banner ad

Chwalą ją King, Gaiman, Coben i Hill. Przeczytaj premierowy fragment kryminału „13 minut” Sarah Pinborough

23 stycznia 2018


Wydawnictwo Prószyński i S-ka prezentuje kolejny po „Co kryją jej oczy” wciągający kryminał Sarah Pinborough. Dokonania angielskiej pisarki wciąż jeszcze dopiero są odkrywane w naszym kraju, ale na Zachodzie zachwycają się nią najwięksi twórcy literatury popularnej. Stephen King twierdzi, że jej proza „tętni życiem i emocjami”. Neil Gaiman nazywa ją „literackim kameleonem”. Harlan Coben ostrzega, że gdy przeczytamy jej książki, stanie się naszą „nową obsesją”, a Joe Hill pisze, że Pinborough „zachwyca”. Najnowsza powieść pisarki, „13 minut”, daje okazję przekonać się, w czym tkwi źródło tych wszystkich pochwał. Prawa do ekranizacji książki zostały zakupione przez Netflix. Poniżej możecie przeczytać obszerny fragment kryminału.

1

Ofelia.

Była młoda. Mniej więcej osiemnaście lat. Raczej mniej. Włosy mogła mieć jasne albo brązowe, przemoczone i w mroku wyglądały myląco. Była ubrana na biało, jasna plama na tle ciemnej rzeki, niemal jak gdyby chciała nawiązać do świeżego śniegu, który zaspami przygniótł ziemię. Jej jasna twarz o lekko rozchylonych sinych wargach spoglądała w atramentowe niebo. Dziewczyna uwięzła w gałązkach, jakby pochylone konary, ogołocone z liści i przygięte przez zimowe wichry, chciały ją uratować, utrzymać na powierzchni wody.

Oddech unosił się mu przed twarzą jak mgła.

Słyszał własne sapanie, choć szczekanie Biscuita, zapamiętały jazgot, którym pies zwabił go ze ścieżki, zdawało się dochodzić z jakiegoś odległego miejsca. Nie mógł się ruszyć. Była za kwadrans szósta rano, a w rzece unosiła się martwa dziewczyna.

Stałem się szablonową postacią, oto jego następna spójna myśl. Jestem tym człowiekiem, który w kryminałach na spacerze z psem znajduje zwłoki.

Biscuit miotał się tam i z powrotem wzdłuż brzegu, wściekły, przejęty, zaniepokojony zmianą w ich codziennym rytuale. Tą nieprawidłowością. Obejrzał się i zaskomlał do swojego właściciela, który nadal stał jak skamieniały, ściskając komórkę, leżącą głęboko w kieszeni jego grubego płaszcza.

I nagle to zobaczył: ledwie dostrzegalne drgnienie jej dłoni.

A po chwili następne.

Wyszedł z Biscuitem wcześnie nie z konieczności, ale z powodu ciszy. W tych godzinach przed przebudzeniem świata czas płynął wolniej, a wokół panował idealny spokój. Zresztą sen nigdy nie był jego przyjacielem.

Późniejsze spacery wypełniały mu uprzejme pogawędki z innymi właścicielami psów, które biegały wśród drzew. Poranki należały wyłącznie do niego. To był jego rytuał, nieodmienny, od którego nigdy nie odstępował z powodu złej pogody i tylko czasami z powodu choroby. Wstawał o piątej, nawet jeśli skończył nagrywać o drugiej. Jedna kawa. Wyjście ? punktualnie piąta dwadzieścia. Ale dziś wyjątkowo spóźnił się pięć minut. Biscuit ukrył gdzieś swoją obrożę. W końcu znalazła się pod sofą. Potem przez łąkę, na drugi brzeg krętej rzeki i godzinka wędrówek po lesie. W drodze powrotnej Jamie kupował gazety, które czytał przy śniadaniu. Jeśli w piekarni mieli ciepłe croissanty, brał jeden. Był to święty czas, należący tylko do niego i psa, dodatkowe godziny bezcennego życia. Czasami dzwonił do Nowego Jorku do swojej młodszej siostry ? zanim położyła się spać. Sprawdzał, czy jej świat nadal obraca się we właściwym kierunku, i razem przeżywali gorzko-słodką chwilę, po czym rzeka jej życia zabierała mu ją i niosła dalej. Czasem siostra zaskakiwała go i dzwoniła pierwsza. To były najlepsze poranki.

Marmurowa dłoń drgnęła jeszcze raz i nagle poczuł zimno swojej skóry, bicie swojego serca i głośne, wyraźne szczekanie Biscuita. Komórka znalazła się raptem przy jego uchu, a jego głos dołączył się do hałasu. Potem Jamie rzucił telefon i zdjął płaszcz. Rzeka nie zabierze tej dziewczyny, zanim wybije jej godzina.

*

Reszta mu się zamazała. Wejście do wody, której zimno odebrało mu dech. Potknięcie. Prawie upadek. Chwytanie powietrza. Drętwota palców, gdy ciągnął ją na brzeg. Ciężar jej przemoczonego ubrania, niespodziewany ciężar jego rzeczy. Otulenie jej bezwładnego ciała jego płaszczem. Szorstkość jej przemoczonych włosów. Jej usta, na których nie wyczuwał ciepłego oddechu. Mówienie do niej poprzez szczękanie zębów. Biscuit, liżący jej zlodowaciałą twarz. Syreny. Koc, którym go okryto. „Proszę ze mną, panie McMahon, tak, pomogę panu. Już dobrze, zajmiemy się resztą”. Postawienie go na nogi, które nie chciały się ruszać, zaprowadzenie do ambulansu. Ale najpierw dostrzegł ponure miny. Kręcenie głową. Defibrylator. „Odsunąć się!”.

Przerażająca cisza. On, świat, natura: wszystko zamarło. Ale nie czas. Zegar tykał dalej. Ile minut? Jak długo nie oddychała, gdy tkwili na tym brzegu rzeki? Jak długo czekali na ambulans? Dziesięć minut? Więcej? Mniej?

„Jest puls! Jest puls!”.

A potem jego łzy, gorące i nagłe, płynące gdzieś z głębi.

Uświadomił sobie, że Biscuit wtulił się w niego śmierdzącą sierścią, trąca jego twarz łapą, liże jego policzki, skomle, więc przygarnął go do siebie, wciągnął pod koc, a potem spojrzał na zimowe niebo, ani nocne, ani poranne, i pomyślał, że nigdy nie zachwycało go bardziej.

2

Sobota, 09.03
Jenny
Jesteś? Odbierz! OMFG.

09.08
Jenny
Wyciszyłaś telefon! WSTAWAJ!

09.13
Jenny
Zaraz zeświruję. Mama płacze.
Chyba nadal jest pijana. Chce jechać
do szpitala. WTF??

09.15
Jenny
KURWA ODBIERZ!!!!
Co się dziejeeeeeee?

09.17
Hayley
Sorki tata tu był! Obudził mnie.
Normalnie cała się trzęsę. WTFWTFWTF???
Zadzwonię spod prysznica. Skasuj SMS-y.
Wczorajsze też. KURWA CO JEST??

09.18
Jenny
OK

9.19
Hayley
I ANI SŁOWA

3

Głos mamy, donośny i kategoryczny, był jak kolec wbity w mózg; Becca nakryła głowę kołdrą i znowu zapadła w półsen. Była sobota. Zbyt wcześnie. Bez względu na porę ? za wcześnie. I za zimno. Palce u stóp jej zlodowaciały, a przez każdą szczelinę w pościeli wdzierał się chłód. Becca chwyciła kołdrę palcami u stopy i okręciła się nią jak kokonem.

? Rebecca, zejdź! To ważne!

Nawet nie drgnęła. Niech poczekają. Jeszcze pięć minut. Oddychała płytko, żeby nie wynurzać się na zewnątrz, na świeże powietrze. Włosy jej śmierdziały dymem, głowa trochę bolała ? wspomnienie po wczorajszej trawie i papierosach. Jeśli jeszcze nie wybiła dwunasta, zabije mamę. Soboty należały do niej. Tak się umówiły.

? Natychmiast! Mówię serio!

Becca odrzuciła kołdrę i usiadła, wściekła. Co może być tak pilnego? Wytężyła otępiały umysł. Nie zostawiła w kuchni pustych pudełek po pizzy ani puszek po coli. Nie zapomniała wyłączyć telewizora. Zamknęła drzwi na dwa zamki. Przyszła do domu, poszła po cichu do siebie i zapaliła ostatniego jointa, wydmuchując dym przez okno, po czym zasnęła, oglądając jakąś durną komedię na Netfliksie. Nawet nie wróciła jakoś strasznie późno! Zerknęła w otwarte okno i westchnęła. Bex, ty geniuszu. Nic dziwnego, że zimno tu jak w psiarni. Ale przynajmniej nie pozostał nawet ślad po dymie.

? Becca! ? Chwila ciszy. ? Kochanie, proszę!

? Idę! ? krzyknęła ochryple. Głowa zapulsowała bólem. Koniec normalnych papierosów, zdecydowała, wkładając dresy i wczorajszą bluzę. Płuca jej wysiadały. W pokoju było jak w lodówce, aż dostała gęsiej skórki. Sok. Musi się napić soku. I herbaty. I zjeść kanapkę z bekonem. Może warto zejść na dół. Przynajmniej się ogrzeje. Ale rozmowa z matką z samego rana nigdy nie była dobrym pomysłem. Becca wolała wstawać, kiedy wszyscy wyszli. Mieć dla siebie trochę spokoju bez barykadowania się w pokoju. Jeszcze dwa lata i ucieknie na uniwersytet. Ucieknie z tego domu, z tego klaustrofobicznego miasteczka, na wolność. Może do Londynu. Na pewno do dużego miasta. Aiden pojedzie z nią i zacznie pracować jako muzyk.

Będą żyć jak bohema i pewnego dnia gazety opiszą historię pary, która odniosła sukces, a kiedyś żywiła się błyskawicznymi zupkami w zrujnowanej (ale stylowej) norze gdzieś, gdzie mogła podążać za swoimi marzeniami. Tak to będzie. Ale zanim ten plan stanie się czymś więcej niż fantazją po trawie, muszą upłynąć jeszcze dwa długie lata.

Zgarnęła włosy w coś w rodzaju końskiego ogona, spryskała je dezodorantem i wyłoniła się ze swojej kryjówki, po drodze zabierając komórkę z łóżka. Sprawdziła godzinę. Dziesiąta trzydzieści cztery.

Czternaście SMS-ów, sześć wiadomości na komunikatorze, dwa nieodebrane połączenia. Zmarszczyła brwi, zaskoczona długą listą nazwisk. Nie była aż tak popularna. Jeszcze nigdy nie dostała czternastu SMS-ów, chyba że od Aidena, kiedy był ujarany i napalony na nią. Przejrzała je, schodząc po schodach. Głównie konwersacje grupowe. No jasne. Była tylko dodatkiem. Nie pozwoliła sobie na zawód. Akurat ją to obchodzi.

Słyszeliście?

Czytaliście o Tashy Howland?

Musicie to obczaić!

Zanim przeczytała wszystkie i dotarła do kuchni, była już całkowicie przytomna. W ustach jej wyschło.

Matka stała przy kuchennej wyspie, wpatrzona w mały telewizor w kącie ? ten, przeciwko któremu tak gwałtownie protestował tata ? „Za dużo odbiorników, za dużo komputerów, za dużo komórek, wszędzie maszyny, nikt już z nikim nie rozmawia” ? ale przegrał, sam przeciwko nim dwóm. Na blacie leżał nietknięty tost. Mama go nie jadła, nawet się nie rozglądała, wpatrywała się tylko, bardzo blada, w ekran.

Becca poczuła, że cierpnie jej skóra ? częściowo ze strachu, częściowo z dziwnego podniecenia.

? Co się stało z Tashą? ? spytała. ? Moja komórka szaleje.

Mama odwróciła się i objęła jej sztywne ciało, otaczając ją ciepłym zapachem podkładu i cytrusowych perfum. Julia Crisp starała się nawet w sobotę. Patrząc na jej okryte kaszmirem szczupłe ramiona, całe z twardych mięśni i ścięgien, Becca natychmiast poczuła się znowu tamtą pulchną dziewczynką, którą niegdyś była. Przysłowie ?Jaka matka, taka córka? w ich przypadku się nie sprawdziło.

? Coś strasznego. Tasha leży w śpiączce. Mówią o tym we wszystkich wiadomościach. ? Matka pogładziła ją po plecach, ale Becca cofnęła się ? udała, że chce spojrzeć na ekran. Przy mamie czuła się skrępowana. W czasach, kiedy była nastolatką, wyrósł między nimi mur, którego Becca nie potrafiła zburzyć. ? Na pewno z tego wyjdzie, kochanie. Na pewno.

? Wypadek samochodowy? ? Natasha leży w śpiączce? To nie może być prawda. Takie rzeczy nie przydarzają się dziewczynom takim jak Natasha. Spotykają dziewczyny takie jak Becca.

Usiadła na taborecie, nie zwracając uwagi na wibracje swojej komórki ani matkę, krzątającą się wokół niej jak trzepoczący ptak. Na ekranie Hayley i Jenny, zapłakane, a jednak nadal idealne, biegły do szpitala, ciągnąc za sobą rodziców, wczepionych w nich jak suche listki w wełnę. Dwie Barbie. No tak, naturalnie. Pędzą do swojej ukochanej królowej.

? Wiem, że byłyście ze sobą blisko, kochanie, czy chcesz?

? Ćśśś ? Becca uciszyła matkę. Dziennikarka z nosem zaczerwienionym od lodowatego powietrza odgarnęła włosy z twarzy i zaczęła mówić do mikrofonu z tą nieszczerą szczerością, do jakiej zdolne są tylko telewizyjne dziennikarki.

*

Godzinę później Becca stała na balkoniku w mieszkaniu Aidena, dygocząc razem z nim, gdy zapalał marlboro lighta. Podał jej paczkę, a ona się poczęstowała, dawno zapomniawszy o porannym postanowieniu. Walić to. Poza tym było za wcześnie na jointa, a nawet w liberalnym, niechlujnym gospodarstwie mamy Aidena narkotyki były ewidentnie źle widziane. Matka mogła podejrzewać, że Aiden jara ? na pewno czuła zapach z jego pokoju ? ale nie zamierzała tego oficjalnie aprobować.

? Słyszałam, że nie żyła przez trzynaście minut. ? Becca przestąpiła z nogi na nogę, by jakoś ochronić się przed lodowatym zimnem. ? Cud, że odzyskała przytomność.

? Miała szczęście, bo jest zimno. ? Aiden wpatrywał się w śnieg, który padał gęsto od świtu. Becca pomyślała, że na tle tej bieli i szarości, które okryły świat, wygląda prawie jak anioł. Może nie taki anioł, jak je sobie wyobrażają inni, ale jej anioł. Jasna twarz, ostre rysy, gęste ciemne włosy i te przejrzyste oczy, które lśniły intensywnym błękitem spod długiej grzywki. Anioł albo wampir. W każdym razie i tak nie wierzyła, że należy do niej.

? Prawdopodobnie to ją uratowało ? dodał. ? Woda była lodowata, więc obniżyła temperaturę jej ciała tak bardzo, że serce zwolniło i wprowadziło ją w stan hibernacji.

? Skąd ty wiesz takie rzeczy? ? spytała Becca.

Aiden uśmiechnął się z zażenowaniem.

? Widziałem w jakimś starym filmie o podwodnych kosmitach.

? No, ale to dziwne, co? Nie żyć, a potem ożyć. Trzynaście minut to długo.

? Ciekawe, czy coś widziała. No wiesz, jakieś światła czy coś.

? Nawet jeśli nie widziała, to znając Natashę, powie, że widziała, jak tylko się obudzi. ? Zjadliwa uwaga, ale nie potrafiła się powstrzymać. Jej uczucia do Natashy przypominały kłębek drutu, którego nie potrafiła rozplątać. Tęskniła za przyjaciółką z dzieciństwa, ale nie znała tej nowej Natashy-Barbie. Jej Natasha nosiła aparat ortodontyczny i lubiła grać w szachy. Jej Natasha była jej najlepszą przyjaciółką na zawsze. Wtedy Becca nie zdawała sobie sprawy, że „na zawsze” się skończy, kiedy Natashy urosną cycki i pozbędzie się aparatu, bo wtedy nagle stała się laską, a Becca ? grubą kujonką, która szybko została odstawiona na boczny tor.

Jeśli się obudzi ? poprawił ją Aiden, wydmuchując chmurę dymu. ? W wiadomościach mówili, że nie odzyskała przytomności. Może ma uszkodzony mózg albo coś w tym stylu.

Becca usiłowała to sobie wyobrazić. Widywała w telewizji ludzi z uszkodzeniem mózgu ? nigdy nie doszli do siebie. Martwa Natasha byłaby przynajmniej tragicznie piękna. Natasha z uszkodzonym mózgiem i podłączona do aparatury, odprowadzającej z niej siki i odchody i wtłaczającej w nią zupę do końca życia, była przerażająca.

? Właściwie co tam robiła? ? spytał Aiden. ? Nocą w lesie? Myślisz, że ktoś ją uprowadził?

? A skąd mam wiedzieć? ? Becca wzruszyła ramionami. ? Nikt nie wie. Ludzie świrują, nie mówią nic konkretnego.

Ul, jak czasem myślała o szkole, cały szumiał. SMS-y, wiadomości na czacie, tweety o tym, jak to wszyscy są wstrząśnięci i zrozpaczeni, cała szkoła deklarująca wielką miłość do Natashy, jakby to, co ją spotkało, w jakimś sensie dotyczyło także innych. Pewnie już się pojawiły hashtagi #TashaPamiętamy. Ten szum był jak bzyczenie prądu. Szczypał ją pod skórą.

Becca nie wrzuciła na Instagram, Facebook czy Twittera żadnych dawnych zdjęć. Częściowo dlatego, że nie miała czasu. Szczerze: bo nie obserwowało jej aż tyle osób, a najszczerzej ? bo gdyby to zrobiła, niewątpliwie zaczęłyby się szepty: „Widzieliście, co wrzuciła Becca Crisp? Nie może zapomnieć o starych dobrych czasach!”.

A choć przez jakiś czas nienawidziła Tashy, gdy porzuciła ją tak bezceremonialnie i zastąpiła Jenny, nową dziewczyną w trójce Barbie, wszystkie te bzdury wydarzyły się dawno temu, a Tasha niczego bardziej się nie bała jak tego, że świat przypomni sobie o jej niegdyś brzydkich włosach i zębach. Nawet w tej chwili Becca by jej tego nie zrobiła.

? Parę miesięcy temu w Maypoole zaginęła dziewczyna ? powiedział Aiden. ? Może to ten sam porywacz.

? A może tylko uciekła. ? Becca wrzuciła niedopałek do kubka na stole, między inne, gnijące w gęstej brązowej wodzie na dnie. W ustach jej wyschło, stopy zlodowaciały. Pociągnęła nosem.

? Wracamy do pokoju? Pooglądamy film?

Aiden zmierzył ją zamyślonym wzrokiem, od tego uważnego spojrzenia jeżyły się jej włosy na karku.

? Wybierasz się do szpitala?

? Po co? ? Zabolało ją to. ? A ty chcesz? Zapragnąłeś zaopiekować się księżniczką w potrzebie?

Parsknął śmiechem i przytulił ją do siebie.

? Boże, ale z ciebie menda. Byłem z nią na jednej randce. Dwa lata temu. Zanim wyrobił mi się gust.

Odetchnęła zapachem jego skórzanej kurtki. Należał do niej. Wiedziała o tym. Nie ma nic gorszego, niż wydawać się namolną. Nie ma nic gorszego, niż być namolną. Dlaczego nie potrafi się zamknąć?

? Wiem. ? Jej gorący oddech otoczył jej schowaną twarz. Aiden cofnął się od niej.

? A ona zachowała się jak suka. Mam w dupie Natashę Howland. Ale przez wiele lat była twoją przyjaciółką. Powinnaś jechać. Dla jej rodziców, jeśli nie dla niej.

Niemal to samo usłyszała od matki, zanim złapała kurtkę i rzuciła, że wychodzi. W ustach Aidena zabrzmiało to jakoś rozsądniej.

? Dobrze ? powiedziała w końcu niechętnie. ? Może powinniśmy pojechać. ? Pocałowała jego pachnące papierosami usta. ? Ale po drodze wstąpimy do McDonalda? Umieram z głodu.

Aiden uśmiechnął się od ucha do ucha.

? Dlatego jesteś moją dziewczyną. Wcielenie klasy. ? Zabrzęczała jego komórka; spojrzał na nią i odczytał wiadomość, marszcząc brwi. ? A to dziwne.

? Co?

? Ja także muszę jechać do szpitala. Ale najpierw coś zabiorę. Chodzi o Jamiego. On też tam jest.

4

Dziwnie było zobaczyć matkę Natashy, Alison Howland, bezradną i zapłakaną. Becca jakoś też się rozpłakała, gorącym, obfitym szlochem, który wyrwał się nie wiadomo skąd, raniąc jej serce. Gary Howland stał między nimi, ze skrępowaniem trzymając ręce na ich plecach, niepewny swojego miejsca w tej zawierusze kobiecych emocji. Miał zaciśnięte zęby i trochę zbyt szeroko otwarte oczy, lecz oprócz tego ? oraz sztywno wyprostowanych pleców ? nic nie wskazywało na to, że w ogóle coś czuje. No, ale przecież Becca słabo go znała. Zawsze w drodze do biura albo na kort uśmiechał się do nich, kiedy się bawiły, ale myślami był gdzie indziej. Becca podejrzewała, że w ten sposób człowiek staje się bogaczem. Nie należał do tatusiów, którzy angażują się w życie dziecka, za co Natasha była mu niewątpliwie wdzięczna.

? Rebecco? Miło, że przyszłaś ? wykrztusiła Alison, wycierając oczy i nos. Dla pani Howland zawsze była Rebeccą, nigdy Beccą czy Bex, tak jak Tasha zawsze była Natashą. ? Jesteś dobrą dziewczynką. Byłaś dobrą przyjaciółką dla Natashy.

Byłaś. Becca nie wiedziała, co odpowiedzieć, kiwnęła tylko głową. Alison wiedziała lepiej niż ktokolwiek, że Becca już nie była blisko z Tashą. Jej bliskie przyjaciółki stały z boku. Miały lekko zaczerwienione, idealnie umalowane oczy i zerkały na komórki. Hayley i Jenny. Niemal identyczne, a jednak tak odmienne. Jenny zmysłowo delikatna i arystokratycznie szykowna, Hayley po mieszczańsku sprawna. Twarde ciało. Nie wchodziła już na drzewa, ale choć przestała się zachowywać jak chłopak, nie zrezygnowała ze sportu. Miała najlepsze w całej szkole wyniki w biegu. Nigdy nie widywano jej bez błyszczyka na ustach. I zawsze chodziła w możliwie najkrótszych szortach, choć nieustannie kazano jej się przebierać. Dziewczyny nie patrzyły na Beccę, a ona znowu odwróciła się do Alison Howland.

? Chciałam? chciałabym tylko okazać wsparcie ? powiedziała w końcu. ? Mama także przesyła wyrazy współczucia. ? To wystarczy. ? Jestem pewna, że Tasha z tego wyjdzie. Na pewno.

? Nie rozumiem, skąd się tam wzięła. ? Alison spojrzała gdzieś za Beccę, we własny koszmar, ale ściskała dziewczynę jak koło ratunkowe, ratujące ją przed pójściem na dno. Dłonie miała suche i szorstkie, jakby wypłakała całą wilgoć. ? Co tam robiła o tej porze? W taką pogodę? ? Jej ton i kompletny brak reakcji Hayley, Jenny i Gary?ego świadczyły, że powtarzała te pytania od wielu godzin.

Becca zaczęła się dusić w klaustrofobicznej atmosferze małego szpitalnego pokoiku. Światło nagle stało się zbyt rażące, powietrze zbyt gorące i rozrzedzone. Spływała potem pod ciężką puchówką. Czuła się tu nie na swoim miejscu.

I akurat w chwili, gdy pomyślała, że zdoła się wyrwać z chwytu Alison Howland i na chwilę usiąść, drzwi się otworzyły. Alison obejrzała się szybko i znowu się zgarbiła. To nie był doktor.

? Pani inspektor, czy może? ? zaczął Gary, ale policjantka pokręciła głową.

? Nie ? powiedziała. ? Przyszłam porozmawiać z dziewczynkami.

Inspektor wydziału śledczego Bennett była nieumalowana. Włosy zebrała w surowy kucyk. Uśmiechnęła się do Alison łagodnie i ze zmęczeniem. ? Muszę poskładać w całość wszystko, co tego dnia zrobiła Natasha. Lekarze mówią, że możecie przy niej chwilę posiedzieć.

? Dziękujemy. ? Gary wziął żonę pod rękę. Policjantka otworzyła drzwi i rodzice Natashy pospiesznie wyszli, Alison znowu tonęła we łzach. Horror, pomyślała Becca. Wszystko jest klinicznie chłodne i realne, a jednak nieprawdziwe. Natasha walczy o życie. Natasha. Ta niezniszczalna, idealna Natasha.

? Mam zaczekać na zewnątrz? ? spytała.

? Jesteś przyjaciółką Natashy?

Becca nie wiedziała, co odpowiedzieć.

? Mniej więcej. Kiedyś byłam. Chodzimy do tej samej szkoły, ale od lat nie jesteśmy ze sobą blisko. ? Zerknęła na dwie blondynki. ? Jej przyjaciółkami są Hayley i Jenny.

Hayley spuściła wzrok. Ta Hayley, która skakała z gałęzi na gałąź, aż Tasha i Becca piszczały ze strachu, chichotały i krzyczały, że spadnie. Hayley, która wahała się przez jakiś czas, gdy Natasha odwróciła się od Bekki. Parę razy potajemnie zajrzała do niej na herbatkę, ale szybko podjęła decyzję i opowiedziała się po jednej stronie. Po stronie zwycięzcy. Po stronie fajnych dziewczyn. Po stronie Natashy. Tak, Hayley mogła ją teraz pocałować w dupę.

Policjantka spojrzała na dwie Barbie, a potem na Beccę i z powrotem, odgadując ich historię. Jedną z wielu podobnych. Nudne koleżanki zawsze zostają porzucone na rzecz tych bardziej popularnych i ładniejszych. Biorąc pod uwagę zaniedbany wygląd inspektor Bennett ? ile miała lat? Trzydzieści? Mniej? W każdym razie dużo ? może w szkole przydarzyło się jej to samo.

? Zostań ? powiedziała. ? To nie jest formalne przesłuchanie. I możesz przedstawić historię z innej perspektywy.

Jasne, pomyślała Becca. To na pewno.

? Co się jej stało? ? spytała Jenny.

? Nie wiemy. Może to tylko wypadek. Kawał, który wymknął się spod kontroli.

? Czy ktoś ją skrzywdził? ? Hayley miała ogromne oczy. ? Gary powiedział, że nie była? że nikt jej?

? Nie została zgwałcona. ? Bezpośrednia odpowiedź policjantki sprawiła, że Becca przestała się śmiać w duchu z tego, że Hayley powiedziała „Gary” jak jakaś dorosła. Do tej pory nawet nie pomyślała o gwałcie. A to głupio, bo przecież często tylko o tym się mówi, nawet jeśli nie wprost. Uważaj z alkoholem, bo coś się wydarzy. Nie wkładaj tego, wysyłasz niewłaściwe sygnały. Zawsze wracaj do domu w towarzystwie albo taksówką. Nikogo nie prowokuj. I tak dalej. Przynajmniej odkąd zaczęła być z Aidenem, matka dała sobie spokój z tymi komentarzami. Jakby teraz to on powinien bronić Bekki. Ciekawe, czy mama zdaje sobie sprawę, że to głupie.

? Musimy się dowiedzieć, co Natasha robiła wczoraj w nocy i wczesnym rankiem. ? Policjantka usiadła, a one, jak owce, poszły za jej przykładem. ? Nikt nie będzie nikogo oceniać, nikt nie będzie miał kłopotów, ale jeśli została napadnięta, musimy zgromadzić jak najwięcej informacji.

? Więc coś się jej stało? ? spytała Becca. ? To znaczy, oprócz?

Oprócz tego, że była martwa przez trzynaście minut.

? Ma parę ran i siniaków, ale mogły powstać, kiedy niosła ją woda. Jak powiedziałam, ustalamy, czy to wypadek, czy zamierzone działanie, albo wypadek z udziałem osób trzecich.

Zamierzone działanie. Te dwa słowa, niepasujące tutaj, tłukły się Becce po głowie, gdy usiłowała znaleźć sens. O dziwo, pierwsza na metę dotarła Jenny, która parsknęła głośnym śmiechem, rażącym w powadze tego pokoju.

? Myśli pani, że Tash próbowała się zabić?

? Sprawdzamy wszystkie możliwości.

? Nie. ? Jenny pokręciła głową z niezłomną pewnością. Nie miała tak długich ani idealnie prostych włosów jak Hayley; założyła jedno ich pasemko za ucho z delikatnym kolczykiem. Tanim, ze szkiełkiem, nie brylantem. Barbie-Kopciuszek z biednej dzielnicy. ? Nie, Natasha by tego nie zrobiła. I nie tak. Nigdy by nie skoczyła do lodowatej rzeki.

? Nie ? dodała Hayley, jakby te dwa „nie” brzmiały za słabo.

Inspektor Bennett spojrzała na Beccę, która z wahaniem wzruszyła ramionami. Dla niej było to coś więcej niż przesłuchanie. Musiała ostrożnie dobierać słowa. Nie chciała wkurzyć dwóch Barbie ani sprawiać wrażenia, jakby się im podlizywała. Zwłaszcza Hayley. Hayley była kiedyś jej przyjaciółką ? umiałaby jej zaleźć za skórę lepiej od Jenny. Jenny była nikim. Ale to, co Becca teraz powie, może się na niej odbić w złośliwych tweetach, wpisach na Facebooku i znaczących spojrzeniach. Słowa w społeczności nastolatków tego małego miasta były jak drut kolczasty, gotów skaleczyć, rozedrzeć, wbić się w ciało.

? Nie sądzę. ? To była prawda. Gdyby Tasha chciała się zabić, wybrałaby bardziej romantyczny sposób. Poza tym by się nie zabiła. ? Ciało topielca się rozdyma, prawda? Gdyby jej szybko nie znaleziono, wyglądałaby ohydnie. A tego by nie chciała.

Twarz Hayley stwardniała. Suka. Głupia suka. Becca widziała te myśli jasno i wyraźnie w zielonym kamieniu jej tęczówek. Odpowiedziała nieruchomym spojrzeniem. No więc? Dokładnie to miała na myśli Jenny. Dokładnie to myślała Hayley. Becca miała ochotę się roześmiać. Złego słowa nie odważyły się powiedzieć o swojej królowej, chociaż była nieprzytomna. Żałosne.

? Kiedy ostatnio widziałyście się z Natashą? ? Po tym pytaniu policjantka nie spojrzała na Beccę.

? W szkole ? odparła Hayley, a Jenny przytaknęła. ? Chciałyśmy się spotkać dziś wieczorem, ale dziś miała jakieś święto rodzinne ? urodziny babci czy coś ? więc wszystko zależało od tego, kiedy skończą.

? Nie pisałyście do niej? Nie dzwoniłyście? ? Policjantka uśmiechnęła się lekko. ? Myślałam, że w tych czasach wszystkie jesteście przyklejone do komórek. ? Zabrzmiało to rozbrajająco, ale wymagało odpowiedzi.

Jenny pokręciła głową.

? Nie.

? A wy? Wyszłyście wczoraj?

Znowu zaprzeczenie.

? Była brzydka pogoda. I obie miałyśmy pracę domową. ? Hayley przejęła dowodzenie ? zastępca szeryfa wkraczający do akcji. ? Czasem trzeba zrobić przyjemność rodzicom. ? Uśmiechnęła się jak kot. ? I musiałyśmy ? my dwie i Natasha ? przygotować się do przesłuchania do szkolnej sztuki. Wystawiamy Czarownice z Salem. Będzie super.

? Więc Natasha się do was nie odzywała?

? Nie.

Becca, niemal zapomniana, zauważyła, że policjantka powtórzyła pytanie.

? Nie macie jej telefonu? ? spytała. ? Chyba wiecie, do kogo dzwoniła?

Inspektor Bennett przyjrzała jej się badawczo.

? Woda go uszkodziła. Był w jej kieszeni. Czekamy na bilingi. Rozumiem, że ty nie widziałaś Natashy? Też zostałaś w domu? ? dodała po chwili.

Becca pokręciła głową. Policjantka mówiła lekkim tonem, ale ona oblała się rumieńcem, jakby była winna, jakby to ona wepchnęła Natashę do lodowatej rzeki i zostawiła ją na pewną śmierć.

? Odwiedziłam mojego chłopaka. Wróciłam koło północy. Odwiózł mnie, a ja poszłam prosto do łóżka. Możecie go spytać, jeśli chcecie, gdzieś tu jest. Musieliśmy przywieźć panu McMahonowi ubrania.

Policjantka zmrużyła oczy.

? Jamiemu McMahonowi?

Becca skinęła głową.

? Aiden z nim pracuje. Gra trochę na gitarze i basie, więc nagrywa z nim ścieżki dźwiękowe.

? Kto to? ? spytała Hayley. Becca poczuła dreszcz uniesienia. Miała coś, czego te Barbie nie miały. Związek, o którym one mogły tylko pomarzyć.

? Mężczyzna, który wyciągnął Natashę z rzeki ? wyjaśniła inspektor Bennett, nie patrząc na Hayley. ? Jak to możliwe, że pan McMahon zna się z uczniem?

? Aiden już nie chodzi do szkoły ? powiedziała Becca. ? Ma dziewiętnaście lat. Pan McMahon był kiedyś jego prywatnym nauczycielem muzyki.

? To małe miasto ? zauważyła policjantka, ciągle z tym półuśmiechem.

? Zbyt małe ? odparła Becca, też starając się uśmiechnąć. Znowu poczuła się skrępowana, choć przecież nie zrobiła nic złego.

? Więc, o ile wiecie, Natasha była szczęśliwa?

Wszystkie pokiwały głowami.

? Miała chłopaka?

? Nikogo na stałe ? wyjaśniła Hayley. ? Podobała się chłopcom, ale żaden jej nie interesował. I nikt jej nie prześladował ani nic. Powiedziałaby nam.

? Często wymykała się z domu? ? Tu policjantka spojrzała na nie wszystkie, jakby poprzednie pytania były tylko wstępem do tego. Zapadła znacząca cisza. Hayley i Jenny zastanawiały się, na ile szczerości mogą sobie pozwolić.

? Czasem. Niezbyt często ? oznajmiła Hayley. ? Rodzice dają jej dużo luzu. Mogła robić, co chciała, ale jeśli wykradała się z domu, to przez okno w sypialni po drzewie rosnącym na podwórzu. Nadal wisi na nim sznurowa drabinka z czasów jej dzieciństwa.

? Być może teraz rodzice ją zdejmą ? zauważyła sucho Bennett.

Zadała jeszcze kilka pytań na bezpieczne tematy, o szkołę i znajomych, którzy mogliby udzielić jakichś informacji, a potem odeszła, najwyraźniej zadowolona.

Choć z pokoju ubyła jedna osoba, nagle wydał się Becce ciaśniejszy, gdy zostały w nim tylko one, skrępowane swoją obecnością. Właściwie to ona była skrępowana. Tamte dwie pewnie nie aż tak; stały lekko odwrócone do siebie, odgradzając się od niej jako od obcej.

? Może przynieśmy jej rzeczy ? odezwała się cicho Jenny. Spoglądała pytająco na Hayley i, cała spięta, skubała zębami idealnie umalowany paznokieć. ? Muzykę i takie tam z jej pokoju. Może to pomoże ją obudzić.

Hayley skinęła głową.

? Poproszę Gary?ego o klucze od domu. Dobrze będzie wyrwać się stąd na godzinkę, chyba zaczynamy śmierdzieć środkiem dezynfekującym.

? Najpierw spytaj o pozwolenie policjantkę ? odezwała się Becca. ? Czy można dotykać rzeczy Tashy.

Hayley zerknęła na nią, zirytowana, że Becca nadal tu jest.

? Wiesz, Bex, twoje włosy wyglądają, jakby trzeba je było umyć leczniczym szamponem. Poproś pielęgniarki, pewnie mają.

? A ty poproś o coś na ból dupy ? warknęła Becca. Zmierzyły się wrogim spojrzeniem, rozdzielone pogardą i tysiącem różnic społecznych. Teraz, gdy policjantka odeszła, nie musiały silić się na uprzejmość.

? Boże, jesteś obrzydliwa ? powiedziała Jenny.

? Tak jak jej chłopak. ? Hayley ruszyła do drzwi, nawet nie patrząc na Beccę. ? Dno dna.

? Byle się tylko nie rozmnożyli.

Becca spojrzała na komórkę, udając, że przegląda wiadomości. Nie podniosła głowy, dopóki dziewczyny nie wyszły. Trochę ściskało ją w żołądku. Przecież tak długo nie obchodziło jej ich zdanie ? dlaczego teraz miałaby się nimi przejmować? Pretensjonalne, zarozumiałe suki i tyle. Natasha też. Po co w ogóle tu przyszła? I gdzie Aiden? Jakby w odpowiedzi rozległ się sygnał komórki. Zabieram Jamiego do domu. Wrócę po ciebie. Za ok. godzinę. Przepraszam :*

No kurwa, świetnie. Dobrze chociaż, że Barbie sobie poszły.

Odpisała „OK”, starając się, żeby nie zabrzmiało to, jakby była zirytowana, choć była, a potem poszła poszukać automatu z napojami. Po wczorajszej nocy czuła suchość w ustach, a w poczekalni było za ciepło.

*

Gary Howland stanął obok niej, gdy szukała drobniaków w kieszeniach.

? Rebecca! Pozwól. I tak chciałem kupić kawę.

? Dzięki. ? Ojciec Natashy był zmęczony. Sweter miał wymięty, pewnie włożył go w pośpiechu o świcie, gdy świat mu się zawalił. Becca mu współczuła. Z jej punktu widzenia wszyscy Howlandowie, od Natashy po dorosłych, wiedli urocze życie. W każdym razie aż do teraz. To, co się stało, musiało być szokiem.

? Na co masz ochotę? ? spytał ojciec Natashy.

? Colę light proszę.

Gary Howland wcisnął odpowiednie guziki i butelka głośno wylądowała w podajniku.

? Jak się czuje pani Howland? ? spytała Becca. Głupio, ale co innego mogła powiedzieć? Przez te wszystkie lata, gdy była najlepszą przyjaciółką Tashy, chyba po raz pierwszy znalazła się sam na sam z jej ojcem. To Alison karmiła je, odbierała ze szkoły i przynosiła sok i ciasteczka. Gary był tylko? tatą.

? Poczuje się lepiej, kiedy Natasha się obudzi.

Automat z rzężeniem napełniał kubek wodnistą kawą i mlekiem w proszku. Gary Howland najwyraźniej nie wziął pod uwagę, że jego córka mogłaby się nie obudzić. ? Ale nie sądzę, żeby jej pomagała tym ciągłym szlochaniem. ? Ojciec Natashy spojrzał na Beccę, która po raz pierwszy uświadomiła sobie, że to całkiem przystojny mężczyzna. Jak dla niej ? za bardzo wymuskany, no i oczywiście o wiele za stary, ale przystojny. Zresztą wyglądał jakoś młodziej, ubrany w zwyczajne ciuchy, bez garnituru i krawata.

? Chce pan, żebym tam poszła i mówiła do niej? ? Te słowa padły z jej ust, zanim zdołała je powstrzymać, wyssane z jej mózgu w reakcji na nagłą falę litości. ? Mam trochę czasu.

? Zechciałabyś? ? Jego wdzięczność legła jej ciężarem na barkach. Becca przeklęła swoją głupotę. Mogła napisać do mamy, żeby po nią przyjechała. Mogła zejść na dół i zaczekać na Aidena na tym lodowatym zimnie. O czym, do cholery, mogłaby mówić do swojej byłej przyjaciółki?

? Oczywiście ? powiedziała. ? Ja też kocham Tashę.

Od tego kłamstwa aż ją zamrowiła skóra na twarzy.
(…)

Sarah Pinborough „13 minut”
Tłumaczenie: Maciejka Mazan
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 424

Opis: Byłam martwa przez 13 minut? teraz chcę wiedzieć, dlaczego. Nie pamiętam, jak trafiłam do lodowatej rzeki, ale wiem jedno: to nie był wypadek. Podobno przyjaciół trzeba mieć blisko siebie, a wrogów jeszcze bliżej, ale czasem trudno ich rozróżnić. Moje przyjaciółki mnie kochają. Wiem to. Co nie znaczy, że nie chciały mnie zabić. „13 minut” to wciągający kryminał o ludzkich tajemnicach, lękach, manipulacji i potędze prawdy. Podważa to wszystko, co myślimy o swoich relacjach z innymi i budzi wątpliwości, czy naprawdę znamy naszych bliskich?

Tagi: , , , , ,

Kategoria: fragmenty książek