banner ad

Fragment powieści „Suttree” Cormaca McCarthy’ego

22 listopada 2011

Drogi przyjacielu, teraz, w tej niewyraźnej, nie znającej zegara miejskiej godzinie, kiedy czarne jezdnie parują po przejeździe polewaczek, i teraz, gdy pijacy i bezdomni chronią się gromadnie pod ścianami domów w zaułkach albo na opuszczonych parcelach, i kiedy smukłe kocury z wyprężonymi grzbietami krążą po swoich ponurych rewirach, teraz, w tych czarnych od sadzy, ceglanych albo kamiennych korytarzach, gdzie cienie drucianych siatek układają się w gotycką harfę na piwnicznych drzwiach, nie postanie noga innego człowieka prócz ciebie.

Stare, nieprzeniknione przez słońce, deszcz i śnieg kamienne mury, osadzone w rozstępach skamieniałych kości, wapienne skarabeusze pofałdowane na dnie owego dawnego środziemnomorza. Smukłe, ciemne drzewa, tam, za żelaznym ogrodzeniem, gdzie umarli pilnują swojej małej metropolii. Dziwna marmurowa architektura, stela, obelisk, krzyż i niewielkie, wygładzone przez deszcz nagrobki, na których z biegiem lat zacierają się nazwiska. Ziemia pełna wyrobów producentów trumien, pokrytych kurzem szkieletów, zetlałego jedwabiu i trumiennych ubrań, splamionych wydzielinami gnijących ciał. Dalej w niebieskim świetle latarni biegną w ciemność tory tramwajowe, zakrzywiające się w tombakowym zmierzchu niczym kogucie ostrogi. Stal powoli oddaje nagromadzone za dnia ciepło ? wyczuwasz je nawet przez podeszwy butów. Mijasz magazyny z falistej blachy, idziesz krótkimi, piaszczystymi uliczkami, gdzie zepsute auta stoją markotne na piedestałach z pustaków. Przez gąszcz sumaka, szkarłatki i zwiędłego kapryfolium wychodzisz na pofałdowany, gliniasty nasyp kolejowy. Szare pnącza na tej północnej półkuli są zwinięte w lewo; ta sama siła, która je wykręca, kształtuje też muszlę trąbika. Spod żużlu i cegieł wykiełkowały chwasty. Gdzieś w pobliżu w samotnym zatraceniu ryknęła w nocne niebo koparka parowa. Tu przejdź na drugą stronę. Tam gdzie krzyżownice i tory na podkładach, a lokomotywy pokasłują niczym lwy w mroku stacji rozrządowej. Do mroczniejszego miasta, mijasz oślepione kamieniami latarnie, dymiące, pochyłe chaty, porcelanowe psy i stare, pomalowane opony, w których rosną brudne kwiaty. Idziesz po porozdzieranych dziurami chodnikach, widzisz powolny kataklizm zaniedbania, zwieszające się półkolami druty, biegnące pod gwiazdami od słupa do słupa, obwieszone sznurkami od latawców i poobtłukiwanymi butelkami, przypominającymi krawaty, albo dziecięcymi zabawkami. Obozowisko potępieńców. W tej dzielnicy mogą się nawet czaić ociekający ropą trędowaci bez dzwoneczków na szyjach. Ponad upałem i nieprawdopodobnym widokiem miasta na tle nieba wzeszedł mosiężny księżyc, przed którym chmury uciekają jak rozwodniony atrament. Budynki, którymi ostemplowana jest noc, przypominają fortecę, broniącą wstępu do leżącego dalej zapomnianego świata, podobnie jak zapomniane zostało ich pierwotne przeznaczenie. Wieśniacy wędrują tutaj wiele mil, a potem w oblepionych błotem butach przesiadują całymi dniami na rynku jak niemowy. Tego miasta nie zbudowano według żadnego znanego wzorca, dlatego jego skundlona architektura obejmuje całą historię dzieł ludzkich rąk w krótkim streszczeniu opowieści o aberracji, chorobie i szaleństwie. W dolinie rzeki, do której spływa życiodajna woda z całej okolicy, rozpoczął się właśnie karnawał cieni.

Fabryczne mury ze starych, ciemnych cegieł, zarośnięte tory bocznicy kolejowej i ohydny niebieski rynsztok, w którego nurcie kołyszą się czarne włókienka bezimiennych nieczystości. W zardzewiałych framugach okiennych gdzieniegdzie tkwią wśród szyb kawałki blachy. W kloszu latarni, tam gdzie przeszył go kamień, widać dziurę w kształcie księżyca, przez którą na spotkanie nie kończącej się spirali ciągnących ku górze owadów wciąż pada słaby deszczyk takich samych owadzich form, spalonych i bez życia.

Tutaj, u ujścia strumienia, pola sięgają rzeki. Muł tworzy deltę, wyłaniając się spośród bogatych aluwialnych złóż zakonserwowanych kości i straszliwego śmietniska ? kupy desek, kondomów, obierków, starych puszek, słoików i zepsutych urządzeń domowego użytku, które pochodząc z gnojowiska równin, stanowią drogowskazy w tych pozbawionych szlaków dolinach, opanowanych przez dementia praecox. To świat poza wszelką fantazją, złośliwy, realny i jedyny w swoim rodzaju; przepalone żarówki niczym obdarte ze skóry polipy, półprzezroczyste, w kolorze nagiej czaszki, sterczą ślepo nad ziemią, tu i ówdzie widać widmowe oka oleju maszynowego, a od czasu do czasu wyrzucone na brzeg cuchnące ludzkie embriony, rozdęte niczym gardziele piskląt, o szeroko otwartych, niewidzących oczach, niebieskawych albo matowoszarych. Dalej w ciemności rzeka sączy się leniwie ku morzom południowym, spływając w dół pośród zbombardowanej deszczem kukurydzy, skromnych zbiorów i uprawianych na rzecznym ile ogrodów tutejszych gospodarzy, przez cały czas ścierając się przy brzegach na kropelki drobniutkie niczym mączka kostna, rzeka wyładowana przeszłością jak pociąg, ze snami i marzeniami rozproszonymi gdzieś w wodzie, gdzie nigdy nic nie ginie. Pływające domy, barki, na których mieszkają ludzie, kołyszą się na cumach. Odpływowy muł przybrzeżny, żeberkowany, a zarazem gładki, wygląda jak zapadły bok jakiegoś olbrzymiego, powalonego zwierzęcia, dalej zaś ląd rozciąga się na południe i w stronę gór. Myśliwi i drwale, nie zdejmując butów, kładli się tu niegdyś spać wokół tysięcy dogasających ognisk, a potem ruszali dalej, nasi starsi teutońscy przodkowie o oczach rozpalonych wizjonerskim blaskiem potężnej pazerności, napływający kolejnymi falami okrutników i szaleńców o głowach pełnych bezskojarzeniowych analogii do całej ludzkiej przeszłości, szczupli Aryjczycy ze swoją unieważnioną już dziś semicką książeczką, wciąż na nowo odgrywający zawarte w niej dramaty i parabole, bezmyślni, bladzi i udręczeni pragnieniem, które mogłoby uśmierzyć jedynie ponowne pogrążenie się świata w pierwotnych ciemnościach.

Znaleźliśmy się w osobnym świecie w świecie. Tu, na tej obcej ziemi, wśród wydzielających trujące wyziewy ścieków i płodozmianowych nieużytków, które uczciwi obywatele oglądają ze swoich przedziałów albo samochodów, snują marzenia istoty prowadzące zupełnie inne życie. Ludzie zdeformowani, czarnoskórzy albo obłąkani, w ucieczce przed wszelkim porządkiem, obcy w każdym kraju.

Noc jest spokojna niczym obóz przed bitwą. Nieznane stworzenie szykuje się do ataku, ale nie wiadomo, czy nadejdzie z lasu, czy raczej od morza. Mularze otoczyli miasto murami, bramy są zamknięte, ale spójrz tylko, bestia jest już w środku ? czy zgadniesz, jaką ma postać? Gdzie jest przetrzymywana i jakie ma oblicze? Czy jest to tkacz, zakrwawione czółenko, wystrzelone przez dziurę czasową, czy gręplarz, który wyrywa ludzi z drzemki świata? A może to raczej jakiś myśliwy z psami? Albo woźnica, którego wóz śmierci ciągną szkielety koni i który na każdej ulicy oznajmia głośnym okrzykiem, jakim rzemiosłem się para? Drogi przyjacielu, nie będziemy się nad nim zastanawiać, bo właśnie takie stworzenia go tu zaprosiły.

Reszta naprawdę jest milczeniem. Zaczął padać deszcz. Lekki letni deszczyk, widzisz, jak zacina z ukosa w światłach miasta. Rzeka spoczywa w kielichu ciszy i spokoju. Stąd, z mostu, świat w dole wydaje się darem prostoty. Ciekawy, tylko tyle. Niżej w grotach upadłego światła sunie po bruku z kamienia na kamień kot, przypominający plamę płynnej czerni, jakby przyszytą do własnego gwałtownie odwróconego odbicia na ciemnej od deszczu ulicy i znikającą po chwili jako kot i kontrkot pośród spękanych murów. Daleko w dole rzeki widać słabą letnią błyskawicę. Nad zachodnim światem podnosi się kurtyna. Drobny deszczyk sadzy, martwych żuków i kosteczek niewiadomego pochodzenia. Publiczność siedzi w pajęczynie kurzu. W pustych oczodołach jednego z aktorów śpią pająki, a nad sceną jak mucha wisi to, co pozostało z powieszonego błazna: wahadło z kościotrupa w pstrokatym kostiumie. Po deskach tu i ówdzie przemykają czworonożne cienie. Przetrwają tylko prymitywniejsze, brutalniejsze formy życia.

Cormac McCarthy „Suttree”
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Oprawa: miękka / twarda
Liczba stron: 668
Cena okładkowa: 34 zł / 45 zł

(więcej o książce)

Gdzie kupić:
Kup książkę w księgarni Selkar
Kup książkę w księgarni Lideria

 

 

Tagi: , , ,

Kategoria: fragmenty książek