banner ad

Jakub Kania na tropie tajemniczej melodii. Przeczytaj fragment powieści „Kołysanka” Macieja Siembiedy

10 listopada 2022

Jakub Kania, prokurator IPN znany m.in. z powieści „Wotum” i „Kukły”, po raz kolejny podejmuje się skomplikowanego śledztwa, które swoimi korzeniami sięga w przeszłość i pobytu po wojnie na Śląsku Opolskim światowej sławy kompozytora Arama Chaczaturiana. Nakładem Wydawnictwa Agora ukazała się „Kołysanka” Macieja Siembiedy. Książki szukajcie w księgarniach, a poniżej przeczytacie krótki fragment.

Palce stroiciela tańczyły na klawiaturze z gracją i powabem, jakie wyczarował nieznany mu kompozytor. Dźwięki, wzmocnione przez akustykę sali bawialnej pałacu w Szombierkach, ślizgały się po sztukateriach, przeglądały w zwierciadłach i wprawiały w drżenie kryształowe paciorki kinkietów. A potem ulatywały przez otwarte okna, prosto w noc.

Norbert Köpke ostatnio grał ten utwór tak często, że potrafił go już odtworzyć bez patrzenia w nuty.

Zwłaszcza że Karol Godula traktował je jak cenną relikwię.

Rękopis kompozytora przechowywał w metalowej szafie i nikomu nie wolno było go dotknąć. Osobiście układał arkusze na pulpicie fortepianu i zabierał je natychmiast po tym, gdy milkły struny instrumentu. Wiadomość, że Köpke potrafi zagrać to samo z pamięci, nagrodził sowitym napiwkiem. Od tej chwili stroiciela wzywano do pałacu w Szombierkach tylko późnym wieczorem. Jego jedyny słuchacz nie lubił promieni słońca.

Dziś było tak samo.

Godula siedział nieruchomo w fotelu, pogrążony w ponurym letargu. Skąpe światło świec w lichtarzu stojącym na fortepianie sprawiało, że wyglądał jak upiór.

Köpke stanął w drzwiach sali bawialnej, złożył mu głęboki ukłon, po czym na palcach podszedł do fortepianu, usiadł na taborecie, uniósł wieko klawiatury, rozmasował dłonie i zaczął grać.

Okaleczona twarz Karola Goduli, przypominająca bardziej maskę pośmiertną niż oblicze żywego człowieka, drgnęła.

Köpke widział to nie raz. Pod wpływem tej magicznej muzyki diabeł z Rudy się zmieniał. Przymykał zdrowe oko i przenosił do krainy wyobraźni, w której wydawał się szczęśliwy.

W takich momentach stroiciel doszukiwał się w nim podobieństwa do wampira. Istoty żyjącej w mroku i śpiącej w trumnie. Bladej, wycieńczonej, przerażonej nadchodzącym świtem i łaknącej krwi, która przywracała go do życia. Takiego, na jakie go skazano, ale jednak życia. Bezsprzecznie był jak wampir. Unikał ludzi, budził grozę i miał nadprzyrodzoną moc. Jego pieniądze mogły kupić wszystko. Poza spokojem duszy.

Kołysanka, której nut strzegł jak skarbu, najwyraźniej mu ten spokój przywracała. Sycił się nią. Odżywiał jak wampir krwią. Zamówił ten utwór dla małej Joasi, a jednak najczęściej słuchał w samotności, wpadając w dziwny trans. Bywało, że stroiciel musiał grać go kilka razy pod rząd.

Trzeba przyznać, że była to piękna muzyka.

Köpke nie miał wątpliwości, że została napisana przez geniusza. Polaka? Niemożliwe. Stroiciel nigdy nie słyszał, aby przedstawiciel narodu, którym gardził, skomponował takie arcydzieło. W jego opinii Polacy nadawali się do kopania węgla, prac polowych i służenia w porządnych niemieckich domach. Ich kultura muzyczna nie wkraczała na poziom wyższy niż karczemne przyśpiewki.

Po zakończonym koncercie wyszedł z pałacu opętany myślą, że koniecznie musi się dowiedzieć, kto napisał Goduli ten utwór. Skinął na stangreta, który miał go odwieźć do Bytomia, i zanim dotarł do rodzinnej Krakauer Strasse, opracował plan.

Tydzień później zakupił znaczną ilość arkuszy papieru.

Starannie przy użyciu prostej deseczki wykreślił na nich pięciolinie i przez kilka dni przypominał sobie każdy dźwięk kołysanki z Szombierek, a następnie go zapisywał. W ten sposób zrekonstruował zapis nutowy. Zamierzał wykonać w ten sposób kilkanaście, a może i kilkadziesiąt kopii, aby wysłać je do profesorów muzyki w całych Prusach. Któryś z nich z pewnością rozpozna kompozytora.

Pełen uznania dla swojego sprytu spojrzał na nuty leżące przy łóżku i nagle zdjęła go trwoga, że genialnej kołysanki wcale nie napisał człowiek. W jednej sekundzie oblał go zimny pot. Szarpnął za ramię śpiącą obok żonę i przestraszony podzielił się z nią swoimi wątpliwościami.

– A jak nie człowiek, to niby kto? – wymamrotała, niechętnie rozstając się z resztkami snu, które miała jeszcze pod powiekami.

– Diabeł – szepnął zabobonnie stroiciel.

– Diabeł nie układa nut – ofuknęła go.

– Dla Goduli może układać – stwierdził. – Wiesz, co ludzie mówią. Że pomaga mu we wszystkich geszeftach i zarabia dla niego miliony.

– Głupie gadanie – uznała Frau Köpke po chwili zastanowienia. – Ale jak masz obawy, to nie wysyłaj nigdzie tych nut.

Odwróciła się, budując z pierzyny barykadę dla dalszej dyskusji.

Stroiciel został sam. W rozterce. Wysyłać i narażać się na jaką klątwę, albo nie wysyłać. Popatrzył na rękopis, który żmudnie tworzył przez ostatnie dni i postanowił, że jednak wyśle. Ale najpierw zsunął się z łóżka, odnalazł w książeczce do nabożeństwa modlitwę o odpędzenie złego ducha i żarliwie ją odmówił. Zasnął uspokojony.

Rano obudził się z gorączką i bólem głowy.

Żona przestraszona jego spuchniętą i czerwoną twarzą posłała po doktora, a ten stwierdził tyfus plamisty. Diagnozę po pięciu dniach potwierdziły wybroczyny i grudki na skórze.

Przez cztery tygodnie Köpke żegnał się z życiem. Schudł, sczerniał i majaczył. Wielokrotnie prosił żonę, która do niego zaglądała, aby spaliła przeklęte nuty, ale z jego ust wydobywał się tylko bełkot. Tyfus często powoduje opadnięcie żuchwy i niedowład języka.

Kiedy wreszcie udało mu się to wykrztusić, a żona spełniła jego błagania, stroiciel fortepianów Norbert Köpke z Bytomia przysiągł Matce Najświętszej, że nigdy więcej nie pojedzie do pałacu w Szombierkach, choćby dawano mu za to górę złota. Prosił też Matkę Chrystusa, aby pozwoliła mu zapomnieć melodię przeklętej kołysanki. Raz na zawsze.

Maciej Siembieda „Kołysanka”
Tłumaczenie:
Wydawnictwo: Agora
Liczba stron: 344

Opis: Nowe śledztwo Jakuba Kani! Czy będzie jego ostatnim? Tam, gdzie sąsiedzi mogą się dzielić opłatkiem, ale nie sprawami z przeszłości… Czego szukał po wojnie na Śląsku Opolskim światowej sławy kompozytor Aram Chaczaturian, przysłany przez NKWD? Czy on także był oprawcą?

Wyjątkowo trudna i ściśle poufna sprawa wagi państwowej wiedzie Jakuba Kanię – specjalistę od śledztw historycznych – do Grodkowa, którego szarą eminencją jest radna sejmiku wojewódzkiego, Iwona Kern. Dlaczego wyszła za mąż za Tomasza, człowieka, którego powinna nienawidzić? O co tragicznie poróżniły się ich rodziny? Jakie tajemnice kryją ruiny jednej z najwspanialszych niegdyś rezydencji magnackich w Europie, w której dwieście lat temu sprowadzono całą orkiestrę na intrygujący koncert dla… dwóch osób? Jak połączą się losy porzuconej przez matkę czteroletniej Joanny Gryzik i „diabła z Rudy”, potwornie okaleczonego w młodości i oszpeconego odludka Karola Goduli? I wreszcie czym była „tajemnicza melodia”, którą nie tylko prokurator Kania próbuje odszukać…

Maciej Siembieda z mistrzowską zręcznością splata sensacyjną fikcję z Wielką Historią i małą polityką oraz fascynującymi śląskimi ciekawostkami. Trzymające w napięciu wydarzenia wokół sprawy Chaczaturiana, prawdziwej bajki o Kopciuszku, przeklętych nut oraz rodzinnych sekretów i tajemnic pałacu w Kopicach stawiają pod znakiem zapytania nie tylko dalszą karierę prokuratora Jakuba Kani, ale przede wszystkim naszą przespaną noc…


Tematy: , , , , , , ,

Kategoria: fragmenty książek