banner ad

Jak Owen zarobił pierwsze pieniądze, nagrywając audiobooki dla swego ojca, Stephena Kinga

23 czerwca 2018


„Jeden ojciec znaczy więcej niż stu nauczycieli” ? pisał angielski poeta George Herbert. Z jego słowami zgodziłby się z pewnością Owen, syn Stephena Kinga. Życie pod jednym dachem z kompulsywnym pisarzem, który spędza długie godziny, stukając zapamiętale w klawiaturę komputera, niesie oczywiście ze sobą pewne wady, ale dla autora „Miasteczka Salem” i „Lśnienia” rodzina zawsze była ważna, a Owen (i pozostała dwójka dzieci Kingów) wielokrotnie w wywiadach podkreślał, jak bardzo jest wdzięczny rodzicom za to, jak został wychowany. Metody wychowawcze Kingów wiązały się często z największą pasją rodzinną, czyli z literaturą. Pierwsze pieniądze Owen zarobił, nagrywając dla ojca audiobooki. Z perspektywy czasu, jako czytelnik i zawodowy pisarz, stwierdza, że zadanie to dostarczyło mu niemałych korzyści.

Stephen King zainteresował się audiobookami, gdy moda na nie dopiero raczkowała w Stanach. Mieszkając w Maine, nie sposób uniknąć pokonywania długich tras samochodem. A co lepiej wypełni czas za kółkiem, jak dobra książka nagrana na taśmie? Problem w tym, że ? jak ironizował King ? ofertę audiobooków można było uznać za bogatą, jeśli chciało się wysłuchać tylko „Ptaki ciernistych krzewów” Colleen McCullough. Skąd zatem zdobyć audiobooki, których nie było w sprzedaży? „Pewnego dnia w 1987 roku ojciec podarował mi magnetofon kasetowy, pakiet pustych kaset i wydanie w twardej oprawie powieści ‚Opiekunowie’ Deana Koontza, oferując 9 dolarów za każdą nagraną kasetę 60-minutową” ? wspomina Owen w eseju opublikowanym na łamach „New York Timesa”.

Ktoś mógłby powiedzieć, że King musiał być niepoprawnym optymistą, jeśli liczył, że otrzyma porządnie nagrany audiobook. Owen miał wówczas zaledwie 10 lat. Czasem podczas wspólnego czytania, bo rodzina Kingów lubiła urządzać sobie co wieczór takie seanse, jako najmłodszy dawał się pozostałym ostro we znaki, np. przedrzeźniając do umęczenia szkocki akcent Alana Brecka Stewarta z powieści „Porwany za młodu” Roberta Louisa Stevensona. Poza tym, jak każdy chłopak w tym wieku, miał problemy z przeczytaniem bez dukania trudniejszych słów. Wkrótce miało się jednak okazać, że ta propozycja odegrała ważną rolę w rozwoju małego Owena.

„Czytałem dużo książek, ale nie myślałem o nich zbyt wiele. Po prostu je konsumowałem” ? wyjaśnia. „Ale kiedy zamknąłem drzwi do sypialni, usiadłem, nacisnąłem czerwony przycisk na magnetofonie i zacząłem głośno czytać ‚Opiekunów’, doświadczyłem innej lektury. Jak zawsze historia sprawiła, że otaczający świat znikł, ale teraz część mnie nadal była obecna. O wiele trudniej jest lekceważyć słowa, gdy wychodzą z ust”. Czytając na głos, Owen mógł dostrzec pewne zbyt oczywiste zbiegi okoliczności czy też literackie zagrania, które stosował Koontz.

„Obserwatorzy” to była pierwsza z co najmniej dwudziestu kilku książek, które najmłodszy King nagrał dla ojca za pieniądze. Stephen do tego samego zatrudniał również jego brata i siostrę, Joego i Naomi. „Ojciec twierdził, że nie chodzi mu o to, aby poszerzać nasze horyzonty literackie, chciał tylko posłuchać książek. Niemniej jednak moje horyzonty poszerzył” ? zauważa Owen. Na liście książek, które nagrał znalazły się „Diuna” Herberta czy „Drużyna Pierścienia” Tolkiena, czyli pozycje, które z pewnością sam by wybrał do lektury, ale też np. „Naciągacze” Jima Thompsona. „Musiałem mieć trzynaście albo czternaście lat, kiedy czytałem tę książkę, a brutalny, zakłamany świat, który opisywała, zaskoczył mnie. Szalony kontrast między ‚Naciągaczami’ a ‚Drużyną Pierścienia’ sam w sobie stanowił przyjemność; przejście z jednego świata do drugiego było formą teleportacji” ? wspomina.

Zlecona przez ojca praca była również doskonałą okazją, aby chłopak mógł lepiej zrozumieć zajęcie swoich rodziców. „Byłem zatrwożony ilością czasu, który moi rodzice spędzali samotnie. Nie mogłem zrozumieć, jak mogli to znieść. Myślałem, że bycie pisarzem to nie tylko najgorsze zajęcie na świecie, ale też najbardziej przerażające” ? wspomina Owen, który w młodości wielokrotnie siedział na wycieraczce przed gabinetem ojca, bawiąc się z psem Marlowe’em, który czekał tam wiernie na swojego pana. Dlatego kiedy później zamykał się w pokoju i siadał przy biurku, w pewnym sensie powtarzał to, co robili każdego dnia jego rodzice. Nabrał w ten sposób cierpliwości, ale też wprawy w samotnym spędzaniu czasu nad tekstem, co przydało mu się, gdy sam postanowił zostać pisarzem.

Pierwszy audiobook, który Owen nagrał dla ojca, nie zachował się do naszych czasów. Przetrwało jednak kilka kolejnych. Dziś Owen nie może ich słuchać. „Czytam zdyszany, nosowym głosem ? jak telemarketer starający się utrzymać kogoś na łączach” ? komentuje. Wciąż jednak nagrywa książki dla ojca. Tyle że teraz robi to w formie prezentów. Kilka lat temu wpadł na pomysł świątecznego podarku w postaci własnego audiobooka z „Wojną i pokojem”. Dzieło Tołstoja do cieniutkich książeczek nie należy, a i obowiązków Owen ma więcej niż kiedyś. „Skończyło się na tym, że wręczyłem to kilka bożonarodzeniowych świąt później. Popełniłem zbrodnie przeciwko rosyjskiemu nazewnictwu, które tylko Bóg może wybaczyć, ale uważam, że znacznie poprawiłem technikę” ? pisze. Jak sam zaznacza, jego ojciec jest o wiele lepszy w czytaniu. Bo trzeba wam wiedzieć, że Stephen w ciągu wielu lat też nagrał swojemu synowi kilka książek, m.in. powieści Jona Hasslera i Grahama Greene’a. „Te kasety i płyty są dla mnie bardzo wyjątkowe” ? mówi Owen. „Dobrze jest słyszeć znajomy głos w samochodzie, opowiadający historię. Rozumiem, dlaczego byłbyś gotów za to zapłacić”. Bez względu na pieniądze wartość sentymentalna takich pamiątek jest bezcenna, a lekcja wyniesiona z ich przygotowania może zaowocować w przyszłości.

W 2017 roku Stephen i Owen Kingowie napisali wspólnie powieść. Nosi ona tytuł „Śpiące królewny”.

Opracowanie: Artur Maszota
na podst. New York Times

Tagi: , , , , , , , ,

Kategoria: ciekawostki