banner ad

Bronisław Piłsudski wśród Ajnów. Fragment powieści „Akan” Pawła Goźlińskiego

7 października 2019


Powieść „Akan” Pawła Goźlińskiego opisuje losy Bronisława Piłsudskiego, który za udział w spisku na życie cara zostaje zesłany na wyspę Sachalin. Tam zajmuje się badaniami nad zanikającymi ludami zamieszkującymi te ziemie. W czasie, gdy jego brat, Józef Piłsudski, budował dla wielkiego narodu państwo polskie, Bronisław podejmował wysiłki, aby uratować niewielki lud na Dalekim Wschodzie Rosji. Polecamy fragment książki, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Agora.

Bronisław wymieniał sake na pieśni. Siadał naprzeciw starców jak skryba i notował pośpiesznie ajnuskie słowa, żeby nie przerywać aojdowi. Sterta notesów rosła, a w takim samym tempie narastała moja frustracja. Coraz częściej myślałem o tym, że plan, który opracowałem, to mrzonka. Nie będzie badań, nie wywiozę stąd Bronisława, wrócę z podkulonym ogonem. Udało mi się pomierzyć rodzinę Spańrama, ale inni zaczęli mnie unikać. Ajnowie u siebie chodzili nago, ale w cudzej chacie nie zamierzali się rozbierać. Nie chcieli rozkładać przede mną rąk ani pozwolić, żebym mierzył cyrklem obwody ich czaszek. Kobiety, które do pracy w polu nosiły tylko opaskę na biodrach, nagle rumieniły się i zasłaniały rękami swoje intymności. Zwłaszcza kiedy pojmowały, że chcę im obcinać włosy. Nie tylko z głowy. Potrzebowałem próbek z pach, piersi, pachwin.

? O co im chodzi? ? spytałem Bronisława, który wieczorem rozłożył w chacie Spańrama magiczne pudło. Zdejmował wieko, kręcił korbą, wsuwał w tuleję blaszaną tubę. Potem z walcowatego pudełka z brodatą twarzą Tomasza Edisona wyjmował ostrożnie wałek, na którym rysowała się wąska kreska wyżłobiona diamentową igłą. Nasadzał go na obrotową rurę fonografu i przesuwał dźwigienkę. Ajnowie napierali na siebie, dzieciaki przeciskały głowy pod ramionami dorosłych, żeby słyszeć wydobywający się z tła szumów i trzasków chrapliwy głos.

? Boją się, że z włosami ukradnę im duszę? ? ciągnąłem. ? Przecież gdy ich nagrywasz, też ją odbierasz.

? Ja im pokazuję, że głos z wałka powraca. A jak zabierzesz im włosy, dusza może nie znaleźć drogi do domu.

Wiedziałem, że kpi sobie ze mnie i nie miał dość tej zabawy.

? Ale w gruncie rzeczy dusza może nie mieć tu większego znaczenia ? ciągnął.

? Więc co ma?

? Jak to nazwać? Może moda? Wystarczyła jedna zawstydzona dziewczyna i teraz inne nie chcą się rozbierać przed obcym.

? Uważasz, że modne jest teraz, żeby tobie dyktować całe pieśni, a niemodne, żeby dać się pomierzyć?

Nic mi nie odrzekł.

Po dwóch minutach igła zjechała z wałka. Ajnowie chcieli więcej. Fonograf wzbudzał w nich dziecięcy entuzjazm i lęk. Podchodzili blisko, przyglądali się, jak igła wędruje wzdłuż rowków. Ale nikt nie śmiał dotknąć urządzenia, nikt nie pytał, jak to możliwe, że czarna tuleja zasysa dźwięki i potrafi je wykrztusić na rozkaz. Tylko Spańram czekał, aż Broniś skinie głową, i wtedy chwytał za korbkę. Kręcił nią z zapałem, dumnie rozglądając się po twarzach sąsiadów.

? Kiedyś w Wilnie oglądałem machinę, która imitowała ludzką mowę. Ale to była tylko bezużyteczna jarmarczna sztuczka. ? Zaśmiał się. ? Rzęziła jak zarzynane prosię.

Pierwszy raz od czasu, kiedy opowiadał mi o ojcu, przywoływał swoje niesachalińskie życie. Jednak wspomnienie chyba znów go zabolało, bo umilkł i zapatrzył się w kłębiaste inau zwisające z poszycia dachu.

? Musimy stąd wyjechać ? rzuciłem przez ogień.

? Dokąd?

? Dalej. Na zachód albo na północ.

? Dopiero udało się nam zdobyć ich zaufanie ? oponował.

? Tobie się udało ? powiedziałem tonem bardziej stanowczym, niż chciałem. ? Całe zaufanie należy do ciebie. Ja jestem tylko tolerowanym dodatkiem. Nie mogę czekać, aż zmienią o mnie zdanie. Potrzebuję tych pomiarów. Bez nich nie ruszymy z miejsca.

Skończył się zapis na kolejnym wałku. Ajnowie domagali się, żeby uruchomił kolejne nagranie.

? Nie, nie. Koniec, wystarczy na dzisiaj.

Zaczął szerokimi gestami wygarniać ich z chaty. Ociągali się, dopóki Spańram nie ruszył wraz z nimi. W chacie zostały tylko kobiety, dzieci i nas dwóch.

Ajnowie w obiektywie Bronisława Piłsudskiego.

Bronisław spakował fonograf i schował pod łóżko. Wyciągnął spod materaca notes, przez chwilę myślałem, że znów chce uciec do swoich pieśni, ale odłożył go i zagapił się w inau pod sufitem.

? Kiedyś zapewne składali ofiary z ludzi. Sądzili, że tego pragną od nich duchy.

? Kanibalizm?

? Być może. Potem nauczyli się oszukiwać swoich bogów. Zamiast zabijać, strugali człekopodobne figury. Czasami widywałem inau, które miały coś w rodzaju twarzy. Na pewno usta. Ale okazało się, że bogowie są ślepi. Wystarczy im podłożyć patyk z wiechciem strużyn i dają się nabrać.

? Powinniśmy kontynuować w tym kierunku. Może znajdziemy relikty, które potwierdzą tę tezę? Pieśni albo miejsca kultu.

Zaśmiał się i pokiwał głową.

? Już kiedyś ich szukałem u Gilaków, ze Sternbergiem.

? I co?

? Nie znaleźliśmy. Ale nie to chciałem powiedzieć.

? Więc?

Podszedł do paleniska. Podniósł kij oparty o pusty gar i zaczął rozgarniać żar, jakby spodziewał się w nim znaleźć pogubione myśli.

? Nie są dziećmi i nie potrzebują mesjaszy.

A więc jednak pamiętał, co do niego mówiłem po pierwszej uczcie w Siraoj.

? Tak jak my potrafią zabijać, żeby przetrwać ? ciągnął, gapiąc się w ogień. ? I kłamać, masz rację. Ale robią to przede wszystkim, żeby się nie powybijać nawzajem. Są ludźmi. Nikim więcej i nikim mniej. Reszta nie ma znaczenia. Czy przyszli z Kaukazu, czy są ocalonymi z Atlantydy Wschodu, potomkami Asyryjczyków czy Żydami, którzy zapomnieli o przymierzu. Nawet jeśli zdobędziesz najpewniejsze dowody, to niczego nie zmieni.

? Chcesz powiedzieć, że nasze pochodzenie jest bez znaczenia? Że historia jest bez znaczenia? To, kim jesteśmy, też?

? Oni wiedzą, kim są.

? To nie o nich chodzi, tylko o nas!

? W końcu jakaś prawda! Ta wiedza potrzebna jest tylko tobie. Przepraszam, nauce. Żeby w końcu można ich było ustawić we właściwej gablocie. Między reliktami z dzieciństwa ludzkości. Prymitywnymi, naiwnymi, okrutnymi i chciwymi. Patrzcie, jaką drogę przebyliśmy, żeby zasłużyć na miano cywilizowanych!

Ogień prawie zgasł. Po sczerniałych bierwionach wędrowały tylko jaskrawe węże. Wyjąłem kij z rąk Bronisława i rozgrzebałem palenisko, aż znów buchnęło płomieniami. Wrzuciłem kilka szczap. Odruchowo pochyliłem głowę, żeby oddać cześć Kamuj Fuci.

? Nie wiem, dlaczego sądzisz, że dopiero wracając, miałbym się poczuć do końca człowiekiem. Nasze życie wcale nie jest lepsze, my też nie jesteśmy od nich ani trochę lepsi. Tylko potrafimy jeszcze lepiej kłamać i ukrywać nasze okrucieństwo ? ciągnął. ? Ale to się wkrótce skończy.

? Co się skończy? Chcesz zawrócić czas? Żebyśmy znów żyli w strachu przed bogami, wiecznie chorzy, głodni, bezbronni?

? Myślisz, że nas ocali kinematograf? Albo promieniowanie? Albo latające machiny? Patrz na nich, oni wcale nie są przeszłością człowieka. Oni są przyszłością.

Coś się poruszyło w przedsionku. Po chwili do izby wtoczył się Spańram w rozchełstanym kimonie. Był pijany. Żona chwyciła go za pas i wepchnęła do łóżka. Chciał ją pociągnąć za sobą, ale wymknęła się i poszła spać na posłanie córki. Spańram wylazł z barłogu i przysiadł się do nas. Skarżył się na żonę, chciał więcej sake. Nie wiem, co powiedział mu Piłsudski. Wiem tylko, że natychmiast wytrzeźwiał i pokornie powlókł się na swoje legowisko.

Kiedy zasypiałem w ciemności, usłyszałem szept Bronisława.

? Wiesz, że zawsze zabijają jedno z bliźniąt?

? Wiem, pochodzi od złego kamuj.

? Wcale nie dlatego. Wiedzą, że bliźnięta i tak będą ze sobą walczyć. O mięso, o ziemię albo o żonę. Aż się pozabijają. Więc żeby ocalić jedno, trzeba zabić to drugie.
(…)

Paweł Goźliński „Akan”
Tłumaczenie:
Wydawnictwo: Agora
Liczba stron: 664

Opis: „Ta wyspa cała jest bluźnierstwem. Jeśli stworzył ją jakiś bóg, to strach się do niego modlić”. Był starszy od Józefa o trzynaście miesięcy. Rywalizowali o te same dziewczyny i zaplątali się w ten sam spisek na życie cara. Lecz to dwudziestojednoletni Bronisław został skazany na karę śmierci, zmienioną ostatecznie na piętnaście lat zesłania. Sachalin, odległa wyspa między wybrzeżem Rosji a Japonią, to piekło, jak pisał Czechow. Ale dla żyjących tam plemion jest domem. Staje się nim również dla Bronisława, który coraz bardziej oddala się od nieludzkiego świata zesłańców i zanurza w niezwykłym świecie Ajnów ? najbardziej tajemniczego ludu na ziemi, otaczającego kultem niedźwiedzie i szamanów, a wystrzegającego się bliźniąt. Bronisław staje się dla Ajnów kimś więcej niż badaczem, który na zawsze ocali ich kulturę od zapomnienia. Tymczasem, w przededniu wojny rosyjsko-japońskiej, otwiera się przed nim szansa powrotu. Ale skorzystać z niej, oznacza porzucić ludzi, dla których stał się AKANEM.

Tagi: , , , , , ,

Kategoria: fragmenty książek