronny, bo nie chciałam, żeby było mu jeszcze ciężej.

Tu-spal-YossarianErica Heller „Tu spał Yossarian”
Tłumaczenie: Magdalena Słysz
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 304

Opis: Zabawne, momentami złośliwe, ale i wzruszające wspomnienia Eriki Heller o jej słynnym ojcu. Czego pisarz, publicysta i wciąż kochający, chociaż raczej niewierny, były mąż może chcieć od ciężko chorej byłej żony? Oczywiście przepisu na doskonałą pieczeń. Joseph Heller nie mógł się pogodzić z myślą, że nie zje jej już nigdy w życiu. Autor Paragrafu 22 próbował tysiącami dolarów przekupić swoją córkę, by ta wyciągnęła od matki przepis. Bez skutku. Matka na łożu śmierci wymogła na Erice obietnicę, że Heller nigdy przepisu nie pozna. Kiedy ludzie dowiadywali się, że Joseph Heller był jej ojcem, wykrzykiwali: ?Jak wspaniale!?. To dzięki niemu poznała Mela Brooksa i jego żonę Anne Bancroft, w ich rodzinnym domu gościł Mario Puzo, a zaproszenia na sylwestrowe przyjęcia przysyłał sam Woody Allen. A jednak?

Tematy: , , , , , , , , ,

Kategoria: fragmenty książek