banner ad

Fragment kryminału skandynawskiego „Grobowiec z ciszy” Tove Asterdal

13 października 2014

grobowiec-z-ciszy-fragment
Polecamy waszej uwadze fragment „Grobowca z ciszy” Tove Asterdal, który ukazał się pod koniec września pod patronatem Booklips.pl. Ten wciągający kryminał połączony z mroczną sagą rodzinną zabierze was na północny kraniec Półwyspu Skandynawskiego, żeby zaraz potem przerzucić do rosyjskiej Karelii, Pietrozawodsku i Petersburga. To właśnie w tym ostatnim mieście rozgrywa się akcja poniższego fragmentu.

Samotność była nieznaną istotą. Samemu słyszeć własny oddech.

Aleksiej Szaporin przechytrzył swoich ochroniarzy i wymknął się przez labirynt podwórek. Myśleli teraz, że leży chory w swoim mieszkaniu nad brzegiem Newy, podczas gdy on w istocie stał ukryty w wykuszu pewnej kamienicy przy Rubinsteina, skąd mógł wyglądać na ulicę. Dzieliły ich od niego dwie petersburskie rzeki. Już nigdy więcej nie powierzy swego życia takim kazłom, głuptakom.

Rozpoznał czarne auto, które odbiło od strumienia samochodów i zajechało pod bramę, poznał wysiadających z niego ochroniarzy. Ci faceci nie ukrywali swoich tatuaży, na ich widok przechodnie zaraz przyśpieszali kroku, by jak najprędzej się oddalić, podczas gdy chmury spalin z aut w godzinach szczytu wzbijały się do góry, aby zmieszać się z chmurami nad Sankt Petersburgiem.

Potem błysnęła jasna czaszka, gdy z tylnej części auta wysiadł Dima, jego przyjaciel, jego wspólnik, wielki biznesmen Dmitrij Olegowicz Rykow, który w ostatnich latach tak pofolgował swojej tuszy, że poruszał się już niezdarnie. Ochroniarze patrzyli w ślad za nim, gdy wchodził do bramy, ostatni raz rozejrzeli się po ulicy, po czym wsiedli z powrotem do wozu. Kobieca figurka na grillu royce?a zjechała pod maskę, Spirit of Extasy z dwudziestoczterokaratowego złota, co oznaczało, że kluczyk został wyjęty ze stacyjki. Faceci mieli czekać w samochodzie, podczas gdy Dima sam wszedł do budynku, tak samo jak w ostatni czwartek, gdy odwiedzał swoją kochankę przy ulicy Rubinsteina, nieświadom, że jest obserwowany.

Aleksiej szybkim, cichym krokiem przemierzył puste mieszkanie i wyszedł na klatkę schodową. Wtopił się w cienie, trzy stopnie wyżej na następnych schodach, gdzie był niewidzialny dla tego, kto nadchodził z dołu.

Przyjaciel szybko staje się wrogiem, który wie o tobie za wiele.

Ten stary bałwan koniecznie musiał się pochwalić. Kochanka była baleriną w Teatrze Maryjskim, ale teraz tańczyła tylko dla Dmitrija Olegowicza! I to jak tańczyła! Aleksiej mógł wyczuć podniecenie nadchodzącego przyjaciela jak drugi puls we własnych żyłach.

Więc to naprawdę pech, że winda jest nieczynna z powodu przeciętego kabla.

Słyszał, jak Dima klnie dwa piętra niżej, głośne walnięcia w przycisk windy. Coś takiego wywołuje złość i irytację, lecz bynajmniej nie budzi podejrzeń. To stary Petersburg, z ciemnymi zaułkami, podwórzami i bramami jeszcze z czasów sprzed rewolucji. Drzwi prowadzące w różne strony, labirynty, gdzie człowiek mógł zniknąć. Winda, zamontowana w czasach stalinowskich, której nikt nigdy nie naprawiał, bo elektrykowi zawsze coś wypadało.

Aleksiej wsunął dłoń pod połę marynarki, tej taniej, którą kupił w domu towarowym, żeby nie można było pójść jej tropem. Na krótki moment dopuścił do siebie obraz kochanki Dimy. Jak tam leży, miękka i naga, trzy piętra wyżej, i wije się, żeby ją jebać z każdej strony, i krzyczy z bólu, i woła o jeszcze. Pożar mu eksplodował z krocza i wyostrzył wszystkie zmysły. Zacisnął palce na rękojeści pistoletu. Słyszał kroki Dimy na schodach między pierwszym a drugim piętrem, sapanie i mamrotanie, gdy klął pod nosem na fachowców, którzy wciąż żyją w sowieckiej rzeczywistości i robią wszystko na odwal.

Strzał trafił go w środku zdumienia. Gdy się wytrzeszcza oczy i rozumie, że to koniec. Otwarte usta, słowa ? jego ostatnie.

? Co ty tu robisz, Alosza? bracie??

Rzężenie. I już po wszystkim.

Aleksiej chwycił go w ramiona, gdy ten padał.

Na głowę trupa założył plastikową torbę, żeby zostawić jak najmniej śladów krwi, i wciągnął ciężkie ciało do mieszkania kupionego wyłącznie w tym celu. Jakieś drzwi otworzyły się piętro wyżej i równie szybko się zamknęły. Jeżeli któryś z sąsiadów rozpoznał dźwięk strzału z tłumikiem, to zdecydował się natychmiast o tym zapomnieć. Mieszkańcy Petersburga nauczyli się tej lekcji: zamknij oczy i milcz, a przeżyjesz.

Zmył z siebie krew i szybko się przebrał. Poplamione ubranie zawinął w plastikową torbę. Potem przeżegnał ciało Dimy prawosławnym znakiem krzyża i opuścił mieszkanie na zawsze. Żaden ślad nie wskazywał na Aleksieja Szaporina. W akcie kupna mieszkania figurował pewien bezrobotny aktor, który przed trzema tygodniami nieszczęsnym trafem wpadł do Newy. Może kiedyś wypłynie, może nie. Tak czy inaczej, sprawa wkrótce ulegnie zapomnieniu. To tylko krótki moment dyskomfortu dla tego, kto owego dnia znajdował się przypadkiem na nabrzeżu Newy.

Wyszedł z budynku przy ulicy Rubinsteina przez piwnicę, a potem znalazł się znowu na górze, na jednym z tych ciemnych podwórzy, które śmierdziały odpadkami, i wąskim krętym przejściem wiodły dalej, na następne podwórze i następne, aż wyszedł po drugiej stronie kwartału, gdzie Władimirski Prospekt huczał od ciężkiego ruchu. Cały ten zgiełk. Migrena pogłębiała się od bezsenności, zbyt mocnych dźwięków, świateł i nieznośnych woni. W ostatnich latach zaczął tęsknić za ciszą, z którą kiedyś dorastał. Za milczącymi ludźmi, nocą, kiedy miasto spało.

Dał się wepchnąć w tłum ludzi pędzących przed siebie, ku pryncypalnej ulicy, Newskiemu Prospektowi. Nie czekało na niego żadne auto, nikt nie miał pojęcia, kim jest. Nikt nie przypuszczałby, że ktoś taki jak on ucieka w taki sposób. Ubrany w czarną skórzaną kurtkę, jakie często widzi się na przedmieściach, w wełnianą czapkę naciągniętą na uszy, z rękami w kieszeniach, lekko pochylony, szedł jak robotnik wracający z pracy.

Ci ochroniarze pewnie ciągle jeszcze siedzą w samochodzie. Wiedział, że ich herszt, Rodia Nasajew, ma wydziargany na ramieniu portret Dzieciątka Jezus. To był tatuaż kogoś, kto urodził się w więzieniu, ale Rodia pozostał mimo to szestiorką, złodziejskim chłopcem na posyłki, służącym worow w zakonie. Jeszcze przez wiele godzin nie odważy się przeszkadzać swojemu bossowi. A kochanka? Ile czasu upłynie, nim taka kobieta podniesie raban, że kochanek się nie zjawił? Czy w ogóle zrobi? Czy będzie czekać i czekać, aż karty kredytowe przestaną działać?

Skręcił szybko w kolejne ciemne podwórze. Do kontenera na śmieci, w którego smrodzie nie chciałoby się grzebać nawet najgłodniejszemu menelowi, wrzucił torbę z ciuchami splamionymi krwią Dimy Rykowa.
Newski Prospekt kąpał się w swoim nierealnym świetle. Aleksiej minął jakąś żebraczkę, wtopił się w tłum turystów i uświadomił sobie, że już ostatni raz idzie ulicą, która jest snem Petersburga o wielkości, jego wiecznie kłamliwą nadzieją. ?Newski Prospekt kłamie o każdej porze, najbardziej jednak wówczas, kiedy noc spowije go w swe gęste zwoje i zaciemni białe i kremowe mury domów, kiedy całe miasto zamienia się w grzmot i blask??1 Blask okien wystawowych rzygających zapachami perfum, buty na szpilkach, wszędzie te buty na szpilkach, których rosyjska kobieta nigdy nie ma dość, butiki czynne całą dobę, nigdy nieśpiący ludzie. Przez szklane drzwi wszedł na stację Majakowskaja, zapłacił dwadzieścia pięć rubli i otrzymał żeton, połknięty zaraz przez maszynę.

Bez śladu.

Ruchomymi schodami zjechał w meandryczny system tuneli Petersburga, gdzie człowiek mógł zniknąć bezpowrotnie. Huk, łoskot, kiedy pociąg metra rytmicznie wtacza się w tunele. Podmuch powietrza z wentylacji, matowe światło, w którym twarze w wagonie stają się żółtawoblade, a ludzie ? wiecznie zmęczeni. Zmienił linię trzykrotnie, zanim w końcu wyszedł z powrotem na powierzchnię. Gdyby ktoś z pasażerów mimo wszystko zapamiętał tego mężczyznę bez wyrazu, nikt nie potrafiłby ustalić, skąd ani w którą stronę jechał.

Na ulicy przed stacją Witebskaja stały babuszki sprzedające skarpetki i parasolki, wiecznie te parasolki i skarpetki, to marzenie o suchym, ciepłym miejscu w mieście, w którym surowa wilgoć ciągnie z ziemi i spada z nieba.

Bilet kosztował siedemdziesiąt jeden rubli. Podmiejski pociąg telepał się przez szarość południowych przedmieść, krainę zapuszczonych fabryk i składowisk kontenerów. Były tam przedsiębiorstwa, w których przejmowaniu sam kiedyś brał udział ? przy użyciu broni i gróźb czy przez zorganizowane skupy akcji ? wyciskali z nich, co się dało, i pozostawiali. Wszystkie te dawne interesy ? to poszło tak zawrotnie szybko. Czuł głuchy zew spod ziemi,

z ponurych trzęsawisk, na których spoczywa Petersburg, jak wsysa go z powrotem w bagno. Krach rynków finansowych. Bankom zagrażał monitoring, nic już nie było pewne.

Po trzydziestu pięciu minutach wysiadł w Puszkinie. Odetchnął jego klarownym powietrzem, wydłużył krok. Snuł mu się po głowie pewien wers starego złodziejskiego prawa, jedna z surowych reguł worow w zakonie. Nie żeby kiedykolwiek musiał przestrzegać praw zrodzonych w sowieckich więzieniach, wykupił się od wszystkich takich rzeczy, poza tym nawet nowi złodzieje w zakonie nie przestrzegają już własnego prawa, ale te wersy jednak wciąż tam są, jak melodia w tle.

Własnego więzienia nie będziesz budował.

Doszedł do chruszczowowskich slumsów, daleko od pałacu i parków, które były duszą Puszkina. Oto miejsce, gdzie nikt by nie szukał kogoś takiego jak Losza Szaporin, miejsce powszednie i beznadziejne. Czteropiętrowe bloki z szarej zakurzonej cegły, dokładnie takie same w całej Rosji, tu także pogrążały się w ruinie. Aleksiej przekręcił klucz w zamku i wszedł do małej kawalerki z kuchnią, gdzie na stole wciąż leżał ceratowy obrus w kwiaty, pamiątka po pewnej staruszce. Nie było wieszaka, więc rzucił kurtkę na krzesło.

Mieszkanko było pozostałością jednego z mniej udanych projektów biznesowych Aloszy i Dimy, Agencji Pomocy Domowej dla Starszych. Starzy ludzie w ramach zapłaty za świadczone im usługi zapisywali agencji w testamencie swoje mieszkania, co wydawało się genialnym pomysłem, wartość nieruchomości bowiem z roku na rok rosła w miliony. Obaj nie wzięli jednak pod uwagę siły ludzi, którzy na własnej skórze przeżyli stalinowski terror i oblężenie Leningradu ? ci po prostu nie chcieli umierać. Mieszkanko w chruszczowowskim slumsie było wszystkim, co pozostało po agencji, która podobnie jak tysiące spółek w nowej Rosji pewnego dnia zniknęła, nie spłacając zobowiązań.

Na ścianie wisiało radio, przyśrubowane do niej jeszcze za czasów Chruszczowa. Przystosowane do odbioru tylko jednego kanału. Przekręcił gałkę i wszedł do łazienki. Wycisnął z tubki siwą farbkę, a mieszkanie wypełniło się muzyką.

Nawet ten nędzny odbiornik nie mógł ukryć urody trzeciego koncertu fortepianowego Prokofiewa.
Włosy mu schły w nowym kolorze, podczas gdy on podgrzewał sobie pizzę z zamrażalnika. Potem wrócił do lustra w łazience, nożyczek i golarki.

Po półgodzinie był już nieco starszy i źle ostrzyżony.

Nie żeby piękny, ale i nie brzydki? co do wieku, nie dało się o nim powiedzieć, że to starszy mężczyzna, lecz z drugiej strony, nie był także młody.

Płaszcz: ani drogi, ani tani.

Czarna walizka, tak zwyczajna, że wielu ludzi sięgnęłoby po nią, aby ją ściągnąć z półki bagażowej w przekonaniu, że biorą swoją własną.

Na koniec spakował paszporty, wszystkie trzy, każdy schował w osobnej kieszeni. Jedyny, jaki pociął na kawałki i spuścił z wodą do rosyjskiej kanalizacji, należał do Aleksieja Szaporina.
(…)
_
Przypisy:
1Cytat z opowiadania „Newski Prospekt” Mikołaja Gogola, tłum. Jerzy Wyszomirski.

grobowiec-z-ciszyTove Asterdal „Grobowiec z ciszy”
Tłumaczenie: Mariusz Kalinowski
Wydawnictwo: Akurat
Liczba stron: 496

Opis: Katrine, mieszkająca w Londynie dziennikarka szwedzkiego radia, wraca po latach do Sztokholmu, żeby zająć się starą matką chorą na alzheimera. Okazuje się, że matka jest właścicielką domu we wsi za kołem polarnym, za który firma maklerska oferuje niezrozumiale wysoką kwotę. Katrine jedzie na północ, by szukać własnych korzeni. Poszukiwania prowadzą ją do rosyjskiej Karelii i archiwów w Pietrozawodsku, gdzie dociera do ukrywanych przez wiele lat dokumentów, w końcu do Petersburga. Wszystko wskazuje na to, że jej rodzina od dziesięcioleci ukrywa mroczną tajemnicę. Pojawienie się Katrine budzi uśpione demony; we wsi dochodzi do brutalnego zabójstwa a niemal równocześnie w Petersburgu ginie jeden z mafijnych bossów. Szybko okazuje się, że te wydarzenia są ze sobą ściśle powiązane, a Katrine zostaje wplątana w rozgrywkę, w której stawką jest także jej życie.

Tagi: , , , , , ,

Kategoria: fragmenty książek