Jedyna taka na świecie – Biblioteka niepublikowanych książek im. Richarda Brautigana

26 sierpnia 2017


W Vancouver, w stanie Waszyngton, działa jedna z najbardziej osobliwych bibliotek na świecie. Żadna z książek, które znajdują się w jej zbiorach, nie została nigdy opublikowana. Oto miejsce, gdzie nieznani pisarze mogli udostępnić swoje dzieła.

W Bibliotece im. Richarda Brautigana znajdziecie literaturę o różnorodnej tematyce. Są powieści przygodowe, romanse, tomiki poetyckie, są sztuki teatralne, dzieła filozoficzne czy historyczne. Wszystkie publikacje przechowywane w zbiorach książnicy łączy jedna wspólna cecha: nie posiadają wydawcy ani numeru ISBN. Biblioteka zbiera bowiem jedynie książki niepublikowane.

Inspiracji do założenia biblioteki dostarczył amerykański poeta i powieściopisarz pokolenia bitników, Richard Brautigan. Jego książki (w tym najbardziej znana – „Łowienie pstrągów w Ameryce”) wywierały ponoć przemożny wpływ na życie czytelników. Zdarzało się, że ktoś w wysłużonych egzemplarzach umieszczał wiadomość dla kolejnych potencjalnych odbiorców: „ta książka odmieni twoje życie”. W swej czwartej, niewydanej dotąd w Polsce powieści „Abortion: An Historical Romance 1966” z 1971 roku, będącej parodią prozy gatunkowej, Brautigan opisał niezwykłą kalifornijską bibliotekę, w której swoje miejsce na półkach mogły znaleźć nikomu nieznane, niepublikowane książki. „Ta biblioteka powstała z przemożnej potrzeby i pragnienia istnienia takiego miejsca. Po prostu musiała powstać taka biblioteka” – tłumaczył autor.

Richard Brautigan na okładce powieści „Abortion: An Historical Romance 1966”.

Jak to często bywa, w końcu życie zaczęło naśladować sztukę. Opisując wymyśloną bibliotekę, Brautigan użył adresu i kodu pocztowego autentycznego oddziału biblioteki publicznej w San Francisco. Wkrótce po wydaniu książki pracownicy tej placówki zostali zalani pytaniami z całej Ameryki od niespełnionych autorów próbujących dowiedzieć się, czy rzeczywiście przyjmują niepublikowane manuskrypty. Odpowiedź niestety była negatywna, ale w głowie jednego z czytelników zaczęła powoli kiełkować idea wcielenia pomysłu w życie.

Todd Lockwood, artysta fotograf i fan twórczości Brautigana, długo nosił się z zamiarem otwarcia biblioteki. Dopiero w sierpniu 1989 roku, czyli pięć lat po samobójczej śmierci pisarza, zwrócił się do jego spadkobierców z prośbą o możliwość wykorzystania pomysłu. Wprawdzie odpowiedź otrzymał pozytywną, ale inicjatywa nie spotkała się z powszechnym uznaniem. Na przykład rysownik i satyryk Garry Trudeau odmówił członkostwa w radzie biblioteki, pisząc: „Kto chciałby spędzać godziny, gmerając w niepublikowanych materiałach w nadziei, że znajdzie coś wartego przeczytania?”. Z kolei agent Kurta Vonneguta na wieść o projekcie wybuchnął śmiechem. Lockwood przyczyny tego zjawiska doszukuje się w fakcie, że Brautigan był autsajderem i nawet w szczytowym momencie kariery nie był wysoko ceniony przez społeczność literacką, dlatego magia jego nazwiska nie zadziałała. Przynajmniej nie wśród pisarzy. Brautigan tworzył bowiem dla zwykłych czytelników, ci zaś, idąc za jego przykładem, często sięgali później po pióro. I to właśnie manuskrypty niektórych z nich, często niedoskonałe, nie cieszące się najmniejszym zainteresowaniem ze strony jakiegokolwiek wydawcy, a bywało, że i nieukończone, zaczęły trafiać na adres Lockwooda. Z tego też względu francuski krytyk sztuki Jean-Yves Jouannais nazwał Bibliotekę Brautigana „archiwum fiask”. W momencie uroczystego otwarcia w kwietniu 1990 roku w Burlington, w stanie Vermont, ulokowana w osobnym pokoju książnica posiadała zaledwie 7 książek. Dwa lata później liczba tomów wzrosła już do ponad 300.

Todd Lockwood pozuje obok oprawionego w ramkę archiwalnego artykułu na temat Biblioteki Brautigana.

Swoją twórczość przesyłali ludzie z różnych środowisk, w wieku od 13 do 92 lat. Był człowiek, który otrzymał w spadku wiersze po zmarłym na AIDS przyjacielu i postanowił podzielić się jego dokonaniami ze światem. Inny mężczyzna opisał swoje doświadczenia z pracy w charakterze pilota w południowo-wschodniej Alasce na początku lat 40. Pewna Amerykanka z kolei udostępniła własne wspomnienia o jakże wymownym tytule „Autobiografia nikogo”, którą odrzuciło 40 wydawców. Znalazła się też powieść nieznanej nikomu Keat Presse, która miała być hołdem dla seriali pokroju „Twin Peaks” czy „St. Elsewhere”. Rekordzistą był filozof Albert E. Helzner, który dostarczył przez kilka lat 20 książek poświęconych m.in. rozważaniom nad kondycją naszego uniwersum, używaniu liczb do określenia czasu czy perspektywie pozwalającej zrozumieć świat, w którym żyjemy. Trafiały się dzieła, które z powodzeniem mogłyby konkurować w corocznym plebiscycie o miano najdziwniejszego tytułu książki, jak „Hormony: jeśli nie mam kochanka, to go sobie wymyślę” czy „Wielgachny brzydki człowiek przywiązany do swego konia”.

Zasady przyjmowania manuskryptów były proste. Wzorem biblioteki opisanej w „Abortion” teksty nie podlegały ocenie. Każdy z pisarzy musiał jedynie uiścić opłatę za oprawienie i skatalogowanie książki. Na okładce nie pojawiał się tytuł ani nazwisko autora, a jedynie numer referencyjny. Książki sklasyfikowano w 13 kategoriach według systemu majonezowego zainspirowanego symboliką z innej powieści Brautigana, „Łowienie pstrągów w Ameryce”. Początkowo zresztą słoiki z majonezem służyły za podpórki oraz zdobiły regały, co widać na powyższej fotografii przedstawiającej Todda Lockwooda.

Książki z Biblioteki Brautigana.

Niektórzy mieli nadzieję, że być może jakiś wydawca zauważy ich dzieło w bibliotece, co da początek literackiej karierze, jednak większość niepublikowanych pisarzy po prostu zadowalała się faktem, że ich twórczość znalazła miejsce w bibliotece na widoku publicznym. Bo choć książki nie są wypożyczane, każdy zainteresowany może zapoznać się z ich treścią na miejscu w czytelni.

Powieściowa biblioteka utrzymywała się dzięki cichemu wsparciu pewnego milionera-filantropa. W świecie realnym sprawy nie układały się tak różowo. Funkcjonowanie Biblioteki Brautigana umożliwiały skromne darowizny i pomoc wolontariuszy, toteż w swej historii nie uniknęła ona lokalowych perturbacji. W 1995 roku, na skutek kłopotów finansowych, Lockwood zmuszony był znaleźć instytucję, która zgodziłaby się zaopiekować kolekcją. Zbiory trafiły na dekadę do Fletcher Free Library, ale w 2005 roku przeniesiono je do magazynu. W 2010 roku inicjatywę udało się ożywić na nowo dzięki dr. Johnowi Barberowi, który chodził na studia z Brautiganem i od lat zajmował się badaniem jego twórczości. Sprowadził niepublikowane książki do Vancouver i znalazł dla nich przestrzeń w miejscowym muzeum. Jeśli chcielibyście zajrzeć do zbiorów, odwiedźcie Muzeum Historyczne Hrabstwa Clark.

John Barber przegląda jedną z książek w Bibliotece Brautigana.

Obecnie Biblioteka Brautigana nie przyjmuje już nowych manuskryptów. Przynajmniej nie w formie fizycznej (wciąż można zgłaszać e-booki, ale to raczej marginalna część kolekcji). W katalogu biblioteki znajduje się około 400 książek i zbiór ten nie powiększy się już nawet o jeden papierowy wolumin. Przyczyna jest prozaiczna. Jeśli dziś ktoś chce archiwizować swoją twórczość, czyni to najczęściej za pośrednictwem internetu i dostępnych w nim narzędzi: blogów, portali społecznościowych, stron dedykowanych początkującym pisarzom. Biblioteka ma więc raczej wartość historyczną dla socjologów i badaczy. Przypomina też, że już przed erą cyfrową ludzie szukali kreatywnych sposobów, aby prezentować swoją twórczość innym, nawet jeśli nie znajdował się wydawca gotowy opublikować ich książkę.

Obecnie w Bibliotece Brautigana stoją już jedynie atrapy słoików z majonezem.

Artur Maszota
fot. książek: Joe Mabel/Wikimedia Commons, fot. Lockwooda: Clark County Historical Museum
na podst. The 23, KTTS, New York Times, Brautigan Library

Tematy: , , , ,

Kategoria: artykuły